|
Z DYSTANSU
Dookoła bramki
Bo fantazja jest od tego...
Poznań, Warszawa, Gdańsk i Wrocław zostały wybrane przez specjalny zespół do spraw organizacji Mistrzostw Europy 2012 w Polsce i na Ukrainie jako Miasta Gospodarze turnieju. Szanowna Komisja odrzuciła kandydatury Krakowa i Chorzowa! To skandal! Dlaczego? Bo o wyborze decydowały nie względy merytoryczne, a polityczny lobbing!
I tak oto gdańskie starania wsparł swoim autorytetem Prezydent Lech Wałęsa. Prasa doniosła jednak, że to nie jego osoba miała największy wpływ na pozytywne rozpatrzenie tegoż wniosku. Zdecydowały wpływy Ryszarda Krauzego, właściciela Prokomu, który ma z obecną władzą znakomite układy. Patrząc na inne miasta, które zostaną zgłoszone UEFA również nie trudno znaleźć powiązania z wpływowymi politykami układu rządzącego. Poznańską kandydaturę wsparł dość mocno wywodzący się z Wielkopolski szef rządu - Kazimierz Marcinkiewicz. Niezbyt interesujący Wrocław zyskał awans po tym jak kilka dni przed ostatecznym rozstrzygnięciem zaprosił do siebie Ministra Sportu Tomasza Lipca. Tamtejszy wojewoda oraz marszałek województwa (obaj reprezentują PiS) wpierw zaprosili szefa resortu na kolację, by w następny poranek ogłosić na konferencji prasowej, że Wrocław jest już w czwórce! A wszystko na dwa dni przed ostateczną decyzją Komisji. Uzupełniająca stawkę Warszawa obroniła się sama. Wiele można było tej kandydaturze zarzucić ale nikt nie ma wątpliwości, że stolica swoje miejsce w czwórce mieć musiała. Znajomości i zaangażowania politycznego zabrakło kandydaturom ze Śląska i Małopolski. I o ile ta pierwsza rzeczywiście od lat nie ma dobrej opinii w świadku polityczno-biznesowym, to już Kraków takową ma! Zabrakło jednak zainteresowania w tej sprawie ze strony wpływowych polityków Prawa i Sprawiedliwości - ministrów Ziobro i Wassermana. Ponadto szanse Krakowa mocno osłabiła osoba prezydenta miasta. Związany z lewicą Jacek Majchrowski z pewnością mógłby wykorzystać fakt przyznania Grodowi Kraka organizacji turnieju w jesiennych wyborach samorządowych. A to nie byłoby na rękę partii rządzącej, która na prezydenckim fotelu widziałaby Zbigniewa Ziobrę. Kończąc wątek polityczny całej sprawy chciałbym tylko napisać, że nie mam nic przeciwko lobbingowi znanych ludzi na rzecz poszczególnych miast. Ich zaangażowanie dobrze o nich świadczy. Nie powinno to jednak mieć aż tak dużego znaczenia przy ostatecznym wyborze miast! Poza tym nie powinno stać się to okazją do rozgrywek politycznych - tak jak to miało miejsce w przypadku Krakowa.
Rzecznik prasowy sztabu Euro 2012, Kamil Wnuk, tłumaczył na łamach prasy motywy jakimi kierowała się Komisja. Najważniejszym elementem tejże obrony (z góry przegranej sprawy) stał się ten oto postulat: "Braliśmy pod uwagę deklaracje i gwarancje, patrzyliśmy, jak to wszystko będzie wyglądać w 2012 roku, a nie jak jest teraz". Tylko na jakiej podstawie wywróżono, że Kraków i Chorzów będą w 2012 roku mniej atrakcyjnymi lokalizacjami turnieju od pozostałej czwórki? O wyborze zdecydowała fantazja ludzi mających podjąć ostateczne rozstrzygnięcie. Decydowały wirtualne projekty i pobożne życzenia projektodawców. Nie liczyło się to co jest, lecz to co może być w bliżej nieokreślonej, wyimaginowanej rzeczywistości roku 2012. Dlatego dziwi mnie, że nie było jeszcze bardziej egzotycznych ofert. Bo co komu zależało przedstawić piękną i finezyjną wizję miasta (czy też wsi) w roku 2012? Fantazję Polacy mają, więc bez problemów mogli zgłosić ciekawe propozycje. Jak się okazało lepiej oceniono projekty nieistniejącego jeszcze Baltic Arena od projektów przebudowy stadionów w Chorzowie i Krakowie. Z jednej strony mówiono dużo o przyszłości i stanie na rok Mistrzostw Europy, z drugiej wykazywano niezadowolenie z obecnej (a nie przyszłej!) dalekiej odległości trybun od murawy na Stadionie Śląskim. Trafnie skomentował to Tomasz Sianecki w jednym z głównych wydań "Faktów" : "Ja nie mam nic, Ty nie masz nic - razem zrobimy Mistrzostwa". Smutne, ale niestety tak jawi nam się sytuacja jaką zgotowała nam Wielce Szanowna Komisja.
