|
Hiroki Endo - EDEN It's An Endless World
Danuta 'dan_daki'
Duszeńczuk
Tytuł: EDEN It's An Endless World
Scenariusz i rysunek: Hiroki Endo
Wydawca: EGMONT
Rok wydania: 2002
Oprawa: Miękka
Format: 11x18 cm
Cena: 16zł (tomy 1-8); 18zł (tomy 9-11)
Ocena: 10/10
Manga – na sam dźwięk tego słowa jedni dostają spazmów orgazmu, innym zaś się
robi po prostu niedobrze. Cóż, taki już jest urok japońskiego komiksu - albo się
go kocha, albo nienawidzi. Mimo iż z azjatycką sztuką od ładnych paru lat polski
czytelnik ma okazję zapoznać się bliżej (choćby dzięki wydawnictwom JPF czy
Waneko), to nadal w wielu kręgach fanów komiksu panuje błędne przeświadczenie,
że manga to, najogólniej rzecz ujmując, ogłupiające, kiczowate, kolorowe
bajeczki pokroju Pokemona czy innych Beyblade’ów. Nic bardziej mylnego – wszak
manga to niesamowita różnorodność gatunkowa: od pozycji dla najmłodszych,
poprzez komedie, horrory, ambitne komiksy psychologiczne, a na erotyce kończąc.
Także miłośnicy science-fiction i cyberpunku znajdą tu coś dla siebie – i to im
przede wszystkim proponuję zapoznanie się z serią „Eden. It's An Endless World.”
autorstwa Hiroki Endo.
„Eden” jest komiksem stosunkowo młodym; swoją premierę miał w Japonii w roku
1998. W Polsce wydany został przez Egmont cztery lata później i dotychczas fani
doczekali się jedenastu tomów naprawdę wyśmienitej sagi. Polski wydawca
przyzwyczaił już klientów do wysokiej jakości publikacji i pełnego
profesjonalizmu, nie inaczej jest i w tym przypadku. Wierne tłumaczenie i w
miarę przystępna cena zachęcają do zakupu.
O czym opowiada „Eden” i na czym polega jego wyjątkowość? Śpieszę z odpowiedzią.
Otóż w niedalekiej przyszłości świat nawiedza katastrofa. Nieokreślony wirus
wywołuje tajemniczą chorobę, która doprowadza do zdziesiątkowania ludności.
Naukowcy bezradnie rozkładają ręce, nie potrafią wynaleźć skutecznego antidotum.
Niebawem okazuje się jednak, że niektóre dzieci zarażonych rodziców, być może
wskutek mutacji, posiadają odporność na „dżumę przyszłości”. Dwoje z nich -
Eneaha i Hannę - poznajemy w pierwszym tomie, gdy wraz ze swym ciężko już chorym
opiekunem, wyalienowanym homoseksualistą Mauricem, mieszkają w opuszczonej
stacji naukowej, którą nazywają Edenem. Jednak krótko przyjdzie im cieszyć się
panującą sielanką - oto bowiem stacją i jej mieszkańcami żywo interesuje się
organizacja Propatria, dążąca do znalezienia za wszelką cenę lekarstwa przeciw
epidemii… Kilka kadrów, szybka akcja, pierwsza krew, początek rzezi – Maurice
umiera, giną wysłannicy Propatrii, Eneah i Hanna, niczym Adam i Ewa, muszą
opuścić Raj… I tu zaczyna się główna, właściwa oś mangowej powieści – mija wiele
lat i poznajemy Eliaha Mayala, syna wspomnianych już uciekinierów ze stacji,
który próbuje odnaleźć swoje miejsce w nowym, zdegenerowanym świecie.
Przyłączywszy się, niezupełnie dobrowolnie, do grupy partyzantów, wędruje z nimi
przez Andy. Razem muszą stawić czoło przemytnikom i żołnierzom Propatrii. |
|
Dalszego przebiegu wydarzeń nie zdradzę, sądzę nawet, że jest to zadanie
niewykonalne. „Eden” posiada tak rozbudowaną i wielopłaszczyznową fabułę
(retrospekcje to jeden z najciekawszych elementów, jaki możemy tu znaleźć), iż
próba opisania każdego wątku z osobna doprowadziłaby zapewne do powstania dość
pokaźnego tomu, traktującego o świecie tegoż komiksu.
