strona: 44        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Polska - Wyspy Owcze: w cieniu meszek


Ostatniemu polskiemu zgrupowaniu przed wyjazdem na Mundial w Niemczech towarzyszyło wiele pytań. Przodujacym było to, kto z powołanej 16-ki piłkarzy wywalczy "bilet" na Mistrzostwa Świata. W grupie zawodników znalazło się kilku pewniaków, jednak pozostali musieli swoje wysokie aspiracje potwierdzić na boisku.

Zgrupowanie przed spotkaniem z Wyspami Owczymi zostało zorganizowane we Wronkach. Jak już wspomniałem, trener Paweł Janas powołał na nie 16 zawodników, wśród których znaleźli się sprawdzeni już gracze (jak np. Grzegorz Rasiak, Tomasz Frankowski czy Kamil Kosowski), jak i tacy którzy musieli potwierdzić swoją przydatność dla drużyny (Maciej Scherfchen, Seweryn Gancarczyk, Maciej Kuś). Wprawdzie przeciwnik nie był zbyt wymagający to jednak właśnie z tak nisko renomowaną drużyną można było przećwiczyć pewne elementy gry.

Na szczęście dla widowiska, trybuny we Wronkach zapełniły się kibicami polskiej reprezentacji, co tylko - w pewnym sensie - uatrakcyjniło dosyć marne widowisko. Oklaski nagradzające składne akcję i gole, gwizdy po kiksach lub fatalnych momentach gry - to z całą pewnością wpływa nie tylko na ludzi siedzących przed telewizorami, ale również na samych piłkarzy. Reprezentacja Polski rozpoczęła spotkanie z Kuszczakiem w bramce (co nie było zbytnią sensacją). Jednak już dalsze pozycje mogły przeciętnego kibica nieco zdziwić: defensywnym pomocnikiem został Tomek Rząsa, Jeleń został przesunięty na prawą pomoc, a partnerem Bosackiego w obronie był Maciej Scherfchen.

Spotkanie rozpoczęło się od akcji Polaków. Już w 1 minucie gry w pole karne przedarł się Rząsa, by chwilę później upaść - jednak polski sędzia (mieszkający na co dzień w USA) nie dał się oszukać i nakazał dalszą grę. Kilka chwil później ładny strzał oddał Kosowski, jednak piłka przeleciała metr nad poprzeczką bramki gości. W 7 minucie niespodziewanie bramce Kuszczaka zagrozili piłkarze Wysp Owczych, jednak bramkarz naszej reprezentacji pewnie obronił. Minutę później z 25 metrów strzelał Mila. Były piłkarz Groclinu w 14 minucie gry zdobył pierwszą bramkę dla naszej drużyny. Bardzo dobrym podaniem z głębi pola do Kosowskiego popisał się "Franek", ten pierwszy zacentrował na pole karne, a Sebastian Mila na raty wepchnął piłkę do siatki.
| Szalona radość Sebastiana Mili |
źródło: AFP
Gol w dużej mierze szczęśliwy, ale radość zawodnika mogłaby wskazywać na coś zupełnie innego ;-). Po zdobyciu bramki nasi zawodnicy zwolnili (czyli prawie stanęli w miejscu), i przez najbliższych kilka minut oglądaliśmy bezładną kopaninę. W 23 minucie nastąpiła wymuszona zmiana. Lekko kontuzjowanego Frankowskiego (naciągnięty mięsień) zastąpił Marek Saganowski. Gra niewiele się zmieniła, Polacy wprawdzie próbowali zagrozić bramce gości (strzał Rząsy, groźna wrzutka Żewłakowa) jednak nic z tego nie wynikło. Natomiast piłkarze Wysp Owczych mieli swoje trzy minuty pod koniec pierwszej połowy, jednak obydwa groźne strzały minęły bramkę Kuszczaka (przy drugim musiał interweniować wybijając piłkę na rzut rożny). W 39 minucie znakomitą sytuację na podwyższenie wyniku miał Marek Saganowski jednak będąc sam na sam z bramkarzem strzelił wysoko nad poprzeczką. Pierwszą połowę zakończyło genialne dośrodkowanie Garncarzyka do Saganowskiego. Niestety ten drugi główkując - spudłował, piłka o metr mineła prawy słupek. Pierwsza połowa nie stała na wysokim poziomie - widać było, że wielu piłkarzy grało ze sobą po raz pierwszy. Słabo spisała się defensywa, a jedynymi pozytywnymi aktorami w polskim obozie byli: Kamil Kosowski, Ireneusz Jeleń, Tomek Kuszczak oraz Sebastian Mila (który mimo, że grał nieporadnie i niekiedy komicznie to jednak walczył).

Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia - już w 47 minucie przepiękną bramkę z odległości 30 metrów zdobył Grzegorz Rasiak. Piłka wpadła w samo okienko bramki pilnowanej przez Mikkelsena! Należy wspomnieć, że piłkarz określany często wśród Internautów jako "Drewnialdo" zastąpił na boisku bezproduktywnego w tym meczu Łukasza Sosina. Dwie minuty po bramce Polaków bardzo dobrym strzałem z 25 metrów popisali się goście, jednak na posterunku był Artur Boruc. 8 minut później niemalże kopia tego strzału, z tą różnicą, że tym razem piłkarze Wysp Owczych wykonywali rzut wolny z odległości 35 metrów. Chwilę później festiwal strzelecki urządzili sobie Polacy, jednak ich strzały lądowały wysoko nad poprzeczką bramki Mikkelsena. Zarówno Rząsa, Wasilewski, Saganowski jak i Giza wyraźnie się nie popisali. W 73 minucie meczu Polacy wykonywali rzut wolny. Do piłki podszedł Żewłakow, który strzelił w środek bramki. Po drodze futbolówka otarła się jeszcze od piłkarza gości, myląc tym samym bramkarza, który nie zdołał jej złapać. Do bramki dobił ją wbiegający Saganowski, zahaczając jeszcze ciałem o słupek :). 10 minut później wynik meczu przypieczętował Grzegorz Rasiak wykorzystując wspaniałe dośrodkowanie Kosowskiego, i pakując piłkę do siatki głową. Polacy próbowali jeszcze podwyższyć wynik meczu jednak zawodnicy z Wysp Owczych nie dali sobie strzelić piątej bramki.

Z całą pewnością spotkanie nie było porywającym widowiskiem, chwilami mogło zwyczajnie nudzić, jednak na szczęście padały bramki, które w każdej sytuacji rozbudzają kibica. Paweł Janas sprawdził wszystkich tych, których chciał - i z całą pewnością z tej grupy 16 zawodników znalazło się kilku, którzy na Mundial pojadą. Wydaje się, że rzutem na taśmę szansę wykorzystał przede wszystkim Ireneusz Jeleń, który spisał się bardzo dobrze na pozycji prawego pomocnika! Ku nieszczęściu wielu kibiców dwie bramki strzelił Grzegorz Rasiak, przypieczętowując tym samym wyjazd do Niemiec. Mecz rozgrywany był przy sprzyjających warunkach atmosferycznych, jedynym problemem mogły być chmary meszek latających nad płytą stadionu we Wronkach.





Z taką grą nie mamy co szukać na Mistrzostwach Świata, jednak na szczęście był to tylko mecz towarzyski, w którym nie zagrała pierwsza reprezentacja, a potencjalni dublerzy. Szkoda tylko, że niemocy snajperskiej nie przełamał Tomasz Frankowski. Być może w dużej mierze przez to nie dostał powołania na Mundial. Miejmy nadzieję, że jednak usłyszymy jeszcze nie raz słynny slogan "Franek - łowca bramek"

Polska - Wyspy Owcze 4:0 (1:0)

Bramki: Mila (15'), Rasiak (47, 83'), Saganowski (83')
Sędziował: Arkadiusz Pruś (USA)

Polska: Tomasz Kuszczak (46-Artur Boruc) - Michał Żewłakow (85-Marcin Kuś) , Maciej Scherfchen (63-Piotr Giza), Bartosz Bosacki, Seweryn Garncarczyk (46-Marcin Wasilewski) - Ireneusz Jeleń, Tomasz Rząsa, Sebastian Mila, Kamil Kosowski - Tomasz Frankowski (24-Marek Saganowski), Łukasz Sosin (46-Grzegorz Rasiak).

Wyspy Owcze: Jens Knudsen (45- Jakup Mikkelsen) - Jann Petersen (80-Mortan Horg), Atli Danielsen (80-Rasmus Nolsoe), Oli Johannessen, Janus Joensen (57-Hjalgrim Elttor) - Jakup Bogr, Suni Olsen, Kari Nielsen, Frodi Benjaminsen (63-Bardur Olsen), Hans Samuelsen (69-Bjarni Jorgensen) - Christian Jacobsen.

Komentarze:

Paweł Janas (trener reprezentacji Polski): Chciałbym podziękować przede wszystkim rywalom, za to, że zgodzili się zagrać w tak nietypowym terminie. Zależało mi też, żeby rozegrać mecz z reprezentacją, a nie z przeciwnikiem ligowym. Gra nie była najlepsza, ale oni pierwszy raz ze sobą grali. Frankowskiego musiałem zdjąć z boiska, bo sygnalizował uraz. Baliśmy się, że może przytrafić się poważniejsza kontuzja. Na szczęście jest to tylko niegroźny krwiak. Podstawowy skład na mundial znam już od dawna, to zgrupowanie miało tylko wyłonić dublerów. O szczegóły mnie nie pytajcie, bo i tak nie odpowiem.

