|
William Wharton - Niezawinione
Śmierci
Solar
Czy zmarła wam kiedyś najbliższa osoba? Człowiek,
którego kochaliście ponad życie, z którym spędziliście kilkanaście lat? Jeżeli
tak, to na pewno wiecie, jak wielka temu towarzyszy rozpacz. Smutek przejmujący
serce i duszę: taki, który wyciska z najtwardszego człowieka łzy. Pod wpływem
takiego właśnie uczucia, amerykański pisarz, William Wharton (wiecie, że
"Wharton" to pseudonim? Albert Du Aime jest jego prawdziwym nazwiskiem.) wydał w
1994 roku książkę pt. 'Niezawinione Śmierci", którą (w moim mniemaniu)
udowodnił, że jest naprawdę wielkim artystą.
Zatem od początku. Wharton napisał powieść kilka miesięcy po tym, jak jego
córka, Kate, wraz ze swoim mężem i dwójką dzieci, zginęła w wypadku
samochodowym. Książkę Whartona można by nazwać opowieścią autobiograficzną,
opisuje on swoje przeżycia związane z jej śmiercią. Książka jest podzielona na
trzy części, które opiszę odrębnie.
Pierwsza część, zatytułowana przez autora "Kate" przedstawia życie jego córki,
od poznania pierwszego chłopaka Danny'ego (który został później jej pierwszym
mężem), aż po jej niefortunną śmierć. Wharton używa tutaj narracji
pierwszoosobowej, wcielając się w swoje zmarłe dziecko. Robi to naprawdę
fantastycznie, tworzy postać wyjątkowo prawdziwą . Nie jest to zwykła biografia
Kate Wharton, bardziej przypomina jej osobisty pamiętnik. Można poznać, że autor
miał z nią bardzo dobry kontakt. Sama lektura jest bardzo ciekawa, Wharton nie
schodzi poniżej swojego poziomu i pisze bardzo ciekawie, równie dobrze jak w
"Opowieściach z Moulin du Bruit", czy "Ptaśku". Czytelnik poznaje
najintymniejsze marzenia i myśli Kate, kibicuje, żeby jej plany wypaliły, choć
doskonale wie, że ona niedługo umrze. To naprawdę wielki atut tej książki:
potrafi przykuć naszą uwagę. Jednak to nie jest najlepsza część książki.
Rzekłbym nawet, że porównując ją z pozostałymi dwoma, jest tą najgorszą (co
wcale nie umniejsza jej wartości).
Część druga, mająca tytuł "Will" (od imienia jedynego dziecka Kate, które
pozostało przy życiu) jest częścią najkrótszą i najbardziej poruszającą. Wharton
opisuje tu okres od momentu, w którym dowiedział się o wypadku, do końca
pogrzebu. Tym razem wszystkie zdarzenia opisywane są z jego perspektywy. Jest to
bez wątpienia część bardzo smutna, Wharton opisuje tu swój ból po stracie,
niedowierzanie i wszystkie uczucia targające nim oraz jego rodziną. Jest on dla
nas nie tyle narratorem, co człowiekiem, któremu współczujemy, który staje się
nam bliski, z powodu swojej autentyczności. Na pewno napisanie książki w taki
sposób, było dla autora ogromnym wyzwaniem, jednak udało mu się podołać. Ważne
jest też, że ta książka nie jest nudnym spisem skarg i zażaleń (we wstępie
Wharton pisze, że nie chce, aby się tak stało). Jest to historia tego, jak
ludzie zmagają się ze śmiercią. Mamy tutaj sporo tekstu o tym, jak syn Kate
przeżył tę śmierć. Są to fragmenty naprawdę silnie działające na człowieka.
Czytelnik aż czuje ten ból i cierpienie, jakimi przepełniona jest ta publikacja.
Jest on tak prawdziwy, tak okropnie sugestywny, że to aż poraża. Sam autor
mówił, że pisanie "Niezawinionych Śmierci" było dla niego drogą przez mękę.
Czytając to, co spłodził, wcale mu się nie dziwię.
Trzeci i ostatni etap książki ("Ugoda") opowiada o duchowej przemianie rodziny
Whartonów, powrocie do zwykłych zmagań z codziennością oraz wszystkich sprawach
związanych ze śmiercią Kate i jej bliskich. Jest to bardzo ciekawy przeskok: od
smutnego opisywania uczuć, po rutynowe życie, jednak nadal przesyconą brakiem
ukochanej osoby. Wharton ma tutaj sporo do zrobienia. Otóż wypadek miał miejsce
z powodu wypalania traw przez farmerów w Oregonie. Nasz bohater postanawia to
zmienić i namówić mieszkańców, żeby zaprzestali tego procederu. Uważa to za swój
obowiązek wobec córki i zięcia. Opisuje tu także jego "objawienie" oraz rozmowę
ze zmarłym Bertem (mężem Kate), który prosi go, żeby zrobił zdjęcia ich zwłok
(mocno poturbowanych, warto zaznaczyć). Opis tego wydarzenia jest dosyć
wstrząsający, można sobie tylko wyobrazić, co czuł Wharton oglądając to. W
próbie zmiany stanu rzeczy w Oregonie, bohater miesza się w kilka spraw sądowych
(w niektórych nasz bohater jest oskarżycielem w innych obrońcą). Możemy tutaj
przyjrzeć się środowisku sądowniczo-adwokackim z punktu widzenia ojca, chcącego
zmienić to, co zabiło jego rodzinę. Wharton jest przerażony podejściem tych
ludzi, do tego co się wydarzyło, ale postanawia się nie poddawać. Jest to bardzo
ciekawa część książki, poznajemy plany bohatera, widzimy jego podejście do
życia, skutki jego, czasami szalonych, planów... Wszystko kończy się dość
optymistycznie, jeśli jednak ktoś oczekuje pełnego happy endu, to się mimo
wszystko zawiedzie. Bardzo przyjemnie się ją czyta, Wharton przedstawia tu wiele
celnych uwag i ciekawych poglądów, nadal lekko podlanych smutkiem. Jest to
idealne podsumowanie powieści.
