|

Grupa C
Z braku czegoś lepszego tytuł grupy śmierci nadano grupie C. Podstaw do przypinania tej etykietki za wiele nie ma, bo Holandia i Argentyna to czołówka rankingu FIFA, a WKS i Serbia znajdują się odpowiednio w czwartej i piątej dziesiątce. Oczywiście, choćby w przypadku postjugosławiańskiej federacji ten ranking jest mocno zaniżony, jednakże trudno nie dostrzec różnicy klas między faworytami tej grupy, a piłkarzami z Afryki i Bałkanów.
Przeglądając skład Argentyny i Holandii na każdej pozycji dostrzeżemy zawodników, których chciałyby mieć u siebie czołowe kluby świata. Za to wśród powołanych przez trenera Henry'ego Michela znajdują się tacy "tytani" światowego futbolu jak Yapi Yapo, Kouassi czy Koffi. Owszem, są tam też Toure, Eboue, Zokora, Drogba czy Dindane, jednak nie jest to w stanie sprawić, by można było postawić na wyjście z grupy piłkarzy WKS wielkie pieniądze. A Serbowie? Szczycą się chwilowo najlepszą obroną w Europie, z jedną straconą bramką w dziesięciu meczach eliminacyjnych. Ale gdy już było po wszystkim, podczas turnieju w Kijowie w meczach z Polska i Ukrainą stracili ich aż pięć. Vidić, Dragutinović, Krstajić i Gavrancić- czy ta czwórka jest w stanie powstrzymać Drogbę, Crespo, Messiego lub Robbena? Śmiem wątpić.
Ale nie samymi składami i rankingiem człowiek żyje. Cztery lata temu z tych drużyn w finałach grała tylko Argentyna. Wylądowała w grupie śmierci i pakowała walizki po fazie grupowej. Teraz nikt nie wyobraża sobie, aby powtórzyła się taka sytuacja. Choć trzeba pamiętać, ze od 16 lat Argentyna nie przeskoczyła ćwierćfinału. I to wcale nie dlatego, że brakowało umiejętności. Po prostu trafiały się takie mecze, kiedy gra się kompletnie Latynosom nie kleiła, organizacja gry leżała, a zespół przegrywał we frajerskich okolicznościach. Być może pod wodzą najlepszego trenera w historii piłkarstwa młodzieżowego - Jose Pekermana - takich wpadek da się uniknąć. A wtedy Argentyńczycy mają wszelkie dane, by mierzyć w najwyższe cele.
|
|
U Holendrów sprawa ma się podobnie, w sobie tylko znany sposób nie przebrnęli przez kwalifikacje przed czterema laty, a osiem lat temu brąz przegrali, chociaż przeważali przez 88 minut "małego finału" z Chorwacją. Zespół Oranjes pod względem wyszkolenia technicznego ustępuje jedynie Brazylijczykom, choć kto wie, czy to nie pomarańczowi grają obecnie najładniejszą piłkę. Przez eliminację przebrnęli jak burza, a drużyna pełna bardzo młodych i jeszcze bardziej utalentowanych gwiazd i gwiazdeczek ma szansę nawiązać do tradycji z czasów Cruyffa, Krola czy Rensenbrinka. A jeśli nie teraz to może za cztery lata...
Serbowie mają opinię takich, co jednego dnia mogą ograć mistrza świata, by tydzień później nie poradzić sobie z przeciętniakami. Co prawda trudno wyobrażać sobie, aby siedmiokrotnie (lub chociaż trzykrotnie) występowała ta "lepsza" Serbia, ale nie takie cuda w futbolu się zdarzały. Sprzyjać ma temu szczęśliwa ręka trenera Petkovicia i wspaniała atmosfera w drużynie. No cóż, może to się niezbyt wiele, ale jeśli działa... Kiedyś Lechowi Poznań miało przynieść korzyść czerpanie przez piłkarzy energii z oceanu. A Togo ma szamana...
Szamana nie ma za to WKS, największym futbolowym czarodziejem w tej drużynie jest trener Henri Michel, który zdobył z Francją brąz na MŚ w 1986 r. Na powtórzenie tego sukcesu nie ma teraz co liczyć, bo limit szczęścia wyczerpano już w eliminacjach (konkretnie w 94 minucie meczu Egipt- Kamerun, kiedy Wome, obecnie persona non grata w ojczyźnie, spudłował przy decydującym karnym), ale Afrykanie mogą spełnić rolę języczka uwagi przy rozstrzyganiu awansu z tej grupy. Trudno sobie bowiem wyobrazić, żeby opuszczali Niemcy bez choćby punktu. Gdyby zaś przyjąć, ze Mourinho trenerem-geniuszem jest, to WKS ma najlepszego napastnika w grupie C, bo akcje Drogby w prywatnym rankingu Portugalczyka stały wyżej niż Crespo i Keżmana.
Autor: Andrzej Gomołysek
Śledź Mistrzostwa Świata w serwisie @-sport >>
| |