Jogvan Martin Olsen (trener Wysp Owczych): Byłem bardzo zaskoczony postawą swojego zespołu w pierwszej połowie. Stworzyliśmy kilka dogodnych okazji, po których mogliśmy zdobyć gola. To zupełnie inna drużyna, niż ta, która występowała w eliminacjach do mistrzostw świata. Stąd ich gra była dla mnie miłą niespodzianką. Zbyt łatwo daliśmy sobie strzelić pierwszą i drugą bramkę. Po przerwie widać było już różnicę pomiędzy moimi piłkarzami, a profesjonalistami, jakimi są polscy zawodnicy.

Michał Żewłakow: Widać było, że dzisiaj graliśmy w eksperymentalnym składzie. W pierwszej połowie obrona była dziurawa, w drugiej bardziej czuliśmy grę i było już lepiej. Ale i tak oni mieli kilka okazji bramkowych, a to przecież nie jest jakiś renomowany rywal. Zaskoczyli nas odwagą, a poza tym są dobrze wyszkoleni technicznie i grają poukładaną piłkę. W końcówce osiągnęliśmy większą przewagę, bo siedli motorycznie. Z lepszą drużyną w takim składzie byśmy nie pograli. Ja ze swojej postawy jestem zadowolony. Myślę, że trener też. Na razie jeszcze nie myślę o mistrzostwach. Mamy jeszcze dużo czasu. Trzeba się koncentrować na treningach. A w Niemczech też nie powinniśmy wybiegać myślami za daleko. Najlepiej patrzeć tylko na najbliższego rywala i nie myśleć o niczym innym.

Tomasz Kuszczak: Dzisiaj za dużo roboty nie miałem. Nie wiem czy takim meczem mogę przekonać trenera do zabrania mnie na mistrzostwa. Myślę, że zasłużyłem na wyjazd grą w Anglii. Rozegrałem tam dużo bardzo dobrych spotkań i czuję, że należy mi się miejsce w kadrze. Wierzę w siebie, w swoją formę i stąd moje odważne wypowiedzi dla mediów. Będę bardzo zawiedziony jeżeli nie znajdę się w ekipie na mistrzostwa. Z innymi bramkarzami, którzy aspirują do miejsca w kadrze, jesteśmy kolegami, a nawet przyjaciółmi. Nie ma między nami niezdrowej rywalizacji. Nikt nikomu nogi nie podstawia. Jesteśmy profesjonalistami, szanujemy się wzajemnie.

Marek Saganowski: Jestem napastnikiem i trener rozlicza mnie z bramek. Dzisiaj trafiłem, więc wszystko powinno być w porządku. Mogłem jeszcze zdobyć drugiego gola, ale uderzyłem nieczysto i spudłowałem. Szkoda, ale ogólnie było dobrze. Problem miałem tylko tuż po wejściu na boisko. Taka nagła zmiana jest dla piłkarza niedobra, mięśnie są zastane i ciężko jest od razu wejść w mecz, w tempo. Mam nadzieję, że z Tomkiem Frankowskim wszystko w porządku. Chodzi prawdopodobnie o jakieś stłuczenie, więc za kilka dni powinien już być zdrowy. Mówiąc szczerze to był taki dziwny mecz. Wszyscy mieliśmy świadomość, że to jest pewna próba, ostatni test przed powołaniami. Ja liczę na wyjazd do Niemiec, ale zrozumiem każdą decyzję trenera. W czasie meczu nie miałem takich myśli, że gram dla siebie i nie podam koledze w lepszej sytuacji, bo może strzelić gola i wypaść lepiej ode mnie. Trzeba w życiu iść prostą drogą.

Sebastian Mila: Ciężko mi się grało. Czuję to, że teraz w Polsce nie mam dobrej prasy, że jestem krytykowany. To mi przeszkadza, czuję taką blokadę psychiczną. Do tego dochodzą też problemy w Austrii Wiedeń, ale o tym teraz staram się nie myśleć, chcę to zostawić za sobą. To zgrupowanie, a potem mistrzostwa mogą być dla mnie takim momentem przełomowym. Ale nie wiadomo czy załapię się do kadry. Czuję takie napięcie związane z selekcją, ale teraz chyba większość z nas nie może być pewna miejsca w ekipie. Jak nie pojadę na Mundial będę rozczarowany, ale nie załamię się. Życie będzie toczyć się dalej.

Kamil Kosowski: To niby był dla większości z nas sprawdzian przed powołaniami, ale chyba bardziej chodziło o to, żebyśmy mieli taki ostrzejszy trening. Mnie bardzo zależało na dobrym występie, bo wiadomo o moich problemach w klubie i każda możliwość pokazania się w konfrontacji z przeciwnikiem to szansa na przekonanie do mnie trenera Janasa. Wyszło nieźle. Miałem dwie asysty, pracowałem nie tylko w ofensywie, ale i w defensywie.


Autor: Paweł Talbierz

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>