|
Film ten przyszło mi oglądać dość dawno - może z półtora miesiąca temu. Po jego emisji zadałem sobie pytanie? Czy ktoś z tej dwójki - widza (w tym wypadku mnie) i reżysera (Wes Andersona) nie jest przypadkiem człowiekiem w nieopowiednim miejscu w nieopowiednim czasie. Oglądnąłem powtórnie co - trzeba przyznać - nieczęsto mi się zdarza. Nic. Zajrzałem w otchłanie internetu szukając jakiś recenzji, opinii o Podwodnym życiu, co zdarza mi się jeszcze żadziej niż ponowne oglądnięcie. Dalej nic.. Widocznie to właśnie ja jestem nieopowiedni w tym zestawieniu. ;/
Powiem od razu, bez ogródek. ;) Nie oglądajcie tego filmu. Niech nie zwiedzie was, drodzy czytelnicy, kilka sławnych nazwisk na opakowaniu płyty (niech wspomnę Billa Murraya i Willama Dafoe). Chociaż te nazwiska, opis na odwrocie opakowania, a także - co bardzo mnie zdziwiło - niektóre recenzje dają nadzieje na naprawdę niezły film.
Zawsze, sięgając ręką na półkę, czytając opis potencjalny widz ma jakieś nadzieje. Moja wizja Podwodnego życia oscylowała wokół inteligentnej komedii przygodowej. Komedia przygodowa.. czyż to nie brzmi zachęcająco? Czy zachęcająca nie była też obsada? Reżysera nie znałem, to prawda, ale czy aktorzy z najwyższej półki przyjmują rolę w beznadziejnych filmach? Czy chodzi im tylko o kolejne "patole" na koncie i nowy wóz w garażu? Chyba nie, chociaż po oglądnięciu filmu Wesa Andersona zaczynam szczerze w to wątpić.
Żeby krótko streścić film potrzeba tylko trzech, może czterech zdań i to tych wyjątkowo prostych składniowo, często bez żadnych spójników, często bez przymiotnika. ;) Jednak ze względu na wysoki poziom kącika trzeba nieco rozbudować wypowiedź. ;) Pan Zissou - słynny na całym świecie oceanograf - po premierze swojego filmu postanawia wyruszyć na kolejną wielką wyprawę. Tym razem planuje, razem ze swoją dziesięcioosobową załogą, zemstę na wielkim rekinie ludojadzie. Oczywiście po drodze okazuje się, ża ma syna i to tak naprawdę pojawienie się młodego aktora objawia zupełne beztalencie autora. Bo czy jest tak naprawdę lepszy moment w filmie niż zupełnie nieoczekiwana nowowynikła sytuacja, z którą reżyser może zrobić co ze chce i która często gęsto nadaje filmowi o wiele większego tempa? Rozumiem, że Anderson chciał zrobić coś niespotykanego, wymykającego się wszelkim konwencjom i
 |
zadziwiającego widza na każdym kroku. Jedyne co udało mu się (a może tylko to potrafiłem wychwycić) przekazać tym filmem jest to, że nie należy kręcić filmów kosztujących 50 mln dolarów. Nie wierzycie?
"Producent Scott Rudin zwracał uwagę na autotematyzm filmu, dodając, że reżyser łamie hollywoodzkie tabu, ostrzegające przed kręceniem filmów o kręceniu filmów - zwłaszcza kosztujących ponad 50 milionów dolarów, jak ten."
(na podstawie materiałów dystrybutora)
Co nam daje "dzieło" Andersona? Mnie na przykład dało bardzo niewiele - tylko możliwość napisania recenzji. ;p Konia z rzędem temu, kto wbrew opiniom krążącym w internecie, przyzna sam z siebie, że ten film jest do bani. Nie ma w nim nic pociągającego. Ani głębokiej fabuły, która jest w rzeczywistości tak banalna, że zachacza pomalutku o prostacką, ani efektów, ani muzyki. Nie uświadczymy też wybornej gry aktorskiej, bo wszyscy aktorzy grają po prostu tak, jakby na trzy minuty przed "klapsem" nie mieli jeszcze roli. Niby skomplikowana, zamknięta ale równocześnie pociągająca natura Steva Zissou, jest przedstawiona w tragiczny sposób. Takie zjawiska jak ironia, sarkazm idealnie pasowałyby do doktorka, tyle że zostały zastosowane w minimalnym stopniu. Widz otrzymuje jedynie postać nieciekawą, często nawet nudną, która miernymi swoimi tekstami tylko dopełnia obraz słabego filmu.
Mister Andreson stworzył film, który nie powinien ujrzeć światła dziennego. Dużo już rzeczy w życiu widziałem i wiem co mówię, jeśli wydaje mi się, że ten film jest wyjątkowo nudny, a jego oglądanie to istna katorga. Wyśmianie kanonu komedii przygodowych było celem bardzo ambitnym, lecz reżyser po prostu wywalił w błoto cały budżet. Jak to mówią, jeśli nie masz pomysłu, umięjętności, wizji, to nawet bańka milion nie pomoże ci w stworzeniu dobrego filmu. Dlatego nie polecam filmu nikomu, kto ma ochotę na komedię przygodową. Nie polecam także ludziom, którzy szukają czekoś niekomercyjnego, ale jednocześnie tryskającego inteligentym, trafnym humorem. Takich zabiegów szukać ze świeczką w Podwodnym życiu.
Myślę, że kariera Wesa Andersona to jakieś wielkie nieporozumienie. Jeśli reżyser ów dostaje po raz pierwszy w życiu tak wysoki budżet i tworzy coś tak słabego i płytkiego, to aż nie chcę myśleć, jak wyglądały jego niskobudżetowe produkcje. ;)
»Ocena:
2/10
»Autor:
|