Przejdź do spisu treści...

3D - Akcja

Od autora: Pamiętacie TRON'a? Pierwszy prawdziwy film z gatunku cybepunk (nikt się wtedy nie spodziewał, że będzie taki gatunek). Opowiadanie "3-d Akcja" Trzyma się trochę tego niesamowitego, oldschoolowego klimatu (aczkolwiek trąca też Matrixem - znak czasu).To mój pierwszy tekst, jaki ośmielam się zaprezentować na łamach "AM#O", mam nadzieje, że się Wam spodoba... :-)


Dla wszystkich moich fumfli! :)



Wrażenie bezwładności było niesamowite. Przeżywałem to już wielokrotnie, ale za każdym razem odczucie nieważkości dezorientowało mnie równie mocno.
Obok mnie przemkną Dex. Facet uwielbia się popisywać - wczoraj, na ten przykład, włamał się na serwer MicroCona i dał na stronie głównej napis "KOCHAM ZZED - TWÓJ MISIACZEK!!".Dziś celebruje swoje piętnaste urodziny, już jako singiel.
- Jak leci, Nexus? - to było do mnie.
- Wszystkiego najlepszego. - Rzuciłem. Dex wzruszył ramionami.
Jak zauważyłem, zmienił nieco swój image. Matowy pancerz i minigun na plecach upodabniały go do Space Marines ze starych filmów, aczkolwiek żaden z wyżej wymienionych nie udźwignąłby olbrzymiego (aż do przesady) działa, z którym paradował Dex. Ja miałem na sobie szaty a la Wiedźmin ze starej gry komputerowej i japońską katanę przewieszoną przez plecy - idiotyczna moda, ale jak pokazałem się raz z batorówką, zostałem wyśmiany.
- Co dziś robimy? - spytałem i, widząc diabelskie ogniki w oczach mojego przyjaciela, momentalnie pożałowałem pytania. Widać było, że szykował coś specjalnego.
- Robimy wypad na NeuCrona. - Zaskok totalny. Przez blisko minutę nie zdołałem wydobyć z siebie głosu.
- Ale masz lagi! - zaśmiał się Dex. - Słuchaj, to poważna sprawa. - Nagle spoważniał - Kutas zwinął mi pliki źródłowe z Cennesa, teraz pewnie chwali się tym na lewo i prawo. Wiesz, że czegoś takiego nie puszczę płazem. Pomożesz mi?
Poważna sprawa. Z jednej strony Dex miał powód by atakować serwer NeuCrona - pliki źródłowe odpowiadały bezpośrednio za poprawne działanie Cennesa a odtworzenie ich chociażby w 70% graniczyło z cudem (nawet dla Dexa, a on był najlepszym neohackerem, jakiego znam). Z drugiej jednak strony NeuCron był pozbawionym skrupułów psychopatą, który - rozwścieczony - może posunąć się nawet do neuromodyfikacji, kasacji pamięci rzeczywistej, czy ogólnego prania mózgu. Na pewno nie należy z nim zadzierać.
- W porządku - zdecydowałem się po dłuższej chwili milczenia - Ale wiedz, że mi się to nie podoba...
- Dzięki - uśmiechnął się Dex - Prawdziwy z ciebie przyjaciel, a to się liczy.
Prawda. W C-Space możesz liczyć tylko na przyjaciół. Kiedy wpadniesz blackhole'a, albo siatkę cybernetyczną możesz liczyć tylko na szybką pomoc przyjaciela - nikt inny nawet na ciebie nie spojrzy.

* * *

Po wprowadzeniu hasła, loginu, nicków etc. Wywaliło nas w tzw. właściwy Space. Wszystko wyglądało tak jak zawsze - w przestrzeni unosiła się chmara błękitnych sześcianów, stożków i kul. Dex wskazał na okazały prostopadłościan unoszący się na lewo od nas. Skinąłem głową. Wchodzimy.

