|
Stożkowaty statek powoli wchodził w górne warstwy atmosfery Ziemi. Coraz niżej i niżej. Powoli ukazywały się zielone lasy. - Awaria, awaria, awaria - system napędowy nie działa. - powiedział robot hermetycznym głosem. Teraz statek pędził jak mógł, prosto w powierzchnię naszej planety, Ziemi. Są nad USA, Arizona. Statek uderzył głęboko w Ziemię ryjąc ogromny krater. Fala uderzeniowa tak potężna, że zmiotło wszystkie istoty na Ziemi - czyli dinozaury. Statek wrył się na głębokość 400 metrów. Wyszły dwie postacie, wspinając się na samą powierzchnię. Rozumiały to jako karę... - Już nigdy więcej nie będziemy kradli jedzenia z magazynu Węża... tylko nie zostawiajcie nas tu. Osoby w statku się nie odezwały. Cóż mieli począć Adam i Ewa? Zostali na tym miejscu dając nowe pokolenie nowemu światu... PS. Trochę dziwne to opowiadanie, nie? I tak ma właśnie być :). Jeśli takie coś naprawdę się zdarzyło, to nawet by się zgadzało. No bo na Arizonie jest głęboki krater, na którego głębokości 400 metrów jest jakiś spory odłam. Ale na nim złamał się świder i do dzisiaj nie wiemy co tam jest - czy meteor czy może ten przypuszczany statek. No i zagłada dinozaurów by się zgadzała... ale to tylko przypuszczenia mojej zrytej meteorami wyobraźni :).
|