|
"Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza".
To powiedział Jezus. Te słowa są zapisane w Ewangelii św. Jana. A Juliusz
widział twarz Boga. Tak napisał przynajmniej. No więc trzeba krok po kroku, zdanie po zdaniu, strofa po strofie, które napisał Juliusz, zgłębiać. Zgłębiać niczym jakąś nowinę ciekawą. Bo przecież nie powiemy Dobrą Nowinę.
* * *
To Paweł, który zanim wybrał się do Damaszku, był Szawłem napisał w słynnym hymnie o miłości takie słowa "teraz widzimy jakby w zwierciadle niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz".
"I ujrzałem twarz Jahwe"- to napisał Juliusz Słowacki.
To on już nie był "teraz" on był już "wtedy". Juliusz przeszedł barierę czasu i żył. Bóg rzekł Mojżeszowi że kto Go ujrzy żywym nie może zostać. A Juliusz żył i pisał.
* * *
"A gdy rękę podniesie świat zniknie
I nie będzie ani mnie ani ciebie
Tylko ciemność i sam Pan Bóg na niebie".
To z "Księdza Marka".
Gdzieś tak pod koniec życia refleksje przychodzą. Co dalej? I po Księgę Ksiąg sięgamy, aby dowiedzieć się, co dalej.
Juliusz był zawsze pod koniec życia. Śmiertelna choroba, gruźlica w każdej chwili mogła przerwać pisanie "Beniowskiego", "Króla-Ducha" czy kolejnego Listu do matki.
W każdym więc wersie musiała być prawda ostateczna.
No i była.
* * *
Czy mogą być jeszcze jakieś wątpliwości, że zabory to rzecz dobra?
Konieczna nawet. Kim bylibyśmy dzisiaj bez literatury romantycznej.
Kim bylibyśmy dzisiaj bez pomników, na których daty powstań, na których krew nasza.
Nie da się iść do przodu bez ofiar. No więc jeśli oni chcieli byś Polakami, musieli złożyć daninę.
* * *
Juliusz Słowacki pisał w liście do matki:
"Byłem na przyjęciu. Zebrali się goście. Mickiewicz czytał wiersze, Chopin grał.
Strasznie się wynudziłem".
* * *
W liście z maja 1845r. opisuje Juliusz, jak w domu położonego o pięć kroków od jego mieszkania zmarła 14-letnia dziewczyna. Pisze Juliusz, że jeszcze tydzień temu zdrowa była, kwitnąca jak róża, a dziś nie ma jej.
I słowami tymi unieśmiertelnia ją na kartach listów do matki.
Ta wzmianka o tej 14-letniej dziewczynie to na pewno jedyna wzmianka o kimś, kto wtedy tam żył i przypadkiem zupełnie zetknął się z Juliuszem. To że ja to piszę, a ty to czytasz pozwoli zburzyć barierę czasu i zapomnienia. Bo przecież żadnego śladu po tej dziewczynie nie ma.
Została wzmianka w Liście do matki. I to jest fascynujące.
* * *
Klimat czasów w których przyszło nam żyć narzuca nam - czy tego chcemy, czy nie
określony sposób myślenia i kojarzenia.
* * *
Musisz pisać inaczej - powiedział Jasiek.
Napisałeś że nie wiesz o co chodzi Mickiewiczowi w "Panu Tadeuszu". A ja nie wiem o co tobie chodzi? Piszesz jakieś dziwne zdania o aniołach, zimnym mięsie, o Eglantynie, o dziewczynce co zmarła dawno temu w Paryżu.
I co? Do czego zmierzasz?
Otóż, zmierzam do tego by zrozumieć dlaczego Juliusz chciał przerabiać nas w anioły, czy mu się to udało i czy warto jeszcze sięgać do niego po latach tylu kiedy go już nie ma, kiedy na Wawelu leży gdzie go osobiście Józef Piłsudski zaniósł. Bo wiesz Jaśku droga jest ważna. Sama droga. Bo droga to jak życie. I zatrzymam się to tu, to tam, popatrzę, pomyślę i dalej.
A ciebie Jaśku poślę w te miejsca byś lepiej się przyjrzał wielu rzeczom i sprawom bo oczy masz lepsze, spojrzenie bystre, bagażem lat nie splamione, więc patrz i mów co widzisz.
Przede wszystkim musisz-to musisz mocno zaakceptował-zmienić tę manierę pisania.
Jeżeli nie zmienisz to ja nie chcę mieć z tym co piszesz nic wspólnego.
Bo tak to jest. Zaczniesz coś-mówił z coraz większym natężeniem głosu-i kończysz.
Nie wiem, śpieszy ci się czy co. Akcja się rozwija a ty zostawiasz wszystko, gnasz gdzieś indziej. Co to książka jest, czy zbiór jakiś scenek?
Jaśku!, powiedziałem. Dwie czy cztery kartki istniejesz, a już się wymądrzasz. Teraz tak się pisze, opisy przyrody nie przejdą. Teraz trzeba szybko, jak z karabinu maszynowego, strzelać zdaniami, a każde musi być takie, jakby już ostatnim być miało. Takie czasy.
E, tam-takie czasy-rzekł Jasiek.
Nic nie zwalnia cię byś pisał dobrze. No to zaczniemy pisać wreszcie. Dobrze. No to gdzie mnie poślesz teraz?
* * *
W liście z 3 stycznia 1834 roku pisze Juliusz tak: "Otóż znów dożyliśmy, czyli raczej
przeżyliśmy rok cały. Nie wiem, dlaczego, ale lata galopem przede mną uciekają".
A wydawało by się że to tylko nas dotyczy. Nas ludzi XX wieku, wieku pełnego pośpiechu.
A jednak nie. W takiej Szwajcarii, w Genewie, gdzie cisza spokój i wszystko funkcjonuje
jak w szwajcarskim zegarku też czas szybko ucieka. 1834 rok. Juliusz pisze że gra w wista.
"....Wist, czytanie i dumanie zapełniają wszystkie godziny mego życia".
* * *
"... i gdybym miał dar proroctw"
św. Paweł
"dla słowiańskiego oto Papieża otworzył tron."
Juliusz Słowacki wyprorokował Papieża z dalekiego kraju.
Dar proroctwa miał. Wiarę taką iżby góry... też miał.
"Miłość nie łaknie czci".(św. Paweł).
A Juliusz pisał w liście do Matki takie słowa:
"Modliłem się gorąco, żeby mi Bóg dał
nieśmiertelną sławę po śmierci".
I Bóg modlitwę Juliusza Słowackiego syna Salomei, wysłuchał. I spełnił.
* * *
Ale właściwie dlaczego zajmować się Juliuszem Słowackim. Każdy ma swoje życie do przeżycia to i Juliusz swoje miał. Talent poetycki otrzymał i życie w XIX wieku i chorobę nieuleczalną. A on jeszcze nieśmiertelnej sławy żądał. Jestem taki wyjątkowy, i co?, mam zostać zapomniany jak wy wszyscy .Przecież to niesprawiedliwe.
Zajmując się Juliuszem ,zajmujemy się w gruncie rzeczy sobą i naszymi czasami. Bo tak naprawdę tylko to nas obchodzi. Tylko to nas w gruncie rzeczy interesuje.
* * *
I zjawił się Jasiek i rzekł: zapomniałeś o mnie autorze tej książki. Nie Jaśku, nie zapomnieliśmy o tobie. Tylko nie wiedziałem gdzie jesteś? Czy na drodze do Damaszku
i przyglądasz się jak jasność powaliła Szawła, czy w pensjonacie pani Pattey czekasz aż Juliusz zejdzie o 10 rano do salonu aby zimnych mięs skosztować. Nie wiem, naprawdę nie wiem, gdzie jesteś. Ty możesz wszystko. Ani czas ani przestrzeń cię nie ograniczają. Jestem już. Upaja mnie że mogę wszystko. Mogę być tam gdzie inni nie mogą. A przygoda to fascynująca być wszędzie. Ale wiesz ty co mnie stworzyłeś, mimo wszystko jestem ograniczony. Tam mogę być gdzie ty mnie poślesz. I kiedy ja zaprzyjaźniam się z tymi ludźmi na przykład z salonu pani Pattey to ty jesteś już gdzie indziej. Już w wierszach Juliusza siedzisz albo w dyliżansie obok Goethego.
* * *
Przeczytaj sobie ten wiersz:
"Świat jest młynem... o jak strasznym młynem w nieustannym ruchu. Olbrzymie "MŁYŃSKIE KOŁA" kierunków społecznych, politycznych ugrupowań, partii ideologicznych, walki koncernów, konwenansów, miłości i nienawiści ludzkich namiętności...
Jesteś dla nich ziarnem, mniej lub więcej wybornym, plewy też się liczą...
Czy z tego młyna wyjdziesz kaszką manną, grubym pęcakiem, mąką białą, otrębami lub na proch starty-od ciebie zależy".
* * *
"Chleba przybywało w miarę jak się nim dzielono. Czy jednak ktokolwiek zauważył że
i Jezus był głodny? Tylko rozdawał. Nie zatrzymywał niczego dla siebie. Kiedy zbierano dwanaście koszy, okruchów, może nikt nie pomyślał o Nim".
* * *
"Człowiek jest jak to
wody przeźroczyste lustro
w którym wszystko się odbija-
...z tym że człowiek jednak
przed "odbijaniem" wszystkiego
sam nieco obronić się może".
Jednakże chce czy nie chce odbija swoje czasy, w których żyje. Pisze, odczuwa tak jak jemu współcześni. Ale słowo "odbija" jest wieloznaczne. Bo można odbić ale można zatrzymać z tego odbicia coś dla siebie. Wybrać coś.
To chcę a tego nie chcę.
* * *
Ryszard Kapuściński napisał kiedyś tak:
Wiek XX zaczął się w 1914r. i skończył się w 1989. Jest to najkrótszy wiek w nowożytnych dziejach.
Wiek XIX zaczął się w czasach Rewolucji Francuskiej w 1789r. i skończył w 1914 a więc był najdłuższym w dziejach.
* * *
"Ta pusta stodoła, ta szopa Żyda,
Panie, pałacem się wyda,
Jeśli ją który z twych wnuków
Ujrzy wygnańca oczyma".
To mówi ksiądz Marek Jandołowicz, bohater dramatu "Ksiądz Marek" Juliusza Słowackiego. Juliusz napisał w liście do Matki że przed Chrystusem czytałby tylko trzy swoje utwory:
"Sen srebrny Salomei", "Ksiądz Marek" i "Książe Niezłomny". Tam uważa Juliusz, zawarta jest istota jego poezji, istota jego poglądu na świat, Polskę, rzeczywistość.
Ale wróćmy do małego miasteczka Bar, na Podolu. Tam w roku 1768 zawiązano konfederację przeciw Rosji. Słowacki właśnie tam dostrzegł ziarno odrodzenia Polski. Ksiądz Marek w akcie pierwszym tak mówi:
"... tu leży Polska w żłobie
Lecz Polska nie tego wieku
Żywa-nie przez nasze czyny.
Szanuj sen świętej dzieciny
Która gdy oczy otworzy...
...Najpierw będzie płakała
Taka ją ciemność zatrwoży
Z naszych grobów uczyniona
... tu gdzieśmy żyli...
Poczęło się dziecko małe
Bogu i ziemi na chwałę
Które będzie żyło wieki".
To pokolenie uważa Juliusz za stracone. Tutaj w Barze urodziła się nowa Polska. Tamta musi zginąć, odejść. I to porównanie do narodzenia Chrystusa. Jest wiara potężna u Juliusza że ta nowa Polska będzie wieczna. Że nie raz zginie ale zawsze zmartwychwstanie.
Co spowodowało że Juliusz właśnie tam dostrzegł coś czego nikt inny nie dostrzegł?
* * *
Współczesny poeta polski ks. Jan Twardowski pisze w wierszu "Zaczekaj" tak:
"Kiedy się modlisz-musisz zaczekać
wszystko ma swój czas
wiedzą prorocy
trzeba wciąż prosząc przestać się spodziewać
nie wysłuchane w przyszłości dojrzewa
to niespełnione dopiero się staje".
* * *
"Ta szopa Żyda".
Żyd u Juliusza to Rabin, ma córkę Judytę. Chyba Wyspiański Stanisław czytał ten dramat ale u niego jest Rachela. U Stasia nie ma szopy, jest chata w Bronowicach. Ten Żyd i ta jego córka, skąd oni tutaj? Czy ich przodkowie uciekali przed faraonem z Egiptu?
Tak, to ci sami. I osiedli tutaj ci co z Mojżeszem szli przez pustynię i ci co wołali "Ukrzyżuj".
* * *
U Juliusza, rabin mówi tak:
"Teraz my tu gospodarze
Zamiećmy izbę po panach.
Nu-jest zysk na tych dywanach.
Kto zyska a kto też straci
Na tej to konfederacji-
A Moskal dywany kupi
Nu, co jest szejne morejne,
Zapłakana?- Szlachcic głupi
Nagadał się i wychodzi...
A mnie pan Marszałek dobrodziej
Nie zapomniał! Pan kochany!
Podarował mi dywany".
Co mówi Judyta o tym potem. Podobna ona do Racheli z "Wesela" Stasia W.
Bardzo podobna. I jeszcze te słowa rabina. Nie sposób ich tu nie przytoczyć.
"To dobrze ale te ławy
I te makatne pościele
Ja schowam na twoje wesele
Aby ty na nich usiadła".
Te słowa wyrzekł rabin kiedy Judyta tak mu rzekła:
"Ojcze, jeśli ty mnie kochasz,
To porzuć te darowizny.
Na co nam? My bez ojczyzny!
Na co nam takie wystawy".
A u Lechonia:
"Czarna Rachel w czerwonym idzie szalu drżąca
i gałęzie choiny potrąca, idąca
Nikogo nie chce budzić swej sukni szelestem
i idzie wprzód jak senna z rąk tragicznym gestem...
I wzrokiem, błędnym wzrokiem gasi mgieł welony
I świt się robi nagle i wstaje zlękniony".
One żyją poezją, a ich ojcowie robią interesy. Wszelakie.
* * *
Emanuel Mateusz Rostworowski w książce "Popioły i korzenie" tak pisze o XVIII wieku:
"charakteryzuje się laicyzacją czy też desakralizacją tej cywilizacji stawiającej przed sobą wizję "raju na ziemi"."
I Juliusz to widział. Wyczuwał to i dlatego odpowiedź jego jest potężna. Właściwie wszyscy wieszczowie dali odpór. Uświadomili sobie, że droga Oświecenia to droga donikąd. A w szczególności pozbawienie Polski jej chrześcijańskich korzeni, to wypuszczenie z niej najżywotniejszych soków. Kiedy w Nazarecie, Galilei, Jerozolimie rozpoczynała się "Nowa Epoka" to Polski jeszcze nie było. Po tysiącu latach ten krąg, który rozchodził się niczym kręgi po wrzuceniu kamienia do wody, przyszedł do nas.
I ukształtował nasze życie, naszą historię na zawsze.
* * *
A w Oświeceniu człowiek uznał że jest mądrzejszy od Boga i postanowił sam urządzić świat, na swój sposób. Na piedestale postawił Rozum. Idea ta skończyła się hekatombą. Miliony istnień ludzkich zapłaciło za eksperymenty różnych Dantonów, Robespierrów, czy Marxów. Będąc we Francji, Juliusz obserwuje życie tego kraju gilotyny i Marsylianki. On i Adam nie gloryfikują postępu, piszą o kraju kurhanów, dworków i płaczących wierzb. Kraju "cudownych obrazów" gdzie dzieci proszą o szczęśliwy powrót taty.
A Juliusz pisze:
"O Polsko, Polsko święta bogobojna
...Wspomnij ty o nas, wspomnij".
* * *
W Psalmie 10 jest taki wers:
"... i aby człowiek powstały z ziemi nie siał już postrachu".
Właśnie. Człowiek, który z prochu powstał i w proch...
Tak krótko trwa życie, chwilkę tylko. I ten człowiek taki kruchy, trzcina przecież uwierzy w swoją moc, wymyśli ideologię czarną, czerwoną czy jakąkolwiek i zaczyna się. Potem pomniki sobie stawia i cześć sobie każe oddawać.
I postrach sieje. Ale nie każdy człowiek. Jest też człowiek co uwierzy w Przedwiecznego i też moc ma w sobie.
Ale ta moc jest inna.
* * *
"Ksiądz Marek" to pierwszy mistyczny dramat. Juliusz patrzy na dzieje jak mistyk. Widzi w nich rękę Boga. Widzi że to co się dzieje, to co się zdarza, zdarza się z woli i mocy Stwórcy.
* * *
"Czuję że to źle że tak dawno do Stryjaszka nie pisałem, ale żeby tu kochany Stryjaszek był i widział jak dużo zatrudniony jestem, jak z jednej lekcji na drugą idę tak że nawet nie mam czasu iść na spacer, to by mi to moje uchybienie łaskawie przebaczył".
To pisze 11-letni Juliusz Słowacki. Zajęć ma niby dzisiejsze dziecko które z jednych zajęć biegnie na drugie. A tu jeszcze angielski, niemiecki, karate. Głowa boli. Ale Julek żyje w
XIX wieku. I co się okazuje, że wtedy dzieci też przeciążone nauką, że czasu nie mają by do stryjaszków pisać.
No ale jeżeli się chce być wieszczem, jeżeli się chce "zjadaczy chleba przerabiać w aniołów" to trudno. Trzeba się uczyć. No i trzeba mieć talent.
Właściwie talent to rzecz numer 1.
* * *
Julek uczył się języków obcych. Znał angielski, francuski i niemiecki. W liście pisanym po francusku do Ludwiki Reitzenheim tak pisze:
"Jestem bez sił. A jednak taki, jaki jestem, mogę przetrwać jeszcze nie wiem jak długo. To smutne i ciężkie do zniesienia. Żegnaj Pani, wstaw się za mną skutecznie przed aniołami".
List jest marca 1849 roku. Został mu tylko jeden miesiąc życia. Ale mimo wszystko to zagadkowe zdanie "... wstaw się... przed aniołami", zastanawia.
* * *
Juliusz na krótki czas uwierzył szarlatanowi i uwierzył w szarlatana. Tak to o nim mówimy. O Andrzeju Towiańskim. Tyle już o nim napisano i o ludziach, których zwiódł.
Juliusz najszybciej się wycofał z tego Koła. Adam został i przestał pisać. Ale jakąż osobowość i charyzmę musiał posiadać ten zwodziciel o twarzy i mentalności powiatowego rejenta.
I kim był naprawdę?
Cel osiągnął w każdym bądź razie. Jest na kartach naszej historii. Piszemy o nim, badamy go.
Trwa w świadomości naszej.
Ale o owocach trudno mówić. Są złe. Albo inaczej. Nie ma ich wcale.
Andrzeju Towiański - ktoś ty?
* * *
Ola Becu była przyrodnią siostrą Juliusza Słowackiego.
Przez lata całe nasi wielcy poeci byli opisywani, jako ludzie żyjący ideą, ludzie nie mający innych problemów tylko jeden problem-Ojczyzna. To tak nie było. Przecież mieli matki, żony. Chociaż, co do żony Adama Mickiewicza - to wiadomo - tutaj jest pewien problem. Wracając do Oli Becu. Ola żyła 28 lat. Zmarła w 1832 roku. Listy Juliusza z 1832 roku nie dają powodu by uważać że Juliusz bardzo przeżył śmierć przyrodniej siostry.
Wspomina wprawdzie że "okropnie jest myśleć że kiedyś powróciwszy do was nie zastanę tylu osób... Wilno bez Olesi".
I zaraz następne zdanie jest takie:
"Cieszę się, że mój portret przypomina mnie Mamie- ale muszę tu napisać, że teraz nie mam ani ciężkiego odetchnienia, ani obłąkanych oczu... panienka w Dreżnie kiedy mój portret zobaczyła, powiedziała, że piękniejszy jestem od niego". Cały Juliusz, zapatrzony w siebie. A przecież jeszcze dwa lata temu w 1830 roku pisał z Warszawy do Olesi "Teraz kochana i zawsze piękna Olesiu, napisz mi co o twoich projektach:
naprzód jaką będziesz miała na ślubie suknię - czy w kwiaty czy w serca".
Julek miał dwie siostry przyrodnie. Wychował się więc wśród kobiet. Był takim cherubinkiem, o czarnych oczach. Często płakał. Ale wyszedł z tego. W końcu jakoś dawał sobie radę bez bliskich. A może chciał się od nich raz na zawsze wyzwolić?
Salomea Becu mama Juliusza tak do niego w 1839 roku pisała:
"Nigdy tak jak teraz nie pragnęłam twój los, zabezpieczyć od wszelkich wpływów zmiennego losu..."
Juliusz kocha mamę, pisze do niej listy, ale jakoś nie wraca. Przecież gdyby tak naprawdę chciał, to przedarł by się przez kordony, niczym jakiś ksiądz Robak. Ale zaraz, przecież
ks. Robak to postać fikcyjna wymyślona przez Adama M.
A Juliusz? Juliusz jest żywy. Z krwi i kości. Tzn. był żywy. Zresztą sam napisał
"Żyłem..." "Żyłem z wami..."
