Sierpień 2006      


|:  RECENZJA  :|

Valerie Tasso - Dziennik nimfomanki
Shakal

Na rynku książek możemy mieć do czynienia z niejednymi pamiętnikami, dziennikami lub innymi książkami, które opisują prawdziwe życie. Był "Pamiętnik narkomanki" opisujący poczynania dziewczyny, która - z własnej woli - wzięła pierwszy narkotyk i popadła w uzależnienie, później próbując się ratować. Tutaj natomiast, w "Dzienniku nimfomanki" nie mamy do czynienia z rozkapryszoną 14-16-latką. W tej powieści mamy przyjemność poznać o wiele starszą już kobietę, która używa seksu jako przyjemności, jest dla niej sensem istnienia. Nie jest - łatwo pisząc - dz**ką (postanowiłem to słowo ocenzurować, z czystego sumienia), wprost przeciwnie, sama uważa, że seks dla przyjemności a dla pieniędzy to różnica. To ona wybiera facetów, z którymi ma ochotę się przespać.
Historia, którą miałem przyjemność czytać, jest prawdziwa. Przynajmniej tak świadczy okładka. W krótkiej notce biograficznej, dowiadujemy się, że Valerie urodziła się we Francji, i tak spędziła dzieciństwo, a później ukończyła uniwersytet. Była z dobrego domu, jednak wartości zakorzenione w rodzinie nie zawsze podchodzą pod charakter autorki.

Czy ta powieść ma fabułę? I ma, i nie ma. Nie ma dlatego, gdyż powieść mogłaby być w sumie książkowym blogiem, opisującym każdy dzień z życia naszej bohaterki, jej przygód erotycznych. A ma, ponieważ wszystko co się dzieje w jej życiu, jest jej fabułą. Dziewczynie nie raz można współczuć, a za innym razem wyśmiewać się z niej. Pisząc ogólnie - dziewczyna ma zwykłą pracę w której poświęceniem jest to, iż musi służbowo podróżować. Ma przyjaciół, lecz my na dłużej poznajemy tylko jedną. Znajduje partnerów do uprawiania seksu, lecz tylko z niektórymi łączy ją coś więcej, co niestety, nie wychodzi jej na dobre. Nieszczęśliwa miłość. Jednak po chwili sprawy jej się komplikują gdyż następuje w jej firmie redukcja personelu, przez co jej szef, który nazywał ją swoją "córeczką" (a z którym nie spała, pragnę dodać), musiał ją zwolnić. I tu pierwszy kłopot, lecz od czego są gazety. Dziewczyna daje ogłoszenie w gazecie i po paru dniach może grzebać w ofertach garściami. Podejmuje się spróbować w jednej firmie, w której szefem jest Jaime. Dalszy przebieg zdarzeń jest prosty. Jaime zakochuje się w Val, otwarcie się do tego przyznaje, i - jak to bywa w zakochanych parach - wręcza jej pierścionek zaręczynowy, kupują domek nad morzem, jest pięknie, kolorowo. Jednak do czasu, ponieważ okazuje się, że Jaime jest, łatwo opisując, psychicznie chory. Straszna prawda, jaką odkrywa nasza bohaterka kończy się rozstaniem z szaleńcem, depresją, zakupieniem małego mieszkania na obrzeżach miasta, bankructwem a w końcu posunięciem się do rozpoczęcia pracy jako prostytutka.

Rzecz jasna, istnieje jeszcze dalsza część fabuły, ale nie ma sensu zdradzać całej książki. I tak opis z tyłu powieści na okładce dość dużo odkrywa, nawet więcej niż sam opisałem.
Teraz rzecz istotna i najważniejsza, którą każdy powinien wiedzieć i zapewne wie. Książka nie jest polecana dla osób mniej niż 18 lat. Nie ma co prawda pikantnych szczegółów, lecz sam fakt różnych opisanych scen, które bohaterka przeżywa, może albo zniesmaczyć albo też zgorszyć. Sceny takie jak zabawa z butelką od coca-coli, czy zabawa na cmentarzu nie gwarantują przyjemnej lektury, aczkolwiek nie same szczegóły są w niej opisane.

  Diario de una Ninfómana
  pamiętnik
 

 

Okładka jaka jest, każdy widzi. Panów może i pociągnie ;) Książkę zakupiła ma luba w miejscu kuszącym do wydawania pieniędzy na rzecz innego papieru - Empiku. Cena 25 złotych nie jest zła, w porównaniu do tego, że otrzymujemy powieść w twardej okładce (a zdarzają się książki droższe). W tłumaczeniu nie było niczego, do czego można by się przyczepić, za co gratuluję tłumaczowi. Jakość tekstu również nie odbiega od standardu. Czcionka czytelna, tekst wyjustowany, wszystko w prostej formie.

(...) Ta książka to nie jest mea culpa ani portret ofiary zbyt niesprawiedliwego i karzącego przeznaczenia. Nie chcę niczego. (...) Byłam zagubioną kobietą, owszem. Ale chciałam w gruncie rzeczy, używać seksu jako środka, który pozwoli mi odnaleźć to, czego wszyscy szukają: uznania, przyjemności, szacunku dla siebie, a w końcu miłości i czułości.

Książka nie poraża, nie zaskakuje, nie zachwyca. Jest to prosta forma oddania myśli i uczuć, a także erotycznych podbojów. Nie każdemu przypadnie do gustu. Nie jest typowym erotycznym romansidłem w którym występuje happy end. Właściwie, sam nie wiem, czy istnieje tu happy lub nie happy end. Stylem pisania takiego książkowego pamiętnika "Dziennik nimfomanki" przypomina również inną książkę o podobnej tematyce - "Cichodajka", lecz tym razem ta druga napisana jest przez Polkę. Jednak - jak wspomniałem wcześniej - nie każdemu może się ona spodobać. W moim przypadku, jest średnia, i ocenę taką uzyska.

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!