|
Tenis ziemny
Przegląd maja
Maj rozpoczął się wielkim sukcesem Polski na arenie międzynarodowej, bo za taki niewątpliwie należy uznać kolejną edycję turnieju J&S Cup, rozgrywanego na kortach Warszawianki. Oprócz świetnie zorganizowanych rozgrywek i powrotu do wygrywania byłej numer jeden w rankingu światowym, można było zaobserwować być może narodziny przyszłej gwiazdy polskich kortów, której świetlaną przyszłość wróży sam Wojciech Fibak.
Mowa tu oczywiście o siedemnastoletniej Agnieszce Radwańskiej, której udział w J&S Cup umożliwiło przyznanie tak zwanej dzikiej karty. Oprócz zwyciężczyni zeszłorocznej młodzieżowej edycji Wimbledonu w turnieju wzięły udział młodsza siostra Agnieszki, Urszula oraz aktualnie najlepsza Polka, Marta Domachowska. Obie jednak szybko odpadły. Przegrały odpowiednio z Amerykanką Venus Williams i Aną Ivanović. Radwańską w pierwszej rundzie skazywano na "szybką śmierć" w pojedynku z zeszłoroczną triumfatorką French Open, Anastazją Myskiną. Pierwszy set, ku zaskoczeniu wszystkich, zakończył się zwycięstwem Polki. Drugiego, po ciężkiej walce wygrała Rosjanka. Zapowiadało się, że będąca na fali Anastazja "posprząta" i awansuje dalej. Nic bardziej mylnego. Agnieszka dała jej lekcję polskiego tenisa i wyeliminowała jedną z największych gwiazd światowego tenisa.
Siedemnastolatka na tym nie poprzestała. W drugiej rundzie natknęła się na Czeszkę Klarę Koukalovą. Faworytką była reprezentantka naszych południowych sąsiadów.
|
| J&S Cup w warszawie | źródło: AFP |
Ulubienica Fibaka pobudzona wcześniejszym sukcesem szybko się z nią rozprawiła i jako pierwsza Polka awansowała do gier ćwierćfinałowych. Ale do trzech razy sztuka. Tam rozpędzona Agnieszka natknęła się na przeszkodę nie do przejścia, jaką okazała się inna tenisistka zza naszej wschodniej granicy, Jelena Dementiewa. Oprócz niej swoje mecze wygrały: Rosjanka Anna Czakwetadze z Serbką Aną Ivanović, Rosjanka Swietłana Kuzniecowa z Venus Williams oraz Kim Clijsterts z Francescą Schiavone. W półfinałach doszło do konfrontacji belgijsko-rosyjskiej z rosyjsko-rosyjską. W pierwszej z nich narzeczona Lleytona Hewetta bardzo łatwo pokonała Dementiewą będącą cieniem samej siebie z meczu z Radwańską. W drugim półfinale wyżej usytuowana w rankingu Kuzniecowa szybko rozprawiła się z mniej utytułowaną rywalką.
Ostatni mecz J&S Cup okazał się rewanżem za półfinał wcześniejszej edycji. Tam Swietłana odniosła swoje pierwsze zwycięstwo nad Kim. Belgijka chciała się jej odpłacić, zwłaszcza, że stawką pojedynku był nie awans piętro wyżej, a ostateczny triumf. Przez większość pierwszego seta dominowała Rosjanka, która miała na koncie przełamanie. Clijsters doszła ją w końcówce i rozstrzygnęła go na swoją korzyść. Teraz musiała się jeszcze bardziej skoncentrować. Pamiętała, że rok temu też prowadziła 1-0 i przegrała. W drugiej partii do stanu 2-2 obie zawodniczki zgodnie przegrywały swoje podania. Od tego momentu Belgijka wzięła się ostro do pracy, wygrała cztery następne gemy i bez straty seta została triumfatorką turnieju. Tytuł mistrzyni pozostał więc w Belgii (rok temu wygrała Justyn Henin-Hardenne), a dla Kuzniecowej był to już trzeci przegrany finał z rzędu.
Kolejny kobiecy turniej zorganizowano w stolicy Niemiec - Berlinie. Brało w nim udział kilka znajomych z kortów Warszawianki z tego i poprzednich lat. Największą sensacją okazał się awans do półfinału Chinki Na Li, pogromczymi warszawskiej dwójki, Szwajcarki Patty Schnyder. Z Nadieżdą Pietrową przegrała Dinara Safina, z Amelie Mauresmo Martina Hingis, a w powtórce z finału J&S Cup 2005 ponownie lepsza była Henin-Hardenne. W półfinałach Pietrowa i Belgijka łatwo pokonały swoje rywalki. Na najwyższym szczeblu widzowie mogli oglądać dziwny mecz. Pierwszy set zakończył się zwycięstwem Rosjanki 7-5. W drugim z kolei Nadia nie grała w ogóle i przegrała go do zera. W trzecim jednak odzyskała pewność siebie i ponownie wygrała 7-5, odnosząc tym samym swój trzeci triumf na kortach ziemnych.
