|
Piłka nożna
Finał Champions League - Mistrzowska Barcelona!
W deszczowy wieczór, 17 maja, FC Barcelona sięgnęła po raz drugi w historii po upragniony puchar Europy, pokonując w finale Arsenal Londyn 2-1.
Pieniądze, sława, prestiż, pokonanie własnych słabości i udowodnienie sobie, że jest się najlepszym, a marzenia są do spełnienia - o to, tyle, że w odwrotnej kolejności walczyli na Saint Denis najlepsze w tym roku drużyny starego kontynentu. Naprzeciwko siebie stanęła "Duma Katalonii" - FC Barcelona i wielka niespodzianka tych rozgrywek - Arsenal Londyn. To miała być "sztuka" kreowana z jednej strony przez Brazylijczyka Ronaldinho, z drugiej przez równie nietuzinkowego Thierego Henry. Prasa pospieszyła się jednak z typowaniem bohaterów tego finału, bo żaden z nich nie wystąpił w roli głównej tego widowiska, a niebo zapłakało nad dzielnie walczącymi graczami Arsenalu.
Pierwsze 5 minut to supremacja piłkarzy Arsene`a Wengera. Od początku, to właśnie angielski zespół narzucił zabójcze tempo, co mogło skończyć się fatalnie dla Barcelony - mogło, gdyby więcej szczęścia miał Henry i posłał futbolówkę do siatki. Chwilę później znów Francuz próbował szczęścia, lecz ponownie obronną ręką wyszedł Nelson Valdes.
|
| Ronaldinho | źróło: AFP |
Z każdą kolejną minutą Barca dochodziła jednak do głosu, próbując zaskoczyć szeregi defensywne rywala, na "szpicy" ataku operował Ronaldinho, zaś z lewej strony Eto`o. W 18 minucie zdarzyła się sytuacja kuriozalna i kontrowersyjna. Lehmann złapał za nogi mijającego go Samuela Eto`o, a turlająca się piłka trafiła pod nogi Giuly`iego, który posłał ją do siatki. Arbiter przerwał jednak grę, już w momencie faulu Lehmanna i koleją rzeczy gol uznany być nie mógł, niemiecki bramkarz Arsenalu wyleciał z boiska. Sytuacja wydawała się wymarzona dla grającego z "10" na plecach asa Barcelony, ale jego strzał nie znalazł drogi do bramki. Jak czuł się w tej sytuacji Lehmann? Bez wątpienia fatalnie, z żelazną twarzą wędrując do szatni. On jednak ma przed sobą jeszcze mistrzostwa, a co ma powiedzieć Pires, który nie posiada takiej perspektywy, a boisko musiał opuścić nie z własnej winy, lecz dlatego by na boisku mógł pojawić się rezerwowy bramkarz?
Po meczu niemiecki bramkarz powiedział - "To była tragiczna sytuacja, spóźniłem się trochę i sfaulowałem Eto'o. Po moim zejściu zespół walczył wspaniale" - i rzeczywiście "Kanonierzy" pokazali olbrzymią wolę walki. Obydwie drużyny zdawały sobie sprawę, że ten moment jest niezwykle istotnym dla przebiegu spotkania i choć próbowali wykorzystać to Katalończycy osiągając przewagę w środku pola, Henry oraz Ljungberg straszyli Puyola, i spółkę kontratakami. Szczególnie Szwed zasługuje na spore uznanie, do upadłego walcząc o każdy metr boiska. Piłka lubi płatać figle i być nieobliczalna, tak też się stało w 37 min. kiedy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Henry`iego, w swoim stylu, piłkę głową wpakował Sol Campbell - 1-0. I tu duża zasługa trenera Arsenalu, który musiał dokonać przed meczem wyboru - Senderos czy Campbell - jak się okazało miał trenerskiego nosa. Szał radości wśród kibiców "Kanonierów" próbował zmienić w 46 min. Eto`o, lecz po tym jak świetnym balansem ciała zmylił obrońcę i oddał strzał lewą nogą, jeszcze lepszą obroną popisał się Almunia, po którego interwencji piłka trafiła w słupek.
|
|
Do szatni Barca schodziła ze świadomością tego, że by wygrać trzeba strzelić co najmniej dwie bramki i przechytrzyć żelazna defensywę rywala, zaś "Kanonierzy" po myśl trenerską Wengera, o tym jak w 10 pokazać swoje największe atuty i dotrwać do końca z prowadzeniem. Rijkaard, widząc, że Barca nie zawsze potrafiła opanować drugą linię, wprowadził na boisko Iniestę i było to dobre posunięcie. 47 min i na strzał z około 20 m swoja lewą nogą decyduje się Deco, jednak wprost w Almunię.
