Riposta, Herezja w czystej postaci.

24.04.2006

Chcę się odnieść do tekstu Michała Chmielewskiego, który dość dawno temu (w nr 7.05 AM) napisał tekst „Herezja w czystej postaci”. No! Fakt, trochę czasu minęło i szczerze mówiąc nie wiem czy ktoś już to zrobił, czy nie? Nie obchodzi mnie to i chcę sklecić własną ripostę. Nie wiem co mnie ukłuło, że nagle zacząłem wracać do starych już numerków AM i po raz kolejny czytać te same wypociny (jakby nie było ciekawe). Pewnie nie jeden zbluzga mnie za to ale co tam, kiedyś i tak trzeba postąpić.

Nie wiem dlaczego akurat ten tekst i nie wiem czemu będę bronił chrześcijan – pewnie dlatego że i siebie uważam za jednego z nich choć mój stosunek do tego jest dość… powiedziałbym zdystansowany. W domu uchodzę raczej za osobę, która nie bardzo interesuje się wiarą i ma dużo jej do zarzucenia. Robie to pewnie dlatego, że nie zupełnie zgadzam się z jego słowami i zarzutami. Nie wiem ile dostałeś listów itp. potwierdzających twoja tezę bądź zawierających niecenzuralne słowa pod twym adresem. Nie będę cię wyzywał ale postaram się w miarę logicznie zaprzeczyć części twoich zarzutów. Piszę części ponieważ co do niektórych musze przyznać ci rację.

Cholercia… chyba trochę przydługie to słowo wstępu. Tak więc bez zbędnych ceregieli ruszam w bój. NA HONOR!

Straszne jest to, że tak nisko cenisz swoją wiarę („Sprzedałbym swoją wiarę za stację dyskietek (stara odmówiła mi posłuszeństwa kilka lat temu), tudzież jogurt Danona.”) w końcu jakby nie było jest ona wyznacznikiem, drogowskazem w twoim życiu. W to co wierzysz decyduje o twoim życiu, o twoim postępowaniu i twojej przyszłości. Zaprawdę powiadam Ci, nie wiem co jest wart człowiek bez swojej wiary. Wiary w cokolwiek.

Chciałbym zauważyć, że religia towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Od początku swego istnienia człowiek wierzy… w coś, co mu odpowiada. Nastały takie czasy, że człowiek po tych wszystkich duszkach, widmach, upiorach, skrzatach czy jak tego nie nazwiesz zaczął wierzyć w Boga. Może dlatego wierzymy w coś potężniejszego od siebie, że sami nie jesteśmy doskonali. Potrzebujemy oparcia w kimś, czymś od nas potężniejszym.

To, że Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo nie oznacza, że po nim przejęliśmy wszystkie nieprawidłowości. Tu chodzi raczej o wygląd zewnętrzny (rysy twarzy, postawa wyprostowana, cztery kończyny – nogi by móc się poruszać, ręce by móc cokolwiek zrobić itp) niż to, co się dzieje z naszym ciałem w czasie eksploatacji. Mówienie, że bóg jest jednocześnie transwestytą, ma próchnicę i kolosalne hemoroidy nie odnajduje odwzorowania w rzeczywistym obrazie jaki tworzy nam kościół, ucząc nas wiary.
Nikt też nie mówi, że Bóg zrobił PUF i świat powstał. Gdzie to usłyszałeś? Z tego co ja wiem to nie wszystko w piśmie świętym należy pojmować dosłownie – tak jak to, że na początku był Adam i Ewa, którzy zaludnili całą ziemię. Wtedy kazirodztwo nie powinno mieć miejsca skoro Bóg tak rozpoczął. Jak zapewne wiesz w biblii pisze, że Bóg stworzył świat w siedem… sorka, sześć dni. Te sześć dni zamień na miliardy lat ewolucji w czasie, których wykształcił się człowiek rozumny i cała obecna fauna i flora. Możliwe, że nie to miałeś na myśli. Może chodziło Ci o sam początek, który naukowcy tłumaczą jako wielki wybuch. Ale co go zapoczątkowało?

„Pod tym względem nie różnimy się od półmózgów, którzy kiedyś wierzyli w sztormy wywołane przez Posejdona i błyskawice, którymi srał Zeus.” Chciałbym zauważyć, że jakby nie patrzeć to nasza wiara (chrześcijaństwo) jest bardzo podobna to wielu innych religii. Ty porównałeś do mitologii. Coś w tym jest. Mamy centralnego Boga, tak jak grecy mieli (Zeus) i w cholerę świętych, których można by porównać do pomniejszych bóstw całego Olimpu. Chrześcijanie nie modlą się tylko i wyłącznie do Boga ale także do wielu, wielu świętych tak jak w antyku modlili się do całej „kupy” pomniejszych bóstw. Tak samo czcimy ich stawiając im figurki, pomniki, świątynie, organizując przeróżne święta.

