A Z Y L
azyl (łc. asylum z gr. ásylos ‘nienaruszony’) 1. staroż. miejsce kultu, które zapewniało wszystkim bezpieczeństwo osobiste. 2. polit. udzielenie przez państwo opieki i pomocy obywatelowi innego państwa ściganemu za jego działalność polityczną. 3. przen. ciche i spokojne miejsce odpoczynku, ustronie.
Każdy z nas buduje w swoim umyśle coś na kształt azylu. Spokojne miejsce, do którego wstęp mają tylko wybrańcy. Jedynie właściciel może zadecydować, kogo doń wpuścić. Jeśli nie spodoba mu się kandydat, nie musi nawet mówić ‘przepraszam’, rzec może ‘spierdalaj’ i nikt go za to do więzienia nie wsadzi. Takie schronienie ma swoje dobre strony. Gdy jest nam źle, można się tam schować, wykreować własny świat bajkowości. Stanowi to przecież wspaniałą odskocznię od rzeczywistości. Tam czas staje w miejscu, tam wszystko jest tylko nasze.
Pozytywną cechą jest sam fakt izolacji od codzienności. Szarość dnia, przepełniająca umysły, staje się tam zupełnie nieistotna. Liczysz się tylko ty i twój własny świat. Jednakowoż, jak wszystko , posiada to swoje wady. Wielokrotnie spotkać się można z materiałem budowlanym, jakim jest ból i cierpienie. Mieszanka taka, podczas nakładania na szpachelki często lubi spadać i daremny trud nasz, bowiem trzeba tynk nakładać od nowa. A serce się wówczas kroi. Jakaż cudowna metafora – na co dzień uśmiech na twarzy, zaś pod maską skrywany pot pomieszany ze łzami. Azyl czeka tylko na jedno małe potknięcie, aby powoli wypełniać się krwią, aby umocnić swój mały Babilon i każde drobne przewinienie wykorzystać przeciwko tobie, zadając ci ból z prędkością światła, nie używając przy tym żadnych narzędzi. Wzloty i upadki są jak najbardziej normalne, ale każdy znosi je na swój sposób. Raz lepiej raz gorzej radząc sobie ze swoimi problemami.
Wraz z nadejściem nowej pory roku, wszystko budzi się do życia. Azyl rozkwita w umysłach, czas niesie nieuniknione zmiany. Kwiaty ocierają się wtedy delikatnie o betonowe ściany ogrodu. I jaki jest w tym sens? Tak czy inaczej, niezależnie od tego czy mam wiosnę, lato czy też zimę, wracam do tych samych książek, przeglądam te same strony, piję tę samą herbatę. Azyl jest ciągle nienaruszony. Wprowadzam jedynie jakieś drobne kosmetyczne poprawki, które załagodzą ból codzienności.
I każdego dnia wstaję z nadzieją, że nie skończę tak jak autorka dramatu 4:48 Psychosis i że krwawa rzeź z moich snów wykreowanych przez Azyl umrze śmiercią naturalną.
Aczkolwiek istnieje jakaś alternatywa. Azyl przecież nie zawsze musi być budowany na fundamentach bólu i cierpienia. Nie musi się walić, gdy tego zapragniemy. Może być taki, jaki tylko zechcemy sobie wykreować. Wejście doń może być usłane różami, albo kamieniami – wedle intencji. Kondycja psychiczna chyba ma dosyć duże znaczenie, odbijając się na fantastycznie bajkowym świecie. Psychoza twórcza każdego czasem ogarnia. Zatem, dlaczego by nie stworzyć ścian z tajemniczych wizji umysłu?
W myślach tworzę również swój własny dekalog Sztuki, którym posługuję się już od dawna. Kanony i wszelkie prawa w nim zawarte stanowią dla mnie ukojenie, jakby magiczny świat, do którego szyfr znam tylko ja. Azyl pozbawiony bólu i wypełniony twórczością.
Czuję, że umrę w tej twórczej psychozie. Co narodzi się we mnie, to we mnie pozostanie. Zatem mogę spać spokojnie - żaden obcy człowiek nie wyrwie mi serca. Mogę to zrobić tylko ja, dzięki Bogu.
A to, jak wypełnisz najdalsze zakamarki swego umysłu zależy tylko od ciebie. Nikt nie może zdecydować wbrew twojej woli.
Ten cały tekst ubrany jest w metaforę. Wystarczy tylko zabrać zeń wierzchnią warstwę i stanie przed tobą otworem całkowita esencja utworu. Wystarczy tylko wysilić się trochę.
________________________________________
MarigoldMary