|
Książka czy adaptacja
filmowa?
Sperma
Warto pamiętać, że w dziedzinie sztuki, jaką jest literatura, już w czasach
antycznych dokonywano wielkich rzeczy. Utrwalano wygląd miast, spisywano relacje
międzyludzkie. To wszystko pozwala nam teraz za ogromne pieniądze tworzyć
superprodukcje, do których są angażowani architekci z górnej półki, aby oddali
urok tamtych czasów poprzez wymyślne dekoracje. Lecz gdyby w czasach
starożytnych jakimś cudem istniała możliwość przekształcania pisma na grę
aktorską, to jestem pewien, że dla reżyserów nie byłby to twardy orzech do
zgryzienia.
Tak jak to powiedział w jednym z wywiadów Stephen King, teraz autorzy książek (w
tym i on sam) nie biorą pod uwagę możliwości ekranizacji ich dzieł, przez co nie
zastanawiają się jak wielki musi być budżet, aby sprostać wyzwaniu, jakim jest
ich fantazja. Dajmy na to w ekranizacji książki Kinga "Lśnienie", pod koniec,
według słowa pisanego, budynek, w którym odgrywała się akcja, miał wylecieć w
powietrze- jednak został oszczędzony. Jak się później okazało, poświęcenie tego
obiektu było niczym w porównaniu z wpływami finansowymi, jakie uzyskał ten film.
Swoją drogą książki Kinga doczekały się wielu ekranizacji, a same ekranizacje
swoich wariacji- dzięki czemu ten autor trafił do Księgi Guinness’a.
Kolejnym przykładem literatury w obliczu wielkiego rynku filmowego jest
twórczość Paulo Coelho. Książki tego fenomenalnego autora sprzedają się jak
świeże bułeczki. Ukazały się w 60 językach, w 150 krajach, łącznie autor
sprzedał 50 milionów egzemplarzy swoich książek. Są to wręcz abstrakcyjne
liczby- nawet superprodukcje filmowe nie odnotowują takich sukcesów! Mimo to,
jeszcze nikomu nie udało się wykorzystać tego ogromnego potencjału. Nawet ekipa,
która realizowała kultową trylogię Matrix'a, nie sprostała wyzwaniu. Mnie (fana
twórczości Paulo Coelho) to wcale nie dziwi, bo jak można ukazać tak rozbudowane
życie duchowe w taki sposób, aby uzyskać zainteresowanie wśród bezkształtnej
masy ludu? Jest to absolutnie niemożliwe. |
|
Kino nieraz udowadniało, że granice których się nie da przekroczyć, są tuż obok.
Jeszcze przed realizacją słynnej trylogii "Władcy Pierścieni", przeprowadzono
wywiad z synem Tolkiena (spadkobiercą jego literackiego dorobku). Powiedział on,
że jest niemożliwym odtworzenie świata przedstawionego w powieści. Brak wiary
syna Tolkiena wynika z tego, że w czasach, w których udzielił tego wywiadu,
technologia związana z efektami specjalnymi była bardzo uboga. Za to teraz każda
wyimaginowana kraina czarów nie jest już dla reżyserów wyzwaniem. Prawdziwym
wyzwaniem za to jest stworzenie niebanalnej treści, którą mają serwowana jak na
tacy w książkach, choć te de facto nie odnoszą tak spektakularnego efektu jak
twory, wbiegające do ludzkich świadomości właśnie na ich okładkach.
Potwierdzeniem tego absurdu może być fakt zdobycia przez reżysera filmu 11
Oskarów, a czy Tolkien dostał kiedyś najwyższe trofeum jakim jest Nobel w
dziedzinie literatury? Chwilowe zachwiana kilku krytyków mogą zwieńczyć pracę
artystów lub ją zdołować. Tylko one są prawdziwymi wyznacznikami jakości pracy
artysty. Bo czy ktoś z was widział w encyklopedii przypisek pod biografią
jakiegoś człowieka: "no nie zdobył statuetki ale publiczność była zachwycona."?
|