|
Monika Szwaja - Jestem nudziarą
Fauske
Serdeczna witka dla wszystkich spragnionych
hardkoru czytelników tegoż ambitnego magazynu. Nie piszę tego bynajmniej z
przekąsem, ale z lekką nutką zadufania w sobie. Widzę bowiem, iż tytuły
recenzowanych tu dziełek zalatują nudą szarej rzeczywistości, writerzy pastwią
się nad znanymi i lubianymi pisarzami, o których nie da się napisać złego słowa,
a nikt nie proponuje tu ekstremalnej literatury dla wyczynowców! To powoduje
trudny do zniesienia niedosyt dla wymagających czytaczy, takich jak ja, którzy
sięgają po książkę od wielkiego dzwonu, ale za to biorą na warsztat dziełka
wyciskające ostanie poty z wątłego intelektu.
Dlatego też kończę już ten prowadzący donikąd monolog i zabieram się za robotę,
czyli za omówienie książki niezwykle utalentowanej polskiej pisarki, znanej
szerzej jako Szwaja. Monika Szwaja, żeby być dokładnym. Kobieta owa ma rzadki
talent wnikliwej obserwacji środowiska, w którym się obraca. Używa potocznego na
pozór języka, który jednak po głębszej obserwacji okazuje się misternym
zabiegiem literackim, zachwycającym czytelnika swym kunsztem i profesjonalizmem.
Ten myk sprawia, że autorka błyskawicznie zyskuje wielki u mnie szacun,
zwłaszcza, że jestem świadoma, iż do jej wypracowywanego przez lata poziomu nie
dobiję nigdy. Kto wie, czy talentu literackiego na taką skalę nie wypija się z
mlekiem matki? To już mroczny sekret Szwai Moniki, autorki najbardziej
zakręconych powieści na krajowym rynku.
Czas przedstawić pokrótce fabułę omawianego dziś dzieła o przekornym tytule:
"Jestem nudziarą". Nagłe zwroty akcji mogą nieopatrznie złamać kark co
delikatniejszym fanom powieści obyczajowych, więc lojalnie ostrzegam liryczne i
kwieciste wielbicielki takich lajtowych pisarek jak Grochola czy Gretkowska,
które, rzecz jasna, są mistrzyniami gatunku, ale powoli robią się zgrzybiałe.
Czego nie można powiedzieć o odlotowej Szwai, która pewnie też do najświeższych
nie należy, ale młoda duchem jest bezsprzecznie! Tak jak trzydziestoletnia Agata
Czubik, główna bohaterka powieści, przecudna w każdym calu i detalu. Niewiasta
ta już na samym początku powieści stwierdza, że jest nudziarą. Co oczywiście
jest znaczną przesadą, gdyż ta niedoceniająca się kobieta ma życie znacznie
bogatsze niż niejeden czytelnik AMK. Białogłowę wspomnianą poznajemy w chwili,
gdy rzuca z hukiem robotę biurową w uczelnianym sekretariacie (po incydencje z
popędliwym szefuńciem) i dziarsko, na przeciwności losu nie zważając, zabiera
się za hardkorowy zawód nauczyciela polskiego. W tak zwanym międzyczasie, dzięki
zaskakującym zbiegom przypadków, okręca sobie wokół palca ojca jednego ze swoich
uczniów, mało tego! Rozpala Agatka psychopatyczną miłość od pierwszego wejrzenia
w niewinnym architekcie napotkanym na zebraniu domokrążców… Sytuacja się gmatwa,
Czubik staje przed dylematem: którego wybrać, którego kocha bardziej?? Na
szczęście (uff) jest osobą na tyle nietuzinkową, że posiłkuje się tajemną wiedzą
w postaci numerologii, wahadełek i horoskopów. Już ten skromny splot przypadków
przykuwa do śledzenia żywota Agaty jak mało co, ale to dopiero początek!
|
|
|
|
|
Jestem nudziarą |
|
|
romans |
|
| |
|
|
 |
|
|
|
Co tu dużo kryć, "Jestem..." to świetnie napisana powieść, której żywy język
nie pozwala oderwać się od lektury; słowa płyną stronica po stronicy, a sama
myśl o rychłym końcu książki zaburza pracę pęcherza i trzustki. Polecam ją
serdecznie każdemu, małemu i dużemu, gdyż nie jest to zwykła powieść obyczajowa
dla kobiet... To wnikliwa analiza złożonej psychiki niewątpliwe niezwykłej
niewiasty, której historia życiowa skradnie serce wielu fanom erotycznych
horrorów w klimatach industrialnych, a nawet czytelnikom folklorystycznych,
grenlandzkich mang! Osobiście zakochałam się w tym dziełku od pierwszego
spojrzenia, a że nie miałam wtedy okularów w pobliżu, nie zorientowałam się
nawet, że na półce z książkami leży obiekt mojej miłości! Sam zwrócił na siebie
mą uwagę, spadając mi na głowę, niczym tani skrytobójca w ciemnym zaułku. Tak
czy owak, "Jestem…" jest pozycją obowiązkową dla wszystkich mogących poszczycić
się niezłomną wolą walki i odwagą. Gdy przeczytasz ostatni akapit, otrzesz łzy
wzruszenia i krew ściekającą po brodzie z nosa rozkwaszonego od walenia głową w
ścianę, poczujesz się jak zwycięzca... Pokonałeś/-aś falę!
|
|