„Jak dla mnie teoria ewolucji od szympansa do człowieka jest na tyle w porządku, że jest ona jako tako udowodniona, czego życzyć można teorii Adasia i Ewy.” A jak wyjaśnisz brakujące ogniwo w ewolucji Darvina? Adama i Ewę stworzył ktoś potężniejszy od nas, ktoś o takiej potędze jakiej człowiek nie jest w stanie sobie wyobrazić. Na tym polega wiara.

„Że co? Że w Biblii jest tak napisane? To spójrzcie, koledzy i koleżanki, na Koran i inne tego typu święte zapiski. Skąd macie pewność, że to właśnie Wasz Bóg istnieje, a innych jest tylko wymysłem?” Tu zgadzam się z Tobą, też wiele razy zadawałem sobie to pytanie. Jedyną odpowiedzią jest to, co napisałem wcześniej. Na tym polega wiara.

„Uzdrowienia? Efekt Placebo, i już.” Czyli, że… wiara czyni cuda. W ten sposób zaprzeczyłeś sobie w kwestii, że wiara jest zbędna.

Shit, już 00:45, a jutro do roboty. Tu chyba przerwę pisanie, na dziś. Tak się zastanawiam czy ten tekst przejdzie selekcję. Ostatnio jak wysłałem to nie zamieścili, co prawda były tam gnioty, które napisałem bez przekonania… zobaczymy.

Jest zajefajny kwietniowy (24.04.2006) wieczór, godz 21:45, szukając tekstu Chmielewskiego natrafiłem na riposty, a raczej polemiki nad jego „nie błyskotliwymi” wywodami. W mordę, teraz to dopiero mam dylemata… wysłać czy nie? Małe mam szanse, że zamieszczą ripostę do tekstu sprzed roku. A może uda się, może przekona ich ilość? Oby.

Tak więc wracam do pisania.

„Moja niechęć do jakiejkolwiek religii bierze się również z tego, że będąc wierzącym, muszę sobie wmawiać, że jestem nikim, jestem złym grzesznikiem, powinienem przepraszać Pana za grzechy, bo on umarł za moje (hmm... może pamięć mnie zawodzi, ale jestem pewien, że ponad 2000 lat temu nie popełniłem wykroczenia, nawet tak małego, jak krzyknięcie "dupa!"), modlić się, błagać o przebaczenie i płaszczyć się w nieskończoność.” Tego to już kompletnie nie kumam. Gdzie jest napisane, że wierzący jest nikim? Gdzie jest napisane, że mamy się kajać, płaszczyć i błagać w nieskończoność? Nie wiem skąd to wytrzasnąłeś. Napisze tylko tyle. Jeśli uważasz, że rozmowa (tudzież modlitwa) z Bogiem – rano i wieczorem – to wyżej wymienione przymioty to jesteś w KOLOSALNYM błędzie. To ty decydujesz co powiesz Bogu. To ty sam wiesz czy masz mu za co dziękować czy wręcz odwrotnie… prosić o łaski, błogosławieństwo bądź przebaczenie bo zgrzeszyłeś przeciw niemu. Nikt ci nie każe tego robić, to jest właśnie akt naszej (danej przez Boga) wolnej woli. Bóg umarł za nasze grzechy… dziękujemy mu za to chodząc do kościoła i upamiętniając w czasie nabożeństw jego życie i śmierć.

Jak wy możecie mówić o Pańskim Miłosierdziu? Skłamię, jeżeli powiem, że ludzie na Ziemi umierają niemal bez przerwy? Głód, pragnienie, strzelaniny, choroby, wojny - ach, jakże Boskie Wynalazki Szerzące Pokój i Harmonię Ciszy i Pokoju. Ponadto nie mogę powstrzymać się od komentarza na temat minionych Świąt Bożego Narodzenia - bóg chrześcijan szczególnie hucznie świętował urodziny swojego syna w Azji, nieprawdaż? Rzeczywiście są to straszne doświadczenia. Mogą one powodować, że co poniektórzy tracą przy tym wiarę w Boga. Pomyślmy o tym jak o swego rodzaju „sprawdzianie”, czy nasza wiara jest wystarczająco mocna, trwała itd. Chociaż to mógł być po prostu kaprys „matki” natury i tyle.

Wiele z tego co napisałeś mija się z prawdą i świadczy o tym, że w rzeczywistości twoje pojęcie o wierze/religii jest znikome, a pytania zadajesz na poziomie przedszkolaka. Jest to przykre zjawisko, na którego temat nie chcę się więcej wypowiadać. To co miałem do powiedzenia już powiedziałem.

Na koniec chcę wam wszystkim zadać jedno pytanie. Czy człowiek niewierzący (ateista), czyniący dobro – pomoc ludziom w potrzebie, żyjący uczciwie (bogacz), nie mający żadnych wykroczeń – posiadający rodzinę, z którą żyje przykładnie (nie zdradza), kocha dzieci, żonę itd., itp. będzie po śmierci zasiadał po prawicy najwyższego czy smażył się w piekle?

Tym oto pytaniem zakończę moje dwudniowe – nocnowieczorne – wypociny, licząc że zasilą kolejny numer AM. Pozdrawiam


Corvus
MariuszSiedlec@interia.pl