|
| FC Barcelona | źródło: AFP |
Chwilę później znów rezerwowy bramkarz Arsenalu obronił płaskie uderzenie po ziemi Iniesty. W 57, Ronaldinho zwodem na lewa nogę zmylił rywala, dośrodkował, ale Almunia przeciął piłkę lecąca na 5 metr jego bramki. To jednak było zdecydowanie za mało jak na brazylijskiego czarodzieja futbolu skutecznie zneutralizowanego przez Arsenal, a właśnie kreacji gry przez tego piłkarza najbardziej brakowało "Dumie Katalonii". Niespełna 10 min później Valdes przeniósł piłkę ponad poprzeczką swej bramki po strzale Ljungberga. "Kanonierzy" chcieli pójść za ciosem i w 69min swoją najlepszą szansę w tym meczu zmarnował Henry. Francuz strzelił płasko i zbyt słabo, by pokonać Valdesa. Stare piłkarskie porzekadło mówi, że nie wykorzystane sytuacje się mszczą i miało to swe odzwierciedlenie także w Paryżu. W 76 min oczy całego świata ujrzały prawdziwą Barcelonę. Iniesta do Larssona, ten zgrywa co do centymetra futbolówkę do Eto`o, a napastnik Barcelony wykorzystując niezdecydowanie Almuni posyła piłkę w krótki róg. Dla Kameruńczyka gol w tym finale jest na chwilę obecną bezcenny i jakże ważny, a to z racji tego, że nie będzie on miał nawet możliwości gry na tegorocznym Mundialu. To jednak był dopiero początek końca klęski "młodocianych Kanonierów". 4 minuty później znów gol dla Barcy i znów nieoceniony udział miał w nim Larsson, który po raz kolejny był autorem ostatniego podania. Z piłką w pole karne wpadł Belletti i z trudem, ale oddał strzał, po którym piłka miedzy nogami Almunii wpadła do bramki. 2-1 i niepohamowana radość, jeszcze nie dawno drżących o końcowy rezultat fanów Barcy stała się faktem. Jedynym człowiekiem, który jeszcze wierzył w odwrócenie losów spotkania był chyba Wenger, do ostatniej sekundy pokrzykujący przy linii bocznej. Niestety Londyńczycy wyraźnie opadli już z sił, a ich siła przepadła wraz z utratą pierwszego gola.
Mecz nabrał na atrakcyjności dzięki świetnie broniącemu dostępu do własnej bramki Valdesowi, niezawodnemu Eto`o, czy wreszcie dzięki genialnym wejściu na placu gry Larssona. Londyńczykom na pocieszenie pozostaje fakt, iż nieoczekiwanie kontrakt z drużyną przedłużył Henry - "Zostaję w klubie, który kocham i tu zakończę karierę" - powiedział "Titi". Łzy w oczach Giuly`iego to znamienny obrazek, tym bardziej, że ten, nie wiedzieć czemu również pozbawiony jest okazji gry na zbliżających się mistrzostwach. Barcelona zdobyła to, co przypisywano jej od samego początku rozgrywek, kto by się jednak spodziewał, że życie napisze taki scenariusz tego finału, tak nieobliczalny i niespodziewany. Jakież znaczenie ma teraz to, że nie błyszczała pełnym blaskiem gwiazda Ronaldinho - żadne bo to jego drużyna szczycić się będzie przez najbliższy rok mianem tej najlepszej w Europie. Puchar w rękach Puyola, musiał wiązać się ze smutkiem jednych, a szczęściem drugich. Takie mecze pokazują jednak, że te 17,8 mln. euro, które zostanie przelane do kasy Barcelony jest niczym w porównaniu z tą prawdziwą radością i z emocjami, nawet tymi gorzkimi, które daje zwycięstwa, i przegrana, które daje olbrzymia praca i wysiłek po to by być najlepszym, które w końcu daje tym piłkarzom pasja, jaką jest dla nich futbol. Czyż którykolwiek z nas nie chciałby się znaleźć w ich skórze? W skórze już nie tylko mistrzów, ale i tych przegranych?
Autor: Mateusz Kornas
Skomentuj
na forum >>
| |