Boże, błogosław Japonię.
Mój optymizm graniczyłby z głupotą, gdybym powiedział, że wszyscy, co czytają ten tekst znają człowieka o imieniu Zeno. Nie do końca, lecz jestem przekonany, że znalazłby się choć jeden śmiałek, który wykazał by się finezją i podałby całą notatkę na temat tego niezwykłego człowieka. Pewnie by powiedział, że był to człowiek tak japoński jak haiku (mimo że był Polakiem) oraz że jego dobro dorównywało dobru, jakie nosił w sercu ojciec Maksymilian Kolbe, dzięki któremu Zeno trafił do tego jakże egzotycznego kraju. Pan Władysław, bo to było jego prawdziwe imię odnalazł coś takiego w Japonii, co pozwoliło mu trwać tam, mimo że po wybuchu wojny znikła gdzieś swoista uprzejmość dla misjonarzy chrześcijańskich. Nawet to było zbyt małym powodem, aby ten niezwykły człowiek "który nie miał czasu umrzeć " przestał nieść pomoc. Nawet w obliczu tak wielkiej tragedii jak zrzucenie bomby atomowej na Nagasaki on myślał tylko o tym, aby zrobić jak najwięcej dla bliźniego.
Pan Zeno jest jednym z nielicznych Polaków którym został postawiony pomnik jeszcze za życia w Kraju Kwitnącej Wiśni, ale za to zalicza się do naprawdę wielkiego grona miłośników tego kraju. Więc jeszcze raz spytam co spowodowało, że tak wielu ludzi rozsmakowało się w tej niezwykle bogatej kulturze? Odpowiedzi można szukać w wielu aspektach życia. Ja entuzjasta, filmów oraz literatury japońskiej postaram się Wam troszeczkę wyjaśnić ten fenomen jeśli mi na to pozwolicie. Więc jak? Pozwolicie? No to jedziemy.
Teraz przyjrzyjmy się ich mentalności, więc w wielu krajach a nie zdziwiłbym się gdyby na całym (zafajdanym) świecie funkcjonował stereotyp że Japończycy to mrówki robotnice. No nic bardziej błędnego. Rodzaj pracy oraz wkład siły jaka w nią powinna być włożona, zależy od rozumu oraz od technologii, jaką się przy niej wykorzystuje, a nikt raczej nie zaprzeczy, że Japonia w tych sprawach jest niedoścignioną. Jednak gospodarka Japonii nie ustrzegła się przed fatalnymi pomyłkami - na przykład lekceważenie środowiska naturalnego (ekstensywne rolnictwo, kradzież przestrzeni przeznaczonej na morze i adaptowanie jej na cele przemysłowe) oraz całe lata szczodrego wydawania pieniędzy na roboty publiczne. To wszystko można uznać za minus, lecz nie zapominajmy, że wszystkie dzieła tych niezwykłych ludzi są po prostu doskonałe i idąc w myśl powiedzenia "nie da się zrobić omletu bez rozbijania jaj", można te niedociągnięcia wybaczyć.
A teraz pewnie spytacie mnie dlaczego japończycy zasługują na miano perfekcjonistów? Już spieszę z wyjaśnieniami. Spójrzcie chociażby na architekturę. Ta delikatność a zarazem precyzja... Dajmy na to świątynia Horyuji jest to obiekt wybudowany w 608 r w mieście Nara. Jego niezwykłość polega na tym, że jest najwyższym drewnianym budynkiem na świecie. Ale nie samą architekturą człowiek żyje, choć ta japońska stanowi klasę samą w sobie. Zajmiemy się czymś delikatniejszym, dajmy na to układaniem kwiatów. Byłbym wężoustym gadem, gdybym powiedział, że w tym kraju nade wszystko miłowana jest przyroda, lecz tradycje na pewno. Spójrzmy chociaż na sztukę układania kwiatów ikebane czy tradycyjne potrawy znane na całym świecie. Jeden aspekt japońskiej sztuki jest szczególnie wart zainteresowania, a mianowicie miecze i noże. Mówi się, że japoński miecz to ostrze tysiąca słonic, jest to oczywiście metafora ilości hartowań lecz w samych czynnościach mechanicznych nie tkwi sekret tej broni. Liczy się uczucie, jakie wkładają ci mistrzowie w trakcie samej nauki robienia tych dzieł. Nauki która (uwaga) trwa 10 lat. I człowiek, który nie przejdzie tej nauki będzie mógł co najwyżej wykuć nóż rzeźnicki.
Jednym z lepszych wynalazków Japończyków jest manga i anime. Nie ma dnia, aby w tym kraju nie wyszedł nowy tom (w naszym kraju dystrybucją mangi zajmuje się JPF, Waneko oraz Klub Mangi, więc również mamy prawo czuć się rozpieszczanymi). Te komiksowe książki są produkowane z surowców wtórnych, czyli tytułów które juz się przejadły. Mimo to z używanych tomików powstają ogromne biblioteki. Są w nich proponowane mangi dosłownie dla każdego. Dosłownie! Mangi dla fanów horrorów, romansów, akcji a nawet coś z gastronomi się znajdzie. Oczywiście istnieje jeszcze hentai, czyli sól w oku każdego antyfana tego specyficznego gatunku książek. Nie wiem dlaczego, ale jest to rodzaj mangi który jest najchętniej również rozpowszechniany i to głównie w nielegalnych wersjach. Może nie należy winić za to odłam mangaków, którzy rysują hentai, tylko rozbuchane żądze ludzi którzy to postrzegają całą sztukę pod postacią mangi wyłącznie przez pryzmat swojego penisa?
