Sierpień 2006      


|:  RECENZJA  :|

William Wharton  - Niezawinione Śmierci
Solar

Czy zmarła wam kiedyś najbliższa osoba? Człowiek, którego kochaliście ponad życie, z którym spędziliście kilkanaście lat? Jeżeli tak, to na pewno wiecie, jak wielka temu towarzyszy rozpacz. Smutek przejmujący serce i duszę: taki, który wyciska z najtwardszego człowieka łzy. Pod wpływem takiego właśnie uczucia, amerykański pisarz, William Wharton (wiecie, że "Wharton" to pseudonim? Albert Du Aime jest jego prawdziwym nazwiskiem.) wydał w 1994 roku książkę pt. 'Niezawinione Śmierci", którą (w moim mniemaniu) udowodnił, że jest naprawdę wielkim artystą.

Zatem od początku. Wharton napisał powieść kilka miesięcy po tym, jak jego córka, Kate, wraz ze swoim mężem i dwójką dzieci, zginęła w wypadku samochodowym. Książkę Whartona można by nazwać opowieścią autobiograficzną, opisuje on swoje przeżycia związane z jej śmiercią. Książka jest podzielona na trzy części, które opiszę odrębnie.

Pierwsza część, zatytułowana przez autora "Kate" przedstawia życie jego córki, od poznania pierwszego chłopaka Danny'ego (który został później jej pierwszym mężem), aż po jej niefortunną śmierć. Wharton używa tutaj narracji pierwszoosobowej, wcielając się w swoje zmarłe dziecko. Robi to naprawdę fantastycznie, tworzy postać wyjątkowo prawdziwą . Nie jest to zwykła biografia Kate Wharton, bardziej przypomina jej osobisty pamiętnik. Można poznać, że autor miał z nią bardzo dobry kontakt. Sama lektura jest bardzo ciekawa, Wharton nie schodzi poniżej swojego poziomu i pisze bardzo ciekawie, równie dobrze jak w "Opowieściach z Moulin du Bruit", czy "Ptaśku". Czytelnik poznaje najintymniejsze marzenia i myśli Kate, kibicuje, żeby jej plany wypaliły, choć doskonale wie, że ona niedługo umrze. To naprawdę wielki atut tej książki: potrafi przykuć naszą uwagę. Jednak to nie jest najlepsza część książki. Rzekłbym nawet, że porównując ją z pozostałymi dwoma, jest tą najgorszą (co wcale nie umniejsza jej wartości).

Część druga, mająca tytuł "Will" (od imienia jedynego dziecka Kate, które pozostało przy życiu) jest częścią najkrótszą i najbardziej poruszającą. Wharton opisuje tu okres od momentu, w którym dowiedział się o wypadku, do końca pogrzebu. Tym razem wszystkie zdarzenia opisywane są z jego perspektywy. Jest to bez wątpienia część bardzo smutna, Wharton opisuje tu swój ból po stracie, niedowierzanie i wszystkie uczucia targające nim oraz jego rodziną. Jest on dla nas nie tyle narratorem, co człowiekiem, któremu współczujemy, który staje się nam bliski, z powodu swojej autentyczności. Na pewno napisanie książki w taki sposób, było dla autora ogromnym wyzwaniem, jednak udało mu się podołać. Ważne jest też, że ta książka nie jest nudnym spisem skarg i zażaleń (we wstępie Wharton pisze, że nie chce, aby się tak stało). Jest to historia tego, jak ludzie zmagają się ze śmiercią. Mamy tutaj sporo tekstu o tym, jak syn Kate przeżył tę śmierć. Są to fragmenty naprawdę silnie działające na człowieka. Czytelnik aż czuje ten ból i cierpienie, jakimi przepełniona jest ta publikacja. Jest on tak prawdziwy, tak okropnie sugestywny, że to aż poraża. Sam autor mówił, że pisanie "Niezawinionych Śmierci" było dla niego drogą przez mękę. Czytając to, co spłodził, wcale mu się nie dziwię.

Trzeci i ostatni etap książki ("Ugoda") opowiada o duchowej przemianie rodziny Whartonów, powrocie do zwykłych zmagań z codziennością oraz wszystkich sprawach związanych ze śmiercią Kate i jej bliskich. Jest to bardzo ciekawy przeskok: od smutnego opisywania uczuć, po rutynowe życie, jednak nadal przesyconą brakiem ukochanej osoby. Wharton ma tutaj sporo do zrobienia. Otóż wypadek miał miejsce z powodu wypalania traw przez farmerów w Oregonie. Nasz bohater postanawia to zmienić i namówić mieszkańców, żeby zaprzestali tego procederu. Uważa to za swój obowiązek wobec córki i zięcia. Opisuje tu także jego "objawienie" oraz rozmowę ze zmarłym Bertem (mężem Kate), który prosi go, żeby zrobił zdjęcia ich zwłok (mocno poturbowanych, warto zaznaczyć). Opis tego wydarzenia jest dosyć wstrząsający, można sobie tylko wyobrazić, co czuł Wharton oglądając to. W próbie zmiany stanu rzeczy w Oregonie, bohater miesza się w kilka spraw sądowych (w niektórych nasz bohater jest oskarżycielem w innych obrońcą). Możemy tutaj przyjrzeć się środowisku sądowniczo-adwokackim z punktu widzenia ojca, chcącego zmienić to, co zabiło jego rodzinę. Wharton jest przerażony podejściem tych ludzi, do tego co się wydarzyło, ale postanawia się nie poddawać. Jest to bardzo ciekawa część książki, poznajemy plany bohatera, widzimy jego podejście do życia, skutki jego, czasami szalonych, planów... Wszystko kończy się dość optymistycznie, jeśli jednak ktoś oczekuje pełnego happy endu, to się mimo wszystko zawiedzie. Bardzo przyjemnie się ją czyta, Wharton przedstawia tu wiele celnych uwag i ciekawych poglądów, nadal lekko podlanych smutkiem. Jest to idealne podsumowanie powieści.