Następny wielki turniej odbył się w Rzymie. W pierwszej rundzie została wyeliminowana Marta Domachowska. Na piętrze ćwierćfinałowym lepsze od rywalek okazywały się: Safina, Kuzniecowa, Hingis i Williams. W pierwszym, wewnątrz-rosyjskim półfinale miała miejsce mała niespodzianka. Siostra słynnego Marata Safina ograła trzykrotną finalistkę J&S Cup 3-6, 6-4, 7-5. W drugim rodaczka Rogera Federera wzięła rewanż na Amerykance za drugą rundę w Warszawie i pokonała ją 0-6, 6-3, 6-3. W finale Hingis postanowiła pokazać, że przed rozpoczynającym się niedługo turniejem Roland Garros jest w naprawdę dobrej dyspozycji. Pierwszą partię rozstrzygnęła na swoją korzyść łatwo i szybko 6-2. W drugim Rosjanka sprawiła jej trochę problem, ale i tak wygrała 7-5 i odniosła swoje pierwsze turniejowe zwycięstwo w trzyletnim rozbracie z tenisem.
Z największego miasta Włoch przeniesiono się do największego państwa Turcji. Ten rozpoczął się dla nas sukcesem młodszej z sióstr Radwańskich - Urszuli, która pokonawszy Włoszkę Marię-Elenę Camerin, dostała się do drugiej rundy. Tam niestety poległa. Do ćwierćfinałów dostały się zawodniczki z ośmiu różnych krajów, a w półfinałach znalazły się: Michaella Krajicek z Holandii, Anna-Lena Groenefeld z Niemiec, Rosjanka Anastazja Myskina oraz Shahar Peer z Izraela. Ostatecznie na najwyższym piętrze turnieju spotkały się dwie ostatnie. Faworytką była Słowianka, która zgodnie z planem szybko wygrała pierwszego seta do jednego. W drugim do roboty wzięła się reprezentantka Izraela i zwyciężyła 6-3. Ostatni set okazał się bardzo zacięty i zakończył się tie-breakiem. Więcej zimnej krwi zachowała Peer, dla której było to już drugie zwycięstwo w tym miesiącu (wygrana w turnieju niższej kategorii w Pradze).
|
|
Majowe rozgrywki męskie rozpoczęły się w portugalskim Estoril. Tam przez eliminacje udało się przebrnąć halowemu mistrzowi Polski, Michałowi Przysiężnemu. Niestety w pierwszej rundzie poległ, umożliwiając dalszą grę Ekwadorczykowi Nicolasowi Lapenttiemu. Przez turniej brnął jak burza reprezentant Argentyny, David Nalbandian. W ćwierćfinale rozprawił się z Frederico Gilem z Portugalii, a w półfinale odprawił z kwitkiem Hiszpana Alberta Portasa. Jego przeciwnikiem w walce o puchar okazał się najlepszy obecnie tenisista rosyjski, Nikołaj Dawidienko - pogromca Carlosa Moyi. Finał był widowiskiem jednego aktora. Latynos pokonał Słowianina 6-4, 6-3, anonsując w ten sposób chęć wygrania paryskiego French Open.
Z Półwyspu Iberyjskiego przeniesiono się do stolicy Bawarii - Monachium. Turniej od samego początku został zdominowany przez dwóch zawodników z Belgii, Oliviera Rochusa i Kristofa Vliegena. W ćwierćfinałach uporali się z Niemcami, odpowiednio: Philippem Kohlschreiberem i Denisem Grebelmayerem. W półfinałach nie dali im rady: Austriak Juergen Melzer i Fin Jarkko Nieminen. Batalię o najwyższą premię i największą ilość punktów do rankingu ATP wygrał Rochus, zwyciężając 6-4, 6-2.
Bardzo ciekawie wyglądał turniej zorganizowany w "Wiecznym Mieście". Zebrała się tam cała tenisowa śmietanka. A zgodnie przez kolejne rundy brnęło dwóch zdecydowanie najlepszych tenisistów świata: Szwajcar Roger Federer i Hiszpan Rafael Nadal. W fazie ćwierćfinałowej południowiec dość łatwo uporał się z Chilijczykiem Fernando Gonzalezem, a Federer miał dużo problemu z wyeliminowaniem zwycięzcy tegorocznego turnieju w Walencji, Hiszpana Nicolasa Almagro. W półfinałach Szwajcarowi udało się przejść Argentyńczyka Nalbandiana, natomiast syn byłego stopera Malloki i Barcelony stanął naprzeciw Francuza Gaela Monfilsa (pokonał Andy'ego Roddicka) i pewnie odprawił go z kwitkiem.
