Przejdź do spisu treści...

Muzyka duszy vol.2

"Muzyka duszy vol.2"
by Homek Toft & Storytellersi


Natchnienie bierze się z wszystkiego. Możesz zobaczyć jakiś mały szczegół i wzbudzi on w tobie wspomnienia albo jakiś pomysł. Zależy to jeszcze od psychiki człowieka, od rodzaju inteligencji, jaki posiada. Mój mózg jakoś każe mi pisać i myśleć o różnych historiach. Wiem, dziwna sprawa. Dziwna sprawa, bo jakim cudem niby to właśnie my mamy jakiś tam dar, a nie inny? Dlaczego piszemy i potrafimy to robić, a nie na przykład szydełkujemy? Gdzie to było zapisane? Czy gdybym pewnego dnia dokonał innego wyboru, jakiegoś błahego kroku, to teraz nie byłoby mnie tutaj? Nie mam pojęcia. Pytania piętrzą się. Skąd się bierze natchnienie, inspiracja do pisania? Czasem z muzyki. U mnie jest to nadzwyczaj często. Kiedy sobie żyjemy to w pewnym momencie kończą się tematy na opowiadania wzięte z doświadczenia. Potem jednak, jeśli już kilka tekstów stworzyłeś, jest taki głód dalszego pisania. I zaczynasz szukać tematu, żeby ubrać go w fabułę, słowa, pozostawić miejsce na interpretację. Chciałbym w tym momencie polecić wam kilka kilogramów muzyki, która być może pomoże wam w pisaniu.

Absolutnym numerem jeden tutaj jest na pewno Myslovitz. U nich największy nacisk kładziony jest na teksty i te rzeczywiście potrafią człowieka pochłonąć. Nigdy jeszcze w życiu nie napotkałem piosenki, z którą utożsamiałbym się tak mocno, jak z "Do utraty tchu". Hm, mówiąc tak, wymieniając w ten sposób piosenki mogę mijać się z osobami, które z taką muzyką nie mają do czynienia. Polecę więc tylko kilka płyt może lepiej.
Z Myslovitz najlepszy album to "Z rozmyślań przy śniadaniu". Teksty są najdojrzalsze, muzyce nie można nic zarzucić. Choć rzeczywiście odnajdą się tutaj raczej tylko chłopcy z deko połamani duchowo... i romantyczne dziewczyny. Cóż. Piosenka "Polowanie na wielbłąda" - jeden z najsmutniejszych songów jakie znam - znajduje się na dwupłytowym albumie "the best of". Możecie posłuchać jej także w internecie albo zapoznać się ze wszystkim za pomocą Kazaa.
Nastał taki czas, kiedy Artur Rojek, wokal Myslovitz, połączył siły z sopockim zespołem Ścianka, o którym wspomnę jeszcze trochę niżej. Razem stworzyli Lenny Valentino. Małą grupę, która okazała się wraz ze swoją płytą" Chłopiec z plasteliny" klapą. Tak bywa, co nie zmienia faktu, że album jest świetny. Jeżeli jeszcze nigdy nie słyszeliście alternatywnego rocka bardzo mocno nastawionego na psychodelię to proszę, nie zaczynajcie właśnie od tego :) To wami wstrząśnie. Najlepsze songi to: "Dom nauki wrażeń", "Trujące kwiaty" i "Otto pilotto". Pytacie jeszcze o jakieś zalety tych tytułów? Otóż kruczek tkwi w tym, że są to obrazy. To jest właśnie moc Ścianki. Oni malują dźwiękami. Połóżcie się wygodnie na kanapie, przygaście światła i zapuśćcie tą płytę. Po prostu muzyka jest kolorowa. "Otto pilotto" na przykład jest jogurtowo biały, mleczny, leciutki jak obłok, odpręża. Kwiaty są mroczne, schizofreniczne, wszędzie czyhają na ciebie niebezpieczeństwa, jest zielono - czarno. Takie wizualizacje, a jeżeli odpłyniecie gdzieś w alternatywny wymiar, kto wie, jakie historie tam napotkacie?
Wspomniałem już o Ściance. Ścianki nie zna pewnie nikt z was. Jest to zespół o tyle dziwny, że nie da się go zaszufladkować. Niby jest to alternatywny rock, niby jest to psychodelia (zajebista), niby jest to nie wiadomo co, ale w końcu nie wiadomo jakie nie wiadomo co :) Najlepszym chyba wyjaśnieniem będzie to, że muzyka jest tutaj najważniejsza. Wyobraźcie sobie, że piosenka "Miasta i nieba" (polecam) trwa ponad 7 minut. Z tego może minutę śpiewają. Pozostały czas to niezła zabawa instrumentem. Teksty są wierszami, poematami nastawionymi na twoją wyobraźnię. Ich celem jest w kilku słowach pobudzenie cię do wymyślenia tła do muzyki. To jest naprawdę cudowne. Głębię dźwięków, jaką tam spotkacie po prostu kocham. Co najlepsze - nagrania są przeprowadzane bez użycia komputerów ani żadnego nowoczesnego sprzętu. Wszystko jest zgrywane analogowo, na winyle. Zresztą każdy song grupa nagrywa w 10 - 15 wersjach i dopiero potem wybiera jedną, najlepszą. Ot, dbałość o klienta. Płyt Ścianki nie uświadczycie, przykro mi. Najpierw więc może zapoznajcie się z tym na ich stronie [www.scianka.art.pl], a potem szukajcie w sklepach netowych.

Powyższe trzy zespoły tworzą muzykę na pewno bardzo poetycką w tekstach. Uważam to za ciut ambitne pozycje i bardzo je sobie cenię. Niestety jest to tylko i wyłącznie mój punkt widzenia. Chyba znamy się już tutaj na tyle, że kojarzymy swoje style. Na pewno muzyka ta nie pomoże ludziom piszącym sensacje, czy horrory. Jest to raczej dźwięk dla ludzi pokroju Khaoi. W opowiadanku "Niezatytułowany" wstrząsnął mną nieźle, bo się czułem, jakbym czytał jakieś moje myśli. Heh, spoko. Nie wiem, nigdy nie czytałem Ctulthu, ale czy to nie ta atmosfera? Mogę się mylić. Z takim wyposażeniem głośników stworzycie na pewno kawałek dobrej lektury psychodelicznej :) tudzież kilka deko opowieści niesamowitych.


A Ty Mariusz, skrobnij coś tu na temat swojej muzy do pisania, a jeżeli nie masz żadnej to zarzuć tym Faramirowi, komukolwiek, Fido.... To temat rzeka. Ale miło pogadać sobie.

[dop. JNK NM] Tak zaczęła się pierwsza "Muzyka Duszy" popełniona przez Homka Tofta... Oddałem jej honory i umieściłem ją w zaszczytnym miejscu drugiej edycji wiekopomnego dzieła, jakim jest oczywiście "Muzyka Duszy vol.2"


[[Johny Enem]]


Tak, więc rozpocznę ten artykuł swoimi spostrzeżeniami na temat muzyki. Zacznę od tego, że chyba żadne moje opowiadanie, czy też wiersz, nie powstało bez muzyki. Obawiam się nawet, że gdyby czegoś(nie kogoś!) zabrakło na świecie, to chyba najbardziej brakowałoby mi muzyki. Tak więc muzyka jakoś wpłynęła na to, co pisałem, czy piszę. Przykładem jest chociażby "The grejt...", które powstało w większości przy muzyce z Matrixa.
Na początku chciałbym zaznaczyć, że jestem dziwnym człowiekiem. Nie ograniczam się do jednego rodzaju muzyki. Po prostu kocham naprawdę dobre dźwięki i nieważne czy jest to punk, metal, reggae, hip hop, muzyka filmowa, czy techno. Czasami nawet nie wiem, dlaczego lubię coś słuchać.
Najczęściej tworzę przy muzyce filmowej. Jest to ten typ muzyki, który tworzy świetny klimat. Najczęściej głośnikami wylewa się Matrix, Star Wars, Lord of The Ring, a przy lekkich opowiadankach nawet Amelia.

Jest wiele nazw zespołów, które mógłbym wymienić jako moje ulubione. Podejrzewam, że zapełniłbym nimi wiele miejsca, gdyż charakteryzuje mnie niezły rozrzut, jeżeli chodzi o muzykę, dlatego chciałbym się oprzeć na dwóch zespołach. Można nawet powiedzieć, że z przeciwległych krańców rynku muzycznego.

Pierwszym z nich będzie Therion. Jak to określają niektórzy - zespół grający barok-operetic-metal. Niech będzie i tak. Jak dla mnie jednak jest to świetne połączenie dobrego metalu z operowym wokalem. Doskonale się przy tym tworzy mrrroczne opowiadanka, których pewnie nigdy nie zamieszczę na AM#O. Tajemnicze dźwięki, chór męski, żeński, bas, sopran, ciężkie gitary, skrzypce, flety, tajemnicze dźwięki z klawisza, teksty po łacinie... To wszystko tworzy taki niesamowity klimat. Oczywiście chodzi mi tu o płyty: Deggial, Vovin, Secrets of the Runes, Life In Midgard (płyta 2). Bo Therion też grał black metal (choćby Beus of Doom), a teraz gra spokojniej i już nie tak fajnie (Lemuria, Sirius B.) Chociaż nadal trzymają piękny klimat i miło się ich słucha. Słucham ich od dość dawna, i jeszcze żadna piosenka mnie nie znudziła. Wręcz przeciwnie, niektóre utwory zadziwiają mnie na nowo. Szczególnie przypadły mi do gustu takie pozycje jak "The rise of sodom and gommorah", "O Fortuna", "Beauty In Black", "Brith of venus illegitima"... Zresztą nie jest to aż takie ważne. W każdym z powyższych utworów(i nie tylko w nich) znajdziecie samo sedno zespołu Therion.
Z podobnych brzmień to lubię jeszcze: Within Temptation, Apogeum... Nightwisha jakoś nie trawię...

No i tak jak mówiłem odbędziemy teraz długą podróż, a przystaniemy pod znakiem Katie Melua...

Tak. Jak dla mnie ta wokalistka jest objawieniem tego roku. Ukochałem sobie jej album "Piece by piece". Zachwyciłem się piosenką "Nine million bicycles". Na początku samym wokalem, ale później pozwoliłem sobie wsłuchać się i przetłumaczyć sobie tekst. Jeszcze chyba nie słyszałem tak pięknej piosenki o miłości. Zaśpiewanej przez tak piękny głos. Zebrałem parę informacji na jej temat. Pooglądałem jej koncert. Przesłuchałem w Krakowskim Empiku całą płytę... Nie ma lepszej muzyki na piękne opowiadanie o miłości (które powoli się tworzy). Polecam wszystkim, którzy kochają...

Tyle ode mnie... Przekazuję pałeczkę dalej...

JNK NM [ janek_enem@poczta.fm ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści