Teoria miłości

Jest 22.04. Położyłem się do łóżka z chęcią pogrążenia się jak najszybciej w błogim śnie.

Niestety jak łatwo można było przewidzieć sen pije chyba w jakimś podrzędnym barze i szybko nie wróci. A nawet gdyby wrócił to kac go będzie za mocno łupił żeby miał się do czegokolwiek nadawać. Sen poszedł pić za mnie bo ja już nie mogę, to nic mi nie daje..

Pozatym nawet nie mam z kim, moje obecne co do "kumpla" przypuszczenia za kilkanaście godzin mają się sprawdzić. Dopiero teraz dostrzegam, że serce mi wali i mam ostro nieregularny oddech.

Myślę o tych trzech wysłanych jakby od niechcenia sms-ach. Dla każdego pewnie pisało by w nim pare słów bez znaczenia. Dla mnie zawierały olbrzymi przekaz emocji, niechęci, zdrady, tryumfu i pełnego olania. 

Po kilkunastu minutach już wiem, to koniec. Znowu. Poraz drógi.

"Ale nawet w tym momencie wiem, że serce jeszcze przez długi czas będzie miec lokatora, lokatora który w sumie nigdy się z niego nie wyprowadził. Poprostu jakoś tak ciszej było przez chwilę. I tyle. Ale też nigdy nie zapomnie tej krótkiej przerwy onieśmielającej swobody. Tylko znajomi, żadnych lokatorów, zabawa bez przerwy.

Ale lokator wrócił sam, zupełnie nie proszony. Nie byłbym sobą jednak gdybym nie przyjął go z otwartymi ramionami, tym bardziej, że był znany i lubiany. Wszystko było dobrze do póki nie lokator nie przyszedł z nieznajomym. Wiedziałem, że szykują się problemy.

Niestety znowu wykazałem się za słabym refleksem i teraz lokator przebywa całymi dnaimi poza domem, zresztą mieliśmy małą sprzeczkę, o umowę dotyczącą warunków zamieszkałych."

Noc minęła praktycznie bezsennie, wydaje mi się, że zasnąłem koło 02.40. obudziła mnie matka wychodząc o 6 do roboty. Rzeczywiście się wyspałem. Do tego na dzien dobry zastałem w domu prawdziwy bajzel. Alkohol + pewien jegomość= nazbyt niebezpieczny mix.

Długo nie wytrzymałem, poszedłem do sklepu po świerze pieczywo a po powrocie czyli koło godziny 9 postanowiłem złożyc wizytę u "kulegi". Warunki domowe spowodowały opóźnienie po którym na miejsce dotarłem na godzinę 10. Znajomy był zdziwiony moją osobą ale po krótkiej wymianie przywitań siedzielismy w pokoju. "Niestety tak wyszło"...

Wbrew pozorom odczułem ulgę, wszystkie niepozytywne emocje spłynęły ze mnie w jednej chwili. Prawda i fakty to to czego potrzebowałem.

"Jednak po jednej z wizyt owego nieznajomego znalazłem karteczkę z numerem, jak narazie okazuje się, że jestem na dobrej drodze do podpisania umowy z nowym lokatorem. Choć wątpię czy nie zostawię wolnego pokoju dla poprzedniego."



"Najbezpieczniejszy stan ducha?
Brak obiektu zainteresowań."





Michał"Misztal"Łuksza
michalluksza@o2.pl gg:3482779
kom:501611224