Hiroki Endo opowiada losy bohaterów w spokojny, można nawet powiedzieć, liryczny
sposób. Sam podtytuł – „It's An Endless World” (tłum. „to niekończący się
świat”) wskazuje, iż mamy do czynienia z komiksem nietuzinkowym, w którym na
pewno poruszone zostały filozoficzne, egzystencjalne problemy. I tak też jest w
istocie – „Eden” to wielki manifest wyrażający przekonanie autora, że nic nie
jest w stanie przerwać ciągłości życia, polegającej na bezustannej zmienności i
dostosowywaniu się do nowych, ekstremalnych warunków. Śmierć jednej istoty daje
początek życia następnej, tak więc koniec świata jest w zasadzie niemożliwy.
Dlatego najbardziej tragiczną postacią z pierwszego tomu jest Maurice, świadomy
beznadziejności własnego położenia: jego śmierć faktycznie jest ostateczna.
Bohater niczego po sobie nie pozostawia, żadnej cząstki - stwierdza: „umarłem,
bo nie mogłem przekazać nikomu swoich genów" (należy tu zwrócić uwagę na
przeszłą formę czasowników; Maurice uważa siebie za kogoś w rodzaju „żywego
trupa”, którego śmierć trwa od momentu urodzin). Jest to niezwykle dramatyczne
wyznanie, a wrażenie tragizmu dopełnia scena z grającym adapterem. Wtedy, gdy
jego ramię unosi się w górę, mamy świadomość, że nie tylko takty melodii
dobiegły w tym momencie do końca…
„Eden” potrafi wzruszyć, przy lekturze kilkakrotnie złapałam się na tym, iż po
policzkach spływały mi łzy. Wielkim atutem komiksu jest niezwykle realistyczna
kreska. Autor z niebywałą dokładnością przedstawił wszelkiej maści maszyny,
bronie, sceny walk, szczegóły anatomiczne rozczłonkowanych ciał, ludzi
uprawiających seks, przeżycia i wątpliwości narkomanów, perypetie prostytutek…
Czy wspominałam już, że „Eden” nie jest komiksem dla dzieci, a jego okładka
opatrzona została pięknym numerkiem „18”...? I to nie tylko z uwagi na erotykę,
siarczyste przekleństwa i brutalne sceny – dla młodego czytelnika pozycja ta
jest po prostu zbyt trudna w odbiorze i z pewnością nie zostałaby dobrze przez
niego zrozumiana. Nie ma tu podziału na dobrych i złych bohaterów, nic nie jest
jednoznacznie białe lub czarne, występują jedynie różne odcienie szarości. Jeśli
ktoś jest sam i walczy przeciw licznym zastępom wroga, to w „Edenie” nie spotka
go chwała Rambo, który w pojedynkę jest w stanie siać spustoszenie i wyjść z
każdej opresji zwycięsko. Gdy jesteś samotny, przegrywasz – i nie ma zmiłuj się
– życie to nie bajka. Ponadto w „Edenie” występuje wiele odwołań do filozofii,
genetyki, informatyki, świata polityki i do… Biblii. Tak, nie bez powodu
bohaterowie noszą przeważnie imiona zaczerpnięte ze Starego Testamentu –
historia zatoczyła koło, gdyż świat to jedna wielka powtarzalność, nieskończony
cykl narodzin i śmierci. Endless World.
Cóż mogę jeszcze dodać? Miłośników mangi nie muszę chyba specjalnie nakłaniać do
przeczytania „Edenu”. Jeśli nie przepadasz za japońską kreską – sięgnij po
historię Hiroki Endo, możesz być mile zaskoczony oraz przekonać się, co znaczą
słowa „ambitny komiks z przesłaniem”. Cała seria to małe arcydzieło. Wspaniały
rysunek (good bye big oczka) i mistrzowsko pokazane stosunki międzyludzkie
stawiają „Eden” na samym szczycie mangowych dokonań. Perełka na naszym rynku
wydawniczym. Gorąco polecam! |