|
| Recenzje |
|
|
Starsi czytelnicy pamiętają zapewne słynne zdjęcie Chrisa Niedenthala zrobione w 1981 roku (początek stanu wojennego). Przed nieistniejącym już kinem Moskwa w Warszawie, na którym wisi szyld reklamujący premierowy w Polsce pokaz filmu „Czas Apokalipsy” stoi czołg i kilku żołnierzy. Fotografia w błyskawicznym tempie obiegła cały świat. Czy ów obrazowy komentarz sytuacji politycznej w Polsce to tylko zwykły zbieg okoliczności i pojawienie się niewłaściwych pojazdów w niewłaściwym miejscu, czy też coś o wiele, wiele głębszego? Nie pokuszę się o dalsze dywagacje na ten temat, a dopisywanie ideologii pozostawię osobom o wiele kompetentniejszych, powrócę więc do myśli przewodniej tekstu – kultowego filmu Francisa Forda Coppoli, który otwiera niemniej słynny utwór „The End” zespołu The Doors idealnie oddający to co dziać będzie się przez ten trwający przeszło trzy godziny seans. Koniec człowieczeństwa, koniec moralności, zmierzch zdrowego rozsądku – „This is The End” jak śpiewa Morrison...
„Czas Apokalipsy” jest luźną adaptacją powieści Josepha Conrada „Jądro ciemności” przenoszącą akcję w realia wojny wietnamskiej. Film Coppoli można oczywiście odebrać jako obraz antywojenny i takim w rzeczywistości jest, lecz w tym przypadku wojna to raczej dodatek, pretekst do przedstawienia destrukcji ludzkiej psychiki błądzącej po cienkiej granicy dobra i zła. Kapitan Willard, człowiek wewnętrznie wypalony, można powiedzieć, że dziecko wojny, zostaje wysłany przez amerykańską armię do Wietnamu by zlikwidować jednego ze „swoich”, pułkownika Kurtza, oszalał on bowiem i stworzył w samym sercu puszczy prywatne państwo, w którym uważany jest za boga, ogłosił własne prawo, wygłasza własne ideologie, żąda od podwładnych absolutnego posłuchu i posłuszeństwa (nasuwa mi się dziwne skojarzenie z sytuacją zaistniałą w Polsce i – być może użyję mocnych słów - „prywatnym państwem” w Toruniu).
„Czas Apokalipsy” nie jest kolejny filmem o walce dobra ze złem, gdyż tu wszyscy od Willarda aż po Kurtza są źli, pozbawieni współczucia i strachu, nawet przed śmiercią. Bohaterowie to odmoralnieni szaleńcy nie potrafiący odnaleźć już różnicy między dobrem a złem, dzieci swych własnych chorych ideologii, uboczny skutek wojny.
Coppola ukazuje również konflikt w Wietnamie jako ogólną degradację ludzkiego umysłu, gdzie żołnierze to nie, jak kreują media, odważni, przystojni chłopcy walczący za słuszną sprawę, lecz alkoholicy, ćpuny i nadużywające przemocy bestie. Czy słynny cytat z filmu: „Uwielbiam zapach napalmu o poranku!” to tylko wytwór słabego poczucia humoru postaci go wypowiadającej, czy też najlepszy przykład zatracenia ludzkiego odruchu współczucia? Czy w tym przypadku wojna jest apokalipsą człowieczeństwa?
Coppola ze wszystkich postaci robi „tych złych”, po przez niemal barbarzyńskie sceny ukazuje okrucieństwo wojny, pokazuje jakie są konsekwencje zatarcia granicy między dobrem i złem. Co, gdy człowiek stanie się bogiem...?
„Czas Apokalipsy” szokuje, zachwyca, zmusza do refleksji i przytłacza ciężarem pokazywanych scen. Zaręczam, że po zakupie nie będzie tylko częścią domowej filmowej kolekcji, lecz często używaną i na nowo odkrywaną jej ozdobą, a można „Czas Apokalipsy” nabyć już nawet za 10zł (!!!).
»Ocena:
10/10
»Autor:
|
|