W PRZYRODZIE GINĄ TYLKO MARYNARZE
edprwedaszxwed7ghnta2edcuijmąk,.lk,.lk,.l
Były to ostatnie słowa napisane na mojej starej klawiaturze.Miały znaczyć "Kurde, jakieś fatum nade mną wisi". Rano
podczas śniadania między klawisze dostało mi się nieco wody, nieco dużo wody, i trafił ją szlag. Po wciśnięciu jednego
przycisku na monitorze pojawiały się trzy znaki albo więcej, a próba napisania jakiegokolwiek wyrazu miała wynik w postaci
długoliterowych węży typu powyższego, które jeden z moich rozmówców określił jako język litewski, a drugi powiedział że
muszę wkładać dużo inwencji w pozorowanie przypadkowości tych znaków. Na mojej klawiaturze dało się napisać tylko słowo
"kurwa". Być, może stara wierna klawa na której powstało wszystko czego bym do tej pory nie spisał, która skutkiem
rozmaitych substancji nieustannie na niej lądujących zabrudziła się jak licho i na której napisałem markerem "Najbrzydsza
klawa świata", miała zdolność zapamiętywania niektórych często padających przy niej słów? Farewell, tak czy siak.
Nie dalej jak półtora tygodnia temu byłem z górach. W Beskidzie Niskim, ściślej mówiąc. Napisał do mnie kumpel,
z którym się świetnie chodzi wq góry, SMS-a w słowach "Chodź wypier**lamy w góry natychmiast". (Godzinę później na wylo-
tówce zdradził mi, że ucieka, bo ma urodziny i nie chce w związku z tym publiki. Urodził się szczęściarz dokładnie cztery
lata przed wybuchem Czarnobyla, może ta data działa również wstecz jeśli chodzi o generowanie dziwaków?) Potem wróciłem
z zamiarem pisania magisterki, który to przerodził się w ze zdwojoną energią rozpieprzanie sobie dobrego humoru, jaki
złapałem po górach. A teraz jest zero zero szesnaście, a ja uznaję że z humorem zrobiłem źle i jadę znowu w góry. O czwartej
wychodzę z domu, a o piątej będę już na stopie. Zajdę do Siekierezady, zjem bigos i popiję kawą, znajdę jakąś górkę, podejdę
sobie pod nią, zmęczę się, spocę i wrócę do Rzeszowa. Wszystko w jeden dzień. Góry są właśnie po to. żeby iść pod górę.
I nic więcej. Wspinasz się, patrzysz w ściezkę przed tobą, która się pnie i dalej się wspinasz. Równy oddech, mało
rozmawiasz, odpoczywasz nie tak często jak byś chciał i pijesz nie tak dużo jak by ci się chciało. Tylko idziesz pod górę.
I tyle. Z góry nie lubię schodzić.
A nazywaj mnie gamoniem jak chcesz, każ mi siedzieć na tyłku i pisać tę pracę magisterską, na którą mam dziesięć dni.
Już postanowione, jestem tego pewien jak niczego. Będę się czuł jak wypluty, bo robię coś przecież niewygodnego i niekom-
fortowego, gadał kierowcom pierdoły, o które każdy zawsze pyta gdy się dowie, co studiuję, a ja z grzeczności mówię po raz
setny tę samą formułkę. Albo i słuchał opowiadań ludzi co bardziej nieszablonowych, których to na przykład przemycano
nielegalnie do Stanów na statku z kontenerami. Będę sobie wyrzucał że straciłem kolejny dzień i miał poczucie winy. Będzie
mi się wydawać że dzień w górach to za mało na cokolwiek. Będę się czuł źle z powodu, że czuję się źle z innych powodów.
Ale jak już dojadę do tej Siekierki, jak już tam siądę i pójdę, to będę miał niesamowity spokój po prostu. Będę całkiem inny.
A jak nie - bo i w górach też już mnie łapało - to przynajmniej mam teraz nadzieję że tak będzie. Prostą i piękną nadzieję.
Jestem człowiekiem nadziei. A w innych przypadkach jej nie wierzę. Gdybym został, nie wyrzucałbym sobie że i tak stracę
kolejny dzień na niepisanie pracy, niewychodzenie z domu i robienie niczego, tylko bym go stracił i miał to w dupie od
początku do końca.
Wychodzisz na stopa albo na pociąg i jesteś poza czasem. Czas cię nie dotyczy. Godziny tam sobie mijają ale nie ma to
znaczenia. Ważne jest że jesteś ty i jest jazda. Podróży znikąd donikąd, ewentualnie znikąd w góry. Rzeczywistość sucks
po tysiąckroć, mam swoją. Nie będę się męczył w świecie w którym każdy coś od ciebie chce i w którym trzeba, wypada, czy
chocby warto się zachowywać tak a nie nie tak. Ona jest dobra jedynie po to żeby się upić i powiedzieć że teraz to jest do
przyjęcia. Bo i tak w stanie upojenia masz wszystko gdzieś. (Wódka jest super. Ostatnio jak pociągnąłem sobie łyka Dębowej
Mocnej, to poczułem taki power...) Jadę w góry, rozumiesz!? Jadę w góry. To, że JA JADĘ w GÓRY to wszystko co mam.
(...no, umiem jeszcze pić wodkę i palić fajkę...)
Jak chcesz kiedyś ze mną pojechać, to tylko mi powiedz. Zobaczymy kawałek świata, w którym możesz być głodny i się
o to wielce nie martwić, mogą cię nogi boleć jak licho, a ty się z tego cieszysz, możesz trochę marznąć i mieć to gdzieś, a
problemy masz typu "gdzie nabierzemy wody do picia", albo czy w wiosce do której idziemy, mozna zjeść duży obiad. A na
wspomnienie ludzi, którzy chcą sobie zaplanować życie jak z jakiegoś podręcznika, śmiech pusty bierze... i trochę też chęć
zajebania ich... HEJAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!
Donald
9.05.2006 (piękny dzień zwycięstwa)