Tak więc w finale mieliśmy powtórkę z Dubaju i Barcelony. Tam wygrywał Nadal. Federer bardzo chciał się na nim odegrać. Przez pierwsze dwa sety obserwowaliśmy zaciętą walkę dwóch równorzędnych rywali. Pierwszego 7-6 wygrał Federer, rozstrzygając tie-breaka na swoją korzyść do zera. Drugi, jeszcze bardziej zacięty również zakończył się tie-breakiem. Ale tym razem 7-5 zwyciężył Hiszpan. Trzecia partia była dość wyrównana. W pewnym memencie przedstawiciel republiki Welwetów miał słabszy moment, co z zimną krwią Rafael wykorzystał i wyszedł na prowadzenie 2-1, wygrywając seta 6-4. W tym momencie mocno do pracy wziął się Szwajcar.
|
| Czyżby wielki powrót? | źródło: AFP |
W kolejnym secie nie dał sobie w kaszę dmuchać, nie pozwolił swojemu dwukrotnemu pogromcy na wiele i zwyciężył 6-2. Ostatni set był powtórką dwóch pierwszych: zacięte długie wymiany, gra z poświęceniem i dokładnie bronienie swoich podań. Ostatecznie odnotowano wynik 7-6 dla Hiszpana, który pokonał Federera trzeci raz w tym sezonie, a piąty w karierze. Dodatkowo wyrównał należący do Guillermo Vilasa rekord 53 zwycięstw na kortach ziemnych. Szwajcar w tym roku przegrał tylko trzy razy, zawsze w finale i zawsze z Nadalem. Wątpliwy jest inny wynik, niż triumf Iberyjczyka w ich ewentualnej konfrontacji w czasie Rolad Garros. Cóż, król Roger musi zapewne poczekać na swoje drugie w karierze zwycięstwo nad dziewiętnastolatkiem do Wimbledonu. Na drugiej rundzie turnieju deblowego zakończyli swój udział Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski, przegrywając z francusko-serbską parą Fabryce Santoro - Nenad Zimonjić.
Kolejne rozgrywki miały miejsce w Hamburgu. Ich największym minusem było to, że wszyscy wielcy zrezygnowali z udziału w nich ze względu na zbliżający się French Open. Do półfinałów awansowali: Argentyńczyk Jose Acasuso, Chorwat Mario Ancić (pokonał Nikołaja Dawidienkę), Czech Radek Stepanek i Hiszpan Tommy Robredo. Tam po dwóch ciężkich bojach do walki o najwyższe cele awansowali Słowianin i południowiec z Europy. Czech ograł 6-4, 7-6 Latynosa, a Hiszpan Chorwata 7-5, 6-4. Finał okazał się widowiskiem jednego aktora - Tommy'ego Robredo. Rodak Almagro, Ferrero i Nadala rozprawił się ze Stepankiem w trzech krótkich setach 6-3, 6-3, 6-1 i w swoim drugim tegorocznym finale odniósł pierwsze zwycięstwo, za które zainkasował 340 tysięcy dolarów i 100 punktów do rankingu ATP.
Ostatni z wielkich turniejów odbył się w Poertschach. Tam, po niezbyt udanym starcie, odegrać chciał się Rosjanin Dawidienko. W ćwierćfinale szybciutko 6-2, 6-1 uporał się z Włochem Potito Starace, a w półfinale rozgromił Czecha Jiriego Novaka 6-2, 6-2. Jego rywalem w finale okazał się Rumun Andrei Pavel, który w 1 pokonał Austriaka Olivera Marsacha 6-4, 6-2, a na najwyższy szczebel awansował dzięki niestawieniu się na korcie jego półfinałowego przeciwnika, Peruwiańczyka Luisa Horny. Nie rozgrywanie tego meczu podziałało dekoncentrująco na Rumuna, a motywująco na Rosjanina. Dawidienko wygrał szybko i gładko 6-0, 6-2, pokazując, że chce się liczyć na kortach Rollanda Garrosa.
Po majowych rozgrywkach na nawierzchni ziemnej powinniśmy mieć obraz tego, co będzie się działo na początku czerwca w Paryżu w czasie drugiego w tym roku Wielkiego Szlema. Do faworytów wśród kobiet powinny należeć przede wszystkim: Rosjanki: Nadieżda Pietrowa i Swietłana Kuzniecowa, Belgijki Kim Clijsters i Justin Henin-Hardenne oraz Szwajcarka Martina Hingis, a wśród mężczyzn Argentyńczyk David Nalbandian i trójka Hiszpanów: Tommy Robredo, Nicolas Almagro, a przede wszystkim fenomenalny Rafael Nadal. Raczej bez szans na pierwszego Wielkiego Szlema jest król kortów Roger Federer, który trzykrotnie został pokonany przez syna byłego stopera Barcelony. Ponadto największym osiągnięciem Szwajcara w Paryżu jest zeszłoroczny ćwierćfinał. Chociaż los lubi sprawiać niespodzianki, takie jak styczniowa postawa Cypryjczyka Marcowa Baghdatisa w Australian Open. Tak więc czerwcowy French Open i lipcowy Wimbledon na pewno będą emocjonującymi i wartymi obejrzenia widowiskami!
Autor: Łukasz "Legionista" Koszewski
Skomentuj
na forum >>
| |