Śmierć
Siemka:)
jak na taki tytuł przywitanie wygląda wręcz komicznie - z jednej strony śmierć,
czyli coś najgorszego, co może spotkać człowieka, z drugiej sielankowe siema
i to jeszcze z buźką! Coś tu jest chyba nie tak, albo autor ma nierówno pod
sufitem (to drugie jest
bardziej prawdopodobne). Jak można się cieszyć ze śmierci!? Tu
znów potwierdzę przypuszczenia co
poniektórych, że autor ma nierówno pod sufitem. Twierdzę, że ze śmierci można
się cieszyć! Śmiem również twierdzić, że śmierć jest sama w sobie
pozytywna. Co nie oznacza wcale, że autorowi życie nie miłe!
Wiem, że wiele osób, które doczytały do tego miejsca, już uważa
mnie za niezrównoważonego psychicznie, ale proszę o zapoznanie się z dalszą
częścią, ponieważ być może te osoby zmienią zdanie. Chodzi o to, że w
naszej kulturze, kulturze cywilizowanego świata śmierć jest zjawiskiem
negatywnym. Wywodzi się to przede wszystkim z religii i z coraz mniejszej
"duchowości”, czyli skupianiu się na rzeczach materialnych, zdobywaniu
pieniędzy lub innych bogactw. Natomiast niewiele osób wie, że w kulturach
starożytnych południowych śmierć wcale nie była zła. Do dziś w Ameryce Południowej
czyjaś śmierć jest okazją do świętowania. Ludzie cieszą się, bawią, tańczą,
piją i jedzą. Coś w rodzaju naszej stypy. Tylko, że u nas wygląda to
okropnie - niby wszyscy jedzą i piją, ale jest smutno, niektórzy płaczą.
Jednym słowem jest to takie wymuszane
świętowanie.
Dla nas jest to naturalne, ale zastanówmy się jak to jest, że ludzie w
krajach Ameryki Południowej autentycznie się bawią, cieszą itd.
? Jest to zasługa ich wierzeń, które nakazują im bawić, bo zmarły
też jest szczęśliwy, ale już w innym świecie. W Polsce, czyli kraju chrześcijańskim
religia też mówi, iż zmarły po śmierci idzie do lepszego, piękniejszego świata.
Jednak u nas nie do pomyślenia jest, aby na pogrzebie ktoś się cieszył! Z
miejsca wysłany by został do psychiatryka. I ja niedawno przeżywałem śmierć
bliskiej osoby, wszyscy
wokół mnie rozpaczali, lecz nie ja, Dla mnie zaistniała
sytuacja była wprost przepiękna. Piękne dla mnie było przejście do innego
wspaniałego świata. Po prostu wpatrywałem się w trumnę i jak wryty ruszyć
się nie mogłem. Nie z rozpaczy, ale z duchowego piękna sytuacji, w jakiej się
znalazłem. Wokół ceremonia, pełno ludzi, którzy chcieli pożegnać bliską
im (w różnoraki sposób) osobę, wszyscy skupieni, przekonanie, że zmarły
patrzy z "góry". Wspomnę jeszcze, że choć osoba ta była dla mnie
bliska, nie czułem smutku, żalu, nie uroniłem ani jednej łzy - czułem się
jak na koncercie, gdzie grają najpiękniejszą muzykę na świecie. Każdy z
czytających z pewnością uważa pogrzeb za coś wyjątkowego, więc zachęcam
abyście na najbliższym pogrzebie spróbowali myśleć tak jak ja. A zapewniam
nie poczujecie smutku a radość, poczujecie piękno tego wydarzenia! Jeśli
jednak ktoś z powodu śmierci bliskiej osoby naprawdę rozpacza, niech pamięta
słowa, „Co Cię nie zabije to Cię wzmocni". Idąc w tych durnych rozważaniach
dalej pragnę zauważyć, że każdy się boi śmierci. Moim zdaniem ludzie nie
boją się śmierci, ale boją się nieznanego. Nie wiedzą, co ich czeka,
ponieważ jeszcze nikt nie powrócił z wiecznego snu( no może oprócz Jezusa).
Sama świadomość, że śmierć jest czymś nieodwracalnym dodaje jej
tajemniczości i uroku. Ja osobiście nie chciałbym już umrzeć, ale jestem
niezmiernie ciekawy, co jest po drugiej stronie. Jestem przekonany, że każdy
człowiek jest tego ciekaw, lecz niestety nie ma sposobu, aby dowiedzieć się
tego przed śmiercią:( Jest jednak pewna technika zwana OOBE, której celem
jest kontrolowane oddzielenie duszy od ciała. Pokrótce polega na wejściu w
stan głębokiej medytacji, wizualizacji wyjścia itd. Wszystkich
zainteresowanych odsyłam do kursów OOBE, których pełno w necie a zwłaszcza
na stronach o tematyce paranormalnej. Chciałbym zaznaczyć, że OOBE jest całkowicie
bezpieczne! Nie ma możliwości, aby ktoś nie powrócił do ciała. Sam próbowałem
z różnym skutkiem, ale mogę zaświadczyć, że jest to przeżycie niesamowite
i każdy lęk, niepokój powoduje natychmiastowy powrót. Wracając do tematu
arta, nie ma dowodów, że po śmierci czujemy to samo, co podczas wywoływania
OOBE. To samo tyczy się śmierci klinicznej, znanej chyba każdemu(oczywiście
ze słyszenia), również nie ma dowodów na to, że po śmierci jest tak samo
jak w stanie śmierci klinicznej. Czytałem
dość
dużo opisów ludzi, którzy "zaliczyli" śmierć kliniczną. Opisują
oni jak unosili się nad lekarzami, którzy ich reanimowali, lecz nie obchodziło
ich to, czuli się wspaniale. Inni opisują, że znaleźli się na pięknej łące
i słyszeli wspaniałą, nieziemską wprost muzykę - jeden z takich przypadków
miałem zaszczyt usłyszeć bezpośrednio od osoby, która to przeżyła! Wiele
osób twierdzi jakoby takie przeżycia były wytworem ludzkiego mózgu. Niestety
nauka nie uznaje czegoś takiego jak duch, więc ciężko wymagać od poważnych
naukowców, aby zajęli się tym tematem. Nie znaczy to oczywiście, że
zjawiskami paranormalnymi zajmują się ludzie niekompetentni! Są to wysokiej
klasy naukowcy, fizycy, biolodzy itd. Lecz nie
wystarczyło to jeszcze do odkrycia tajemnicy śmierci, miejmy nadzieję, że
nauka pomoże rozwiązać tę zagadkę i w niedalekiej przyszłości będziemy
wiedzieć na ten temat o wiele więcej.
KamikazeMario
Bluzgi
i inne pierdoły słać na kamikazemario@op.pl
PS.
Jak zwykle piszę, czego słuchałem, a tym razem słuchałem Tiamatu
PS2.
Nie mam stałego dostępu do neta, więc proszę się nie denerwować jakbym długo
nie odpisywał;)