|
Sporty motorowe
Presja żużlowego kibica. Wspomnienie Łukasza Romanka.
W chwili obecnej trudno mi powiedzieć coś sensownego, co zatuszowałoby w pewien sposób cierpienia związane z odejściem kolejnego polskiego żużlowca. W piątek, 2 czerwca samobójstwo popełnił utalentowany zawodnik RKM-u Rybnik, Łukasz Romanek.
Wraz z jego odejściem znów na usta wszystkich kibiców ciśnie się wizja śmierci Rafała Kurmańskiego oraz Roberta Dadosa, którzy również nie wytrzymali... presji. Cóż można dodać, presja jest rzecz jasna nieodzownym elementem sportu żużlowego i choć wszyscy zdają sobie z tego sprawę, jednak i tym razem pochłonęła ona kolejnego człowieka. Człowieka obdarzonego wielkim talentem, który jednak wskutek ciągłych urazów i kontuzji nie znalazł oparcia w oczach kibiców i działaczy, wobec czego zdecydował się na ten najgorszy krok. Czy można było tego uniknąć? Czy gdyby niektórzy zareagowali szybciej Łukasz byłby wciąż wśród nas? Odpowiedzi na te pytanie już nie poznamy. Trudno mi tutaj mówić o tym, wszak żużlowcem nigdy nie byłem i nigdy już nie będę, jednak czy tak musiało być? Czy presja musiała być tak duża?
|
|
Wszyscy pamiętamy rok 2003, kiedy to Łukasz wywalczył miano najlepszego juniora w Polsce. Fachowcy wróżyli mu wielką karierę, jednak wtedy na przeszkodzie stanęły kontuzję. Już wtedy zaczęły się schody. 23-letni zawodnik nie radził sobie zbyt dobrze, jednak nigdy nie tracił nadziei. Zawsze na jego twarzy można było spotkać uśmiech i wiarę, że świat zmieni się na lepsze. Przed tym sezonem Łukasz parafował kontrakt w Anglii w ekipie Areny Essen Hammers. W barwach "Młotów" miał on zbierać kolejne doświadczenia, które z biegiem czasu miały zaowocować lepszymi rezultatami. Niestety, tak się nie stało. Łukasz na Wyspach Brytyjskich był tylko statystą, często kończąc zawody z mizernym dorobkiem punktowym. Działacze Areny odprawili Polaka z kwitkiem i na otarcie łez pozostały tylko starty na krajowym "podwórku". Tutaj także nie szło mu najlepiej. Już u progu sezonu stracił miejsce w zespole Czesława Czernickiego, oglądając zawody jedynie z wysokości trybun. Gdy na "stołku" trenerskim nastąpiła zmiana Łukasz z optymizmem zaczął patrzeć w przyszłość. Mirosław Korbel, nowy opiekun "Rekinów" znał Łukasza niezwykle dobrze i zapewne wiedział jak przestawić go na odpowiedni tor. Nic nie zapowiadało tragedii. "Roman" wziął udział w piątkowym treningu, po którym pojechał do domu, z którego już nie wyszedł. Jak się okazało, powiesił się na pasku od spodni. Ból jest ogromny. Nikt nie pozna motywów samobójstwa, które sam zainteresowany zabierze do grobu.
Jedno jest pewne - nigdy Cię nie zapomnimy. Spoczywaj w pokoju.
Autor: Adrian Heluszka
Skomentuj
na forum >>
| |