|
|
|
|
|
Wrongful Death's |
|
|
Literatura współczesna zagraniczna |
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
Czas podsumować moje opinie dotyczące tej książki. Ma szalenie ciekawą
konstrukcję, autor pisze świetnym stylem (o którym napiszę trochę niżej) oraz
zawiera w woluminie tyle różnych prawdziwych uczuć, że poruszają czytającego.
Tuż po odłożeniu książki czytelnik czuje, że skończył dzieło napisane nie tylko
głową, ale i emocjami. Po prostu coś wspaniałego.
Warto jeszcze trochę napisać o stylu Williama Whartona. Jaki jest Wharton, każdy
spośród tych, którzy przeczytali choćby jedną jego książkę, wie. Pisze bardzo
dobrze, czytelnie i, co najważniejsze, potrafi przykuć do lektury i tworzyć
książki pełne uczucia (choćby "Spóźnieni kochankowie"). Jednak ta książka jest
trochę inna, bardziej wstrząsająca. Widać, że Wharton odszedł trochę od swojego
"klasycznego" stylu pisania. Myślę, że wyszło to publikacji na dobre. Do
dialogów, mam pewne mieszane uczucia. Jak to ktoś powiedział na forum AM#Książek
(zachęcam, jest tam naprawdę przyjemna atmosfera), jego dialogi są strasznie
napuszone. Trochę w tym prawdy, jego książki faktycznie mają dialogi bardzo
rozbudowane, rzekłbym: wręcz naukowe, trochę przeszkadzają w powieści opartej na
faktach. Nie wierzę, żeby ludzie, których znał Wharton, układali takie
wypowiedzi na bieżąco. Jednak to wcale nie przeszkadza, bo, dzięki nim, książka
jest na swój sposób piękna. Narracja w wykonaniu Whartonowskim idealnie łączy
się z jego sposobem pisania dialogów. Może nie wychodzi to zbyt naturalnie, może
i faktycznie jest trochę napuszone, ale jednak na swój sposób piękne i ciekawe.
Na koniec tej i tak już przydługawej recenzji, chciałbym opisać moje
zastrzeżenia dotyczące polskiego wydania. Otóż "Niezawinione Śmierci" zostały
wydane w podobny sposób, jak książki dołączane do Gazety Wyborczej tj. nie ma
prawdziwej okładki, tylko czerwoną stronę grubego materiału, a za okładkę służy
papierowa obwoluta, wykonana podobnie jak prawdziwe okładki na innych książkach
Whartona. Niestety taka papierowa okładeczka bardzo szybko się niszczy i po
kilku latach prawdopodobnie trzeba będzie ją wyrzucić. Zrozumiałbym, gdyby tę
książkę wydało jakieś malutkie, biedne wydawnictwo, ale Rebis na pewno takim nie
jest. Dlatego też się dziwię, ponieważ dużo gorsze książki mniej znanych autorów
dostają normalne okładki. Druga rzecz to to, iż kolejne rozdziały książki (nie
mówię o działach!) zaczynają się nawet na dole innej strony. Zawsze w książce
nowy rozdział powinien zaczynać się od nowej strony, dzięki takiemu zabiegowi
wszystko wygląda ładniej i estetycznej, kosztem stron. To prawdopodobnie znowu
chęć oszczędzania przez wydawcę, dla mnie co najmniej dziwnej, ponieważ na
Whartonie zwyczajnie nie trzeba oszczędzać.
Powoli czas zebrać wszystko w całość i napisać podsumowanie. Odkąd zacząłem
pisać recenzje, żadna gra/płyta/książka nie zasługiwała u mnie na najwyższą
ocenę. Nawet "Bajkom robotów' Stanisława Lema wystawiłem 9+, chociaż swego czasu
ta książka mnie dosłownie oczarowała. Jednak po raz pierwszy jakaś lektura
wzbudziła we mnie tyle różnorakich emocji, nie wciągnęła tak mocno, ani nie
wzbudziła sympatii do samego autora. Dlatego też niedręczony żadnymi wyrzutami
sumienia, wystawiam "Niezawinionym Śmierciom" maksymalną ocenę. Howgh!
|
|