Recenzje

 

Milos Forman jest jednym z niewielu prawdziwych magików wśród tysięcy kuglarzy kina. Każdy obraz Amerykańskiego reżysera to nie tylko dwie godziny projekcji, ale filozoficzny traktat uwieczniony na długiej, czarnej, plastikowej „wstążeczce”. „Lot nad kukułczym gniazdem” – największe dzieło Formana – bezsprzecznie wpisał się w historię kina jako najważniejszych obok „Czasu Apokalipsy” Coppoli film w dziejach światowej kinematografii. Obraz zgarnął w 1975 roku pięć Oscarów w najbardziej prestiżowych kategoriach, co zdarzyło się jeszcze tylko dwa razy w długiej historii nagrody Akademii. 

Pierwowzorem dla filmu była znakomita, debiutancka powieść Kena Keseya o tym samym tytule, Forman jednak jak przystało na reżysera takiej miary nie kopiuje książki, lecz usuwa niektóre wątki, dodaje nowe, przez co powieść i film to nie bliźniaki przestawione z pomocą innej formy, lecz dwa różniące się od siebie dzieła, które smakują wyśmienicie nawet, gdy zapoznało się z którymś z nich wcześniej. Obraz kinowy jest znamienitym kąskiem nawet po uprzednim przeczytaniu książki, i na odwrót. Podobnie uczynił z resztą Coppola we wspomnianym „Czasie Apokalipsy”, które znacznie różni się od pierwowzoru - „Jądro ciemności” - spisanego przez Josepha Conrada. 

„Lot nad kukułczym gniazdem” opowiada o niejakim McMurphym (w tej roli nagrodzony Oscarem za znakomitą kreację Jack Nicholson), który chcąc uniknąć pobytu w więzieniu udaje wariata i wysłany zostaje na przymusowe leczenie w szpitalu psychiatrycznym. Z początku oszust dobrze się bawi, z czasem jednak dostrzega, że tak naprawdę nikt nie stara się wyleczyć przebywających tu pacjentów, lecz jeszcze bardziej pogłębia się ich niską samoocenę, miast uczyć „szaleńców” życia w społeczeństwie skutecznie się ich od niego izoluje. Dodać do tego trzeba jeszcze siostrę Ratched (Oscar dla Louise Fletcher), zwaną Wielką Oddziałową, która okazuje się być sadystką kreującą psychikę pacjentów i modelującą ich myśli na „własną modłę”. 

Zarówno Forman jak i Kesey pokazują jak ludzi obdziera się z prawa do prywatności i jak w dzisiejszym świecie tłamsi się ludzką indywidualność na rzecz schematycznego życia. Ze szczerej jednostki formuje się maszynę; z twarzy tworzy się maskę. Każda scena „Lotu nad kukułczym gniazdem” – z pozoru choćby najmniej istotna – z czasem nabiera głębszego znaczenia i jest niczym klocek w olbrzymiej zeń budowli dopełniający i nadający właściwy kształt całości. Gdyby jednak odjąć choćby jeden element z tego z taką precyzją stworzonego zamczyska, runęło by ono niczym domek z kart przy nagłym podmuchu wiatru. Choć minęło już ponad trzydzieści lat od daty premiery, film się nie zestarzał, a problemy w nim poruszane są nadal aktualne, a to bezsprzecznie świadczy o geniuszu Formana i jego kinowego obrazu. 

„Lot nad kukułczym gniazdem” to jeden z tych filmów, które szanujący się widz nastawiony na artystyczną stronę kina, a nie hollywodzki kicz przesycony tandetnymi efektami specjalnymi musi znać. Niewiarygodnym jest, że niegdyś taśma filmowa, a dziś okrągła, plastikowa blaszeczka jest w stanie pomieścić taki ogrom uczuć i artyzmu.

 

»Ocena: 10/10

 

»Autor: Bezimienny Grzegorz