|
Haruki Murakami - Norwegian Wood
Tuxedo
Są książki, które raz przeczytane lądują w szufladzie zapomnienia i wraca się
do nich jedynie przy okazji wiekszych porządków lub przeprowadzki. Są również
takie, po lekturze których, ma się ochotę je postawić w najbardziej widocznym
miejscu pokoju i wykrzyczeć "To jest świetne! Jestem dumny i szczęśliwy, że
mogłem obcować z tym dziełem!". Te pierwsze nie wywołują wielu emocji, jeśli
już, to odpychają i zniechęcają. Natomiast książki z drugiej grupy, chociaż
nieliczne, to przywracają człowiekowi sens czytania i pozostają pięknymi, często
niezapomnianymi wspomnieniami. Taka jest właśnie "Norwegian Wood".
Głównym bohaterem, a jednocześnie narratorem, jest Toru Watanabe. Chłopak
studiuje w Tokio i właśnie przekracza granicę dwudziestu lat, którą w Japonii
uważa się za próg dorosłości. Wprawdzie na samym początku poznajemy go w
momencie, gdy jest dwukrotnie starszy, ale swoją opowieść snuje już do ostatniej
strony z perspektywy młodzieńca.
"Norwegian Wood" to również tytuł jednej z piosenek Beatlesów, której motyw nie
raz pojawi się na kartach powieści. O czym właściwie jest ta książka? Na pewno o
miłości, o trudnych relacjach damsko-męskich, o dojrzewaniu, o życiowych
wyborach, buncie. Murakami roztacza przed czytelnikiem szeroki wachlarz
problemów, z którymi musi się zmierzyć Watanabe i jego rówieśnicy. Nie daje też
na nie jednoznacznej odpowiedzi, bo wybory już mają to do siebie, że raz
dokonane, nie pozwalają na powrót do stanu poprzedniego.
To nie jest typowa książka z Japonią w tle. Autor pokazał, że akcja tocząca się
w tym kraju nie musi być skazana na tandeciarską/efekciarską egzotykę. Nie
epatuje kulturą, tradycją japońską, nie szuka tanich chwytów, nie stosuje
orientalnych zabiegów estetycznych, by przyciągnąć publikę. Bo "Norwegian Wood"
jest książką świetną właśnie poprzez swoją uniwersalność - można z łatwością
poczuć i przenieść wszystkie trudności, osobiste dramaty, z jakimi borykać się
muszą bohaterowie powieści do innego, dowolnego w zasadzie kraju.
Dialogi. Poświęcam im osobny akapit, zasługują na to. Są napisane kapitalnie.
Wiele razy przystaniemy, aby dłużej rozkoszować się prostotą jakiegoś
stwierdzenia. Często tocząca się głównie za ich pomocą (duży plus) akcja
wzruszy, ale będą też momenty, gdzie na naszej twarzy wykwitnie szeroki, w
dodatku zupełnie niespodziewany, uśmiech. Kto powiedział, że długa rozmowa musi
być nudna? Na pewno nie Murakami. Ani nikt, kto zetknął się z jego twórczością.
|
|
|
|
|
Noruwei no mori |
|
|
literatura współczesna |
|
|
|
|
|
 |
|
|
Zbliżając się do finału wspomnę jeszcze zdaniem o bohaterach. Nie są to
plastikowe, płytkie osobowości, które nie wzbudzą w nikim nawet grama uczuć.
Toru, Naoko i Midori to autentyczne, niemal namacalne postacie, których
codzienne potyczki z losem nas zafrapują, skłonią do przemyśleń. To samo dotyczy
bohaterów epizodycznych, którzy mimo iż obecni jedynie w niewielkim fragmencie,
zostawiają po sobie trwały ślad w pamięci czytelnika i każą na siebie czekać -
bo a nuż się jeszcze pojawią?
Nadal jestem zafascynowany dziełem Murakamiego i to widać. Książkę mogę polecić
wszystkim, którzy czytając chcą coś przeżyć, wywołać w sobie emocje, chociaż
miałyby to być te smutne, refleksyjne odczucia. "Norwegian Wood" to książka
wspaniała, nie-japońska, mimo osadzenia akcji w samym środku Tokio (jedyne, co
zwraca uwagę, to częste samobójstwa wśród młodzieży). Książka, w której ambicje
i oczekiwania czytelnika zostają spełnione. Książka, która daje nadzieję na to,
że są jeszcze pisarze dający swoją twórczością kolejny powód do tego, by obudzić
się rano i z wyczekiwaniem powitać kolejny dzień.
|
|