* * *
Krok po kroku wgłębiając się w życie Juliusza, poznając jego oraz jego bliskich, wyłania się obraz niczym z puzzli, układanych pracowicie w długie zimowe wieczory. Okazuje się że jeżeli ktoś zapragnie przetrwać w świadomości następnych pokoleń to przetrwa. Tylko musi bardzo tego chcieć. To musi się stać celem jego życia.
Jakaś sprzeczność jest w tym zdaniu. Czujesz to Jaśku? Celem życia co jest? No właśnie, co? Tutaj zabrnęliśmy za bardzo. Wracamy do Paryża. Jest rok 1845 16 października Juliusz gra już na najwyższych rejestrach:
"... różnica moja z ludźmi jest ta, że z innego źródła niż oni biorę wiedzę moją... a stąd często przeciwko opiniom czynić lub mówić muszę..."
I jeszcze tak pisze: "rozmiłowany w prawdzie i w prawdach, którymi przez Boga nakarmiony byłem, czynię co mogę, abym się czysty, szlachetny, niczym nie skalany w obliczu i przed okiem Stwórcy mojego zawsze stawił..."
Jaśku, w tej sytuacji postawmy trzy gwiazdki.
Nasz komentarz byłby tutaj nie na miejscu.
* * *
W tym samym liście pisze tak:
"Moje oczy zupełnie od świata oderwane - a daleko gdzieś zwrócone - moje uszy, ciągle wielkich powiewów Bożych i głosów dosłuchujące, nie widziały i nie słyszały nic domowego... z tej strony prawie człowiekiem nie jestem..."
* * *
No i jak tu się nie dziwić pani Salomei gdy pisze ona do syna widząc jego portret, że ma obłąkane oczy. Jednakże Julek obłąkany nie jest. To jest pewne. On już nadaje na takich falach, których nie odbierają jemu współcześni. Pytanie tylko czy my odbieramy te fale?
Nie. Na razie się dostrajamy. Słychać trzaski i szumy.
* * *
"Niech Was to bardzo nie obchodzi, co tutaj pisałem - albowiem pisałem to wieczorem, a w wieczór zawsze jestem w stanie gorączkowym".
Pisze to Juliusz 6 lipca 1831 roku. Ma 22 lata. Ciągła gorączka to przecież gruźlica. A Juliusz jest w Dreźnie. Zwiedza to piękne miasto. Razem z panną Dobrzycką i panią Ashton, angielką. Ogląda z wysokiego wzgórza panoramę Drezna. Przy zachodzie słońca okna w Dreźnie palą się jak tysięczne lampy. Tak to widzi Julek. Rzeką Elbą płyną statki z rozpiętymi żaglami i czółna rybackie. Jaśku, leć nad Elbę, wejdź na statek i powiedz im tak:
-Tam na wzgórzu siedzi Juliusz Słowacki, o tam, widzicie, z dwoma paniami.
-On widzi nas i opisze was w liście do Matki. On spowoduje, że będziecie wieczni. Będziecie żyć kiedy was już nie będzie. Zostawcie na chwilę te liny i stery, właśnie przechodzicie do historii.
-Nie wiem co z wami będzie dalej. Jest 1831 rok. Nie doczekacie XX wieku, więc nawet nie próbuję wam tłumaczyć co to radio, telewizor, kamera. Ale pióro widzieliście. Pióro was uwieczni. Pióro Słowackiego.
-O Krakowie słyszeliście?
-Też nie?
-On tam spocznie na wieki.
Autorze książki "Imię moje...", obsługa statku płynącego w lipcu 1831 roku Elbą przez Drezno, kazała przekazać że nie zna pana Słowackiego, jest jej to obojętne że on tam siedzi i pisze. Niech sobie pusze co chce. Dla nich ważne jest aby dużo ryb nałowić, sprzedać je i kufel dobrego piwa wypić.
-Dobrze Jaśku.
Juliusza jednak obserwuj nadal i co wieczór relacja: co robi, co mówi, co pisze.
* * *
"Imię moje zapisane na tej karcie wkrótce może obojętnym i zapomnianym będzie - chwila ta jednak, w której mi się tu wpisać dozwolono, jest jedną z najprzyjemniejszych w moim życiu".
Julek.
Te słowa wpisał Juliusz do pamiętnika Julii Michalskiej w roku, prawdopodobnie, 1827 a więc miał lat 18. Był w niej zakochany podobno. Zdaje się że ona też żyła krótko. Musimy to sprawdzić. Ale to potrwa. Ale teraz chodzi nam o coś innego. Mianowicie o moment, w którym rodzi się sława. Kiedy ludzie zbierają te wpisy w swoich pamiętnikach bo wpisał się ktoś sławny, a kiedy się wpisywał to sławny nie był.
Mistrz Słowa - Słowacki.
Czy to przypadek to nazwisko?
* * *
Juliusz pisał też pamiętnik. Zresztą czego on nie pisał?
Wiersze, poematy, dramaty, brał się za powieści.
Ale co z tym pamiętnikiem?
Otóż pisze tam tak:
"W imaginacji zacząłem słyszeć głosy, którym się oprzeć nie mogłem..."
Jaśku, ile trudu i wysiłku wymaga pisanie książki o Juliuszu?
A on - patrz - siedzi sobie i głosy mu wszystko dyktują.
Powiem ci więcej "... i raz zacząwszy pisać utworzyłem wszystkie prawie zawarte w dwóch tomach moich poezje w przeciągu pół roku".
Pisze to Julek w pamiętniku z lat 1817 - 1832. W roku 1817 był ślub pani Salomei Słowackiej z panem Becu. Julek miał lat 8. Wtedy poznał swoje siostry przyrodnie Olesię i Hersylkę.
"Ledwo mogły dostrzec małego swojego przyjaciela taki byłem mały i szczupły". I jeszcze Julek pisze w pamiętniku że matka chora i krzyczała aż z bólu, lekarze nie dawali jej nadziei. Był to 1827 rok. Potem pisze że Hersylka wyszła za mąż. No i o sobie że zakochany w Julii Michalskiej. W Julii. Czyż Juliusz mógłby zakochać się w dziewczynie o innym imieniu. Julia jak to brzmi? Szekspirowsko!
* * *
-Jaśku! Im więcej poznajemy Juliusza to wymyka się nam. Nie uważasz?
-Ty wiesz lepiej-powiedział Jasiek, który wymyślony przez piszącego ale już prawie realny. Niedługo zażąda herbaty, rosołu albo żurku.
Uświadamiamy sobie jak trudno wyobrazić sobie tamte czasy. Stwórca dał każdemu jego czas. Czy wolno nam ludziom XX i XXI wieku bezkarnie wędrować po Krzemieńcu z początków XIX wieku. Patrzeć jak Juliusz kaszle i kaszle i gorączkuje i płacze. To jego życie. Tak, ale on sławny a sławnych jakoś chce się podglądać i dowiadywać się gdzie tkwi tajemnica ich talentu, geniuszu i dlaczego on sławny, a nie na przykład Jaśku - TY!
* * *
Mefistofeles proponuje Faustowi aby zatrzymał się, zatrzymał czas : "Trwaj piękna chwilo nie przemijaj". Lecz to jest niebezpieczne i złe. Oznacza śmierć i poddanie się mocom zła.
Mefistofeles - anioł negacji.
"Ja jestem duch, co zawsze przeczy".
Faust pyta zwodziciela, kim jesteś? Odpowiedź brzmi zadziwiająco:
Jestem - powiada Mefistofeles - Cząstka siły mała, co złego pragnąc zawsze dobro zdziała.
To wszystko z Goethego. A Juliusz zmagał się z problemem Fausta w "Beniowskim".
To tego trzeba będzie wrócić. Odczytać "Beniowskiego" raz jeszcze.
"Za panowania króla Stanisława
Mieszkał ubogi szlachcic na Podolu".
Uwaga, przenosimy się na Podole. Juliusz kocha te rejony, tam umieścił akcję
"Księdza Marka". Będziemy śledzić dzieje Beniowskiego który ma trzy imiona: Maurycy, Kazimierz i Zbigniew. Pisze Juliusz że "tajemniczą miał gwiazdę przeznaczenia co go broniła jako częstochowski szkaplerz".
I jeszcze się dowiadujemy że pan Beniowski "spraszał do domu szlachtę okoliczną" a "fortunka jego ciągle ciekła dzbanem".
Typowy polski szlachcic.
* * *
Jeszcze powróćmy do "Fausta" Goethego. Dlaczego zatrzymywanie chwili pięknych jest czymś złym? Może tutaj chodzi o to, że zakres piękna jakie obiecuje Bóg przewyższa wszystko to, co może sobie człowiek pomyśleć, czy wyobrazić. Patrzymy na piękne chmury, ale za chwilę Stwórca na ekranie nieba pokaże nam jeszcze piękniejszy film z chmur. Albo na piękną twarz, ale gdzieś jest piękniejsza. Na piękną budowlę ale w proch przecież się rozsypie. Zwodziciel jest przewrotny i często trudno odkryć zło, które kryje się pod pozorem dobra i piękna.
* * *
Beniowski opuszcza dom. Juliusz opisuje to wspaniale. Ale opisuje też siebie piszącego ten poemat. Zachwyca się swym kunsztem poetyckim:
"Prześliczna strofa! Mógłbym zacząć od niej nowy poemat" - tak pisze Juliusz komentując prześliczną zresztą strofę.
Przeczytajcie sami wersy 200 - 210. A może i całego "Beniowskiego" spróbujecie? Nie.
No, to jedźmy dalej. Julek obiecuje wszystko w tym poemacie gdy pisze
"Wszystko mieć będzie, wszystko mu przyrzekam, tylko o trochę cierpliwości" proszę. Ja sam na muzę i natchnienie czekam".
I dalej pisze tak: "Ja się zdolnością natchnień bardzo szczycę".
O tak. Juliusz ma dar, bo to jest dar tworzenia niesamowitych wizji poetyckich. Tego się nie można nigdzie nauczyć. To się ma od Boga, jak powiedział w sądzie w Leningradzie Josif Brodski. Tak. Talent to dar. I już czytając Juliusza nie musimy nawet wgłębiać się w metafizyczny sens jego poezji. Wystarczy podziwiać umiejętność tworzenia strof. To się czuje że robi to mistrz. Przeczytam wam coś, posłuchajcie:
"... jechał dalej brzegiem jaru,
A za nim sługa w ceglastym kontuszu".
To jest tak sugestywne jak zdjęcia, jak film, jak obraz z Muzeum Narodowego.
"To widzę, że mi się poemat uda
Że mi już muza swych łask użycza
Więc dalej! Wieszczów galopem wyprzedzimy..."
Juliusz ciągle komentuje siebie. Pisze "Beniowskiego" i sam się nadziwić nie może że on Juliusz Słowacki jest taki zdolny.
Że ot tak pisze sobie poemat a tu mu spod pióra pioruny poezji wypadają. Beniowski Kazimierz, Zbigniew, Maurycy gna koniem przed siebie i nagle porywa go wiedźma straszliwa. Padł Beniowski Maurycy w szatańską pułapkę a jak pisze Juliusz było to jego przeznaczenie.
Zostawmy na razie Maurycego w spokoju, niech pędzi ku swemu przeznaczeniu.
* * *
"Na początku było słowo..."
Co sprawia że Ewangelia ma taką siłę, taką moc?
Setki książek napisano o tej mocy. Rozwiązano każdy wers, każde słowo.
"Bóg wyrzekł słowo "Stań się". I mówi Bóg ciągle i mówi Bóg w Księdze Hioba i w Psalmach. Mówi Bóg w chmurach i mówi "Dziś będziesz ze mną w raju".
A Juliusz umierając spytał się o godzinę. Chciał wiedzieć o której godzinie spotka się Twarzą w twarz. Już na zawsze.
* * *
Juliuszu, Jasiek szukał ciekawych strof i popatrz co znalazł
"Nie zraniłeś nóg na krzyżowych drogach
Nie łkała twoja dusza w noc ciemną
Nie słyszałeś swojego serca jak
dzwoni o żebra chcąc wyskoczyć
biec
posłusznym być Ojcu
gdy staniesz przed Nim
bez bolesnych blizn
jak cię pozna
nie jesteś podobny do - Syna".
A Juliusz cierpiał. Bo cierpieć musiał. Ktoś komu tyle dano co Juliuszowi musi cierpieć. Musi zapłacić cierpieniem za chwilę zachwytu. Innej drogi niema
Innej drogi być nie może.
* * *
" Lecz ten poemat będzie narodowy,
Poetów wszystkich mi uczyni braćmi ,
Wszystkich- oprócz tych tylko- których zaćmi"
Juliusz ma ciągle drugie miejsce. Wie, że jest lepszy od Adama. Zaćmił wszystkich. Jednakże naród przydzielił Adamowi pierwsze miejsce, Juliuszowi drugie i tak już zostało do dziś.
Adam ma swoją ,, Litwę- ojczyznę" a Julek zajął się przerabianiem nas w aniołów.
Napisał też: "Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi..."
To kogo ma Zośka o wiersze prosić? Kto ma taką łatwość układania wierszy?
* * *
W poemacie "Beniowski", właśnie Maurycy, Kazimierz wchodzi do chaty gdzie czeka na niego panna Aniela, która: "Chociaż tak piękna jak żadna śmiertelna,
Zbliżyć się ludzie i kochać nie śmieli
Została dumna i nieskazitelna".
* * *
W "Beniowskim" Juliusz pozwala sobie pokpiwać z Adama. Robi to fantastycznie. Wplata do swoich strof takie wersy Adama: "Czymże jest ból? Jedną chwilką!"
No, ale przytoczmy całość bo w kontekście dopiero widać efekt.
"...Dostałem Złotym Ołtarzykiem, który każdą klamerką mię ukłuł jak szpilką.
Na niedźwiadkowe się bowiem pazury zamyka - (Czymże jest ból? Jedną chwilką! jak mówią w Dziadach Mickiewicza chóry)
Podziękowawszy za chwilki chwilowość
Wpadam w opisy znów i w romansowość."
* * *
A panna Aniela:
"Jej ręka piękna, maleńka i biała
Za szorstką, silną biorąc rękę - drżała".
No to Jaśku nawet się zbliżać do panny Anieli nie będziemy. Ona taka delikatna, romantyczna, zwiewna że my o duszach robotniczo - chłopskich zabrudzilibyśmy jej czar i urok. A więc z daleka patrzmy na nią.
Pisze Juliusz:
"Aniela miała cudowną postawę,
W noszeniu głowy cudną lekkość - włosy
A l'atique - barwy troszeczka bladawe,
Oczy skier pełne, teraz pełne rosy"...
Anioł po prostu, prawda Jaśku? Dlatego imię jej Aniela.
* * *
W 1848 roku Juliusz boi się a właściwie wstydzi się niektórych wierszy. Pisze tak:
"Wstyd mi wielu melancholii byrońskich - strach, aby one nie zaraziły innych".
A wcześniej tak mówi:
"Chciałbym przesiać to wszystko przez rzeszoto- i samych tylko kilka ziarenek czystszego zboża dać moim miłym na siejbę".
Te ziarenka to wiemy: "Ksiądz Marek, Sen srebrny Salomei, Książe Niezłomny".
Ale Juliuszu jak już napisałeś, niech zostanie. Poszło i już.
* * *
"Wypadki teraźniejsze na świecie dręczą mię ciągle tą myślą, iż Ty się z nich smucisz musisz, zatrwożona nimi o przyszłość - chciałbym być z Tobą i pokazać Ci te światła, które mi te rzeczy oświecają i w innym zupełnie kształcie pokazują - jest to prucie się źle zaczętej na drutach roboty - z Boga się inna rozpocznie".
My też to przeżywamy, nie wiedząc, że zamysły Boga są inne, niż nam się wydaje. My "zjadacze chleba" sądzimy po pozorach i zaraz wydajemy osąd. A nie wiemy przecież jaki jest ostateczny zamysł każdego wydarzenia. Juliusz to wiedział.
Te słowa przytoczone wyżej pisał w 1848 w Paryżu, gdzie jeszcze wieży Eiffla nie było ani szklanych domów dzielnicy Defense.
* * *
" Beniowski....Wziął drżącą rączkę Anieli... Tu proszę
Włożyć mi wieniec Petrarki na skronie,
Bo na tym pieśń zakończę i ogłoszę
Po dawnych wieszczów umarłych koronie
Czas bezkrólewia;..."
Nie. To nie koniec poematu, to dopiero początek. Juliusz zapewnia że teraz pokaże na co go stać
"Jako pretendent na własne poparcie
Utworze całe wojsko w drugiej pieśni....
I skrzydeł mojej muzy rozpostarcie
Tęczowym blaskiem was oślepi wcześniej"
To jest moc każdego twórcy , która fascynuje Juliusza. On słaby , wiecznie kaszlący, jednym pociągnięciem pióra tworzy obrazy poetyckie pełne życia .
* * *
"Lecz ta spowiedź jest za długa,
Dygresje - nudzą; więc, mój czytelniku,
Spróbuj, czy ci się pieśń podoba druga..."
To pisze Juliusz, pod koniec I pieśni Beniowskiego.
-Jaśku, opowieść nasza o Juliuszu staje się nudna! Ciągle nie ma sedna sprawy.
Nie możemy dopaść Juliusza i zapytać go wprost: Juliuszu Słowacki, dlaczego chcesz zrobić z nas aniołów?
Kto ci dał takie prawo?
-Wiesz Jaśku, niby wiemy, właściwie czujemy że Julek ma rację, ale czytelnik chce mieć to podane jasno, bez niedomówień. A my tymczasem serwujemy fragmenty, które ty usłyszysz a to w Paryżu, a to w Neapolu czy Dreźnie.
To nie tak. Tu trzeba systematycznie drążyć sprawę.
Autorze tej książki, nie masz racji - rzekł Jasiek.
Sam wiesz że kropla wody odbija niebo.
We fragmencie poematu zawiera się cały poemat, tak jak we fragmencie życia jest całe życie.
* * *
"O wy! Którzy mię jeszcze dziś słuchacie,
Dawnego ducha tajemniczej mowy,
Niechaj wam pięknie w waszej śnieżnej chacie
Ta pieśń ujaśni jaki dzień zimowy...
Lecz gdy przyjmiecie złote pieśni słowa,
Królowie będą w progi wasze wchodzić,
Dziecię urodzi się wam - i wychowa,
Złe duchy błysną - lesz nie będą szkodzić".
Czy ktoś jeszcze słucha?
Czy taki cichy szept Juliusza jeszcze słychać? Sił już nie ma a jeszcze mówi, jeszcze pisze. Ciało już wycieńczone ale duch jeszcze trwa, jeszcze choć wers jeden chce przekazać, wykrzyczeć. Do nas!
* * *
"Kraj nasz dosiągł szczytu,
Chylić się musiał".
W epoce Jagiellonów Polska była na szczycie potęgi. Kraj nasz miał przeszło milion kilometrów kwadratowych. I potem zaczął się upadek. Właściwie droga w dół. Skończyło się to rozbiorami, potem były Powstania, narodził się i umarł Juliusz Słowacki no i Piłsudski zrobił niepodległość i trumnę (pisaliśmy o tym wcześniej) Juliusza na Wawel zaniósł.
Tak pokrótce wyglądała nasza historia.
Wbrew pozorom tak było, bo ci co z komendantem Ziukiem szli rzucać na stos swój życia los naczytali się Juliuszowych strof. Gdyby Juliuszowych strof nie czytali to co by było?
Bo to nie jest tak że ci młodzi z wypiekami na twarzy czytają "Jana Bieleckiego" a potem
"Lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń".
Nie, to tak nie jest. To narasta. To musi minąć pokolenie aby uformowało się pokolenie naładowane tradycją, gotowe na wszystko.
Wspomnieliśmy "Jana Bieleckiego" - tą powieść narodową polską jak ją Juliusz
określił - nie przypadkiem.
"Gdy pogrzebałem pamięć dawnych czasów,
Jestem wesoły jak biesiadnik stypy...
...Co było w kraju? Nie skreślam do razu,
Jeden cień tylko maluje obrazu".
To co napisaliśmy o naszej historii to cień tylko. W tym cieniu stoi Julek. On właściwie w słońcu stoi, i tylko cień długi rzuca. A obraz ogromny i Julek chce całość objąć. Całość historii kraju co zaczął się w 966 roku i ma do nieskończoności istnieć.
I istnieć będzie, choćby dwóch, trzech tylko zostało, co ten język Kochanowskiego znać będą, Juliusza język.
"Siedziała Anna, przy niej
ojciec stary
Otwiera świętych poważne żywoty.
I czyta głośno..."
Oczywiście musi być zegar, za oknem wierzby lub brzozy i dworek na kresach.
Ale to wróci.
Taka scena niemożliwa jest na X piętrze wieżowca.
Więc musi wrócić i wydarzyć się tam.
Tylko tam.
* * *
"Ta strofa ma pewną zawiłość,
Której nie lubię, lecz ją skończyć muszę"
To z pieśni drugiej "Beniowskiego". Juliusz pisze poemat i komentuje
siebie piszącego poemat. Zawiła zawiłość. Tak jak nasza, Jaśku, książka
"Imię moje jak dźwięk pusty".
Czytelniku, to dopiero wstęp do właściwej książki. Posłałem Jaśka to tu, to tam, abyś czytelniku wszedł w tamte klimaty, żeby Eglantyna na przykład stała Ci się bliska, skoro Juliuszowi się nie stała. Żebyś zimnych mięs na śniadanie skosztował, cygaro zapalił,
i mazura zatańczył.
Zdajmy sobie sprawę co piszemy i do kogo. Do ludzi wydawanych przez ekran, przez migające obrazki. I choćby tak stało się że oni wyrzekną się wszystkiego, zapomną o Juliuszu, Adamie, o wszystkim zapomną co my pamiętamy. Staraliśmy się przynajmniej. I pamiętajcie,
My byliśmy pierwsi.
Albo ostatni.
* * *
"Długo po świecie, pielgrzym tajemniczy,
Chodziłem farby zbierając do dzieła".
Każdy z nas pielgrzym tajemniczy. Każdy tyle przeżył i co? Nie każdy zaraz "Króla - Ducha" stworzy.
40 lat żył Juliusz. Czy przez 40 lat można nabyć tyle doświadczenia?
A przecież pisał od lat młodzieńczych.
To jest więc kwestia talentu. To nie podlega dyskusji.
Kwestia wybrania, Juliusz był wybrany. To nie podlega dyskusji.
No to co, kończymy książkę "Imię moje..."
Nie. Zaczynamy.
Farb mamy dużo, starczy na dość duże płótno.
* * *
Juliusz językiem się bawi, tworzy strofy z taką łatwością, ja Chopin mazurki.
Teraz już wie. To przyszło nagle. To olśnienie.
Dzieje narodu to dzieje Ducha.
Duch wciela się w kolejnych władców narodu.
Wcielił się w Chrobrego, w Jagiełłę, wciela się w wybitnych twórców.
Na pewno wcielił się Wita Stwosza mimo iż on Niemiec.
Wcielił się w Stasia Wyspiańskiego, w Matejkę.
No Juliuszu niech ci to przejdzie przez gardło. Wcielił się w Adama.
-Jakiego Adama? - spytał Juliusz.
-W Adama Mickiewicza!
-Ach. Adama. Możliwe.
* * *
Szuka się Prawdy na ścieżkach wersetów, ksiąg natchnionych. I ona tam jest.
-Jaśku, pisząc ten tekst, okiem rzuciłem na Pismo , a tam otwarta na wersetach następujących Mądrość Syracha. I pisze tam tak:
"Nie polegaj na swoich bogactwach i nie mów: Jestem samo wystarczalny".
I zaraz następuje skojarzenie następujące. Polskie dworki kresowe, siedlisko tradycji, polskości, wyspy zakonserwowanej historii, musiały z natury rzeczy być samowystarczalne. To były takie małe przedsiębiorstwa produkcyjne zajmujące się wszystkim.
Bo słabe drogi, a w zimie zaspy do nieba a żyć trzeba.
Musi chleba wystarczyć, mięsa i konfitury też, bo nieraz słodkiego się zachce.
I ten szlachcic własną zasługę robił z tej swojej samowystarczalności . Zastygł w samouwielbieniu. Okrutna , barbarzyńska , azjatycka horda zniszczyła ten świat.
Ale za czasów Juliusza we dworkach cisza, spokój a panienki romanse czytają i o romansach myślą, a wpis takiego Julka w sztambuchu setki razy odczytują przypisując mu rolę, o której Julek nawet nie pomyślał.
Po prostu wpisał coś tam panience i już.
Nie myśl sobie panienko za dużo. Usidlisz takiego Juliusza i co dalej? Wiadomo!
Nawet pisać nie warto.
Zrobisz mu z życia rozkład dnia gdzie miejsce będzie na śniadanie, (ale nie o 10.00, o zimnym mięsie nie wspominając) podwieczorek, siedzenie na ganku by sąsiedzi widzieli.
I to już koniec.
Staniesz się panienko żoną i będziesz mówić "mój mąż Juliusz Słowacki właśnie tworzy" i dzisiaj gości nie przyjmuje.
Więc Jaśku dzisiaj z raportu nici.
Właściwie w ogóle nie ma szans.
Żadnych.
* * *
Noc z 20 na 21 kwietnia 1845 roku.
I tutaj konieczne jest przytoczenie paru zdań z książki Jarosława Marka Rymkiewicza
"Juliusz Słowacki pyta o godzinę".
"Słowacki komunikował rzeczy, które dla niego miały jakiś sens, ale dla czytelników były całkiem nonsensowne".
A . Małecki - wybitny krytyk literacki sądził, że "Ksiądz Marek" i "Sen srebrny" to najbałamutniejsze utwory, jakie wypłynęły spod pióra Juliusza.
A o "Królu - Duchu" sądzono, że jest najwspanialszy i najoryginalniejszy utwór Juliusza, tyle, że dziwaczny, chaotyczny, niejasny i niekonsekwentny.
Krytycy zawsze wiedzą lepiej.
Ale oni odchodzą a dzieło trwa.
* * *
I teraz tak.
Uważają oni, ci krytycy, że to jest mylny pogląd, że duch może się wcielać w różne osoby.
Mówimy oczywiście o duchu - narodu.
O istocie tego narodu.
Oczywiście Juliusz nie pisał, że duch wcielił się w Stasia Wyspiańskiego bo staś się urodził 20 chyba lat po śmierci Juliusza, ale przecież my dzisiaj 100 lat po premierze "Wesela" wiemy że to tak jest.
Wyspiański skupił w tej chacie wszystko. Był więc przez moment i przez tą noc człowiekiem historią i człowiekiem soczewką.
* * *
Wszyscy krytycy i czytelnicy mówili, że Juliusz pisze bałamutne rzeczy, absurdalne i niedorzeczne. A jednocześnie wszyscy tak mówiąc powtarzali z uporem, że Słowacki był jednak wielkim, wspaniałym poetą. Te zdania też pochodzą z książki Jarosława Marka Rymkiewicza.
* * *
A my teraz na początku mitycznego XXI wieku, uważamy tak samo. Jak przekazać Prawdę, którą Juliusz znał? Można tylko mówić chaotycznie, można zachwycać się a czytający odbierze to jako bełkot. Jest chyba jedna zasada.
Trzeba mówić prosto, bez wysilania się na jakieś myślowe konstrukcje.
O, na przykład takie zdanie jest u św. Marka:
"...Około czwartej straży nocnej przyszedł do nich,
krocząc po jeziorze i chciał ich minąć".
Prosto pisze, normalnie "krocząc po jeziorze".
Spróbuj i ty. Masz wiarę to ci się uda.
Na pewno ci się uda, kroczyć po jeziorze.
* * *
Uczony wie lepiej. Napisze o tej swojej wiedzy uczony traktat, dowiedzie że po wodzie chodzić się nie da gdyż czynniki fizyczne... i tak dalej.
A ponadto to jest legenda, metafora, alegoria, projekcja.
A ta metafora, czy tam legenda już dwa tysiące lat inspiruje tych co rzeźbią, piszą, malują, filmują i fotografują.
A uczonego traktatu sfilmować się nie da.
Nie da i już.
* * *
"Król - Duch" wydawał się Juliuszowi dziełem niegodnym tej Prawdy, którą miał Juliusz do przekazania.
I kazał czytać z prostotą dziecka.
* * *
Wróćmy do tego fragmentu z Ewangelii św. Marka:
"przyszedł do nich krocząc po jeziorze".
Dziecko to zrozumie. To jest proste, jasne. Ten co szedł, miał taką moc i siłę, że mógł po jeziorze chodzić. A dorosły, który już "tyle widział i przeżył" zacznie analizować, wątpić, kluczyć i co?
Wpadnie do wody, utopi się w swoich rozważaniach. A przecież to takie proste.
Chodzić po wodzie.
* * *
"Matkę Juliusza Słowackiego wezwano do Krzemieńca przed oblicze Komisji Śledczej w Kijowie i przesłuchiwano w sylwestrowy wieczór 1838 roku. Na pytanie: "Czy nie miała pani kiedykolwiek u siebie i nie przekazywała pani bratu swojemu Teofilowi Januszewskiemu, przedstawionego tu egzemplarza "Poezji" Juliusza Słowackiego, który jest pani synem?"
-padła spokojna odpowiedź: "Nigdy nie czytałam poezji mojego syna".
Ileż kosztować ją musiało wyrzeczenie się tego, którego kochała najbardziej ze wszystkich na świecie".
To są zdania z książki Barbary Wachowicz "Ty jesteś jak zdrowie".
Za sto lat na tych ziemiach będzie pełny triumf szatana. Ludzie będą przyznawać się do wszystkiego, co tylko zażąda śledczy. Teraz w 1838 roku trwa próba generalna.
Próba udana zresztą.
Spektakl może się zacząć.
* * *
"Ziarnem Polski być jeden prosty człowiek może
Jak to w ziarnku żyta - żyje całe przyszłe zboże".
Właściwie te słowa mówią wszystko.
Zaraz, zaraz, ziarno może upaść na drogę. Tam wydziobią je ptaki. Może być przytłumione przez chwasty. A chwastów moc będzie. Będą kolorowe, różnorodne, błyszczące, krzykliwe.
A prosty człowiek odrzuci chwasty i...
... i zboże wyrośnie.
* * *
"Inne uczone, nad księgami siedzą,
Lecz z literami oko nic nie czyni,
O duchu w księgach zamkniętym nie wiedzą
Jedna skończyła kartkę - palec ślini,
Widać ciekawa, co wieszcze powiedzą
Na drugiej karcie".
Zjadacz chleba nie umie czytać jak należy, nie umie czytać tak jakby tego sobie życzył autor "Króla - Ducha" bo ten fragment powyższy z tego to poematu, zaczerpnięty jest. Juliusz wymyślił ten dywan gdzie z jednej strony poplątane nici, supełki, chaos istny a z drugiej ład, sens i porządek. My widzimy chaos a Juliusz ujrzał ład i o tym ładzie pisze tylko my czytać nie umiemy.
* * *
25 sierpnia 1832 roku Juliusz pojechał do Wersalu. Chodził sam jeden po ciemnych alejkach parku i myślał o Litwie. Tak to opisał w liście.
-Jaśku! Czy ty spotkałeś Juliusza jak samotny spacerował po parku w Wersalu?
Juliusz na Litwę już nigdy nie wróci ale jak spotkasz go nie mów mu tego. On i Adam z oddali stworzą inną Litwę, która już na zawsze zagości w naszej świadomości.
* * *
"Anioł o bladym licu, niebieskich oczach w wytartych dżinsach spranej koszuli leżał pod płotem z butelką piwa w ręce i mocnym w ustach załamał się bo wyrzucili z raju".
Taki wiersz napisała Juliuszu 13 letnia dziewczyna z Będzina.
Ty nas (i ich) przerobić chcesz w aniołów a oni złudzeń nie mają, uważają że... właśnie, co, co uważają?
Że nie da się, że nie wytrzymają tam długo. Ale dlaczego go z raju wyrzucili?
Nie zasłużył, czy nie godny?
Zasłużył skoro tam był.
Nic już nie wiemy. Zrozum tu poezję.
A przecież czujemy, o co chodzi. I zawsze tak było, jest i będzie.
I Juliusz wiedział, że my będziemy wiedzieć, o co chodzi.
No i wiemy. Mniej, więcej.
* * *
Eglantyna Pattey odważyła się napisać do mamy Juliusza parę słów. Właściwie dopisała do listu Juliusza parę swoich zdań takich na przykład: ,, Kochana Pani, jakże powinna być Pani dumna ze swego dziecka, tak młodego, tak pięknego i obdarzonego takim talentem. Może Pani być spokojna o jego zdrowie, jest doskonałe i wierzymy mocno, że powietrze
szwajcarskie zrobi mu dobrze".
No , niestety nie zrobiło. Gruźlicy, nawet krystaliczne powietrze szwajcarskie nie wyleczy.
W liście 1849 r. z marca Juliusz tak napisał: "kilka dni temu byłem mocno bardzo krwią zaatakowany, która mi się po wielokroć razy z ust wypluwać dawała".
Tamten list Eglantyny jest z 1833 roku.
Gdyby Eglantyna usidliła Juliusza i gdyby on w tej Szwajcarii zamieszkał to jak ona przyjęłaby tę chorobę?
Czy byłaby podporą dla niego czy umierałby sobie sam w pokoju gdzieś w bocznym skrzydle pensjonatu, niewidoczny dla gości, kontemplującymi widok Mont Blanc.
Eglantyno, kto by o tobie dziewczyno wiedział, gdyby Juliusz zamieszkał w innym pensjonacie?
* * *
Ten wiersz dotyczy malarza włoskiego Caravaggia.
Otóż Caravaggio w latach 1602 - 1604 namalował słynny obraz "Złożenie do grobu".
A wiersz poety Janusza Kobierskiego tak się układa:
"Dane mu było
dostrzec więcej niż innym
Bo kiedy z ciemnej doliny grzechu
Brany był na górę poznania...
... i umiał wydobyć światło z ciemności
Przeżywał coś z mocy Stwórcy
Szczęście tylko wybrańcom dane"
Ten wiersz dotyczy jak wspomnieliśmy Caravaggia ale może dotyczyć każdego twórcy, który autentycznym jest. Jak na przykład Juliusza.
"...od kary wiecznej może ocaliła go
przemożna tęsknota za pięknem".
Ci wielcy twórcy podobni są do siebie. Są mistykami. Interesuje ich tylko Prawda.
Nie tworzą na zamówienie.
Chyba że jest to zamówienie Boga.
* * *
Przytaczamy różne fragmenty współczesnych wierszy by zobaczyć czy Juliusz choć parę osób przerobił w anioły. Bo to wystarczy. Parę osób.
Pisał Jan Kasprowicz:
"I niechaj zapomnę w mym życiu
Czy w bliskim, czy też dalekiem
Żem człowiek jest przede wszystkim
I niczym więcej jak człekiem"
Kiedy 14 czerwca 1927 roku otwarto grób na cmentarzu Montmartre, znaleziono brązowy proch, dwa piszczele i czaszkę z puklem włosów nad ogromnymi oczodołami.
Ten proch, kości i włosy zamknięto w hebanowej skrzynce, owinięto biało-czerwonym sztandarem.
I powrócił do kraju Juliusz Słowacki.
* * *
"Los mię już żaden nie może zatrwożyć
Jasną do końca mam wybitą drogę
Ta droga moja - żyć - cierpieć - i tworzyć,
To wszystko czynię - a więcej nie mogę".
Juliusz nie musi robić nic więcej. Niech inni drżącymi rękami liczą w nocy swoje pieniądze, niech inni analizują kursy walut, to zresztą też jest potrzebne. Nawet jest taki obraz Rembrandta z 1627 roku "Przypowieść o niemądrym bogaczu".
Bogacz stary, w nocy przy zapalonej świecy liczy pieniądze, analizuje księgi rachunkowe.
Rembrandt go namalował i żyje dzięki Rembrandtowi. Inaczej, no cóż, nic byśmy o nim nie wiedzieli. Taki bogaty, a zapomniany. Jak to jest?
Juliuszowi też na pieniądzach zależało. Miał akcje kolei żelaznych. A te akcje szły w górę. Wiadomo, kolej się rozwijała.
Lokomotywy coraz szybciej gnały do przodu.
* * *
Juliusz tyle miał do powiedzenia. A dostał jeszcze tylko cztery lata życia. Nie nastąpiło cudowne wyleczenie dlatego musiał się zmagać z chorobą. Musiał się zmagać z samotnością, niezrozumieniem otoczenia, wręcz odrzuceniem.
Ale ważne było jedno.
Przekazać Prawdę, aby ci co przyjdą po nim wiedzieli gdzie iść i do kogo iść.
* * *
"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów byłbym jako miedź dźwięcząca albo cymbał brzmiący".
Juliusz miał miłość do matki, to na pewno. Ale czy kochał wszystkich?
Bo inaczej te jego strofy byłyby puste, byłyby pustym dźwiękiem. Byłby jednym z wielu cymbalistów.
Jak pisał jego wielki przeciwnik Adam:
"Było cymbalistów wielu".
* * *
W lipcu 1832 roku Juliusz będąc w Paryżu obserwował jak obchodzono rocznicę rewolucji francuskiej. Były petardy, fajerwerki, wyścigi konne.
Pisze Juliusz:
"... nie chciało mi się mieszać w tłum ludu, którego ta wolność uczyniła nieznośnie grubiańskim. Przez niegrzeczność starają się próbować, czy równość trwa zawsze..."
Juliusz jest na dystans z ludem. Woli lud opisywać niż się z nim bratać. Zresztą te hasła o wolność, równość i braterstwo nic nie znaczą.
Dla ludu wolność to samowola.
Jaka równość między Juliuszem a... kimś tam.
Bratać się z ludem... bez przesady.
Każdy niech zna swoje miejsce w szeregu. Te karty rozdał Ktoś mądrzejszy.
Nie wolno poprawiać Stwórcy.
Czy obywatel Robespierre to rozumie? Nie rozumie!
* * *
Juliusz Kleiner tak pisze o "Królu - Duchu":
"Czytelnik bezpośrednio poddający się czarowi dzieła zdumiony jest i olśniony jego zupełną nowością, brakiem podobieństwa do tworów znanych, nocą porwania w świat nieznany, odrębny, logiką swoistą rządzony".
* * *
Im bardziej Słowacki niszczony przez chorobę staje się cieniem człowieka, tym strofy jego poezji są potężniejsze.
Pisze o potędze ducha, który nie zna ograniczeń oprócz tych, które sam sobie narzuci.
* * *
"Znowu błądzę
Jak Telimena gdy wyszła na grzyby,
A zbiera mrówki".
Juliusz "Pana Tadeusza" już poznał. I potrafi jednym muśnięciem pióra (a pisał pewnie gęsim piórem) dać prztyczek wielkiemu Adamowi.
Ale za chwilę pisze tak:
"Czy w poemacie tym równie szczęśliwa Krytyka równe porobi odkrycia? Nie wiem".
Nie ma się Juliusz do czego przyczepić w "Beniowskim". Jest ciekawy, napisany po mistrzowsku.
Może go kiedyś sfilmują, ale musi to zrobić mistrz nad mistrze. Ale Podola zrekonstruować tutaj się nie da.
Podole trzeba kręcić na Podolu.
* * *
Raz czytasz tę strofę i nic. Drugi raz nic.
A potem błysk jeden i już wszystko jasne.
Posłuchajcie!
Jaśku, wracaj, gdzie jesteś?
W Paryżu, w Neapolu, czy w Jerozolimie?
Posłuchaj, skończyliśmy na "Krytyka równe porobi odkrycia? Nie wiem".
Dalej jest tak:
"Czasami myśl w eterze pływa,
Przez piękne bardzo przelatując śnicia,
Lecz później pismo, druk tęcze obrywa
Z kryształów - A teraz odbłysk mego życia
Na ten poemat pada niezbyt pięknie".
Teraz wszystko jasne. Juliusz jak każdy nie może wyrazić niewyrażalnego.
O tym pisaliśmy wcześniej, to jest wiadome.
Ma te same problemy co każdy wizjoner, czy mistyk. I wie i czuje że tylko "zjadacze chleba przerobieni w anioły" będą w stanie odczytać jego poezję. Wyczuć tego ducha.
Jaśku, jesteśmy już blisko.
Jaśku, czy nie czujesz że masz już ten "złoty róg".
Nie czujesz?
* * *
A jeżeli to jest nieprawda?
Jeżeli Słowacki nie ujrzał twarzy Boga.
Jeżeli był pod wpływem teorii Andrzeja Towiańskiego, który też o duchach ciągle mówił.
To co wtedy?
Nic. Zostały dzieła, które trwają. Wiara Słowackiego jest tutaj ważna. To tylko tak na marginesie. Wracajmy do głównego nurtu tej książki, jeżeli w ogóle istnieje tutaj jakiś główny nurt.
Taki przebłysk niewiary się pojawił ale już dobrze.
Zobacz Jaśku co robi pan Maurycy Beniowski, ubogi szlachcic.
Z Podola zresztą.
* * *
Otóż Beniowski niby główny bohater ale jednak nie.
Cóż, jak Tadeusz u Mickiewicza.
Też to postać uboczna. Tam jest ważny bigos, Jankiel i "puszcz przepastne krainy". A tu?
"Ach! nieraz szczerze westchniecie z litości,
Widząc, jaki w nim brak artystyczności".
Juliuszu.
Od ubogiego szlachcica wymagać artystyczności.
Przesada.
Nie uważasz Jaśku.
Uważam.
* * *
Popatrz Jaśku, dalej Juliusz tak pisze:
"Poezja go otacza - Czytelniku!
Na jego miejscu, o! Ileż byś razy
Uczuł, że dusza trwa na wykrzykniku......
Klnie że wokoło zimnych serc bez liku
Same szkielety..."
Co tu mówić, po prostu zjadacz chleba.
Juliusz wszędzie widzi czar poetycki, w każdym zdarzeniu, w każdym zjawisku.
"Zimne serca wokoło", tak to już jest. Ty Juliuszu widzisz inaczej to ci zjadacze chleba, zjedzą cię, wyśmieją.
Boś inny.
A za to musisz zapłacić.
I o tym wiesz. Ale przecież twoje będzie zwycięstwo.
Za grobem.
* * *
"Trzeba albowiem aby się pokazał
Świetnie i zyskał czytelników względy"
Aby zyskać względy co trzeba? Trzeba pisać byle co, byle jak, byle sensacja była, krew kapała z kartki i oczywiście musi być happy end. Juliusz tego nie umie. Właściwie umie ale nie chce tak pisać. On idzie pod prąd. Bo do źródła idzie się pod prąd. A ten happy end.
Koniec życia jest początkiem.
Początkiem dla tych, co wierzą. Juliusz nie tyle wierzył, co wiedział. Tak, on wiedział.
* * *
"Nie wiem w jakiem szedł strony,
Lecz gdym się znalazł u celu,
Dostrzegłem światłem olśniony
Głębie tajemnic wielu.
Wyrazić tego nie zdołam,
Trwałem w zamarłym stanie
Wyższym nad wszelkie poznanie"
To pisze św. Jan od krzyża hiszpański mistyk. Był karmelitą.
Juliusz Słowacki w dramacie "Ksiądz Marek" daje wielką moc karmelicie, Markowi.
Karmel to góra która wznosi do Boga, która odsłania nieznane, która jednoczy z Najwyższym.
I tam w Barze dokonuje się przemiana. Nie jest ważny militarny sukces, ważny jest sukces duchowy. Ksiądz Marek takie słowa wypowiada:
" Bo mi anioł promienisty
Rozkazał...abym z tych dzieci,
Które mam-nie stracił żadnego?
i dalej mówi Juliusz słowami karmelity Marka:
"Widzę Boga! Któż mi oczy zakryje?
Chwały niewypowiedziane
Widzę! Głosy wielkie słyszę!
Boga! Co mi ogniem piszę
Nowy rozkaz nowe prawo!
Oblewa mnie swoją sławą!
Ogniami męczeństwa złoci!"
"Oto naród mój jak zwiędłe liście"
Juliusz wie i wkłada to w usta Księdza Marka że tamten naród musi odejść i dopiero na gruzach i dopiero na tych przegniłych liściach wyrośnie nowe.
* * *
"... dosyć jest ludzi strzegących mizernych swoich pozycji i dumy własnej , i czci światowej... i fałszów... ale muszą być i tacy , co zapomną o sobie- a wtenczas będą silni i niepokonani"
To pisze Juliusz w roku 1843 w Paryżu.
* * *
"Przetoż się, Panie wiecznie upokorzę
Pomnąc na ono płomieniste łoże .
Gdy Pan nade mną stał w ognia oponach
Gdym był jak ptaszek w Pana mego szponach"
Ciągle Juliusz powraca do tej wizji ognistej , co zresztą jest zrozumiałe.
-Jaśku, ale dlaczego jak myślisz tak mało ludzi wiedziało o tym co spotkało Juliusza w nocy
z 20 na 21 kwietnia 1845 roku.
Przecież to jest ważna data w historii naszej. Ogień, który powalił Szawła pod Damaszkiem, zmienił cywilizację.
Szaweł rozniósł dobrą nowinę po całym ówczesnym świecie.
A Juliusz?
Juliusz żył w XIX wieku. Wieku, pełnym sceptycyzmu, niewiary; wiarę w potęgę ludzkiego rozumu. Juliusz mówi jedno. Trwajcie. Proszę was nie zdradzajcie wiary przodków, szanujcie przeszłość.
Ale dlaczego tak mu na tym zależy?
Tu nie chodzi o ojczyznę geograficzną od morza do morza.
Tu chodzi o zachowanie Prawdy, o uchronienie Prawdy jak ognia który przenosi się ze świątyni do domu chroniąc go przed wiatrem i deszczem.
* * *
Strofy natchnione w ekstazie kontemplacji
Wszedłem hen - kędyś w nieznane
Trwałem w zamarłym stanie
Wyższym nad wszelkie poznanie.
1.Nie wiem w jakiem szedł strony,
Lecz gdym się znalazł u celu
Dostrzegłem światłem olśniony
Głębie tajemnic wielu.
Wyrazić tego nie zdołałem
Trwałem w zamarłym stanie
Wyższym nad wszelkie poznanie.
To Jaśku napisał św. Jan od Krzyża, jak wspomnieliśmy wcześniej wielki mistyk hiszpański. Żył w latach 1542 - 1591.
Dlaczego to przytaczamy w naszej książce pisanej z Juliuszem i paru innymi osobami.
Otóż zrozumiemy wtedy lepiej co się stało w tamtą noc z 20 na 21 kwietnia 1845 roku.
I dalej pisze hiszpański mistyk takie słowa:
Żem został pozbawiony
Poczucia świadomości.
A duch mój obdarzony
Wiedzą w niewiedzy stanie
Wyższym nad wszelkie poznanie
Tej dziwnej wiedzy tchnienia
Taką potęgę mają
Że mędrców dowodzenia
Nigdy jej nie zrównają
Tak wzniosłe są poziomy
Tej nadziemskiej mądrości,
Że żaden zmysł stworzony
Nie pojmie jej w całości.
Nie dla zjadaczy chleba ta mądrość.
O, nie.
* * *
Z oddali widać lepiej. Adam i Juliusz wyrwali się stamtąd. Wyrwali się z tych miejsc, które swojskie dla tych co tam żyli, były. Nic nadzwyczajnego w nich nie widzieli. Las jak las, bór jak bór, pagórki pospolite, brzozy jak wszędzie.
Gdzie tu mistyka, gdzie tu poezja. A Adam to zobaczył i Juliusz też.
Ale dopiero z Paryża tak ujrzeli. To trzeba do Paryża jechać by Litwę, Ukrainę i Podole tak ujrzeć. Słonecznie, pełne tęcz kolorowych, pachnące chlebem.
Chcesz pokochać swój kraj lat dziecięcych jedź do Paryża. Z wieży Eiffla ujrzysz swoje podwórko, a tam dziadka co na ławeczce odpoczywa i babcię, która kury karmi.
A spod krzaku agrestu wyjdzie pokłuty kolega, brudny i do komórki cię zaprowadzi gdzie podkowa wisi, co to literę omega przypomina. I już wiesz wszystko.
Tylko wyjedź, jak oni pojechali. A jak powrócisz to wszystko małe zobaczysz, inne i tylko w opowieściach co dzień bardziej kolorowych tamto trwać będzie dopókiś żyw.
* * *
Emigracja musiała się zdegenerować.
Odcięta od kraju, żyjąca wśród swarów potępieńczych, żyjąca wspomnieniami, gorzkniejąca, musiała stać się skansenem, który ciekawy, ale na krótko. Juliusz ma ciągły kontakt z krajem, z Matką, ale listy chociażby najprawdziwsze są tylko wyborem rzeczywistości lecz nie są rzeczywistością. Są kreacją rzeczywistości.
Jednakże jest w emigracji, w diasporze coś wartościowego.
Diaspora żydowska rozrzucona na całym świecie zachowała miłość do Ziemi Obiecanej, zachowała język i kulturę. To był jej święty obowiązek.
W Polsce, mimo iż wrośli w te miasteczka miasta byli obcy, bo chcieli być obcy.
A polska emigracja. Ta na Zachodzie stworzyła mityczną Polskę, ta na Wschodzie zachowała pamięć o Polsce jako o Arkadii.
W XX wieku były przypadki w Rosji że Polak zesłany przez komunistów na Syberię aby języka nie zapomnieć zrobił sobie polski modlitewnik.
Z pracowicie wycinanych wyrazów z "TRYBUNY LUDU", bo tylko taka gazeta tam docierała, zrobił modlitewnik.
Można posłużyć się "Trybuną Ludu" gazetą, tak ateistyczną że bardziej nie można, by ułożyć pamiętaną modlitwę, czy pieśń.
Tak było.
* * *
"Co będzie z wami - prosto wam nie powiem,
Nie jestem jako wieszcz wszystko wiedzący".
"Niech się komedia gra - Może mi przyjdzie
Grać inną: wtenczas was wszystkich przerażę".
To z Beniowskiego.
Juliusz już ma dość. Ma dość niezrozumienia. Sercem pisze.
"Lecz serce moje się jak łuk wypręża,
Zrzuca was, głodne, sępów pokolenie!
... Precz, szakale!"
"O! chcę miłości uczyć! Gdzie jest rzesza?
Odbiegła - skarży się na moją ciemność".
Nie rozumieją cię Juliuszu. Za trudne dla nich te strofy. Może spróbujesz inaczej. Inaczej nie możesz. To wiemy.
Poprzeczka za wysoko. Ty się nie zniżysz.
My musimy się wznieść.
Oderwać od ziemi.
* * *
"Jeśli co mówi, mówi bardzo krótko".
Tak. Trzeba się spieszyć. W paru zdaniach wypowiedzieć wszystko. Krótko, zwięźle.
Czytać się nie chce, to my Jaśku zwiedziemy czytelnika błyskami zdań.
Raz, dwa i dalej.
Juliusz mógłby dużo.
Pisze dalej tak:
"I mógłbym... Mógłbym lecz nie chcę..."
Szkoda czasu Juliuszowi na próżne gadanie.
Przecież z każdego słowa rozliczeni będziemy.
Zwłaszcza z niepotrzebnego.
* * *
"Lecz późno! późno już! Gdzie są słuchacze?
Czy w grobach klaszczą w ręce zadziwione?
Czy urągają? - nie wiem - i nie raczę
Gonić myślami te smutne, stracone
Mary...
Zda mi się, że to jakaś dusza bratnia
Znów odlatuje ode mnie - ostatnia!"
No i zostanie Juliusz sam. Tak pisze że krąg czytających pomniejsza się. Wolą Adama.
Lecz u Adama... a zresztą nie wolno świętości szargać. Juliusz co ciekawe nie zakonserwował przeszłości, on zrobił coś innego. Wykonał wszystkie błędy, które doprowadziły do tragedii. Gdy mówi się prawdę, słuchane odchodzą. Trzeba mówić komplementy.
Juliusz tego nie potrafił.
* * *
"Dla żadnych ziemskich wdzięków , piękności
Życia tu nie poświęcę,
Tylko dla jednej mej tajemnicy,
Którą-m odnalazł w skrytości."
Ten tekst hiszpańskiego mistyka mógłby być mottem postępowania Juliusza po 1845 roku.
Jakiś paryżanin, który widział ze swojego okna , okno mieszkania przybysza z Polski, nie zauważył na pewno ognia w tamtą noc.
Ten ogień widział tylko Juliusz. Nie mógł skłamać, intuicyjnie to wyczuwamy, że Juliusz musiał napisać prawdę. Nie pobiegł zaraz z rana do sąsiadów, by wykrzyczeć że widział, że ogień, że ta Twarz. Przecież wyśmiali by go, nie uwierzyli by na pewno.
Teraz czytając ten tekst też podejrzewam czytelniku, że w to nie wierzysz.
- Jaśku, a ty wierzysz? Byłeś tam wtedy i co, widziałeś coś?
- Nie, nic nie widziałem.
- A Juliusz , jaki był?
- Uduchowiony jak zawsze.
* * *
"Człowiek cierpliwy rozgotuje nawet kamienie".
To jest sentencja z książki Romana Rogowskiego. Tak sobie myślę Jaśku, czy te kamienie przez Boga rzucane na szaniec też da się rozgotować?
* * *
"Szli krzycząc Polska..."
ale jaka ma być ta Polska?
Bo jeżeli ma być papugą narodów to lepiej niech nie będzie jej wcale. I to groziło Polsce przy końcu XVIII wieku. I zesłał Bóg rozbiory.
I te rozbiory stworzyły naród, stworzyły literaturę która weszła w krew.
A teraz, ktoś zatruwa krew, wypuszcza z nas i już nie można tamtym językiem.
Już coraz mniej rozumie te symbole, te "złote rogi" "bursztynowe świerzopy".
I stają się tamte dźwięki pustymi dźwiękami, tak jak imiona tych co te dźwięki wypuścili i grały. A teraz nie grają.
* * *
Gdzie mam teraz iść?
Jaśku, idź do Paryża, zobacz jak Juliusz pisze ,,Króla- Ducha".
My tymczasem przytoczymy różne odmiany, różne wersje poszczególnych strof tego arcypoematu. Julek miał mnóstwo pomysłów , mnóstwo wariantów na opisywanie poszczególnych scen utworu.
Przytoczmy parę wersów czekając aż Jasiek wróci z Paryża.
"Niechaj śnię , że mię tam anioł przenosi
I palmą złote czasu mgły odgania"
Juliusz te wiersze przekreślił. Po prostu przekreślił, taki wiersz.
Albo ten.
"Słyszę te głosy, z którymi dziewczyna
Zjawiła mi się... z promienistym ciałem
Wpadła i drżąca cała jak osina
Kręciła całym powietrznym chorałem"
To jest czwarta wersja pewnej zwrotki z Rapsodu pierwszego. Jeszcze jest piąta wersja ale damy sobie spokój na razie z przytaczaniem.
Jasiek wrócił z Paryża. No, co tam. Mów.
* * *
Julek pisze, na czym popadnie. Pisze jedną zwrotkę na jednej kartce, potem drugą, trzecią; kartkę odkłada, bierze następną, pisze. Potem wraca do tej pierwszej i jeszcze wciska gdzieś kolejną zwrotkę. Chaos w jego papierach ogromny. Będą mieli co robić jego badacze. Ale widać, że się spieszy. Pisze gorączkowo. Chyba ktoś mu dyktuje.
Myślę, że jakiś duch mu dyktuje "Króla - Ducha".
Wiesz co, poślij mnie gdzieś indziej. Zwiedził bym Ziemię Świętą. Ty sobie zostań z "Królem - Duchem", a ja lecę do Jerozolimy.
Niedługo się spotkamy.
* * *
Ta dziewczyna och, jaka poetyczna, śliczna, taka Juliuszowa.
Po co mu różne Eglantyny jak on stworzy dziewczynę idealną. Kawy, ciasteczka, świeżej bułeczki i zimnego mięsa ona mu nie poda, ale za to jak patrzy, a jakie ma oczy.
Albo popatrz dalej:
"Przez malowane mgły kwiatów lataniem
Ujrzałem Wandy ciało najjaśniejsze".
Tak, tak, to Wanda co to nie chciała Niemca.
Niemca może nie chciała, ale Juliuszowi się nie oprze.
* * *
W lipcu 1844 roku Juliusz pojechał do Pornic, nad ocean atlantycki. Zdarzyło mu się tam coś zupełnie zwykłego, co on uznał za zupełnie niezwykłe.
Otóż Juliusz spotkał tam 10 letnią dziewczynkę, pastereczkę, która dla niego stała się objawieniem .Napisał o tym spotkaniu dwa wiersze, umieścił je w dramacie "Samuel Zborowski" i w innych utworach. Juliusz pisze że w tę dziewczynkę wcielił się potężny Duch. Juliusz czekał na znak. I znak otrzymał. Najpierw była zapowiedź, pastereczka z Pornic, a mniej więcej po roku , potężna ognista wizja.
"Na tych kamieniach zostawiłem jedną z najpiękniejszych postaci kiedykolwiek oczom moim zjawionych... cudownie ładna i kształtna- zwłaszcza włosy jej, włosy złote lekkie jak pajęczyna, w jedną stronę wiatrem morskim odwiane. Ciało tej dziewczynki dziesięcioletniej było prawdziwie pastusze, ale duch i ducha tego głos, melancholia , delikatność, przenikliwość i mistyczność- świadczyły prawdziwie o królewskim pochodzeniu.
Dziewczyna ta więc była sama z siebie poezją".
* * *
Wiersz o pastereczce z Pornic tak się zaczyna:
"Patrz nad grotą
Uwieńczona wstążką złotą
W którą polnych róż natknięto
Wydaje się jakąś świętą
Jakąś cudną mgieł dziewicą"
W grocie też ukazała się Bernadecie...
Nie. Nie sięgajmy za daleko.
i jeszcze:
"Taka w oczach , patrz ,ognista
Albo w źródło się zamieni
Kryształowe... taka czysta.
Lub jak gwiazda w sto promieni
Taki wietrzny w tej dziewczynie
Duch i taka czarów siła..."
Tak Juliusz zobaczył i tak opisał 10 letnią pastereczkę z Pornic.
Czy to była tylko pastereczka?
* * *
Juliusz Słowacki- Jaśku, już jesteśmy blisko, coraz bliżej - uznał, że zna prawdę absolutną. O tym właściwie Jaśku ciągle w tej książce piszemy. Jednakże jest to chaos.
Ale. Ale. Słowacki zostawił po sobie ogromny chaos. "Król - Duch" to setki wariantów każdej niemal zwrotki czy rozdziału.
I dopiero wydawcy układali je, jak uważali za stosowne. A może Juliusz chciał pozostawić ten chaos po sobie. Te fragmenty, te wizje różne.
Bo przecież takie jest życie. Dzieje się na miliardach scen naraz. A może Juliusz ujrzał wszystko naraz i chciał wszystko opisać. Przeszłość, i przyszłość jednocześnie.
Tłoczyły się te wizje, kotłowały, wirowały.
Tu Podole, tu skrzydła, kurhany, zorza polarna, lodowaty sybir, grób Chrystusa w Jerozolimie (Jaśku, opowiesz co tam w Ziemi Świętej).
Chór aniołów i to wszystko wali się na Juliusza, który osłabiony, skrwawiony bo kaszlał i pluł krwią, a on musi pisać bo zjadacze chleba muszą być przerobieni w aniołów, bo cała ziemia - tak to napisał w jednym z listów - będzie polska.
Nie. Nie przesłyszeliście się. Wybaczcie mu, chory jest. Ale on przewidział słowiańskiego Papieża. I sprawdziło się.
Zaraz, zaraz, jak to napisał że cała ziemia czyja?
* * *
- No mów Jaśku - jechałeś za Juliuszem do Ziemi Świętej i jak było - mów.
- Juliusz otworzył Biblię na przypadkowej stronie i tam przeczytał takie zdanie:
"Kościoły azjatyckie pozdrawiają was"
to uznał za znak że musi jechać do Ziemi Świętej. Przez Grecje, Egipt, Syrie przybyliśmy do Palestyny. Juliusz dużo pisał, rysował, był na szczycie piramidy. Noc z 14 na 15 lutego spędził u grobu Chrystusa. Widziałem jak rzucił się na grób, jak się modlił, był tak uduchowiony że kiedy o północy do Grobu przyszła młoda para, to ona i on pocałowali go w rękę. Może go za anioła wzięli, kto wie?
* * *
"O tak! Nim ja w śmierć ojczyzny uwierzę
Chociażby jak trup w grobie leżąc zbrzydła
Potargam wprzódy ją pieśnią za pierze,
Porwę ją z ziemi, tak jak wicher bierze
Stargam łańcuchy wszystkie , wszystkie sidła,
Podniosę w niebo, aż gdzie Pan Bóg świeci,
Puszczę...jeżeli żywa- to poleci"
-Skąd taka moc u Juliusza- spytał Jasiek?
-Jak to skąd?
Posłuchajcie- Jaśku siadaj i słuchaj.
"... rozsuwają się mroki niebieskie, trójkąt, świateł bezdennych pełny, pokazuje się na wysokościach, niebo się otwiera, powietrze całe gore i ognia szelestem przeraża...
I jeszcze Jaśku słuchaj dalej, bo najpierw Juliusz ujrzał - tak pisze - "Ecce Homo"
"...Postać gdzieś od zorzy idąca - ledwo płaszcza szkarłatem nieco się od mgieł i pomroków odróżniła... spokojna idzie ku Tobie... Nogi bose i twarz odkryta, i ręce słonecznią się nieco... a wszystko jest z ciała bożego, jaśniejsze się wydaje od ziemi.
... oto Człowiek ten już o dwanaście kroków przed tobą - ty patrzysz rozmiłowany w Twarz jego..."
A więc to tak wyglądało. Ta wizja Juliusza, którą różnie przedstawiał w różnych utworach.
* * *
Jaśku nie wiem jak to powiedzieć ale powiedzieć muszę. Tam cię nie poślę boś ty przeznaczony do posyłania w miejsca, gdzie inne duchy i anioły panują.
Otóż powiem ci że żyli poeci, którym też ktoś coś dyktował i ci poeci wszyscy skończyli źle. Wpadli w szaleństwo, życie sobie odebrali. O jednym ci powiem, żebyś uważał i ostrożnym był.
Stachura się nazywał, idolem był nawet przez parę lat, i co się okazało.
Przytoczę ci parę ciekawych zdań:
"Siedział skulony na krześle i w milczeniu niańczył obandażowaną rękę, pozbawioną dłoni; wtedy, gdy miałem ten wypadek, powiedział, słyszałem sygnał pociągu. Jedne głosy mi kazały zejść z torów. Ale silniejszy głos zabronił mi schodzenia, nic nie mogłem zrobić. Głosy. Ostatniej książki też nie napisałem. Głosy mi podyktowały. To obce książki, boję się ich".
A potem nie mógł już wytrzymać i powiesił się. Trzeba uważać.
Można szybko otrzymać sławę. Za ten hołd, za pokłon złożony Złemu. A potem następuje destrukcja i rozpacz.
Pustka.
A muszę ci powiedzieć, że Juliusz również zobaczył pustkę, Zobaczył Piekło.
* * *
Juliusz napisał kilkanaście tomów. Tysiące stron, dziesiątki tysięcy słów.
A ty Jaśku co na to?
Przytoczę ci coś, powiedział.
"Człowiek współczesny skarży się że Bóg milczy, ale nie spostrzega, że to on sam nie przestaje mówić i nie ma dość pokory by zatrzymać się i posłuchać co Bóg chce mu powiedzieć".
Popatrz na przykład:
"W kilkunastu zdaniach Ewangelista opisuje wydarzenie, o którym my jesteśmy zdolni nakręcić parogodzinny film".
Ale Jaśku to chyba nie dotyczy Juliusza. Juliusz umiał słuchać.
I słuchał.
-Tak, ale potem pisał, pisał, pisał.
* * *
"...co złego pragnąc zawsze dobro zdziała"
Car ich wyrzucił. I co narobił? Zabrał im wszystko. A oni postanowili to wszystko odzyskać. Przenieśli to wszystko co car im zabrał na papier , na płótno, na nuty.
No i masz. Wymaż to teraz carze, sekretarzu, wymaż to uśmiechnięty panie z bilboardu. No , wymaż!
* * *
Gdybym mówił językiem ludzi i aniołów. Julek mówił językiem aniołów.
"...a miłości bym nie miał"
To będzie powracać bo to jest najważniejsze Miłość.
* * *
"Wiek był mój - i czas - i Bóg mi nastręczał
Wielkie ogromnych rzeczy dokonanie".
To Jaśku są odmiany "Króla - Ducha", kolejne wersje różnych zwrotek. Tylko wytrwali tam dojdą, do tych rejonów. Jedna wizja odchodziła, druga przychodziła i następna. A Juliusz gorączkowo to wszystko zapisywał.
I takie też słowa pisze Juliusz:
"Skąd wiem - nie pytaj... a są większe rzeczy,
Które my znamy, ludzie teraz prości,
A które potem nauka skaleczy
I z nową wiarą poda za nowości.
Ten sam duch, wielki jak Bóg... a człowieczy".
Oczywiście, gdyby Juliusz zdecydował się jednak zostać w Szwajcarii na zawsze, żyłby chyba dłużej. Eglantyna by nie dopuściła by tak gorączkowo się eksploatował.
Krystaliczne powietrze, dobre wyżywienie, spacery, spowodowałyby że może 10, może 15 lat dłużej Juliusz byłby z nami. Oczywiście wiemy że tak nie jest. Miał żyć 40 lat i koniec. Tylko po to tutaj był aby napisać to co napisał i koniec. Tak jak Bach po to by skomponować
"Pasję wg św. Mateusza".
Haendel by skomponować "Mesjasza" i paru innych by ukazali te dzieła, które istniały od zawsze, a oni musieli je tylko napisać, skomponować, wyrzeźbić, chciałoby się jeszcze dodać nakręcić ale żadne dzieło na myśl nie przychodzi, wszystko "Przeminęło z wiatrem".
* * *
"Nie! nie - jak wtedy tak dziś - ja pan słowa
I Król - duch ziemi... i mocarz nad światy
I pierwsza świata potęga".
W liście z lutego 1849 roku tak pisze: "Nie sądź mnie więc podług miary zwyczajnej..."
Nie sądzimy cię i teraz Juliuszu podług miary zwyczajnej. Bierzemy pod uwagę również te słowa:
"I przyszły na mnie wszystkie święte dary
I moc - i wielka przed Chrystusem skrucha".
Nie ma w słowach Juliusza żadnej pozy, żadnej megalomanii. Tak czuł, i wiedział że ma rację. Dlatego miał rację gdyż to co mówił pisał przetrwało w stanie czystym. On mówił o rzeczach, które są istotą życia, istotą egzystencji każdego. Mówił o tym że życie prawdziwe jest gzie indziej. To oczywiście już przed zostało powiedziane ale on poczuł się jak pierwszy który wie.
Na niego spadła Wiedza. Ale nie wiedza książkowa, nawet nie Mądrość.
Na niego spasła istota wszelkiego poznania.
"Ta siła fatalna - niewidzialna"
gniecie nas.
A Juliusz Słowacki napisał "Króla - Ducha" o sobie. Nie o historii Polski. O sobie.
O Mistrzu Słowa...
* * *
"Izali możesz wypuścić błyskawice, aby przyszły i rzekłyć: Otośmy".
To mówi Bóg do Hioba. I mówi pięknym staropolskim językiem.
Może też to tak powiedzieć:
"Czy poślesz pioruny i pójdą ze słowem: Jesteśmy do usług".
Juliusz zaczytywał się w Kochanowskim, uwielbiał ten język jędrny - wyrazisty, te staropolskie wersy. Przytoczyliśmy dwa fragmenty Biblii w starym i nowym tłumaczeniu.
Jak ten wers będzie wyglądał za 100 lat?
"Otośmy" ileż to zawiera głębi a "jesteśmy do usług" brzmi tak bardziej urzędowo. A język nasz staje się inny, zmienia się. I czas przyjdzie że pięknego staropolskiego "Otośmy" nikt nie zrozumie.
A może nastąpi powrót do korzeni.
Przecież wszystko jest możliwe.
* * *
"I z wichru Pan odpowiedział Hiobowi tymi słowami:
Któż tu zaciemnić chce zamiar słowami nierozumnymi".
A słowa Juliusza pełne piorunów, błyskawic, grzmotów, rozumne są.
Juliusz zna zamiar.
* * *
-Ty piszesz o Juliuszu jak o jakimś bóstwie - rzekł Jasiek.
-Nie Jaśku, właśnie nie. Juliusz jest najskromniejszym z ludzi.
Już mu przeszło by być gwiazdą poezji. Już pogodził się, że Adam będzie pierwszy. On musi powiedzieć, wypowiedzieć coś ważnego. Szukamy tego słowa, tego zdania i znajdziemy. Przekopiemy wszystkie tomy. Przeczytamy wszystkie listy, wszystkie strofy, te wykreślone też i znajdziemy. A jak nie znajdziemy to znajdą ci co po nas przyjdą i zaczną pisać swoją wersję książki "Imię moje jak dźwięk pusty". I nagle błysk. Mamy. Jest. Jest to słowo klucz.
Słowo co to na początku było i na końcu będzie.
* * *
"W tej błyskawicy i w tym zawichrzeniu
Sądziłem, że głos stu aniołów słyszę,
Sto harf...dzwoniących na mnie po imieniu
Przez cichy kryształ i błękitną ciszę"
"Wieki minęły... a to tchnienie Boże
I to owianie ogniem naszych ramion
Wraca".
Wraca Juliusz ciągle do tej wizji. Przetwarza ją, umieszcza w różnych kontekstach.
* * *
Juliusz w pamiętniku w którym opisuje lata 1827 do 1828 pisze tak:
"Skazany, abym przez całe życie czekał sławy, która może przyjdzie pierwszego dnia mojej śmierci..."
Dodajmy że ma wtedy pisząc ten pamiętnik 19 lat. I wspomina jeszcze, że będąc dzieckiem tak się modlił:
"O Boże ! Daj mi sławę choć po śmierci, a za to niech będę najnieszczęśliwszym, pogardzanym i nie poznanym w moim życiu".
"...przekonany jestem że zły duch pochwycił moje przymierze".
Juliusz zatytułował ten fragment pamiętnika - Przymierze z szatanem.
* * *
Skąd w głowie dziecka rodzą się takie idee?
Zobaczmy co dalej pisze w tym pamiętniku:
"Czuje że ja wiecznie umrzeć nie mogę
...jestem posągiem Memnona, postawionym na grobie mojej ojczyzny - i długo, długo dźwięk mój będzie budził niknących na tej ziemi Polaków- i może jeszcze ostatni Polak, co będzie umiał swój język narodowy, obleje łzami moje karty... i przedsięweźmie pielgrzymkę do popiołów spoczywających w dalekiej ziemi".
Juliusz właściwie rekonstruował siebie z lat 1827 - 1828, a pisał ten pamiętnik w 1832 roku. To wiele tłumaczy. Pisał go w Paryżu.
Czuł że nie wróci (miał 23 lata). Czuł że będzie kimś wielkim.
Zastanawia to zdanie: "ostatni Polak co będzie umiał swój język..."
Już był ostatni Polak co wspaniale wodził poloneza. A Juliusz nie myśli o polonezie, on myśli o języku, o słowie, w końcu jest Słowa...ckim.
Ale ten ostatni Polak będzie tym pierwszym, od którego zacznie się odrodzenie.
Czy będzie aż tak źle?
Cóż, jeżeli to mówi Juliusz Słowacki, prorok Polaków, to zdarzyć się to musi.
* * *
My patrzymy na Juliusza oczami ludzi XX wieku. Inaczej nie umiemy. Próbujemy wchodzić w jego XIX wieczne życie. Patrzymy na niego jak siedzi i pisze w pensjonacie pani Pattey, jak spaceruje po Paryżu, jak wędruje po Ziemi Świętej. Ale każde wydarzenie oceniamy z naszego punktu widzenia. Wydaje nam się że wiemy lepiej, więcej. Oj, gdyby Juliusz Słowacki wiedział tyle co my. To tak nie jest. To nam uświadamia że jest w tym sens. Że to tak miało być. Niby przypadek a jednak nie. Takie to wszystko poplątane się wydaje. Tu powstanie, tu wyjazd za granicę, tu to i tamto i z tego rodzi się sens wszystko zmierza do spełnienia. Możemy pisać o jakimś wydarzeniu i piszemy. Ale to wydarzenie ma niejeden sens i wielokrotne znaczenie. Jaśku - dość. Zaczynamy mówić zawile ponieważ trudno powiedzieć coś ważnego prosto. Trzeba inaczej. Jedź gdzie chcesz, znajdź kogoś kogo Julek przerobił w anioła. Masz na to tydzień, góra dwa i wracaj.
Z aniołem, koniecznie z aniołem.
* * *
"Eli, Eli, lema sabachthani".
To są słowa Chrystusa na krzyżu zanotowane przez św. Mateusza. Najbardziej zagadkowe
Głębia na całe życie.
Nie do zgłębienia.
* * *
Na tym świecie jest niezliczona ilość światów. Jest świat drzew i motyli, świat pszczół, mrówek, świat dzieci, świat dorosłych. Świat realny, świat nierealny. Bierzemy fotografię a na niej zatrzymany świat sprzed stu lat i swoją wyobraźnią go ożywiamy. I ci co odeszli też tworzą świat. I świat zapisany, na kartach też żyje.
Tyle możliwości. I jeżeli te światy nie będą połączone z Twórcą, giną.
Mają tylko sens w kontekście z Twórcą.
* * *
"Był czas od dawna już przygotowany
Pańskiemu Słowu, by zeszło na ziemię".
To słowo nie zeszło raz na zawsze. Ciągle od nowa trzeba je powtarzać, przekazywać nowym pokoleniom ale nie tylko. Ci co myślą że je poznali, jutro mogą odkryć nieznaną głębie Słowa. Krążymy ciągle wokół ,,Króla- Ducha" , a jak powiedzieliśmy wcześniej jest to opowieść Juliusza o Juliuszu Słowackim.
Proszę oto dowód następny:
"A teraz dalszą powieść ducha mego
Powiem , by zdjętą była tajemnica,
Ja , duch- od słowa nazwany złotego"
Tak pisze Juliusz o sobie i jest przekonany że od zawsze postanowione było by on miał nazwisko utworzone od słowa. I dalej pisze Juliusz tak:
"Ja mówię - Król- duch- i anioł globowy
... Oto mię Pan uderzył surowy.
Swego anioła i syna zatraty"
Juliusz uważa się za anioła. No, może nie tak dosłownie. Na razie literacko, ale zawsze.
Czyli pierwszą osobą, którą Juliusz Słowacki przerobił w anioła był nie kto inny tylko ...Juliusz Słowacki.
Ależ odkrycie. Jasiek!! Gdzie ten Jasiek?
* * *
"O! wy, którzy się nigdy nie spotkacie
Z prawdziwą twarzą waszego tu stróża!
Dla których żywot widzialny jest w chacie,
A Bóg w błękitach próżnych się zanurza
Dla was są próżne tych czynów postacie".
"Dawny świat! - Obraz dawny wywoływam!"
Są ludzie, którzy rzeczywistość odbierają głęboko, mistycznie, wszędzie widzą, czują rękę Stwórcy. Są ludzie, którzy żyją i już. Upraszczamy do niemożliwości pewne kwestie. Czytelnik jednakże wie o co chodzi. Chodzi o to, że ci pierwsi żyją kilkakrotnie.
Już nie wspomnimy, ilokrotnie żył Juliusz. Przeżywając głęboko każde wydarzenie, wchodząc głęboko w życie swych literackich postaci Juliusz żył tysiąc lat. Wcale nie 40, tysiąc. Nie chcesz czytelniku czytać dalej, trudno.
-Jaśku - gdzie jesteś?
Jednego czytelnika mamy mniej. Nie wierzy że Juliusz żył 1000 lat. W sensie oczywiście mistyczno-metaforycznym. W "Królu - Duchu" są sceny dziejące się jeszcze przed chrztem Polski.
Juliusz tam jest. Widzi aniołów co do chaty Ziemowita przyszli i... przytoczmy parę wersów:
"Przyszedł błyszczący duch do Ziemowita
I rzekł: Przez ciebie Pan świeci i zbawia".
Anioł mówi, rozkazuje a Juliusz to widzi wszystko, zapisuje a potem patrzy przez okno, a tam paryska ulica, jedzie dorożka, jakiś pan spaceruje z panią, a zza rogu pokazał się pocztylion, pewnie niesie list z Krzemieńca.
List od Salomei Becu.
* * *
Człowiek jest jedynym w świecie istnieniem, któremu nie wystarcza czasu, aby nauczyć się żyć. Mrówka, która wylęgnie się z jajka, wie już wszystko, co ma czynić i nigdy się nie omyli, ptak wylatujący z gniazda jest dojrzałym ptakiem, a starzec umiera płacząc, że nie zrozumiał swojego powołania. Ci więc co odczytali swoje powołanie, zostawiają po sobie ślady i drogowskazy dla innych. Oni współdziałają ze Stwórcą w dziele stworzenia i tworzenia. Nie tworzą przecież genialnych akordów i strof dla siebie.
Są tylko narzędziem i aż narzędziem.
* * *
"Czy po to wznosi się światło, by
je postawić pod korcem lub pod
łóżkiem? Czy nie po to, aby je
postawić na świeczniku?"
Marek 4, 21.
* * *
Juliusz opisuje co dzieje się u Popiela.
"Trzecia... (dwanaście król Popiel miał córek)
Trzecia po piękną, najświetniejszą różę
W ogrodzie weszła na najwyższy wzgórek
Rękę podniosła - a kwiat wisiał w górze
Lecz obwinięty pierścionkiem z jaszczurek
Kwiat ją przeraża - wabią pączki duże,
Tak ją zastała ta chwila straszliwa
Że chce i nie chce - boi się i zrywa".
A co robią inne córki Popiela?
"Inne, uczone, nad księgami siedzą
Lecz z literami oko nic nie czyni,
O duchu w księgach zamkniętym nie wiedzą,
Jedna skończyła kartkę - palec ślini
Widać ciekawa co wieszcze powiedzą
Na drugiej karcie..."
Juliusz jest poważny i szyderczy zarazem. Czy za Popiela czytano księgi?
I drwi Juliusz jednocześnie z wieszczów czyli z siebie. Ma do siebie zdrowy stosunek.
Ależ nas zaskakujesz, Juliuszu.
* * *
I posłuchajcie dalej:
"A najpiękniejsza(co się nawet zdarzy Królewnom), cała zlękniona i drżąca..."
Przewrotne słowa Juliuszu, przewrotne.
Juliusz potrafi wszystko. I pomyśleć Jaśku(gdzież on jest ten Jasiek?)że wcześniej nie odkryliśmy uroku tych strof. A swoją drogą nie podejrzewalibyśmy że Popiel miał dwanaście córek. Dotychczas nam wystarczyło to że zjadły go myszy.
Skąd to Juliusz wiedział?
Dwanaście córek. No, no.
* * *
W Rapsodzie czwartym w pieśni pierwszej czytamy tak:
"... niech te pieśni nowe
Napełni, a mej luteńki nie głuszy,
A serce ludzkie niech uczyni piękne..."
Chodzi oczywiście jakże by inaczej o Ducha.
"O wy! którzy mię jeszcze dziś słuchacie".
My Juliuszu słuchamy cię. Wymaga to ogromnego wysiłku bo piszesz czasami zawile i jesteś w takich rejonach gdzie my "zjadacze chleba" nie śmiemy stąpać ale jak złapiemy twój ton to wynagradzasz sowicie.
"Lecz gdy przyjmiecie złote pieśni słowa,
Królowie będą w progi wasze wchodzić
Dziecię urodzi się wam - i wychowa".
* * *
Czyżby? Juliuszu, nie przesadzasz, skąd taka moc u ciebie?
"Bom ja przed wieki w spichrzu nagromadził
Uczynków dobrych i anielskiej sławy...
Gdy mię Bóg ślepym przysłał i posadził
Na wielkim tronie - Pan Bóg mój łaskawy,
Pan, który o mnie z aniołami radził".
* * *
"Nie znikaj , proszę, w tych kaskadach,
Ale mi dokończ czarownej powieści"
-Jaśku, gdzie jest Juliusz i co robi?
-Znalazłem go w Rzymie w roku 1836 i wiesz co on robi , zresztą... przeczytam ci jaki sobie Juliusz ułożył plan dnia:
"... o godzinie 7 z rana będę wychodził na spacer, aby cokolwiek się chłodem orzeźwić, potem zajdę do kawiarni, potem około 10 wrócę do domu i będę marzył pozapuszczawszy żaluzje i gryźć się zapewne będę aż do godziny 4 - tej, o której wyjdę na obiad - po obiedzie spacer i wieczór albo samotny, albo u pani Richthoffen".
-Jaśku, co to znaczy że Juliusz gryźć się będzie do godziny 4 - tej? Czy to można zaplanować?
Juliusz będzie się gryźć - będzie, przeżywał że jest samotny i że daleko do domu.
-Dobrze Jaśku, ale jak można to zaplanować że od mniej więcej dziesiątej do czwartej będzie smutek, żal i... już nie wiem nic. Nie wiem co na to powiedzieć.
-Juliuszu, takie życie gdzie się planuje takie rzeczy jest jakieś nieprawdziwe. Musisz to zmienić bo jeszcze gotowyś planować wizje ogniste.
* * *
Juliuszu, czy znasz te słowa Justusa Diona o przeszłości?
"Przyszłość należy do Boga, przeszłość zaś do historii. Bóg nie ma już żadnej władzy nad historią, natomiast człowiek może ją jeszcze pisać i przetwarzać".
Ty nic innego nie czynisz. Przetwarzasz nasze dzieje jako dzieje Ducha. Wcielił się Juliusz (tak Jaśku mu się przynajmniej wydawało) w Króla - Ducha i zobaczył nasze dzieje inaczej niż wszyscy.
No ale Juliusz Słowacki to nie jest "wszyscy".
Czy wszyscy się "gryzą" od 10 do 4 - tej? Nie....
A Juliusz się "gryzie".
* * *
"Gryzie" się też bo już być może zamyśla jak przerobić nas w anioły.
Ale czy warto?
-Jaśku, jak spotkasz Juliusza powiedz mu tak:
Zbigniew Herbert napisał wiersz pt. "Żeby tylko nie anioł", dodaj, że Zbigniew Herbert to dobry poeta. I pisze w tym wierszu tak:
"Trzeba wstąpić w kamień, w drzewo, w wodę,
w szpary furty. Lepiej być skrzypieniem
podłogi niż przeraźliwie przeźroczystą doskonałością".
Czy takiego przeźroczystego anioła miałeś Juliuszu na myśli?
Odpowiedz, czy takiego?
* * *
I jeszcze Herbert:
"Boga oglądają nieliczni
jest tylko dla tych z czystej pneumy"
a Juliusz nie ma złudzeń; tak pisze:
"...jam się wydawał olbrzymem
w sobie - a byłem tylko krwią i dymem".
"Król - Duch" to ciągły opis jednego. Ciągły opis wizji tak nierealnych a tak sugestywnie przedstawianych przez Juliusza, że czytelnik musi ulec tym strofom o przeszłości.
I myśli sobie, czy rzeczywiście tak wyglądała nasza przeszłość?
Czy tak ją ujrzał Juliusz Słowacki?
A Juliusz czyżby nie czytał tych słów u Izajasza?
"Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto ja dokonuję rzeczy nowej. Pojawia się właśnie."
Nie zrozumie człowiek przeszłości. Zawsze będzie pytał dlaczego?
I będzie uważał że on zrobiłby lepiej. I będzie człowiek sądził i wydawał wyroki.
A kimże ten człowiek jest?
I mówi Bóg u Izajasza słowa, które uświadamiają kim jest człowiek. Każdy człowiek.
"Wy jesteście moimi świadkami i moimi sługami, których wybrałem abyście mogli poznać i uwierzyć Mi oraz zrozumieć że tylko
JA istnieję.
JA PAN i tylko JA istnieję".
A ty człowieku istniejesz tylko dlatego że JA tak chcę. Nie myśl o sobie za wiele.
Prochem jesteś człowieku.
Prochem.
* * *
Ten list przyszedł z Litwy. Od Jaśka. A więc tam pojechał.
Pisze Jasiek tak:
"Po puszczy litewskiej chodziłem, chciałem - pisze Jasiek - zbadać puszcz litewskich przepastne krainy aż do samego środka, do jądra gęstwiny. Zobaczyć czy ta puszcza, czy Litwa w ogóle jest taka jak opisuje Adam.
I wiesz co - pisze Jasiek - nie zauważyłem tego o czym pisze Adam. Czyli to wszystko zrodziło się w jego głowie".
Jak wróci Jasiek to trzeba mu powiedzieć żeby był ostrożny z tym Adamem. Adam za Juliuszem nie przepada i Juliusz za Adamem też. Powiem mu Jaśku, są inni poeci. Lepiej zosta Adama. Wymyślił bajeczną Litwę no to wymyślił. Nie zmienimy tego.
Zresztą co Jasiek wie o puszczy litewskiej?
"Zna je ledwie po wierzchu
ich postać, ich lice
Lecz obce mu ich wnętrzne
serca tajemnice".
* * *
"Duchu niewidzialny,
lecz tym prawdziwszy!
...nie możesz widzialnie ukazać
istoty miłości, swojego własnego
jestestwa, a gdy tylko otworzysz
oczy widzącym... jedyni świadkowie
Twoi, poeci, albo milkną na
Zawsze, albo mówią językiem
zupełnie niezrozumiałym
albo popadają w obłęd".
To jest fragment wiersza czeskiego poety żyjącego w XX wieku.
Zastanawia ten fragment:
"... mówią językiem zupełnie niezrozumiałym..."
To jest więc normalne. Tak ma być. W chwili dotknięcia istoty Prawdy, Tajemnicy, język zaczyna zawodzić. Juliusz to wiedział. Otoczenie odbierało go jako poetę trudnego i jako człowieka co najmniej "dziwnego".
I aby zrozumieć jego strofy i to co mówi trzeba być aniołem. Wtedy ten język stanie się zrozumiały.
"O! patrzcie bracia! Duchowy świat
Bramy nam swoje otworzył złote;
Tam duchy czynią dzienną robotę...
I takie cuda...takie moce".
To pisał Juliusz. Juliusz już w 1837 roku porzucił drogę światowych omamień.
"...I wysłuchawszy serce, gdy
rzekło: Jam czyste!"
Kto może sobie powiedzieć że ma czyste serce?
W Kazaniu na Górze jest zdanie:
"Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą".
Juliusz tak napisał w wierszu. Potem rzucił się z rozpaczą na kamień grobu Chrystusa. To było w Jerozolimie w styczniu 1837 roku. Juliusz serce ma czyste a więc jest zupełnie zrozumiałe że ujrzał Twarz Boga. Właściwie spełnił wszystkie warunki jakie postawił Jezus w Kazaniu na Górze.
Przynajmniej tak uważał.
* * *
"Kto umie czytać księgę znaków,
pojmie że zaprosił go Bóg
By w tym miejscu ... przeżył Spotkanie.
Bo oto rozsunęła się przestrzeń jak kurtyna...
Inny wymiar z szybkością lawiny ogarnął ją i czas
...Ujrzał niebo w niewyrażalnych kolorach.
Zapamiętał świetlisty kryształ o odcieniu raczej błękitnym
Jest to świat - wyznał- o blasku i nasileniu takim,
Że nasze istnienie zamienia się w jakieś wątłe cienie
Przeczuł Jego Istotę po tamtej stronie zasłony z błyszczącej mgły"
Tak pisze o nawróceniu Andre Frossarda, ks. Janusz Kobierski. To nawrócenie zdarzyło się w małej kapliczce paryskiego kościoła gdzie wstąpił Frossard gdyż nudził się oczekując na kolegę , który tam wszedł aby się pomodlić.
Po nawróceniu trzeba dawać świadectwo. Trzeba pisać , komponować, malować.
* * *
A co robi Beniowski? Dostał list od Anieli
"O mój Zbigniewie! nie miej ty obawy - pisała panna - nigdy ojca wola,
... Nigdy szalone szczęście lub niedola
Nie skłonią mego serca do odmiany -
Bądź sławny; jesteś mój - jesteś kochany"
I co ma robić Beniowski, kochać się czy walczyć o Ojczyznę?
Niech sam wybierze.
On zrobi to co mu każe zrobić Juliusz.
* * *
Stamtąd nie przecieka żadne ludzkie słowo.
Samotnie przekraczamy próg Tajemnicy.
* * *
Juliusz pisał dużo i napisał mnóstwo zdań, wersów, strof. I ten "Testament". Ale czy był dobry dla ludzi? Czy był tylko takim egzaltowanym poetą, zachwycony sobą i swoim talentem? Pisaliśmy że nie, że był skromny. Jednakże poszukać trzeba tego dobra bezinteresownego, które uczynił być może, bo to jest najważniejsze.
Bo jeżeli nie uczynił żadnego dobra bezinteresownie dla człowieka to czy może żądać od nas byśmy stali się dobrzy, byśmy stali się aniołami?
* * *
I staną się ludzie dobrzy, piękni, szczęśliwi. Już nie obrazem Boga będą ale człowieka. Uwierzę w postęp wolność, szczęście, bogactwo, liczby, giełdę.
I zacznie się siedem ostatnich dni świata.
Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię ale człowiek zmądrzał tak bardzo że powiedział:
Co tam mówić o Bogu? Biorę swoją przyszłość we własne ręce.
Tak uczynił. I zaczęło się siedem ostatnich dni świata...
* * *
Piękno które przetrwa czas jest niewidoczne dla oczu. Juliusz zdawał sobie sprawę że opisuje n i e w y r a ż a l n e. Jak opisać duchowy świat?
* * *
Wielki Litwin i Wielki Polak nie lubił Juliusza. Dlaczego nie lubił?
Wyczuwał że Juliusz zabiera mu miejsce na szczycie?
Juliusz postanowił się rozprawić z Adamem na kartach "Beniowskiego", tego poematu, który o dziwo ciągle świeży. Otoczenie Adama uważał Juliusz za "ciemną zgraję".
Przytoczmy wersy pełne smutku, wyrzutu dla Polaków, którzy, jak Juliusz uważa, robią źle idąc za Adamem.
Posłuchajmy:
"Zaprawdę... gdybyś mię widział Narodzie!
Jak ja samotny byłem i ponury
Wiedząc, że jeśli mój grom nie przebodzie
Litwin z Litwinem mię chwycą w pazury
...Ja, co mam także kraj: łąk pełen kwietnych
Ojczyznę, która krwią i mlekiem płynna
A która także mnie kochać powinna
Jeśli wy bez serc! Wy! To moje serce
Za was czuć będzie, przebaczać bez miary
...Ikro! Płyń przez łąk zielonych kobierce!
Ty także sławna, że tak twoich gwary
Jakoby z Niemnem... gadają.
Nie pójdę z wami waszą drogą kłamną
Pójdę gdzie indziej! - i duch pójdzie za mną.
Moja chorągiew go nigdy nie zdradzi
Fałsz ci pokaże w ostatnim pacierzu
I pokazanym fałszem śmierć ci zadam
...Dopóki świat ten pędzisz biegiem krzywym
...jestem bez łez i litości
Dla zwyciężonych
Choć mi się oprzesz dzisiaj - przyszłość moja!
I moje będzie za grobem zwycięstwo
Bóg mi obronę przyszłości poruczył
Zabije - trupa twego będę włóczył!
A sąd zostawiam wiekom"
Juliusz w ostatnich wersach V pieśni "Beniowskiego" nie pozostawił na Adamie Mickiewiczu suchej nitki. Zarzucał mu kłamstwo, zarzucał ze dusza jego spróchniała. Juliusz wie że wygra. Naród musi iść za nim. Póki będzie szedł za Adamem źle będzie.
Przyszłość należy do Juliusza.
Zastanawiające.
* * *
"O Matko moja, jakbym ja chciał być dobrym człowiekiem".
To pisze Juliusz w 1833 roku.
Jeżeli chce być dobrym to już dużo.
* * *
"Mam bardzo ostrą świadomość
tego, jak bardzo każda rzecz,
każde wydarzenie i każda istota
jest skupiającą syntezą i zwierciadlanym odbiciem".
To napisał Jean Guitton w swoim dzienniku. Zdawał sobie sprawę że kropla wody odbija niebo.
I pisze dalej:
"...gdybyśmy pojęli do głębi
jedną jedyną rzecz, pojęlibyśmy
-w niej i poprzez nią wszystko".
* * *
21 maja 1829 roku Juliusz napisał list do Edwarda Odyńca. Posyła mu swoje wiersze i pisze że miał febrę i mocny ból głowy, który go uczynił niezdatnym do pracy umysłowej. Julek ma 20 lat i prosi Odyńca by Panu Mickiewiczowi oddał pod sąd powieść i pisze że byłby bardzo wdzięczny by Mickiewicz zechciał ją przeczytać.
Pisze tak: "Nieskończenie byłbym mu obowiązany gdyby raczył choć kilka słów, własnoręcznie o niej napisać..."
Jeszcze Juliusz czuje respekt przed Mickiewiczem, ale za kilkanaście lat napisze:
"Bądź zdrów! - a tak się żegnają nie wrogi,
Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych - Bogi".
Jaśku, to trzeba głęboko przemyśleć. My wiemy to zdanie jest znane, przytaczane często o tych "przeciwnych - Bogach", tym niemniej Juliusz chciałby już nie za grobem ale teraz być na szczycie.
O Adamie jeszcze powiedział aby go już całkiem wykreślić "dawny boże..."
Ale Adam ma pozycję silną, ale Juliusz też, zwłaszcza że Juliusz
"...Wielkim Poetą Był".
* * *
W liście z 1833 roku pisanym do Ignacego Domejki Juliusz używa takiego sformułowania:
"...Mickiewicz tylko co się nie utopił, szczęściem jednak Bóg nam zachował naszego pierwszego poetę".
Mało brakowało a Adam by się utopił. Nie jest to znany fakt, zresztą mniejsza o to. Chodzi o to sformułowanie "...naszego pierwszego poetę".
Kto jest ten drugi?
Kto jest ten co się jeszcze uważa za drugiego?
* * *
"Któż słyszał jakie tajemnicze słowo...
...A odbudujem całą Polskę nowej
Na tym jedynym, tajemniczym słowie!
Na tę myśl anioł się we mnie uśmiecha".
To jest fragment pieśni VIIC "Beniowskiego".
Szukamy już bardzo długo tego słowa tajemniczego. Znajdziemy go. To słowo, to jakby eliksir tylko nie młodości, a... polskości, czy istoty życia. Albo inaczej. Juliusz mówi:
Szukaj, szukaj, chodzi o szukanie, a czy znajdziesz czy nie, nie ma to takiego znaczenia.
Szukaj aż mnie znienawidzisz. Aż znienawidzisz te wszystkie brylanty, kaskady, dudy, czaszki, trupy i nic już czytać nie będą. Będą milczeć.
Bo cokolwiek się napisze czy powie to przecież nie ma większego znaczenia kiedy przyjdzie ból i cierpienie.
* * *
August II Mocny i August III to przedstawiciele saskiej dynastii Wettinów, która doprowadziła do upadku Polski. Ten upadek zaczął się już z początku XVIII wieku.
I August II Mocny leży na Wawelu. Juliusz musiał naprawić to co zepsuli min. Wettini. Obaj, ten co zepsuł i ten co naprawiał spoczywają blisko siebie.
Od 1717r. czyli tzw. Sejmu Niemego postępował upadek Polski. Ale taką datę można odczytać a zwłaszcza jej symbol po 100 co najmniej latach. Zaraz, zaraz, gdzieś jest taka zwrotka w "Beniowskim" gdzie Juliusz to dobrze ujął. Zaraz to przytoczymy. Szukaj Jaśku!
-Byłeś na Wawelu?
-Byłem i widziałem że August Mocny, ten od podków leży blisko Juliusza Słowackiego.
Co dla Polski zrobił król który był Mocny w mięśniach a co Juliusz?
Mamy ten wers!
"Bo i z tych starych łbów szablą naciętych
Mogłaby jeszcze wykwitnąć myśl duża".
Nie mogłaby Juliuszu, w żaden sposób nie mogłaby.
* * *
"Z pismami Słowackiego jest tak. Im się dłużej nad nimi zastanawiasz, im je częściej odczytujesz, tym więcej w nich wykrywasz niezaprzeczalnych zalet."
Tak pisał Antoni Małecki, XIX wieczny krytyk, który zastanawiał się nad fenomenem Juliusza. Bo Juliusza nie czytano. Bez echa przechodziły jego utwory, które on wydawał z siebie wraz z krwią.
* * *
Jest w utworach Juliusza urok poetycznego na świat spojrzenia. To też słowa Małeckiego.
I rzecz najważniejsza. Małecki szukał jakiegoś porównania. I znalazł. Porównał twórczość Juliusza do bazyliki św. Pawła w Rzymie. W 1864r. oglądał Małecki bazylikę odbudowaną po pożarze w roku 1823. Opisuje nagromadzone w niej arcydzieła sztuki, opisuje światło z kolorowych szyb lejące się na kolumny wewnątrz. To wszystko tworzy atmosferę nieziemską. I czuje się harmonię ducha. Tak odbiera Juliusza A. Małecki.
Nie będziemy Jaśku nic tu komentować bo jeszcze byśmy sprofanowali te słowa Małeckiego.
A to święte słowa.
Niech zostaną.
* * *
Doktora Becu piorun dopadł w ostatnim pokoju. Kara niebios - powiedział Lelewel i całe Wilno. Doktor Becu zadenuncjował władzom carskim Lelewela i paru innych. W III części Dziadów Doktor szepcze do Senatora:
"a głównym ogniskiem
Jest Lelewel
On tajnie kieruje tym spiskiem".
Na całe życie Juliusza spadła ta infamia. Jego ojczym był donosicielem.
Poniósł karę - ten piorun - ale na zawsze przylgnęło do niego określenie donosiciela.
I Juliusz musiał z tym się zmagać. To mu nie pomagało a wręcz utrudniało karierę poetycką.
Ta postawa Doktora Becu, to znaczy ten serwilizm w stosunku do władz zaborczych będzie w Polsce postawą części społeczeństwa.
Zwłaszcza tego lepiej postawionego, lepiej urządzonego.
Będą donosiciele i ci, na których donoszono. Obie postawy będą uzasadniane.
Jaśku, pamiętasz co o Fauście napisano, że to "cząstka siły mała co złego pragnąc zawsze dobro zdziała".
Nie wiemy co dobrego przyniosła działalność Doktora Becu, może był inspiracją dla "Dziadów" Adama M.
A "Dziady" były kamyczkiem w obaleniu komunizmu. Tak więc Doktor Becu to bohater.
W pewnym oczywiście sensie. W sensie interpretacji.
* * *
"Panie,
Obdarz mnie zdolnością układania zdań długich...".
Herbert.
Dobrze by było Jaśku, ułożyć takie długie, piękne zdanie, takie barokowe gdzie piękne staropolskie wyrazy lśniły by niczym perły w koronie a czytelnik zapisałby sobie je w notesiku by czasami odczytać je i poczuć się taki wzniosły i lepszy. Dobrze by było.
A my rąbiemy zdania krótkie a przecież Juliusz Słowacki wymaga aby pisać o nim z namaszczeniem bo to poeta wielki i leży na Wawelu a na Wawelu wielcy leżą.
* * *
Z chwilą kiedy kogoś ustawimy na pomniku, piszemy laurki o nim, robimy rocznicowe akademie to z tą chwilą zabijamy go.
Jaśku! My patrzymy na Juliusza inaczej. Czasami z niego kpimy, podglądamy go ale na pomnik go nie wkładamy. Na pewno nie. Po prostu rozmawiamy o Juliuszu, z Juliuszem, z Adamem, z ludźmi z XIX wieku, z XX wieku z żyjącymi i nieżyjącymi. Wszystko jest ze wszystkim jakoś powiązane. Juliusz powiedział dość ważne słowa o tym że chciałby abyśmy my stali się inni. Bardzo mu na tym zależało. I my próbujemy się dowiedzieć dlaczego mu tak na tym zależało. Dlaczego w jego testamencie nie było cyfr, sum pieniężnych, biżuterii, hektarów tylko siła fatalna co to nas ma przerobić w aniołów.
I to jest ciekawe.
Nieprawdaż Jaśku?
Prawdaż!
* * *
Myślę - rzekł Jasiek - że Juliusz pojmował życie w taki sposób jak bohater pewnej książki.
Kiedyś buszowałem w nocy po bibliotece i ujrzałem małżeństwo. On rozmawiał z żoną
(ja - rzekł Jasiek - przycupnąłem z boku i słuchałem) i takie słowa usłyszałem:
"-Posłuchaj kochanie i staraj się zrozumieć. Wcale nie mówię, że to życie nie jest warte zachodu. Jezus też tego nie mówił. Po prostu chciał, byśmy je przeżywali z pewnym dystansem, pamiętając o jego realnym końcu. Wszechświat materialny jest gigantycznym brzuchem , ciężarnym miliardami istnień przeznaczonych do prawdziwego życia, tego w niebie. Trzeba by ziarno obumarło w ziemi bo "jeżeli obumrze obfity plon przynosi"
To właśnie tutaj i teraz musimy pracować aby stać się. Stać się tym czym wreszcie pewnego dnia będziemy"
- No tak Jaśku. Ładnie to powiedziałeś.
- To nie ja. To oni tak rozmawiali. Ciekawa rozmowa.
Tak myślę.
* * *
Juliusz pisał że ciągle walczy "z szatanów gromadą". Po takiej deklaracji Juliusza że będzie przerabiał nas w anioły, szatan na wszystkie sposoby niepokoił Juliusza. Juliusz uświadomił sobie że z wyjątkiem Boga wszystko jest mało ważne. I wygrał.
* * *
Czy Juliusz Słowacki miał poczucie humoru? Miał. Bez poczucia humoru byłby śmieszny bo byłby tak nadęty. Poczucie humoru pomaga w rozsądnym zmierzeniu się z innym przeciwnikiem, jakim jest wysokie mniemanie o samym sobie.
Cyprian Kamil Norwid powiedział
"Nie trzeba gorzknieć bo złe tego chce"
Szatan - wróg wszelkiej radości i szczęścia - często zatruwa człowieka smutkiem.
* * *
"U nich nic się nie zmieniło od wieków -
te same zalęknione oczy
siermiężny płaszcz
i serce dla wszystkich ogromne
rzeźbi - ludowy artysta z gór
A kto dziś staremu świętemu pokłoni się
Na miejskim bruku.
Nie lubią górskie świątki takich miejsc".
Dlaczego miasto zabija wrażliwość?
* * *
Pisał św. Jan od Krzyża, hiszpański mistyk, takie strofy:
"Początku jego nie znam, bo go nie ma,
Lecz wiem, że każdy byt swą mocą trzyma
Choć się dobywa wśród nocy".
Słowa te znaczą że źródło to tajemnicze, którym jest sam Bóg jest niepojęte w swej istocie dla naszego rozumu, jest jakby ukryte w mrokach. Teksty mistyczne św. Jana od Krzyża zmagają się z niewyrażalną Prawdą. Czujemy że św. Jan chciałby powiedzieć więcej, jaśniej, ale nie może. To co chce wyrazić wymyka się słowom, pojęciom, wymyka się językowi. Pozostaje tylko przytoczyć te strofy, strofy w których czujemy oddech Prawdy, Nieskończoności, oddech Boga.
"I stąd podnosi głos, wzywa stworzenia,
By się syciły w zdrojach Utajenia...
Gdym się wzbił wyżej, wysoko,
Wielki blask olśnił mi oko
Siebie równam do robaka
Lecz tylko wiarą może ogarnąć
Tą wzniosłość Jego piękności,
Którą-m odnalazł w skrytości".
Dobrze jest przytoczyć te teksty. I pozostaje pytane dlaczego oni, mistycy, święci tak się śpieszyli. Mieli świadomość wieczności i mieli świadomość marności życia. Jednakże życie tutaj to wspaniały dar. Nie można go się wyrzekać. Ale, gdy Jan, gdy Paweł i wielu innych ujrzało za zasłoną Niebo nic już ich nie mogło powstrzymać od głoszenia Prawdy o Życiu.
* * *
"Kiedy Pan Bóg wymyślił ziarno, [także wodę i rolę czarną]...
Wtedy człowiek za wolą Bożą
Kłos rozmnożył. Do żaren włożył
I mełł mąkę. Formę ulepił
W ogniu pieca zbożnie pokrzepił,
I tak , przy pomocy nieba,
Poznał smak najcudniejszy..."
