Sierpień 2006      


|:  RECENZJA  :|

Haruki Murakami - Norwegian Wood
Tuxedo

Są książki, które raz przeczytane lądują w szufladzie zapomnienia i wraca się do nich jedynie przy okazji wiekszych porządków lub przeprowadzki. Są również takie, po lekturze których, ma się ochotę je postawić w najbardziej widocznym miejscu pokoju i wykrzyczeć "To jest świetne! Jestem dumny i szczęśliwy, że mogłem obcować z tym dziełem!". Te pierwsze nie wywołują wielu emocji, jeśli już, to odpychają i zniechęcają. Natomiast książki z drugiej grupy, chociaż nieliczne, to przywracają człowiekowi sens czytania i pozostają pięknymi, często niezapomnianymi wspomnieniami. Taka jest właśnie "Norwegian Wood".

Głównym bohaterem, a jednocześnie narratorem, jest Toru Watanabe. Chłopak studiuje w Tokio i właśnie przekracza granicę dwudziestu lat, którą w Japonii uważa się za próg dorosłości. Wprawdzie na samym początku poznajemy go w momencie, gdy jest dwukrotnie starszy, ale swoją opowieść snuje już do ostatniej strony z perspektywy młodzieńca.

"Norwegian Wood" to również tytuł jednej z piosenek Beatlesów, której motyw nie raz pojawi się na kartach powieści. O czym właściwie jest ta książka? Na pewno o miłości, o trudnych relacjach damsko-męskich, o dojrzewaniu, o życiowych wyborach, buncie. Murakami roztacza przed czytelnikiem szeroki wachlarz problemów, z którymi musi się zmierzyć Watanabe i jego rówieśnicy. Nie daje też na nie jednoznacznej odpowiedzi, bo wybory już mają to do siebie, że raz dokonane, nie pozwalają na powrót do stanu poprzedniego.

To nie jest typowa książka z Japonią w tle. Autor pokazał, że akcja tocząca się w tym kraju nie musi być skazana na tandeciarską/efekciarską egzotykę. Nie epatuje kulturą, tradycją japońską, nie szuka tanich chwytów, nie stosuje orientalnych zabiegów estetycznych, by przyciągnąć publikę. Bo "Norwegian Wood" jest książką świetną właśnie poprzez swoją uniwersalność - można z łatwością poczuć i przenieść wszystkie trudności, osobiste dramaty, z jakimi borykać się muszą bohaterowie powieści do innego, dowolnego w zasadzie kraju.

Dialogi. Poświęcam im osobny akapit, zasługują na to. Są napisane kapitalnie. Wiele razy przystaniemy, aby dłużej rozkoszować się prostotą jakiegoś stwierdzenia. Często tocząca się głównie za ich pomocą (duży plus) akcja wzruszy, ale będą też momenty, gdzie na naszej twarzy wykwitnie szeroki, w dodatku zupełnie niespodziewany, uśmiech. Kto powiedział, że długa rozmowa musi być nudna? Na pewno nie Murakami. Ani nikt, kto zetknął się z jego twórczością.

  Noruwei no mori
  literatura współczesna
 

 


Zbliżając się do finału wspomnę jeszcze zdaniem o bohaterach. Nie są to plastikowe, płytkie osobowości, które nie wzbudzą w nikim nawet grama uczuć. Toru, Naoko i Midori to autentyczne, niemal namacalne postacie, których codzienne potyczki z losem nas zafrapują, skłonią do przemyśleń. To samo dotyczy bohaterów epizodycznych, którzy mimo iż obecni jedynie w niewielkim fragmencie, zostawiają po sobie trwały ślad w pamięci czytelnika i każą na siebie czekać - bo a nuż się jeszcze pojawią?

Nadal jestem zafascynowany dziełem Murakamiego i to widać. Książkę mogę polecić wszystkim, którzy czytając chcą coś przeżyć, wywołać w sobie emocje, chociaż miałyby to być te smutne, refleksyjne odczucia. "Norwegian Wood" to książka wspaniała, nie-japońska, mimo osadzenia akcji w samym środku Tokio (jedyne, co zwraca uwagę, to częste samobójstwa wśród młodzieży). Książka, w której ambicje i oczekiwania czytelnika zostają spełnione. Książka, która daje nadzieję na to, że są jeszcze pisarze dający swoją twórczością kolejny powód do tego, by obudzić się rano i z wyczekiwaniem powitać kolejny dzień.

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!