  Wrongful Death's
  Literatura współczesna zagraniczna
 

 


Czas podsumować moje opinie dotyczące tej książki. Ma szalenie ciekawą konstrukcję, autor pisze świetnym stylem (o którym napiszę trochę niżej) oraz zawiera w woluminie tyle różnych prawdziwych uczuć, że poruszają czytającego. Tuż po odłożeniu książki czytelnik czuje, że skończył dzieło napisane nie tylko głową, ale i emocjami. Po prostu coś wspaniałego.

Warto jeszcze trochę napisać o stylu Williama Whartona. Jaki jest Wharton, każdy spośród tych, którzy przeczytali choćby jedną jego książkę, wie. Pisze bardzo dobrze, czytelnie i, co najważniejsze, potrafi przykuć do lektury i tworzyć książki pełne uczucia (choćby "Spóźnieni kochankowie"). Jednak ta książka jest trochę inna, bardziej wstrząsająca. Widać, że Wharton odszedł trochę od swojego "klasycznego" stylu pisania. Myślę, że wyszło to publikacji na dobre. Do dialogów, mam pewne mieszane uczucia. Jak to ktoś powiedział na forum AM#Książek (zachęcam, jest tam naprawdę przyjemna atmosfera), jego dialogi są strasznie napuszone. Trochę w tym prawdy, jego książki faktycznie mają dialogi bardzo rozbudowane, rzekłbym: wręcz naukowe, trochę przeszkadzają w powieści opartej na faktach. Nie wierzę, żeby ludzie, których znał Wharton, układali takie wypowiedzi na bieżąco. Jednak to wcale nie przeszkadza, bo, dzięki nim, książka jest na swój sposób piękna. Narracja w wykonaniu Whartonowskim idealnie łączy się z jego sposobem pisania dialogów. Może nie wychodzi to zbyt naturalnie, może i faktycznie jest trochę napuszone, ale jednak na swój sposób piękne i ciekawe.

Na koniec tej i tak już przydługawej recenzji, chciałbym opisać moje zastrzeżenia dotyczące polskiego wydania. Otóż "Niezawinione Śmierci" zostały wydane w podobny sposób, jak książki dołączane do Gazety Wyborczej tj. nie ma prawdziwej okładki, tylko czerwoną stronę grubego materiału, a za okładkę służy papierowa obwoluta, wykonana podobnie jak prawdziwe okładki na innych książkach Whartona. Niestety taka papierowa okładeczka bardzo szybko się niszczy i po kilku latach prawdopodobnie trzeba będzie ją wyrzucić. Zrozumiałbym, gdyby tę książkę wydało jakieś malutkie, biedne wydawnictwo, ale Rebis na pewno takim nie jest. Dlatego też się dziwię, ponieważ dużo gorsze książki mniej znanych autorów dostają normalne okładki. Druga rzecz to to, iż kolejne rozdziały książki (nie mówię o działach!) zaczynają się nawet na dole innej strony. Zawsze w książce nowy rozdział powinien zaczynać się od nowej strony, dzięki takiemu zabiegowi wszystko wygląda ładniej i estetycznej, kosztem stron. To prawdopodobnie znowu chęć oszczędzania przez wydawcę, dla mnie co najmniej dziwnej, ponieważ na Whartonie zwyczajnie nie trzeba oszczędzać.

Powoli czas zebrać wszystko w całość i napisać podsumowanie. Odkąd zacząłem pisać recenzje, żadna gra/płyta/książka nie zasługiwała u mnie na najwyższą ocenę. Nawet "Bajkom robotów' Stanisława Lema wystawiłem 9+, chociaż swego czasu ta książka mnie dosłownie oczarowała. Jednak po raz pierwszy jakaś lektura wzbudziła we mnie tyle różnorakich emocji, nie wciągnęła tak mocno, ani nie wzbudziła sympatii do samego autora. Dlatego też niedręczony żadnymi wyrzutami sumienia, wystawiam "Niezawinionym Śmierciom" maksymalną ocenę. Howgh!

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!