-Jaśku, skąd ty te wiersze przynosisz?
-Szukam , szperam i znajduje.
* * *
"To tam na drodze wiodącej do śmierci stanął Jezus przed Szawłem,
aby go ocalić
Spadł jak jastrząb na zdobycz
Świetlisty Bóg ludzi.
Oślepił i przemienił
W jednej krótkiej chwili".
Znów mądry wiersz znalazłeś Jaśku.
Tak, wiem.
* * *
W poemacie "Jan Bielecki" w rozdziale Bal maskowy pojawiają się różne zjawy:
"Jak cudny obraz oczom się odkrywa,
Czy Zygmunt z grobu wstaje tron zasiada?
Oto są złote krakowskie komnaty
Oto jest zgraja królewska barwiona
Weszli na salę... A gdzie jest Bona?"
Miał z czego czerpać Stanisław Wyspiański. Ten motyw balu, wesela gdzie zjawiają się nasi wielcy, wymyślił Juliusz. Ale tutaj uczeń przerósł Mistrza. Wyspiański napisał arcydzieło.
Jego "Wesele" już wrosło na zawsze w nas.
Wy musicie - uznał Juliusz- zawsze żyć z waszymi duchami. Rozmawiać z nimi, kłócić się nawet. Jeżeli ich wyrzucicie ze swojej świadomości, jeżeli przestaniecie z nimi rozmawiać to skończy się was czas co to w 966 roku się zaczął. Macie rozmawiać z duchami królów, hetmanów, z duchami tych co wiersze układali, co siali, orali. Rozmawiajcie z tymi co na obrazach zastygli bo oni też już nasi .Ci co ich Matejko namalował nasi , ci z Panoramy Racławickiej nasi. Ci z marmuru, z żelaza, Maćki w ciemnych okularach, Kargule, wszystko nasze.
* * *
Nie wiemy czy się uda? Czy wymażą nas z mapy świadomości czy też nie?
Na mapie geograficznej będziemy. Będą nazwy znane od wieków tylko te nazwy nic nam już mówić nie będą. I jeżeli w głosowaniu zaproponują że np. Wisła ma się nazywać River One, i jeżeli 75% zadecyduje że chcemy River One a nie Wisła to będzie River One. W nagrodę Wielki Brat zafunduje nam dyskotekę do samego rana i kubek Coli za darmo.
* * *
On nie mijał nikogo- głodnych karmił, chorych uzdrawiał, nawet wodę w wino zamienił. Za broń nie chwytał, nie był ani Janosikiem ani Wolterem. Ukazywał nową perspektywę życia.
Mówił: "Cieszcie się i radujcie, bo wielka jest wasza nagroda w niebie"
Wskazywał na rachunek ostateczny.
I teraz co wybrać? Czy należy walczyć o tę Ojczyznę ducha między Tatrami a puszczą litewską czy o Ojczyznę co granic nie ma żadnych w czasie , przestrzeni i wiecznie trwa.
O jaką Ojczyznę chodziło Juliuszowi, to by trzeba wyjaśnić.
Tak , raz a dobrze. Dobrze.
* * *
"A nie zapomnisz ty o nas, o święta".
Prosi Juliusz, błag wprost aby Polska nie zapomniała o tych co żyli dla niej, cierpieli dla niej.
"Ej! Ale ziarno się nie darmo sieje,
To i tam w końcu coś widać - nadzieję".
To są słowa spisane z "Poema Piasta Dantyszka".
"- Wspomnij ty o nas! Wspomnij!"
Zdaje się że te słowa patetyczne. A tego nie lubimy. Ale nie, normalnie Juliusz prosi o pamięć. Bo jak pamięć zapomni to i Juliusz nie pomoże.
Nikt nie pomoże.
* * *
"Mówią że się Szopen z Marią Wodzińską, a niegdyś moją Marią , ożenił- może poszła za niego trochę z przyjaźni dla mnie, bo mówią ludzie, że Szopen do mnie jak dwie krople wody podobny"
Tak pisze Juliusz w liście do matki z kwietnia 1838 roku.
Maria wybrała Fryderyka a Juliusz znów został sam. Nic nie pomaga, talent poetycki nie pomaga, uroda nie pomaga. Już tak chyba być musi.
Przyjdzie się gryźć. Jak to pisał Juliusz?
Gryźć się przyjdzie od godziny 10 do 16!
* * *
"Za nic Bogu nie dziękowałbym tak, jak za cichy biały domek - domek biały z ogrodem, z jednym sługą - skromny co dzień obiad, mała szafa z książkami, oto jest zakres ograniczający moje marzenia".
Juliusz jest skromny, chce mieć tylko jednego sługę, który drwa narąbie, w piecu napali, posprząta, słowem zajmie się takimi niepoetycznymi zajęciami. Bo Juliusz jak pisze w tym liście z października 1835 r. wysłanym z Genewy:
"... Mam lat 25, trzeba abym już był tym, czym być mam".
i jeszcze to pisze:
"Czuję potrzebę większej doskonałości -
rozwinęło się we mnie jakieś nowe piękności uczucie".
Chodzi po górach, ogląda widoki Alp, ogląda drzewa, kwiaty. Ładuje się tym pięknem pierwotnym, stworzonym. Pięknem nieprzekazywalnym. Odbiera te widoki jak jakiś obraz:
"Cały ten obraz ożywiony był duszą dzwonu -
jak ciemny poemat, w którym grzmi imię Boga"
* * *
"Dziś widziałem jednego z moich ziomków, który po kilka razy nazywał mię poetą, a na koniec wyznał, że nic jeszcze nie czytał mojego".
Ten człowiek to handlarz winny. Jeździ po świecie i załatwia interesy. Pisze Juliusz że bierze on kilka tysięcy franków na rok pensji i zamyśla się ożenić ze starą wdową.
...Rozsądny człowiek.
Na pewno tak, tylko kto to był ten rozsądny człowiek?
I jeszcze wracając do tego że Juliusza strof nie tknął jeszcze. Na pewno nigdy nic nie przeczytał Juliusza. Nie on pierwszy nie ostatni. I tak już będzie. Ale za to ile butelek pysznego wina rozprowadził i być może w wielu domach Polsce wino to smakując z kryształowych pucharów paru przy okazji czytało poemat "W Szwajcarii" opiewający piękno, które ujrzał marzący o domku z jednym tylko sługą Juliusz Słowacki.
* * *
Panna Eglantyna wyjechała do Paryża. Juliusz smutny i samotny.
"...ona szczerze do mnie przywiązana - jak siostra - i bardziej może niż siostra. Nie uwierzysz Mamo, jak smutny był mi ranek jej wyjazdu".
Juliusz pisze że całą noc czuwał, nie spał, czytał leżąc na kanapie gdyż przyrzekł, że ją o godzinie 3 nad ranem obudzi. Eglantyna miała wyjeżdżać o 4 rano. I potem już cały Juliusz poeta aż do bólu i posłuchajcie, Jaśku siadaj i słuchaj:
"Ty wiesz Mamo, jaką posępność ma w sobie chwila odjazdu".
Aha, ale zobaczcie jak ją budził:
"Srebrne jakieś światło porankowe oblało drzewa i murawy ogrodu - cicho przeszedłem przez pokoje i stukaniem do jej drzwi obudziłem ją...
...Ubrała się - wyszliśmy z domu - przez rozwidniający się ogród. Wschód nieba cały złocił się bliskim słońcem... O! chciałbym Was postawić na wzgórku na którym staliśmy czekając powozu. Z tego wzgórka widać było całe błękitne jezioro - za nim śnieżne góry, nad którymi wstawał ze snu biały Mont Blanc...
Eglantyna płakała jak dziecię".
Działo się to wszystko 1 czerwca 1834 roku. Eglantyna oczywiście nie wie kto ją odprowadza do powozu. Nie podejrzewa nawet że ty Jaśku będziesz o tym czytał 160 lat później. Właściwie wie że Juliusz jest zdolny ale że taką pozycję mieć będzie tego wiedzieć nie może. Gdyby wiedziała może by nie wyjeżdżała do Paryża i nie zostawiała w smutku i samotności 25 letniego Polaka, który mógłby być jej mężem ale nie będzie, o czym Jaśku już pisaliśmy i wyjaśniliśmy raz na zawsze że on stworzony nie na męża Eglantyny tylko na wieszcza Polaków.
* * *
Jednak musiał ją kochać. Choć troszkę. No bo przecież: "Po wyjeździe Eglantyny smutno mi bardzo...ona umiała z twarzy mojej wyczytać smutek - i zawsze się jej musiałem wyspowiadać - a po spowiedzi lżej mi było".
No, Juliuszu ona chyba oczekiwała więcej a ty ją jak starszą siostrę traktowałeś. Ale cóż, dajemy spokój Eglantynie. Ona właśnie do Paryża dyliżansem. Jedzie do wuja, który jej dziwy paryskie chce pokazać. Ten Paryż przyciąga. Coś ma w sobie. Przyciągnie też Juliusza. Ona chce zobaczyć w Paryżu różne dziwy a Juliusz przeżyje w Paryżu wizję ognistą.
Każdy otrzyma to czego oczekuje na swoja miarę.
* * *
"...oto zdaje mi się, że jestem tym czym być powinienem - zdaje mi się, żem nie minął mojego powołania - że zapełniam sobą jedną małą kratkę na świecie".
Odczytał Juliusz swoje powołanie. Nie będzie komponował, mimo iż do Chopina podobny, nie będzie malował, będzie układał wiersze. To zapewnia nieśmiertelność zawsze i wszędzie.
Tyko nie wiadomo dlaczego?
Nie wiadomo dlaczego poetów zanoszą na Wawel naczelnicy państwa a nie zanoszą inżynierów, lekarzy czy zegarmistrzów. A zegarmistrz ma dostęp do czasu. On rozumie istotę czasu. Przepływ i mechanizm życia. A mimo to nie zegarmistrz zatrzymuje czas. Czas zatrzymuje i oblewa bursztynem słów poeta, i dlatego tak ceniony.
A więc do piór.
* * *
"A jednak musi stanąć - ten poemat
Nie może zostać kresem ducha misji;
Muszę dziś zacząć pieśń a inny temat,
Bo mi t strofa nadzwyczaj kaprysi".
Przez chwilę małą strofy wymykają się z rąk Juliusza. Zaczynają żyć własnym życiem. Juliusz to widzi że one same się piszą, a tak być nie może. To Juliusz jest panem poezji.
"Nie miałem wcale zamiaru dziś pisać
do Ciebie - coś mię do pióra zapędziło".
No dobrze, chwilę Juliuszu odpoczniemy od ciebie i ty też odpocznij. Piszesz to 28 grudnia 1847 r. Poleż sobie, pomyśl, że za parę dni sylwester. Nowy 1848 rok przyjdzie. Ostatni twój pełny rok życia. Odpocznij sobie. Nie pisz nic. My pójdziemy na chwilę gdzie indziej. A ty śpij i wyśnij Krzemieniec.
* * *
Każde ziarno kryje w sobie tajemnicę. Pisze Julek w lipcu 1845 roku:
"Czemuż Ci nie mogę opisać tych małych zdarzeń, za które wiem, iżbyś mię ukochała - ale nie mogę, bo tak błahe są".
-Jaśku, nie dowiemy się co przeżywał Juliusz. Nie dopuszcza Matki i nas, też do wszystkiego. A co to znaczy błahe? To co przeżywał Juliusz i jak przeżywał to nie było błahe. On wszystko widział inaczej!
Pisze dalej Julek tak:
"Są one jakoby muzyką ciągłą, która mi czyni atmosferę - a ja w niej chodzę, ruszam się i żyję".
Wszędzie Julek widzi poezję, muzykę, słyszy głos duchów. Potem wraca do domu i pisze. Pisze dla nas żyjących w XXI wieku. I on o tym wie.
"...Ja, moc światłości i tworząca siła,
Boska mię w sobie potęga stworzyła".
Juliusz Słowacki wydziera wieczność dla siebie. Był przed wiekami i wdziera się w wieczność i zdaje się mówić wydzierajcie wy też wieczność dla siebie "zjadacze chleba".
Ona dla was stworzona. Dla was.
* * *
"... a wielkość Jego niezgłębiona
Pokolenie pokoleniu głosi twoje dzieła i zwiastuje Twoje potężne czyny"
To fragment psalmu 145. Pokolenie tych z XIX wieku odkryło wielkość Boga.
I jak każde pokolenie chce przekazać swój zachwyt następcom swym.
Nam . A my też na swój sposób odkrywamy Boga i myślimy że jesteśmy wyjątkowi.
Ci po nas też odkryją na nowo na swój sposób.
"..... a wielkość Jego niezgłębiona"
* * *
"Choć jeszcze nie ma słowa na języku:
Ty, Panie już znasz je w całości".
To z Psalmu 139. A w staropolszczyźnie tak to brzmi:
"Nim przyjdzie słowo na język mój
oto Panie! ty to wszystko wiesz".
-Jaśku, już zawsze postanowione było że to piszemy, mówimy, będzie brzmiało tak jak brzmi.
-A gdzie - pytasz - nasza wolność?
Jest tutaj wolność. Przedwieczny Pan przewidział właśnie to że tak powiesz i napiszesz jako człowiek wolny. My tego nie p o j m i e m y.
Po prostu tak jest.
* * *
"...a więc piszmy, niech rym będzie świeży!
Reszta... od Boga i ludzi zależy".
Zastygły te wersy Juliusza na wieki, tak jak je napisał. Przytoczmy Juliuszu twój wiersz:
"Bo to jest wieczna najjaśniejsza chwała,
Że w posąg mieni nawet pożegnanie.
Ta kartka wieki tu będzie płakała
I łez jej stanie.
Kiedy w daleką odjeżdżasz krainę,
Ja kończę moje na ziemi wygnanie,
Ale samotny - ale łzami płynę -
I to pisanie..."
Zna swoją wartość Juliusz Słowacki. Zna wartość swojego słowa, które kładzie na papier już na zawsze. I jak tu pisać aby to nie było takie patetyczne, posągowe, łzami oblane. Tak po prostu napisać, że Juliusz kończy na ziemi wygnanie czyli wraca do nieba bo on anioł, to wraca tam skąd przybył. I pewny jest tego że do Nieba idzie, nawet pyta wszystkich o godzinę. Zdaje się mówić zapamiętajcie sobie:
O godzinie 18.25 odszedłem na zawsze od Was zjadaczy chleba, o godzinie 18.25 dołączyłem do grona aniołów.
Ale... "Żyłem z wami".
Dziękujemy ci Juliuszu Słowacki żeś z nami żył.
Z wdzięczności za to wszystko obiecujemy przeczytać "Króla - Ducha" i wyciągnąć wnioski. Obiecujemy życie swoje zmienić, p r z e a n i e l i ć się, idąc czy jadąc samochodem, mieć przed sobą obraz rycerzy skrzydlatych unoszących się nad panującymi jeziorami oświetlonymi błyskawicami.
-Jaśku, czy to co napisaliśmy teraz było patetyczne?
-Nie. Tak się przecież po odejściu Juliusza pisze codziennie.
Ale o wiersz mnie Jaśku nie proś. Idź na łąkę, tam każdy kwiatek powie ci wiersz i każda gwiazdka zanuci ci piosenkę.
-Co mówisz Jaśku? Że, co, że jestem przemęczony i powinienem się położyć?
-Chyba tak. Dobranoc.
* * *
Juliusz nie pozostawił żadnego dziedzica dla swej lutni. Uważa że nikt nie będzie pisał takich poematów, nikt do jego sfery odczuwania nie wejdzie. Zmagać się będą po nim poeci, z tym co on jednym muśnięciem pióra osiąga. Juliuszu, jeżeli imię twoje ma przejdzie jako błyskawica i trwać jak dźwięk pusty to ci co piszą po tobie co mają powiedzieć?
Coś mówią, posłuchajmy co:
"W ostatnich słowach świata, po zachodniej stronie widzę jak przyjaciele pospołu z wrogami teraz już pogodzeni, daleko przed nami wolni od ziemskich waśni - uścisnęli dłonie".
Zupełnie tak samo jak ty z Adamem.
Wszystko przemija, odchodzi i tylko to co ktoś zapisze, namaluje, sfotografuje - pozostanie. Zawsze będą ci co będą to robić. Ten ich zachwyt nad życiem nie przeminie.
"Już wieczór. Wiatr już usnął. Wonne palce ciszy przypełzają z ogrodu. Kleją mi powieki. Kos spóźnia się z koncertem, pieśni nie usłyszy. Zmierzch nieubłaganej nocy przykrywany wiekiem".
Wiekiem. Czy to wieko trumny czy czas umykający?
"W taki czas ostateczny z wolna się wymykam
Z więzienia cielesności w wieczności zaranie".
* * *
W rozdziale XVI poematu "Anhelli" są takie słowa:
"A zostawszy sam Anhelli zawołał smutnym głosem:
Cóż robiłem na ziemi? Byłże to sen?"
"Anhelli" to metafora losu polskiego ale i metafora losu człowieka w ogóle. A to pytanie, stwierdzenie "Więc koniec już!" - dopadnie każdego. Ale za nim dopadnie poszukajmy pięknych strof poetów współczesnych.
-Jaśku, ciebie to pytanie - stwierdzenie nie dotyczy boś ty literacka postać.
-A więc szukajmy Jaśku strof ładnych.
-Usiądź wygodnie, kawy się napij, zapal sobie i słuchaj.
A potem idź do Juliusza i przeczytaj mu te strofy bo on ciągle wśród piorunów i duchów, które nie zawsze przyjazne mu.
"Chciałbym dotknąć słów co odbite od
sklepień wracają do nas echem -
niebiańskich obietnic...
A przecież tak niedawno wypełniał sobą cały ogród duszy
Teraz leży wyschnięty na kartce tomiku...
A gdy sprawy wziął w swoje ręce
To się ludzie dziwili wielce
Że wystarczy mieć zwykłe serce
By od życia nie chcieć nic więcej...
Powalony przez światłość na trudnej drodze życia...
Po trudach i wytrwałej wędrówce,
Po zmaganiach i udręczeniu,
Po cierpliwym przebrnięciu spiekoty dnia
Wieczność na dobre rozgościła w jego duszy...
I patrzę przed siebie mrużąc oczy
By dostrzec przyszłość...
Wiem że gdzieś jesteś".
-No i co Jaśku?
-Zasłuchałeś się?
Idź i przeczytaj te słowa Juliuszowi. Powiedz mu że paru przerobił w aniołów.
A więc warto było.
* * *
Syn popiołów... Popiel.
Tak Juliusz interpretuje początek naszych dziejów w poemacie "Król-Duch". Pisze, że duch wcielił się w Popiela, który był synem strasznej kobiety zapłodnionej przez proch i piołuny. Czyli Popiel nasz prapradziad z prochu powstał. Tak jak my.
"Wieszcze się jawią w ogniu i guślarze
Przepowiadają przyszły świat nieznany
Co w pieśni stworzą, to się wraz pokaże"
Ogień, który ujrzał Juliusz wypalił wieszcza, który odtąd mówi tylko Prawdę i ukazuje przyszły świat. Ale tutaj pytanie, czy my musimy znać przyszłość? Przyszłość należy do Boga. Odczytywanie przyszłości to sprawa szatańska. Zresztą Juliusz w następnym wersie pisze o tym:
"Co w pieśni stworzą to się wraz pokaże
Przyprowadzone na świat przez szatany..."
-Jaśku, raz jeszcze wejdź w ten świat w królestwo ducha stworzone przez Juliusza. Ujrzyj Juliusza, który rzeczywiście wchodzi w nasze dzieje i tworzy historię jakiej nikt przed nim i nikt po nim nie stworzył.
"Bom przewędrował kraj, który mię rodzi...
...I nic! Urągał mi ten świat cichością...
...Ja, syn wyrżniętych ludów... Ja istota nieznana wtenczas nikomu...
...Drżąc, abym kiedyś duchem nie zubożał,
Skrzydeł nie stracił, które ku złotemu
Światowi niosą...
...Nie szedł na tamten świat z szatana trwogą".
Nikt wcześniej tak nie pisał. Nikt nie miał takiej wyobraźni poetyckiej. Od 1809 do 1831 Słowacki mieszkał w Polsce. Polska wtedy leżała na Wschodzie. W XX wieku przepchnięto ją na Zachód, już nie wspomnę, że bardzo ją okrojono. Tak więc 22 lata Juliusz nasycał się obrazami Polski, polskim kraj obrazem, tradycją, klimatem i atmosferą. I to wszystko mógł przetwarzać w obrazy poetyckie
"Raz, gdy z dalekiej wracałem wyprawy
A piorunów się różne malowidła
Przez długi deszczu włos świeciły krwawy..."
Kiedyś musiał Juliusz zobaczyć taką burzę, takie pioruny. Może przez okno swojego pokoju w domu w Krzemieńcu. I potem w Paryżu pisząc "Króla-Ducha" ujrzał tę polską burzę, te pioruny i długi deszczu włos.
* * *
30 grudnia 1832 roku Juliusz przybył do Genewy.
