Sierpień 2006      


|:  VARIA  :|

Książka czy adaptacja filmowa?
Sperma

Warto pamiętać, że w dziedzinie sztuki, jaką jest literatura, już w czasach antycznych dokonywano wielkich rzeczy. Utrwalano wygląd miast, spisywano relacje międzyludzkie. To wszystko pozwala nam teraz za ogromne pieniądze tworzyć superprodukcje, do których są angażowani architekci z górnej półki, aby oddali urok tamtych czasów poprzez wymyślne dekoracje. Lecz gdyby w czasach starożytnych jakimś cudem istniała możliwość przekształcania pisma na grę aktorską, to jestem pewien, że dla reżyserów nie byłby to twardy orzech do zgryzienia.

Tak jak to powiedział w jednym z wywiadów Stephen King, teraz autorzy książek (w tym i on sam) nie biorą pod uwagę możliwości ekranizacji ich dzieł, przez co nie zastanawiają się jak wielki musi być budżet, aby sprostać wyzwaniu, jakim jest ich fantazja. Dajmy na to w ekranizacji książki Kinga "Lśnienie", pod koniec, według słowa pisanego, budynek, w którym odgrywała się akcja, miał wylecieć w powietrze- jednak został oszczędzony. Jak się później okazało, poświęcenie tego obiektu było niczym w porównaniu z wpływami finansowymi, jakie uzyskał ten film. Swoją drogą książki Kinga doczekały się wielu ekranizacji, a same ekranizacje swoich wariacji- dzięki czemu ten autor trafił do Księgi Guinness’a.

Kolejnym przykładem literatury w obliczu wielkiego rynku filmowego jest twórczość Paulo Coelho. Książki tego fenomenalnego autora sprzedają się jak świeże bułeczki. Ukazały się w 60 językach, w 150 krajach, łącznie autor sprzedał 50 milionów egzemplarzy swoich książek. Są to wręcz abstrakcyjne liczby- nawet superprodukcje filmowe nie odnotowują takich sukcesów! Mimo to, jeszcze nikomu nie udało się wykorzystać tego ogromnego potencjału. Nawet ekipa, która realizowała kultową trylogię Matrix'a, nie sprostała wyzwaniu. Mnie (fana twórczości Paulo Coelho) to wcale nie dziwi, bo jak można ukazać tak rozbudowane życie duchowe w taki sposób, aby uzyskać zainteresowanie wśród bezkształtnej masy ludu? Jest to absolutnie niemożliwe.



Kino nieraz udowadniało, że granice których się nie da przekroczyć, są tuż obok. Jeszcze przed realizacją słynnej trylogii "Władcy Pierścieni", przeprowadzono wywiad z synem Tolkiena (spadkobiercą jego literackiego dorobku). Powiedział on, że jest niemożliwym odtworzenie świata przedstawionego w powieści. Brak wiary syna Tolkiena wynika z tego, że w czasach, w których udzielił tego wywiadu, technologia związana z efektami specjalnymi była bardzo uboga. Za to teraz każda wyimaginowana kraina czarów nie jest już dla reżyserów wyzwaniem. Prawdziwym wyzwaniem za to jest stworzenie niebanalnej treści, którą mają serwowana jak na tacy w książkach, choć te de facto nie odnoszą tak spektakularnego efektu jak twory, wbiegające do ludzkich świadomości właśnie na ich okładkach. Potwierdzeniem tego absurdu może być fakt zdobycia przez reżysera filmu 11 Oskarów, a czy Tolkien dostał kiedyś najwyższe trofeum jakim jest Nobel w dziedzinie literatury? Chwilowe zachwiana kilku krytyków mogą zwieńczyć pracę artystów lub ją zdołować. Tylko one są prawdziwymi wyznacznikami jakości pracy artysty. Bo czy ktoś z was widział w encyklopedii przypisek pod biografią jakiegoś człowieka: "no nie zdobył statuetki ale publiczność była zachwycona."?
 

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!