| ||||||||||||||||
| poprzednie - spis treści - następne | | ||||||||||||||||
Strona - 19 - Abbey Lincoln...
Abbey Lincoln - "Over The Years"W życiu każdego studenta jest taki okres, który powtarza się z irytującą wręcz regularnością. Producenci kawy stwierdzają, że ich praca ma przyszłość, inni dają upust swoim sadystycznym tudzież masochistycznym zapędom, a jeszcze inni stwierdzają z goryczą, że kampania wrześniowa jest nieunikniona. I to chyba dla tych ostatnich płyta ta będzie najbardziej odpowiednia. Jak to powiedział pewien gość na maturze, uśmiechając się spokojnie: "nie dziś, nie jutro, może za rok". Zatem stwierdzić należy, że kiedyś na pewno, a oto płyta, która będzie balsamem na skołatane nerwy.
Z Abbey Lincoln spotkaliśmy się już w przeszłości, przy okazji recenzowania płyty "Turtle's Dream". Jak sobie przypominam wystąpiło tam gościnnie wielu wybitnych muzyków, między innymi Pat Metheny oraz Charlie Haden. Jakbyśmy zebrali ich wszystkich w jednym utworze, to byłby całkiem pokaźny big band. Tym razem Abbey nagrała płytę w "pomniejszonym" składzie, jednak nastrojem bardzo podobną do "Turtle's Dream".
Większość utworów, to spokojne, powolne, często wyciszone granie. Nie oznacza to jednak, że płyta jest lekka i łatwa w odbiorze. Wymaga od słuchacza poświęcenia jej nieco uwagi, skupienia i zamiłowania do jazzu. Jednak nie jest to jednocześnie album, po który nie powinien sięgać nikt inny, jak tylko zatwardziali fani tej muzyki. Krążek ten znajduje się gdzieś na pograniczu. Posłuchać go może każdy, jednak nie wszyscy wytrwają do końca. Przejdźmy jednak do 'ważniejszych rzeczy', czyli do tego jak prezentuje się wokalistka i zespół jej towarzyszący. Abbey, jak zawsze, nie zawodzi. Jeśli ktoś ma taki głos jak ta Pani, to raczej niemożliwe jest, żeby mógł rozczarować słuchacza(chyba, że przerzuci się na popowe, ckliwe ballady, ale takie dywagacje zakrawają na herezję, więc zaprzestańmy tego niecnego czynu). Również zespół wypada dobrze(dlaczego tylko dobrze, dowiecie się później). Zarówno goście(Kendra Shank, Jennifer Vincent, Joe Lovano, Jerry Gonzalez), jak i 'skład stały'(Brandon McCune, John Ormond, Jaz Sawyer). Na szczególną uwagę zasługuje tu gra Joe Lovando na saksofonie tenorowym oraz Brandon McCune grający na fortepianie. Jednocześnie nie należy zapominać o sekcji rytmicznej, która być może niezbyt często wychodzi na pierwszy plan, jednak jak już zaczynają się partie solowe, czy to na perkusję, czy na kontrabas, wypadają naprawdę dobrze.
|
Czas trochę ponarzekać, ponieważ czymże byłaby recenzja bez tej części? Pyłem marnym. Zatem zacznijmy. Po pierwsze muszę przyznać, że po tym albumie spodziewałem się nieco więcej. Najprawdopodobniej jest to spowodowane faktem, że "Turtle's Dream" był po prostu genialny. "Over The Years" z kolei, pomimo tego że 'trzyma poziom', to jednak rozczarowuje. Wiem, że przyrównywanie kolejnych płyt do albumu, który według mnie jest najlepszy w twórczości Abbey, jest banalne i nieprofesjonalne, jednak nie mogę się przed tym powstrzymać. Zawsze musi być jakiś punkt odniesienia i w tym przypadku jest nim "Turtle's Dream". Podsumowanie? Czemu nie. Płytę polecam. Patrząc na nią obiektywnie(czyli nie porównując), jest naprawdę dobra i mam wrażenie, że informację o konieczności planowania kampanii wrześniowej uczyni bardziej znośną. Wykonawcy:
Abbey Lincoln Utwory:
1. When The Lights Go On Again
Autor:Iskendarian | |||||||||||||||
| | poprzednie - spis treści - następne | | ||||||||||||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej
formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | ||||||||||||||||