Zostawmy ten wątek w spokoju i zajmijmy się czymś bardziej ważnym czyli protoplastami mangi. Gdybym chciał opowiedzieć tutaj całą historię mangi, to pewnie pisałbym do emerytury (nie wątpliwie nie był by to czas stracony ale art który pisze to coś w rodzaju pigułki). Jednym z najważniejszych autorów zajmujących się tą dziedziną sztuki był Osamu Tezuki. To właśnie on przekształcił świadomość Japończyków i pozwolił im zrozumieć, że te książki nie są wyłącznie rozrywką dla najmłodszych. W swojej twórczości zajmował się już wszystkimi gatunkami nangi. Od fantastyki, thrillerów medycznych, komiksów religijnych po adaptacje klasycznych dzieł literatury światowej. Jego dzieła zdaniem wielu ludzi były natchnieniem dla twórców mechaniki zaawansowanej. Dajmy na to taki Astro Boy, jestem pewien, że współcześni twórcy robotów w Japonii wzorowali się na tym dziele.
No to może co nieco o muzyce Wam opowiem (bo i jest o czym). Więc świat muzyki jest bardziej zakręcony niż świat mangi i anime, wiem że to trudne do uwierzenia, ale to wesoła prawda. Koncerty japońskich kapel rockowych niekiedy przypominają spektakl w teatrze. Młodzież to podchwytuje i również daje upust swej wyobraźni eksperymentując z różnego rodzaju makijażami oraz ciuchami, mimo że zmieniają swoją powierzchowność, to jednak nie zmieniają tego co mają wewnątrz. Nadal są (przynajmniej statystycznie) najspokojniejsza młodzieżą świata, gdyż akty wandalizmu w przeciwieństwie do innych krajów to rzadkość, jedyna forma niesubordynacji
wśród młodzieży to palenie, śmiecenie oraz nic nie robienie (taka młodzież w Japonii nazywa się ningen no kuzu ich przeciwieństwo to shakaijin). Wróćmy do samej muzyki i do upodabniania się jej do teatru. Najcharakterystyczniejszą kapelą, jaką znała ziemia japońska, była X-Japan. Ta grupa dostarczała nie tylko doznań akustycznych, ale i wizualnych, jej członkowie niejeden raz robili niesamowite i niezapomniane przedstawienia. Ta gra w teatr miała jednak tragiczny koniec. Na pewnym koncercie jeden z artystów miał zagrać scenę samobójstwa. Niestety, zachciało mu się przygotowywać do tej sceny samotnie we własnym pokoju no i niestety mu nie wyszło. Do
tej pory w światku j- rocka trwają spory czy to samobójstwo czy godny pożałowania wypadek. Dla mnie to bez znaczenia gdyż ten artysta dowiódł swojego talentu samą grą na gitarze( mam nadzieję, że od razu skojarzyliście, że chodzi mi o Hide).
No i najważniejsze! Święta, czyli mieszanka ekstremalnych emocji. W naszym kraju Polsce święta w lwiej części są smutne i przytłaczające, zawiewają zadumą i nostalgią, po uroczystościach ku uczczeniu wydarzeń akurat świętowanych często ma się ochotę poderżnąć żyły, wiem że to najeżdżanie brzmi jak kiepska antyreklama, ale co mam zrobić, gdy Rewolucja Krasnali rodem z Wrocławia przestała istnieć. Święta w Japonii mają właśnie coś w sobie z tej rewolucji. Jedno z nich to Kanamara, czyli Festiwal Stalowego Fallusa. Początki tego święta sięgają okresu Edo, kiedy to kobiety o rozwiązłym trybie życia modliły się o sukcesie w swoim zawodzie (najstarszym zresztą). A wszystko to rozpoczęło się od jeszcze starszej legendy opowiadającej o dziewczynie opętanej przez demona, który upodobał sobie pewien kawałek jej ciała. Te siły nieczyste które zawładnęły jej ciałem pozbawiały każdego z jej kolejnych nierozważnych kochanków przyrodzenia. Aż w końcu jeden z mężczyzn poszedł po rozum do głowy i zrobił sobie penisa z metalu. Niczego nie spodziewający się demon połkną haczyk i powybijał sobie wszystkie zęby. Przerażony tym co się stało opuścił dziewczynę i z kwikiem uciekł w odchłań. I właśnie na cześć tego wydarzenia co roku ulicami Kawasaki przechodzi barwny korowód w którym z pewnością wyróżnia się wielka, rozmiarów dorosłego człowieka makieta penisa. Wśród tego tłumu można spotkać lesbijki, gejów oraz małżeństwa modlące się o szczęśliwy poród. Czyli dosłownie każdego, bo jest to święto które przynosi nadzieję a sam fakt tak egzotycznej mieszanki różnych ludzi w jednym miejscu o czymś świadczy. Tolerancja japończyków jest przeogromna, religie zmieniają w zależności od święta które przechodzą.
Czas na małe wspomnienie. Kiedy dopiero zaczynałem się interesować mangą i anime, w telewizji mogłem oglądać tylko Czarodziejkę z Księżyca, a o tym, że to styl japoński dowiedziałem się z PC Schareware, a potem z doskonałego czasopisma Kawaii. Nie powiem, było to hobby bardzo niszowe i powiem więcej - elitarne, bo aby się czegoś dowiedzieć o autorach tego czy owego anime trzeba było się troszeczkę nagimnastykować. A teraz proszę - moja pasja ledwo co wynurzyła łeb z podziemia, a już po nim oberwała. Wszystko przez amerykańską mutację Godzilli oraz solidnie powalony zespół Tokio Hotel. I sądzę, że wszystko, czego popularność rośnie ponad normę, automatycznie staje się nienawidziane.
PS: Informacje do tego tekstu uzyskałem z Manga Zynu oraz Kawaii czyli dwóch już nie istniejących legend czasopism dla fanów kultury japońskiej.
Pisał: Sato