Świat
zapieprza. Chyba nie ma na to rady. Ludzie biegają, dwoją się, troją i
wszystko po to, aby zapewnić sobie lepsze warunki życia. Cel w tym jakiś
jest. Dla jednych słuszny, dla innych mniej, ale mało kto taki stan rzeczy
kompletnie neguje. Ale może by tak zwolnić? Przekraczanie prędkości często
kończy się tragicznie.
Supermarket. Piątek, godzina 17:00. Ścisk
jak jasna cholera. Wiadomo - ludzie własnie wyszli z pracy. Na półkach
ogromny wybór, jednak trzoda bezmyślnie pakuje do koszyków wszystko co
popadnie. Wszystko, co zna z telewizji. Tylko nieliczni zatrzymują się
przy półkach i dokonują selekcji. Dzieci biegają po całym sklepie,
szukając stoisk z zabawkami. - No dalej, mały, zostaw to i chodź, bo się
spieszymy! - takie słowa najczęściej można usłyszeć z ust rodziców tych
nieszczęsnych pociech. - Ale mamo, to jest fajnie, poczekaj - woła
dzieciak. A ty, mamo? Jak zwykle bierzesz go za rękę i pchasz ten głupi
koszyk ruchem jednostajnie przyspieszonym...
Poniedziałek, godzina
16:00. Normalnie kończysz pracę. Na papierze. W ten dzień jak zwykle szef
prosi cię o dodatkowe dwie godziny, ponieważ jest masa papierkowej roboty.
Nie potrafisz się postawić. Boisz się o pracę. No, bo kto zadbałby wtedy o
finanse rodziny? Propozycję szefa przyjmujesz ze zrozumieniem i dzwonisz
do żony, że dzisiaj znowu będziesz później. Zresztą ją to ani ziębi ani
grzeje, bo sama też musi zostać. Mały znowu zostanie w domu sam. Jak
codzień, do 19:30. A jak wrócicie do domu to będziecie tak zmęczeni, że
nawet nie sprawdzicie, czy lekcje odrobił. Wasz szef to palant. A wy
jesteście jeszcze głupsi, bo dajecie się mu tak
wykorzystwać.
Sobota, godzina 11:00. Lato, na dworze jest tak
gorąco, że termometr odmówił posłuszeństwa. - Tato, pojedziemy nad
jezioro? Jest taka ładna pogoda! - prosi dzieciak. - Daj spokój, synku.
Widzisz, że tatuś ma pracę... - odpowidasz surowym tonem, nie odrywając
długopisu od kartki i palca od klawiatury kalkulatora. Znowu to samo.
Miałeś się nie przepracowywać, a bierzesz robotę do domu. Chyba ci
odwaliło. Szczególnie, że nie robisz tego po raz pierwszy. Właściwie to
nie pamiętasz, kiedy tego nie robiłeś. A mały idzie do pokoju
beczeć.
Niedziela, godzina 18:00. Jesteś na spacerze z dziewczyną.
Widujecie się bardzo rzadko, ponieważ masz dużo pracy. W pewnym momencie
dzwoni komórka. To szef. Masz natychmiast być w firmie. Ty ulegasz jak
baranek. - Muszę jechać. Rozumiesz chyba? - mówisz do ukochanej. - Jedź -
odpowiada. - Ale już więcej nie dzwoń.
Piątek, godzina 19:00.
Wracasz samochodem z kolejnej podróży służbowej. Chce ci się spać.
Jedziesz autostradą, a to trasa bardzo monotonna. Kleją ci się oczy. W
końcu dajesz za wygraną i zasypiasz. Los nie był dla ciebie łaskawy. Z
prędkością 100 km/h uderzasz w bariery rozdzielające pasy ruchu. Kończysz
na intensywnej, a tydzień później w piachu.
To było kilka prostych
sytuacji z życia fikcyjnych osób, pokazujących jak destrukcyjnie może
działać zbyt szybkie tempo życia. Ten tekst oczywiście nic nie zmieni. Ma
on za zadanie pokazać, że w życiu człowieka są rzeczy ważniejsze niż czas
i praca. Póki wszyscy tego nie zrozumieją to nic jednak nie da się na to
poradzić. Zawsze będzie jedna strona, która będzie chciała zrobić coś
kosztem drugiej, która nie odważy się sprzeciwić.
Zastanawiam się
jak będzie wyglądało moje życie rodzinne za 10 - 15 lat. Chciałbym, żeby
nie dosięgnął mnie problem wciąż uciekającego czasu. Chciałbym, ale jakoś
nie chce mi się w to uwierzyć. Po prostu stałbym się wyrzutkiem społecznym
i niebyłbym w stanie z takim podejściem zaspokoić choćby minimum swoich
potrzeb, nie mówiąc o potrzebach rodziny. Pozostaje mi więc chyba tylko
zacisnąć zęby i wpasować się w pokolenie "żyj, pracuj, konsumuj i
zdychaj".