|
Valerie Tasso - Dziennik nimfomanki
Shakal
Na rynku książek możemy mieć do czynienia z
niejednymi pamiętnikami, dziennikami lub innymi książkami, które opisują
prawdziwe życie. Był "Pamiętnik narkomanki" opisujący poczynania dziewczyny,
która - z własnej woli - wzięła pierwszy narkotyk i popadła w uzależnienie,
później próbując się ratować. Tutaj natomiast, w "Dzienniku nimfomanki" nie mamy
do czynienia z rozkapryszoną 14-16-latką. W tej powieści mamy przyjemność poznać
o wiele starszą już kobietę, która używa seksu jako przyjemności, jest dla niej
sensem istnienia. Nie jest - łatwo pisząc - dz**ką (postanowiłem to słowo
ocenzurować, z czystego sumienia), wprost przeciwnie, sama uważa, że seks dla
przyjemności a dla pieniędzy to różnica. To ona wybiera facetów, z którymi ma
ochotę się przespać.
Historia, którą miałem przyjemność czytać, jest prawdziwa. Przynajmniej tak
świadczy okładka. W krótkiej notce biograficznej, dowiadujemy się, że Valerie
urodziła się we Francji, i tak spędziła dzieciństwo, a później ukończyła
uniwersytet. Była z dobrego domu, jednak wartości zakorzenione w rodzinie nie
zawsze podchodzą pod charakter autorki.
Czy ta powieść ma fabułę? I ma, i nie ma. Nie ma dlatego, gdyż powieść mogłaby
być w sumie książkowym blogiem, opisującym każdy dzień z życia naszej bohaterki,
jej przygód erotycznych. A ma, ponieważ wszystko co się dzieje w jej życiu, jest
jej fabułą. Dziewczynie nie raz można współczuć, a za innym razem wyśmiewać się
z niej. Pisząc ogólnie - dziewczyna ma zwykłą pracę w której poświęceniem jest
to, iż musi służbowo podróżować. Ma przyjaciół, lecz my na dłużej poznajemy
tylko jedną. Znajduje partnerów do uprawiania seksu, lecz tylko z niektórymi
łączy ją coś więcej, co niestety, nie wychodzi jej na dobre. Nieszczęśliwa
miłość. Jednak po chwili sprawy jej się komplikują gdyż następuje w jej firmie
redukcja personelu, przez co jej szef, który nazywał ją swoją "córeczką" (a z
którym nie spała, pragnę dodać), musiał ją zwolnić. I tu pierwszy kłopot, lecz
od czego są gazety. Dziewczyna daje ogłoszenie w gazecie i po paru dniach może
grzebać w ofertach garściami. Podejmuje się spróbować w jednej firmie, w której
szefem jest Jaime. Dalszy przebieg zdarzeń jest prosty. Jaime zakochuje się w
Val, otwarcie się do tego przyznaje, i - jak to bywa w zakochanych parach -
wręcza jej pierścionek zaręczynowy, kupują domek nad morzem, jest pięknie,
kolorowo. Jednak do czasu, ponieważ okazuje się, że Jaime jest, łatwo opisując,
psychicznie chory. Straszna prawda, jaką odkrywa nasza bohaterka kończy się
rozstaniem z szaleńcem, depresją, zakupieniem małego mieszkania na obrzeżach
miasta, bankructwem a w końcu posunięciem się do rozpoczęcia pracy jako
prostytutka.
Rzecz jasna, istnieje jeszcze dalsza część fabuły, ale nie ma sensu zdradzać
całej książki. I tak opis z tyłu powieści na okładce dość dużo odkrywa, nawet
więcej niż sam opisałem.
Teraz rzecz istotna i najważniejsza, którą każdy powinien wiedzieć i zapewne
wie. Książka nie jest polecana dla osób mniej niż 18 lat. Nie ma co prawda
pikantnych szczegółów, lecz sam fakt różnych opisanych scen, które bohaterka
przeżywa, może albo zniesmaczyć albo też zgorszyć. Sceny takie jak zabawa z
butelką od coca-coli, czy zabawa na cmentarzu nie gwarantują przyjemnej lektury,
aczkolwiek nie same szczegóły są w niej opisane.
|
|
|
|
|
Diario de una Ninfómana |
|
|
pamiętnik |
|
| |
|
|
 |
|
|
Okładka jaka jest, każdy widzi. Panów może i pociągnie ;) Książkę zakupiła ma
luba w miejscu kuszącym do wydawania pieniędzy na rzecz innego papieru - Empiku.
Cena 25 złotych nie jest zła, w porównaniu do tego, że otrzymujemy powieść w
twardej okładce (a zdarzają się książki droższe). W tłumaczeniu nie było
niczego, do czego można by się przyczepić, za co gratuluję tłumaczowi. Jakość
tekstu również nie odbiega od standardu. Czcionka czytelna, tekst wyjustowany,
wszystko w prostej formie.
(...) Ta książka to nie jest mea culpa ani portret ofiary zbyt
niesprawiedliwego i karzącego przeznaczenia. Nie chcę niczego. (...) Byłam
zagubioną kobietą, owszem. Ale chciałam w gruncie rzeczy, używać seksu jako
środka, który pozwoli mi odnaleźć to, czego wszyscy szukają: uznania,
przyjemności, szacunku dla siebie, a w końcu miłości i czułości.
Książka nie poraża, nie zaskakuje, nie zachwyca. Jest to prosta forma oddania
myśli i uczuć, a także erotycznych podbojów. Nie każdemu przypadnie do gustu.
Nie jest typowym erotycznym romansidłem w którym występuje happy end. Właściwie,
sam nie wiem, czy istnieje tu happy lub nie happy end. Stylem pisania takiego
książkowego pamiętnika "Dziennik nimfomanki" przypomina również inną książkę o
podobnej tematyce - "Cichodajka", lecz tym razem ta druga napisana jest przez
Polkę. Jednak - jak wspomniałem wcześniej - nie każdemu może się ona spodobać. W
moim przypadku, jest średnia, i ocenę taką uzyska.
|
|