* * *

Lądowanie odbyło się bez problemów. Znaleźliśmy się na nierealnie mrocznym stepie, przypominającym powierzchnię Księżyca. W oddali majaczył się obraz jakichś ruin. Wisząca nad naszymi głowami gwiazda nadawała otoczeniu upiorny blask.
Dokąd teraz? zapytałem. Dex ruszył w stronę ruin. Rozejrzałem się, wzruszyłem ramionami i poszedłem za nim.
Trzeba było wziąć śmigacze. stwierdziłem po dziesięciu minutach marszu. Gdy doszliśmy wreszcie do rozpadającej się cytadeli niemal padałem z nóg. to znaczy padałbym, gdybyśmy znajdowali się w realu. W C-Space nie istniało wrażenie bólu, zmęczenia, czy znużenia. Dlatego właśnie większość czasu spędzam w Space - tu fakt, że jestem szybki nie ma nic wspólnego z mięśniami (to chyba cytat z jakiegoś prehistorycznego filmu - uwielbiam tego typu starocie).
Naręczny nadajnik Dexa wskazywał, bliskie położenie źródła. Plan jest banalny - Odzyskać dane i spierdalać. Niby proste, ale jednak bardzo ryzykowne (delikatnie mówiąc).
Gdy tylko odemknąłem skrzypiącą bramę niebo przecięła błyskawica. Zerwał się porywisty wiatr, a znajdująca się w pobliżu chmara kruków niespodziewanie zerwała się w powietrze. Ciekawa animacja, jeśli przeżyje, załatwię sobie coś podobnego.
[Coś się pojawiło...]
Odwróciłem się błyskawicznie dobywając miecza. Niedawno zainstalowany system "wczesnego ostrzegania" uratował mi życie. Za zniszczoną kolumną czaił się Guardian. Spojrzałem znacząco na Dexa. Zdjął działo z pleców.
Przełączyłem się na cyberlokację i ruszyłem do ataku. Przeciwnik wystrzelił w moją stronę dwa razy. Nie trafił. Wyskoczyłem cztery metry w górę, jednocześnie tnąc z półobrotu. Przeciwnik wykonał nieprawdopodobny unik i przeszedł do kontry. Zablokowałem jego ostrze.
Teraz!
Dex strzelił Guardianowi w głowę, zmieniając ją w dymiącą, ociekającą olejem rurę.
Cztery kolejne droidy wybiegły z wnętrza zamku. Wyjąłem zza pazuchy oriona i cisnąłem nim w stronę szarżującego na mnie przeciwnika. Pocisk wbił się w pancerz Guardiana i eksplodował rozrywając mu ramię.
Otoczyli nas w ten sposób, by każdy, strzelając, nie trafił kompana znajdującego się naprzeciwko.
Niezłe AI, ale i tak nie dorównuje człowiekowi.
Osłaniaj mnie rzuciłem do Dex'a i natarłem z mieczem na droida po mojej lewej.
Rozrąbałem mu głowę i odskoczyłem, chowając się za plecami mojego przyjaciela, który przełączył broń na tryb ciągły. Ściął wrogów piękną seryjką.
I właśnie za to cię kocham, stary! Dex uśmiechnął się pod nosem.
Dobrze, że Zzed tego nie słyszy. Zaśmiał się zakładając na plecy miniguna.
Wnętrze zamku powitało nas rozpadającymi się ścianami, potłuczonymi witrażami i ogólnie upiornym poczuciem zagłady. Po podłodze walały się resztki sprzętów niewiadomego pochodzenia i przeznaczenia (choć podejrzewałem, że miały coś wspólnego z wyrafinowaną sztuką zadawania bólu), a stan mebli wołał o pomstę do nieba.
Znajdowaliśmy się w czymś w rodzaju sali tronowej - poznałem po tronie stojącym przy przeciwległej ścianie. Królewskie siedzisko było obdrapane i jakby czymś zaplamione.
No, ale dość już o tronach i salach. Dex spojrzał na nadajnik umieszczony na nadgarstku i stwierdził, że udało nam się nie uruchomić żadnego alarmu.
Gdzieś tutaj powinny znajdować się schody. Nie wiem tylko, czy w górę, czy w dół. wyjaśnił.
Daj spokój powiedziałem Jak je znajdziemy, dowiemy się, w którą stronę biegną.
Może masz rację Odparł, bynajmniej nieprzekonany.
Zamek miał mnóstwo komnat, korytarzy, odnóg, przejść i tuneli. Kilkakrotnie zabłądziliśmy i jedynie nadajnik Dex'a umożliwiał nam podróż we - w miarę dobrym - kierunku.
Schody pojawiły się za chyba milionowym zakrętem. Problem polegał na tym, że prowadziły i w górę i w dół. Znajdowaliśmy się na czymś w rodzaju półpiętra.
I co teraz? Zapytał zgryźliwie Dex. Wzruszyłem ramionami.
Ja się tu na siłę nie pchałem Odgryzłem się To twoje dane odzyskujemy, i o ile sobie dobrze przypominam, sam mnie błagałeś, żebym...
Cicho! syknął Słyszałeś?
Nadstawiłem uszu. Istotnie, z dołu dobiegało przytłumione chrobotanie. Bezszelestnie obnażyłem ostrze i gestem powstrzymałem kumpla, wyciągającego granat. Na ugiętych nogach, ostrożnie zszedłem po schodach na niższy poziom. w C-Space moje oczy nabierają właściwości noktowizyjnych - kolejny plus rzeczywistości wirtualnej.
Uważnie przestępując z jednej plamy cienia, w drugą przemierzyłem sporą część lokacji. Wreszcie zauważyłem swojego przeciwnika. Ładował właśnie karabin laserowy i chyba mnie nie zauważył. Podkradłem się i z całej siły pchnąłem go w plecy. Wróg zabulgotał parsknął i upadł, chyba w tej kolejności.
Droga wolna! zawołałem, wyjmując miecz z ciała. Dex zszedł po schodach i z uznaniem popatrzył na efekt mojej pracy. Efekt jeszcze się ruszał, ale moim zdaniem długo to on się już ruszać nie będzie.
No to jak - góra czy dół? pytanie zawisło w powietrzu. Wreszcie Dex odparł Skoro jesteśmy już na dole...
Zeszliśmy.

