|
Sporty motorowe
Asy speedway'a: żużlowi samobójcy
Imię i nazwisko: Robert Dados
Data urodzenia: 15.II.1977r.
Miejsce urodzenia: Lublin
Data śmierci: 30.III.2004r.
Miejsce śmierci: Lublin
Sukcesy: Indywidualny Mistrz Polski Juniorów (1998); Indywidualny Mistrz Świata Juniorów (1998), wielokrotny uczestnik Grand Prix
Imię i nazwisko: Rafał Kurmański
Data urodzenia: 22.VIII.1982r.
Miejsce urodzenia: Zielona Góra
Data śmierci: 30.V.2004r.
Miejsce śmierci: Zielona Góra
Sukcesy: Brązowy medalista Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski (2000, 2003); brązowy medalista Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych (2002); Młodzieżowy Mistrz Polski Par Klubowych (2001); 2-mce w finale Srebrnego Kasku (2002); Indywidualny Wicemistrz Europy Juniorów (2001)
Imię i nazwisko: Łukasz Romanek
Data urodzenia: 21.VIII.1983r.
Miejsce urodzenia: Knurów
Data śmierci: 03.VI.2006r.
Miejsce śmierci: Rybnik
Sukcesy: Brązowy medalista Młodziezowych Drużynowych Mistrzostw Polski (2001); Młodzieżowy Drużynowy Wicemistrz Polski (2000); Młodzieżowy Drużynowy Mistrz Polski (2002); Mistrz Polski Par Juniorów (2003); brązowy medalista Indywidualnych Mistrzostw Polski Juniorów (2004); Młodzieżowy Indywidualny Mistrz Polski (2003); Indywidualny Mistrz Europy Juniorów (2001)
Okiem fachowców...
Zabojca: Łączy ich jedno: wszyscy byli świetnie się zapowiadającymi żużlowcami i odebrali sobie życie. Robert Dados i Rafał Kurmański w roku 2004, Łukasz Romanek ledwie kilka dni temu. To wielkie straty dla polskiego speedwaya, ale przy takich sprawach rodzi się pytanie: dlaczego? Nie potrafili sobie poradzić w życiu osobistym? Nie wytrzymywali presji narzucanej im przez kibiców i działaczy? A może skłonił ich do tego jakiś pojedynczy impuls?
Lill: Tego najprawdopodobniej nikt nie pojmie. Może nie umieli poradzić sobie z rosnącą stertą problemów? Trudno jest zrozumieć tok pracy umysłu samobójcy. Dla niektórych to przejaw tchórzostwa - w końcu z problemami się walczy, a nie od nich ucieka. Osobiście ciężko mi zrozumieć, jak można odebrać sobie życie i czy w ogóle mogą istnieć powody, które popchną do takiego działania. Najbardziej zastanawia mnie śmierć Łukasza Romanka, który może nie był jakimś wielkim żużlowcem, ale z pewnością miał zadatki na gwiazdę. Zresztą każdy z wspomnianych przez Ciebie jeźdźców miał takowe. Dlaczego więc postanowili w tak...przykro zaskakujący sposób zakończyć kariery? To pytanie pewnie pozostanie bez odpowiedzi...
Zabójca: Najmniej zagadkowa wydaje się być śmierć Dadosa, któremu po wypadku motocyklowym było się ciężko pozbierać i wrócić do formy. Martwi jednak bezradność jego otoczenia, klubów. Facet miał aż trzy próby samobójcze i wydaje mi się, że dwie pierwsze zostały zbagatelizowane, a po trzeciej - udanej - otworzyły się ludziom oczy. Szkoda, że Robert nie znalazł dostatecznego oparcia w żonie, która go przecież raz dosłownie odcięła ze sznurka. Dokładna przyczyna samobójstwa Rafała Kurmańskiego nie jest również znana, ale wszystko wskazuje na to, że zawodnik nie potrafił sobie poradzić z odpowiedzialnością. Już jakiś czas przed jego samobójstwem były sygnały, że jest z nim źle - miał problem z alkoholem. Klub i bliscy jednak tego albo nie zauważali, albo zauważać nie chcieli... W przypadku Łukasza Romanka zagadka jego śmierci jest największa, ponieważ nie wysyłał on do otoczenia żadnych sygnałów, sugerujących, że ma jakiś problem. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że życie poodbierali sobie naprawdę utalentowani zawodnicy. Jeden z nich, Dados, miał za sobą przygodę w cyklu GP, pozostali byli filarami swoich zespołów, przywozili średnio ponad dwa punkty w biegu.
Lill: Najsmutniejsze jest to, że w przypadku Dadosa i Kurmańskiego ich otoczenie zapewne liczyło, że sami poradzą sobie ze swoimi problemami. Nie poradzili. I cóż z tego, że teraz kibice, działacze, zarządy klubów pamiętają o samobójcach? Cóż z tego, że tylu dziennikarzy opisywało ich życie, burzliwe kariery? Czasu nie da się cofnąć. Wiele osób związanych z żużlem w takie rocznice zapala znicze na grobach tych jeźdźców, modli się za nich, wspomina. Ale może czasem lepiej, zamiast wspominać, zastanowić się, co zrobić, żeby jakoś zapobiec następnym takim przypadkom?
|
|
Oczywiście, w przypadkach takich jak samobójstwo Romanka, gdzie trudno znaleźć wyraźną przyczynę, trudno jest cokolwiek zrobić. Ale tak na co dzień - nawet my, kibice, możemy w pewien sposób odsunąć kolejnych żużlowców od samobójczych myśli. Przede wszystkim przez akceptację tego, że każdemu zdarza się słabszy okres. Od presji, jaką choćby kibice wywierają na jeźdźcach, nawet najsilniejsi psychicznie mogą popaść w depresję...
Zabójca: Pierwszym krokiem klubów powinno być zatrudnienie klubowych psychologów. Bezpowrotnie minęły już czasy, kiedy sport traktowano z przymrużeniem oka, jako przyjemną rozrywkę. W dzisiejszych czasach sportowcy to zawodowcy, pobierający za swoją pracę wysokie wynagrodzenia. Na wszystko trzeba jednak zapracować i stąd taka presja. Młodzi zawodnicy nie zawsze potrafią się odnaleźć w żużlowym światku, w którym mają po kilka startów w tygodniu. Psycholog to osoba, która byłaby w stanie im w tym pomóc, uświadomić, że świat nie kończy się na kilku słabszych występach. Zresztą popatrzmy na inne dyscypliny: gdzie dzisiaj nie ma psychologów? Druga sprawa to to, że kluby powinny jednak ingerować trochę w życie prywatne żużlowców. Zespołem nie jest się tylko na torze, ale także poza nim. Jakieś klubowe wypady itp. od czasu do czasu by się zawodnikom przydały. Nie każdy ma super kochającą rodzinę, a poczucie, że się jest komuś potrzebnym nie tylko do wyrobienia normy jest dla sportowca ważne. Kiedy człowiek czuje, że jest z kimś blisko to zanim popełni jakieś głupstwo to się kilka razy zastanowi. Wiadomo, że koledzy z drużyny nie zastąpią nikomu rodziny, ale na pewno będą potrafili na tyle wypełnić czas, że żaden żużlowiec nie poczuje pustki w swoim życiu. W przypadku tak napiętego kalendarza takie spotkania wydają się być mało realne, ale wystarczy się przyjrzeć klubom w innych dyscyplinach, gdzie czas zawsze się znajdzie, mimo trzech meczy w tygodniu...
Lill: Tak, masz rację. Zastanawia mnie, dlaczego nikt dotąd nie wpadł na to, jak bardzo w każdym klubie potrzebny jest psycholog. Nawet w żużlu, tak twardym i wymagającym sporcie, zdarzają się ludzie o nieco słabszych charakterach, którym trudno jest się nie załamać, gdy zawiodą drużynę, kibiców, działaczy... Skoro żużlowcy spędzają z drużyną tak wiele czasu, powinna być ona dla nich drugą rodziną. A w rodzinie, jak to w rodzinie - powinna być atmosfera ciepła i akceptacji.
|
| Łukasz Romanek (1983-2006) | |
Przecież każdy chce czuć się potrzebny, niezależnie od wyników. A zresztą - te wyniki w ostatnich latach liczą się aż za bardzo. Sądzę, że miarą wartości zawodnika powinno być nie to, ile punktów przywozi, ale jego starania i walka. To, co powinno stać na pierwszym miejscu, to co przez tyle czasu odróżniało żużel od reszty sportowego świata - patrzenie na zawody przez pryzmat czysto sportowej walki - pomału odchodzi w zapomnienie. Przykre. Druga sprawa, że żużlowiec też jest człowiekiem i też powinien wiedzieć, że chociaż wielu na niego liczy, nie będzie tak, że gdy zawiedzie, wszyscy się od niego odwrócą. Podobno "presja to tylko motywacja". Ale z pewnością nie taka presja, która pozostawia ślad w psychice i nawet, jeśli jeździec nie załamie się od razu po porażce, ten "uraz" kiedyś do niego powróci. A wtedy może skończyć się tak, jak w przypadku Kurmańskiego, Dadosa czy Romanka.
Zabójca: Patrząc na dzisiejszy żużel wydaje się jednak, że kluby prowadzą do tego, żeby zawodnicy byli pod jeszcze większą presją. Unijne wymogi, nakazujące otwarcie "rynku" na riderów zza granicy spowodowały, że kluby mogą teraz przebierać w zawodnikach, a tych którzy nie sprawdzili się w jednym bądź dwóch spotkaniach zwyczajnie delegować do głębokiej rezerwy. To smutne i trochę niesprawiedliwe. Jeszcze niesprawiedliwsze jest to, że kluby mogą zatrudniać zagranicznych juniorów. Ja rozumiem, że mamy wolność, ale taki obrót spraw może doprowadzić do tego, że za jakiś czas nie będziemy mieć zdolnych juniorów, gdyż kluby będą wolały ich importować i nie wykładać kasy na ich szkolenie. A później dziwić się, że mamy młodych, zdolnych, ambitnych, ale pogrążonych w depresji...
Lill: Rzeczywistość jest przykra, a otwarcie rynku negatywnie komentuje już zdecydowana większość. Ale jak wielu pomyślało, że taki manewr w prostej linii może być przyczyną samobójstw młodych talentów? W dzisiejszych czasach najbardziej liczy się pieniądz, także w sporcie. Długoterminowe efekty władzy monety mało kogo obchodzą. Przez to właśnie tracimy ten najpiękniejszy sport - sport dla samego sportu. Zatrważające, jak niewiele my kibice możemy zrobić, by poprawić tę sytuację. Nie znaczy to jednak, iż jesteśmy bezsilni. Tak jak niejednokrotnie zostało wspomniane podczas tej dyskusji, możemy, a nawet powinniśmy, wspierać naszych żużlowych ulubieńców i to nie tylko wtedy, gdy są na szczycie, ale przede wszystkim, kiedy mają słabsze chwile. Bo prawdziwy kibic pozostaje wierny do końca - nawet, gdy jego idol postanawia zakończyć swe życie...
Zabójca: Dobrze powiedziane. Dobrze także, że te śmierci nie pozostały i jeszcze długo nie pozostaną bez echa. Miejmy nadzieję, że w końcu ktoś się obudzi i wyciągnie odpowiednie wnioski, które pozwolą uniknąć podobnych tragedii w przyszłości. Wiem, że to tylko pobożne życzenia, ale przecież my sami nic nie możemy poradzić...
Autorzy: Lill
zabójca
Skomentuj
na forum >>
| |