"Pochodziwszy trochę znalazłem sobie bardzo ładny pensjon, w wiejskim domu, o kilkadziesiąt kroków od miasta położony...
Dom leży trochę za miastem, ale wyszedłszy z niego, w kwadrans można być na drugiej stronie Genewy
- bo Genewa mniejsza jest prawie od Krzemieńca -
- tylko domy są stare i wysokie
...Pani Pattey jest to stara kobieta, przyjemnej twarzy i niezmiernie dobra. Córka jej panna Eglantine Pattey wszystkim się w domu trudzi. Jest to panna mająca około lat 30.
Ładną być dawniej musiała - teraz pokazują się w niej wady starej panny".
Czego Juliusz szukał? Chciał sobie z Genewy urobić Krzemieniec i zrobił. Podobny dom. Właścicielka jak matka, starsza siostra. Cóż więcej trzeba. Można spokojnie żyć, tworzyć poezję, zjadać zimne mięsa na śniadania i pisać listy do Matki.
* * *
.
"Rano po śniadaniu wychodzę z panną Eglantyną do ogrodu...
...Chodząc tak z rana, często pannie Eglantynie opowiadam różne przypadki mojego życia i zbieramy fiołki..."
O popatrz pani jak Mount Blanc piękny - tak pewnie mówił Julek. A ona w myślach - jak tu zrobić z tego młodego Polaka męża. Nie myśl nawet o tym panno z Genewy. Ciesz się że jesteś w naszej historii. Eglantine.
* * *
A o tej burzy w Krzemieńcu opowiadał Juliusz Eglanynie?
O tych piorunach które na niebie malowidła czyniły?
Może tak, może nie.
* * *
Wracajmy do "Króla - Ducha". Juliusz na czele skrzydlatego wojska leci do zamku.
"Ja, duch! - a za mną - wojska latające...
...I lecieliśmy do domu weseli
Mijając drzewa i sady i chaty
Rycerze moi przed zamkiem stanęli
Jam wszedł jak anioł czarny i skrzydlaty".
Uwięziono go w lochach zamku
"Kto myślał że mnie więzieniem uciszał
I goił burze ducha... ten się mylił.
Z ducha mi ciągle szedł grzmot - a Lech słyszał".
* * *
-Jaśku, posłuchaj. Gdzie ty się włóczysz? Zostaw Eglantynę, niech zaniesie te fiołki uzbierane przez Juliusza do wazonu. Słuchaj, te słowa są bardzo ważne:
"O! wy którzy się nigdy nie spotkacie
Z prawdziwą twarzą waszego tu stróża!
Dla których żywot widzialny jest w chacie,
A Bóg w błękitach potężnych się zanurza;
Dla was są próżne tych czynów postacie".
* * *
A współczesna poetka Joanna Pollakówna tak pisze:
"Od lat mówię do Ciebie z ciemności w ciemność
Ty milczysz do mnie. Nie chcesz mówić ze mną
Czy jesteś za mrokiem, za śmiercią, któż wie?
Niebo masz pełne modlitw... co robisz z nimi?"
* * *
U Juliusza nie ma żadnej egzaltacji. Przeżył wizje i pisze. Pisze o niej na wszelkie sposoby ale nie krzyczy, nie prawi kazań. Uświadomić chce tylko że życie toczy się w kilku nurtach. Jest nurt widzialny i jest nurt niewidzialny. Mamy wolność ale jednocześnie spełniamy precyzyjnie zadanie nam postawione.
Czy to się da pogodzić? Da.
* * *
"Życie jest rzeką zmierzającą do morza, które je pochłonie".
Już nic nie mówisz a przecież świadczysz o tym co było. Czy nasze dzieje były takie jak ujrzał je Juliusz? Były takie. Juliusz nie pisze podręcznika historii, gdzie występują daty i zdarzenia. On toczy dzieje zupełnie inne, niewidzialne i do pojawienia się Juliusza nieopisane.
"Jednemu Bóg mówi: Spotkasz mnie w liczbach i cyfrach, moją piękność zobaczysz w gwiazdach, wykresach i równaniach mojego królestwa. Twoje soczewki będą modlitwą do moich przestrzeni: najdalsza i najgłębsza, nigdy mnie nie ogarną.
Do drugiego mówi: Jestem krzewem płonącym, w samym środku twojego świata, odłóż całą swą wiedzę i zbliż się do mnie..."
Tak pisze R.S. Thomas, a Juliusz spotkał Boga, oczekując Go.
Wiedział, że talent poetycki do stał po to, by pisać o tym co najważniejsze.
* * *
Juliusz napisał List Apostolski. Listy pisali apostołowie znani z Nowego Testamentu. Juliusz uznał siebie za apostoła. Jego list kończy się słowem: Amen. Przytoczmy parę zdań z tego Listu:
"I usłyszeliśmy w przeszłości niby odgłos kroku ojców naszych, którzy szli i zbliżali się ku Bogu... na szablach swoich już niosąc błyskawice.
A ile razy powiesz, że ci już dobrze jest... i nie chcesz większej mocy twórczej i doskonałości wyższej... to cię niedoskonałość dzisiejsza nieszczęściem ciała w dalszą drogę popędzi...
Idziesz więc albo wracasz, bo stać na miejscu nikomu nie dano..."
Jeżeli Juliusz uznał że może pisać Listy Apostolskie, które już w założeniu mają być trwałym drogowskazem to znaczy że dotknął szczytów wiedzy i poznania. Wrócimy do tego, tylko jeszcze przytoczmy to zdanie które tłumaczy wszystko, zdanie z Listu Apostolskiego:
"Nie mówiłbym, gdyby nie płomienie i nie chrzest przez ogień..."
Rozumiecie, to ta noc z 20 na 21. I jeszcze fragmencik:
"Lecz teraz mówię - w Panu Jezusie Chrystusie ufając, że nie grzeszę".
No cóż.
Nic dodać, nic ująć.
* * *
Juliusz zmarł w 1849 w połowie XIX wieku. Czy przewidywał jaki będzie XX wiek?
Chciał aby w XX wiek wkroczyli aniołowie.
W roku 2000 odbył się w Krakowie "Sąd nad XX wiekiem".
Czy Juliuszu duch twój brał w tym sądzie udział? Czy przysłuchiwałeś się mowom oskarżycieli i mowom obrońcy?
Obrońca XX wieku powiedział tak:
"...chciałem przedstawić wniosek.
Jak wiemy na ławie oskarżonych powinni zasiadać również podżegacze, pomocnicy, współsprawcy zbrodni. Wnoszę, aby Sąd rozszerzył to postępowanie i objął aktem oskarżenia wiek XIX"
Oskarżyciel tak zaczął:
"Udało się stwierdzić iż oskarżony urodził się w 1914 roku...
Pełne odejście oskarżonego można datować na 1991 rok".
Juliuszu, dużo słów tam padło, o zbrodniach, o technice, o ideologii. I posłuchaj, co sądzisz o tym stwierdzeniu?
"Panie prokuratorze, Pan pyta o człowieka, a ja nie wiem, jak o nim mówić.
Dziś ważna jest społeczność, naród, państwo, organizacja. Nigdy natomiast indywidualny człowiek. My sami zaczynamy wierzyć, że nic nie znaczymy. Sami pracujemy na utratę indywidualności. Chcemy być tacy jak inni, a nie o r g i n a l n i, czymś się wyróżniający. Nie lubimy inności, wielbimy przeciętność."
Teraz Juliuszu rozumiesz dlaczego imię twoje jak dźwięk pusty?
Boś inny, oryginalny, jedyny.
* * *
A teraz Juliuszu przeczytamy ci fragmenty mądrego i ciekawego artykułu. Chyba on posunie nas o krok do przodu w kwestii aniołów i zjadaczy chleba. W tym mieście, w którym szczątki twoje doczesne spoczywają wychodzi szacowny "Tygodnik" i tam tak piszą:
"...żaden z powszechnie znanych wybitnych poetów nie musi być najwybitniejszym, bowiem wybitniejszym może być ten, który nie zdecydował się na publikowanie swych wierszy, który zdecydował nie stawać do zawodów".
Juliusz nie stanął do zawodów chociaż w początkowej fazie twórczości jednak stanął. Czyżby w szufladach XIX - wiecznych poetów były lepsze strofy niż np. ta:
"A jam usypiał... gdy nagle różany
Anioł światłości i dobrej otuchy
Pokazał mi świat pięknie malowany
Aby oswoił wzrok na światło głuchy.
Dotąd pamiętam tego cherubina..."
To fragmenty oczywiście "Króla - Ducha", 142 odmiana. Czyli ten, który nie stanął do zawodów a lepszy od Julka napisał więcej odmian swojego poematu?
Naiwne pytania.
Nie martw się Juliuszu, te rozważania nie dotyczą ciebie.
"Różany Anioł światłości" tylko do ciebie przyszedł (?) przyfrunął, no nie wiem jak przybył. Ale przybył. Musiałeś wiec to zapisać. I nie chodzi tu o zawody, kto lepszy w poezji, chodzi o to by podzielić się tym światem pięknie malowanym tak jak widzisz go ty, a czego my ujrzeć nie umiemy.
* * *
"Jeszcze noc była - a Ja, hełm na głowę
Włożywszy, wsiadłem na koń... pędzę cwałem.
Pamiętam szare powietrze perłowe
I zamek, wieży sterczący kawałem...
Tam przyleciawszy, w róg mosiężny dzwonię -
Grzmią - aż mi wszystkie oderżały konie".
Sfotografować tą scenę, sfilmować ta scenę trzeba by. Malownicza ona, malarska, fotogeniczna i tylko problem jeden. Jak pokazać szare powietrze perłowe. Chyba trzeba pokazać mgły nad łąkami bo to świt. Kiedy nakręcą Juliusza film - epopeję "Król - Duch" bo czytać już nikt nie chce, to wtedy te twoje malarskie sceny na zawsze zostaną w historii filmu, czego nawet ty nie przewidywałeś.
Nawet ty.
* * *
"... W domu smętne wzdychają małżonki -
Pani Tadeuszowa odmawia koronki,
Nowenny; Telimena klnie domową ciszę,
Smętek mgieł - patrzy w okna, wzdycha, listy pisze
Albo z książką idzie w szary kątek
Pod piec - i tonie w smętnych bałwanach pamiątek.
Wojski także - niezdolny do rycerskich czynów -
Został, dogląda w domu kobiet... i kominów".
A dlaczego te małżonki same w domu?
Bo mężowie zaciągnęli się do armii.
"Sam pan Tadeusz został w armii adiutantem
a Hrabia dowodzi nowych ułanów szwadronem
Wszystko się pociągnęło za Napoleonem".
Tak wygląda "Pan Tadeusz" Juliusza Słowackiego. Szukamy takich nastrojowych scen u ciebie Juliuszu i są.
I wyobrażamy sobie ten pokój, te kobiety smutne, ten ciepło dający piec. A za oknem Litwa.
"Tymczasem nadchodziła ta okropna zima -
Twarda, groźna, iskrząca się komet oczyma,
Którą w Litwie przeczuwał wcześnie naród cały".
W Adamowym "Panu Tadeuszu" nie ma zimy, a u Juliusza jest.
* * *
"O zimo! twoją piękność smętną, uciszenie
Lasów i rzadkie słońca złotego promienie
Czuję dziś na kształt czaru i na kształt uroku,
Bom w życiu przyszedł na tę smętną porę roku,
Która wszystko ucisza i pod śniegiem chłonie;
Z miłością bym więc ciche zamieszkał ustronie".
My z XXI wieku ileż dalibyśmy aby w dworku na Litwie spędzić zimowy wieczór. Siedząc przy oknie patrzeć na zasypany śniegiem ogród, słyszeć trzask drewna w kominku, słuchać bijącego zegara i czytać "Króla - Ducha".
Przyjdzie to na was. Prędzej czy później przyjdzie.
* * *
"Zda się że jakieś bardzo piękne raje
Widziałem myślom moim otworzone,
Perłami na dnie świecące ruczaje
Róże ogromne i rozpromienione...
Niebiosa- nie te, które są- lecz śnione,
Pełne aniołów... a te po szafirze
Lecąc trzymali brylantowe krzyże"
Ani oko nie widziało. A Juliusz widział. Tak w ,, Królu- Duchu" opisuje Niebo? Raj?
Ogromne róże i rozpromienione, cóż za widok? Raj na pewno Raj.
* * *
"Tyle nowych obrazów tkwi teraz w mojej pamięci".
Jakież to nowe obrazy wysyłasz do nas Juliuszu? Juliusz pisze list płynąc przez morze do Europy. Wraca z podróży do Ziemi Świętej. Jest rok 1837, 14 czerwiec. Płynie i wspomina chwile spędzone w tamtych miejscach. Zanim te obrazy do nas przypłyną to potrwa. Zanim list dojdzie z tymi obrazami my pójdziemy gdzie indziej, ale wrócimy do Krzemieńca kiedy te obrazy malowane na morzu wreszcie tam dotrą.
* * *
"I któż by tu śmiał w księgi ludzkie włożyć
Dla sławy marnej, a nie dla spowiedzi?
Postanowiłem niebiosa zatrwożyć,
Uderzyć w niebo tak jak w tarczę z miedzi.
Zbrodniami przedrzeć błękit i otworzyć,
I kolumnami praw, na których siedzi
Anioł żywota, zatrząść tak z posady
Aż się pokaże Bóg w niebiosach - bladych".
Czyżbyś Juliuszu nie czytał tego wersu który jest u Łukasza, a brzmi on tak:
"Miedzy nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać".
I co Juliuszu?
Tak pisze Łukasz.
Święty Łukasz!
* * *
Obrazy nadal płyną do Krzemieńca, mamy jeszcze trochę czasu, jedźmy do Neapolu.
Po co do Neapolu?
-Jaśku przenieś się do roku 1787, wsiądź do dyliżansu, w którym zmierza do tego miasta Goethe. Zobaczymy co on napisze o Neapolu a co o Neapolu napisze Juliusz.
* * *
Juliusz pisze 20 czerwca 1836 roku tak:
"Domy jasne pańskie... wielki ruch na ulicach, mnóstwo powozów.
Uliczki małe, brukowane przed wiekami. Zresztą nie jest mi tu źle- mam mały pokoik z prześlicznym widokiem na morze i kiedy to piszę pod oknami moimi przesuwa się po wodzie bal iluminowany pełny ludzi, z prześliczną muzyką.
Idę spać bo już 2 godzina w nocy"
Ej, wy tam na tych pełnych muzyki, radości i wesela łodziach, spójrzcie na domy na lądzie. Tam w jednym stoi młody poeta. W tym momencie unieśmiertelnia was, płyniecie ze śpiewem na ustach do historii.
A Goethe? Co robi w Neapolu Goethe?
On pisze tak:
"Gdyby nie moje niemieckie usposobienie i nawyk stawiania wyżej pracy i nauki nad przyjemności, pobyłbym tu chyba dłużej w tej szkole łatwego i wesołego życia i spróbował-
bym lepiej ten czas wykorzystać"
Goethe wszedł więc na Wezuwiusza i tak pisze:
"...pieszo po lawie, porośniętej już mchem i dalej wspinałem się po górze popiołu"
Opisuje kamienie stalaktyty i widok dymiącego krateru.
"Vedi Napoli e poi muori"- mawiają tu "Zobaczyć Neapol i umrzeć"
A Juliusz tak napisał: "Zachwycony jestem Neapolem"
Goethe napisał te słowa w marcu 1787 roku. Był w Neapolu 49 lat wcześniej niż Juliusz.
Juliuszu zobaczyłeś Neapol ale jeszcze nie umieraj.
Przed tobą jeszcze mnóstwo nie zapisanych kart. Więc żyj.
* * *
Jasiek przysłał list z Krzemieńca. Pisze, że wreszcie dotarły obrazy, które Julek tworzył płynąc z Ziemi Świętej. Rozpakujmy pierwszy.
Julek pije wino.
W klasztorze w Syrii Julek spędził 45 dni. Opuszczając go dostał od księży ormiańskich wielki "butel" z winem, "więc go spijam- jak pisze- czyli raczej, częstuje nim 6 ojców kapucynów, którzy na jednym ze mną okręcie wracają z Ziemi Świętej, i tym sposobem zyskuje sobie u nich wielkie poważanie"
Ale wróćmy do klasztoru.
"Przepędzałem dnie całe na dumaniu, wieczór szedłem do małego źródła, gdzie dziewczęta wiejskie przychodziły czerpać wodę i rozmawiałem z nimi po arabsku"
Jaśku, wiedziałeś o tym że Julek zna arabski?
"...cały mój arabszczyzny zabytek składa się z 200 wokabuł"
A w Bejrucie dokąd Julek przybył i czekał na statek do Europy, spotkał dwóch rodaków. Z jednym z nich spacerował po mieście "chodząc na spacery, rzucając spojrzenia ukradkiem na zakryte wschodnie piękności"
Ale statek leniwie płynie do Europy a tam czeka na Juliusza nie napisany "Król-Duch".
Czeka by Juliusz wszedł w jego dzieje i powołał go do życia. By napisać "Króla-Ducha", trzeba dużo sił i zdrowia
* * *
"Zdrowie moje prawdziwie cudownie mi służyło. Spałem nieraz na wilgotnej ziemi pod namiotami, na wietrze, zdrowszy teraz jestem po tym wszystkim niż przedtem"
No i pości Juliusz okrutnie:
"Przekonałem się że obiad bez mięsa obejść się może i że należy czasem pościć... żyjąc przez dzień cały
ryżu garsteczką, przez miesiąc jeść tylko kury"
No. To Juliuszu zdrowy jesteś, wyposzczony.
Do dzieła. Pisz.
* * *
Psalm 17.
"Choćbyś badał me serce, nocą mnie nawiedzał i doświadczał ogniem, nie znajdziesz we mnie nieprawości"
Juliusz czy czytałeś ten psalm?
* * *
"Kto mnie stworzył, wymyślił niechże On się troszczy, mnie wystarcza być świadkiem czasu i miejsca..."
Tak piszą Juliuszu XX wieczni poeci. Jak będą pisać ci z XXI wiek, niewiadomo.
Za sto lat będą wiedzieć. Ale nas już to nie dotyczy.
Jak wygląda początek tego XXI wieku.
Globalna wioska, opleciona kablami kanałów TV, telefony komórkowe, reklamy, zabijanie starych i chorych w kraju Rembrandta...
A Rembrandta obraz "Powrót syna marnotrawnego" widziałeś Jaśku?
Może to znak?
-Znak, czego?
-Pomyśl
* * *
210 lat od chwili kiedy Goethe był na szczycie wulkanu polski poeta Janusz Kobierski też pisze o wulkanie:
"Wysoko wiatr,
chłód
choć słońce bliżej
I jakoś bliżej Bóg
Bo widać ogrom świata
Stwórcy potęgę.
W dole widok -
jak na stole
urok ziemi.
Krater tuż, tuż i języki lawy przy butach.
Ciepło w stopy, coraz cieplej.
Wulkan iskrzy, huczy, mruczy.
Wokół hematyty..."
A u Goethego stalaktyty. Wszystko jedno.
Wszak Mickiewicz pisał:
"Nasz naród jak lawa".
Dopiero potem z tej lawy będą stalaktyty czy hematyty.
A teraz lawa.
* * *
"Jeden z genewczyków wykłada tu publicznie kurs historii polskiej...
Panna Eglantyna żadnej lekcji nie opuszcza".
- Jaśku, wyobrażasz sobie? Eglantyna chce poznać nasze dzieje.
Wiesz po co? By zaimponować Juliuszowi. Szans nie ma żadnych... Znaczy się nie ma szans by zrozumiała nasze dzieje. Toż trzeba się urodzić tutaj a nie w Genewie. Ale może się mylimy.
Może ona... A zresztą mniejsza o to. Ona chce wygrać bitwę o Juliusza, prowadzoną z czasem, niechęcią Julka, uprzedzeniami a nie dowiedzieć się kto wygrał bitwę pod Grunwaldem.
A właśnie, kto?
* * *
Juliusz Krzyżakami się mało zajmował. Czy Krzyżak jest poetycki, malowniczy? Gdy przechadza się w białym płaszczu z czarnym krzyżem, po krużgankach malborskiego zamku przed zachodem słońca i jeżeli dochodzą z kościoła dźwięki chorałów gregoriańskich, to na pewno. Krzyżak jest poetycki. Krzyżak wszedł w nasze dzieje jako symbol zła. I niech tak już zostanie.
Na razie.
* * *
"Pozwól, o Panie, niechajże ja w sobie
Odczuję ludzi tych wielkich ludzi uczucie
I niechaj rymem maleńkim zarobię
Pomiędzy nimi - mieć pośmiertne życie,
Jako Kwiateczek, co jest ku ozdobie
Grobu..."
Rozstajemy się Juliuszu na jakiś czas z Tobą. Spotkamy się w tomie drugim. Spróbujemy inaczej spojrzeć na Ciebie i to co napisałeś. Znajdziemy z Jaśkiem inne klucze, okulary by cię otworzyć i zobaczyć, a przez to lepiej zrozumieć nas i nasze czasy.
Grzegorz Pieńkowski
[ spg99@poczta.fm ]
|