* * *

Na dole czekały na nas katakumby pełne czaszek, kości itp. Poczucie humoru NeuCrona dosłownie zwalało z nóg.
To tutaj Powiedział nieoczekiwanie Dex.
Co, już?
A co, jeszcze ci mało? Zaśmiał się.
Coś za łatwo poszło... wyraziłem swoje zdanie, ale mój partner zaczął już grzebać przy jednej ze ścian.
Mam! zawołał po minucie, otwierając skrytkę. Wyjął z niej czarną teczkę. Kontrolnie do niej zajrzał i upewniwszy się, co do jej zawartości, schował zdobycz do plecaka.
dobra, teraz zmywamy się, gazem!
Nie tak prędko
Zamarłem. Ten głos rozpoznałbym wszędzie, nawet (a raczej zwłaszcza) na łożu śmierci. Oślizgły, wibrujący ton wciskał się pod czaszkę i siał tam prawdziwe spustoszenie.
NeuCron.
Odwróciłem się powoli wiedząc, że jeden fałszywy ruch może oznaczać śmierć. W najlepszym wypadku. NeuCron uśmiechał się złowieszczo, a za nim ustawiło się chyba z sześćdziesięciu Guardianów, Wariorów, Rangerów, a nawet jeden Shadowmaster.
Co my tu mamy? Boże, jak ten świr kocha dźwięk swojego głosu Dwóch zasrańców próbuje dobrać się do prywatnych zbiorów jednego z najlepszych neohackerów na tej planecie Chyba miał na myśli siebie Ostatni, który próbował tego dokonać - jakieś 3 lata temu - dalej jest podłączony. Ci debile z MicroCona cały czas kombinują jak go wyciągnąć.
Po plecach spłynęła mi strużka potu. Nic dziwnego, w końcu czeka nie przemiana w roślinę. Pomyślałem o tych wszystkich serwerach, jakich jeszcze nie shackowałem, dziewczynach, z którymi nie byłem, a być mogłem (kwestia czasu). Pomyślałem, jaki jeszcze jestem młody i ile mogłem jeszcze przeżyć. Zachciało mi się płakać. To już koniec. Tylko cud może nas uratować.
Cud miał na oko 1,70 m wzrostu i ubrany był w maskę mima. Tyle zdążyłem zarejestrować, nim rozpętało się prawdziwe piekło, bowiem cud uzbrojony był w dwa Uzi i robił z nich niezły użytek. Rzuciłem się szczupakiem na oślep. Dex odzyskał, chwilowo utraconą, równowagę psychiczną w zaskakująco krótkim czasie i zaprezentował wszystkim swoje zadziwiające umiejętności strzeleckie. Zaskoczeni, wzięci w dwa ognie przeciwnicy pierzchali na wszystkie strony zapominając o swojej przewadze liczebnej. Swoją drogą, co za idiota koduje w AI możliwość wpadnięcia w panikę?
No właśnie...
Pewnie już rozumiecie. Zrozumiałem i ja, chociaż długo nie mogłem pojąć, jak NeuCron zebrał w jednym miejscu tylu neohackerów.
Podczołgałem się, do walczącego Dex'a.
To ludzie zawołałem, przekrzykując ryk miniguna. Dex spojrzał na mnie zdezorientowany.
To ludzie powtórzyłem Widziałeś, żeby kiedyś Guardiany uciekały? Nie, bo nie pozwala im na to układ funkcyjny. A to oznacza, że strzelamy się z ludźmi!
Nie dał sobie tego dwa razy powtarzać. Zarzucił sobie działo na plecy i zaczął się wycofywać w stronę wyjścia. Z droidami mamy jeszcze jako takie szanse, z ludźmi - żadnych. Kątem oka zobaczyłem, że nasz wybawca biegnie w ślad za nami.
Gnaliśmy tak, jakby nas gonili wszyscy diabli, co było zresztą bliskie prawdy. Dodatkowo Dex wykazał się finezją, rzucając w stronę wrogów granat odłamkowy. Przerzedziło to nieco szeregi goniących nas świrów. Ale tylko nieco.
Pierwszy dopadłem do TP-ka. wpisałem login i chodu. Ulga. Teraz mogą mi nasrać. Po chwili pojawili się moi towarzysze broni.
Teraz trzymajcie się, bo nadchodzi najlepsze. Tajemniczy wybawiciel zerwał z twarzy maskę i spojrzał na nas.
- ZZED???
Gapiliśmy się na byłą dziewczynę Dex'a niczym dwa półgłówki. Zzed uśmiechnęła się kpiąco i odparła:
- Myśleliście, że zostawię was samych? Przecież od początku wiedziałam, że sobie nie poradzicie. Śledziłam was, od kiedy weszliście w C-Space.
- Mój czujnik - wybełkotałem zdumiony - Nie wykrył cię, a przecież powinien...
- Dwa dni temu zeskanowałam jego sygnał i opracowałam coat'a - wyjaśniła. Zamarłem z niemądrze opuszczoną szczęką.
- Wiecie - Zzed powiedziała to już zupełnie innym, poważniejszym tonem - Nigdy bym nie zostawiła przyjaciół w potrzebie.
A NIE MÓWIŁEM???

Michał "MISIAEL" Ochnik [ misiael1@o2.pl ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści