Wanna-Be-Loved
Po przyniesieniu z pokoju świątecznych, czekoladowych jajeczek z ryżową niespodzianką i zjedzeniu jednego... a później drugiego... zabieram się za pisanie mojego pierwszego tekstu do AM.
Mam nadzieję, że go skończę... trzecie... a nie porzucę, jak większość rzeczy, za które się zabieram. Naprawdę, co ja bym dał, żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce. Tutaj mam pytanie do stałych „redaktorów” AM – Piszecie o swoich przemyśleniach, doświadczeniach, historiach, uczuciach... Nie macie ochoty przerwać w połowie, gdyż to i tak nie ma większego sensu – tak jak ja teraz? Czwarte... Czym się kierujecie? Chociaż... ja to wiem. Chęcią podzielenia się tym z innymi. Potrzebą wypowiedzenia się. Po prostu – lubicie pisać teksty. Gdy piszecie, sprawia wam to przyjemność. Z autentycznym zaangażowaniem tworzycie linijkę tekstu za linijką, mając w głowie ogólny zarys tego, czym powinien się on stać, gdy skończycie. Macie puentę, zakończenie, morał który inni również poznają i, być może, zastanowią się nad nim.
Jak ja wam zazdroszczę...
Piąte. Nie jestem głupi. Poprawiam dwa błędy ortograficzne i wydłubuję sobie spomiędzy zębów ryż. Piszę dalej... Lubię czytać. Nie lubię dyskotek i alkoholu. Dlatego uważam się za lepszego od przynajmniej połowy ludzi w moim wieku. Jednak poddaję się na wstępie. Czasami obracam to w żart, nie przejmuję się tym, po prostu olewam moją całkowitą niezdolność do zebrania się do kupy. Stworzenia czegoś od początku do końca. W tym momencie wspominam o maturach, które zaczynają się za niecałe 2 tygodnie, a ja ze stoickim spokojem stwierdzam, że jestem do nich nie przygotowany, że mógłbym napisać je dużo lepiej, niż napiszę. I wiem, że to jest tylko i wyłącznie moja wina. Jednak nie powoduje to u mnie żadnej reakcji. Nie wyciągam żadnych wniosków. Szóste, koniec jajeczek. Szkoda.
Czy przyczyną tego wszystkiego jest... samotność?
Krzątam się bez celu od rana po domu, wykonując wciąż te same czynności. Parę sztucznych uśmiechów poszło w kierunku kumpli, gdy wpadli na kawę... Nie. One nie były sztuczne. Były prawdziwe, lecz tylko zwyczajne. Takie, jak zawsze. Nic specjalnego, bez uczucia czy zaangażowania. Czuję, że moje życie jest puste. Że potrzebuję celu, do którego mógłbym dążyć. Że potrzebuję kogoś, kto mi pomoże ten cel znaleźć i osiągnąć. Potrzebuję kogoś, kogo mógłbym pokochać. Na ten temat napisano pewnie milion artów, i nic nowego moim jakże odkrywczym stwierdzeniem – że człowiek potrzebuje miłości – nie wniosę. Ale każdy musi choć raz napisać je samemu, aby dobrze to zrozumieć... Ja staram się zrozumieć i zmusić ten niepotrzebny światu zlepek kości, mięśni i, mam nadzieję, ducha do wiary w powtarzane ciągle, ale pomimo tego prawdziwe „szukajcie, a znajdziecie”. To jednak jest trudne, przyzwyczajenia się nie poddają. Uzależnienie od samotności nie daje się łatwo zwalczyć. Nieśmiałość nie odchodzi z dniem, w którym zdam sobie sprawę z tego, że niszczy mi młodość. Że wszyscy ci „gorsi” ode mnie tak naprawdę nie potrzebują pisać takich tekstów, użalać się nad sobą publicznie, robić z siebie ofiary losu, nie pierwszy i nie ostatni raz... ponieważ cieszą się życiem. Często nieprzemyślanym, może i głupim, ale czują że ŻYJĄ – nie mieliby problemów z takim stwierdzeniem. Ja miałbym. Myślę, że krew płynie we mnie jakieś 2 razy wolniej niż powinna.
Czasami chciałbym mieć odwagę najpierw zrobić, później myśleć.
Wiem, że ten tekst nie jest o niczym konkretnym. Na pewno nie jest optymistyczny. Jest... mną. A jednak udało mi się go dociągnąć do jako-takiego końca. Cóż... może ze mną będzie podobnie? Jeśli ktoś dotarł do tego miejsca – dziękuję. Jeśli sądzisz, że pisząc do mnie parę słów możesz zagospodarować czas lepiej, niż gdybyś poszedł/poszła wreszcie wyrzucić śmieci, proszę bardzo.
Renor.
Słuchałem Yoko Kanno.