Zastanawia mnie czy takie rozstrzygnięcie grzebie nasze szanse w wyścigu o prawo do organizacji turnieju. I dochodzę do wniosku, że może nie odbiera nam nadziei - bo ta zawsze umiera ostania, jednak znacznie ogranicza szanse. Bo nagle okazuje się, że mamy zamiar zgłosić do UEFA miasta kompletnie nieprzygotowane do przeprowadzenia tak wielkiej imprezy jaką są piłkarskie Mistrzostwa Europy. Powoływanie się na przykład Portugalii wydaje mi się całkowicie chybione. Bo pomimo, że w chwili wyboru tego kraju na organizatora Euro 2004 nie byli gotowi, nie mieli stadionów czy infrastruktury. Spełniali jednak inne ważne czynniki przemawiające za tą kandydaturą. M.in. stabilizacja polityczna, rozwój gospodarczy, wiara w sukces, konsolidacja całego środowiska sportowego wokół tej inicjatywy. A u nas? Jedynie wiara w sukces, a raczej w szczęście! O reszcie lepiej nie pisać...
|
|
Przejdźmy jednak do analizy merytorycznej strony całego przedsięwzięcia. Decydujące znaczenie miał stan (!!) stadionów i infrastruktury, baza noclegowa oraz transport. W tych kategoriach przyznawano punkty od 12 do 2 według zasady 1. miejsce - 12 pkt, 2. - 10 pkt, 3. - 8 pkt, 4 - 6 pkt, 5 - 4 pkt, 6 - 2 pkt. Pod uwagę brano również plan promocji imprezy, doświadczenie w organizacji imprez masowych, oraz atrakcyjność kulturową i ... zaangażowanie władz miasta! Podpunkt co najmniej dyskusyjny, bo przecież każda kandydatura, która została zgłoszona musiała wcześniej uzyskać zgodę magistratu. No chyba, że chodzi o inne zaangażowanie. W tych kategoriach przyznawano od 6 do 1 punktu wg kolejności analogicznej do tej powyższej. Dodatkowy punkt można było zdobyć za przekazanie w terminie pełnej dokumentacji (uzyskały go Poznań, Wrocław i Kraków). Największe wątpliwości budzi najważniejsza rubryka - stadion i inne kluczowe obiekty w mieście. Najwyżej oceniono Poznań i Gdańsk, a stawkę zamknęły Kraków i Chorzów. W komunikacie czytamy o ocenie stanu stadionu, a tymczasem oceniano wirtualne projekty. 10 punktów dla Gdańska za piękny projekt to gruba przesada. Tym bardziej, że miasto nie jest nawet właścicielem gruntów, na których ma powstać słynna już Baltic Arena. A jak wygląda i ile trwa wykupywanie w Polsce terenów pod nowe inwestycje każdy wie. Uznano, że sam projekt jest dużo lepszy od Stadionu Śląskiego. Szkopuł w tym, że to w Chorzowie od zawsze gra reprezentacja, że to jest symbol i ikona polskiego sportu. To tutaj Polska walczyła z największymi, to tutaj kibice przeżywali największe momenty polskiej piłki. To największy obiekt w naszym kraju i powinien zostać doceniony. Poza tym trudno nie zgodzić się z opinią Antoniego Piechniczka, który w Radiu RMF FM powiedział, że "...odrzucenie kandydatury Stadionu Śląskiego to tak jakby Anglicy nie wybrali Wemblay, czy Brazylijczycy Maracany!". Wydaje się, że ważne powinno być doświadczenie, tymczasem punktowano je tak by nie dać zbytniej przewagi Ślązakom. Najwięcej jednak kontrowersji wzbudziła na pozór błaha kwestia - oferta turystyczna. Gdańsk - 5, Kraków - 4 ! Czy to nie paranoja? Gdańską plażę uznano za bardziej atrakcyjne miejsce pod względem turystycznym niż dawna stolicę Polski. Tym samym Szanowna Komisja pokazała jakie ma intencje. Krakowianom nie pomógł fakt, że ich miasto jest na czwartej pozycji na liście najczęściej odwiedzanych miast Europy Centralnej, północno-wschodniej i Rosji. Próżno na tej liście szukać Gdańska. Widocznie inne walory zadecydowały o takiej, a nie innej punktacji. Ale przecież nie trzeba przytaczać żadnych liczb, cyfr czy statystyk bo i bez tego można rozstrzygnąć kto w tej kategorii powinien zwyciężyć. Oczywiście było by to symboliczne zwycięstwo. Ale jednak niesmak pozostaje.
Zanim jednak uderzy się w rywala, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie czy na pewno zrobiło się wszystko, by w tym konkursie zwyciężyć. A wydaje mi się, że przedstawiciele Chorzowa tak powiedzieć o sobie nie mogą. Sprawa nie jest jednak tak jednostronna jakby mogło się wydawać. Jednak ludzie odpowiedzialni za przedstawienie projektu nie stanęli na wysokości zadania i z pewnością powinny za to odpowiedzieć. Nie zaangażowano się i nie przygotowano do złożenia konkretnej i konkurencyjnej oferty. Od początku zakładano, że na Śląsku mistrzostwa zagościć muszą i basta! Nie brano nawet pod uwagę innej możliwości. Stąd też i przygotowana dokumentacja nie była wyczerpująca i nie zadowoliła Komisji. W całym projekcie zabrakło ręki profesjonalisty. Teraz płacze się nad rozlanym mlekiem i lamentuje jak bardzo Warszawa pomija i upokarza Śląsk. A można było tego uniknąć. Dopiero po "wyroku" i oburzeniu mieszkańców władze przystąpiły do działania. Naprędce zorganizowano w Urzędzie Marszałkowskim spotkanie, na którym podjęto decyzje mające na celu uatrakcyjnienie oferty. Postanowiono m.in. zaangażować profesjonalną firmę, która zadba o reklamę i promocję miasta. Dlaczego dopiero teraz?
Na Śląsku już dziś trwają przygotowania do spotkania Polski z Kolumbią, które odbędzie się 30 maja w Chorzowie. Według większości pełny stadion, głośny doping i wspaniała atmosfera to najlepszy sposób na pokazanie Komisji jak bardzo się wygłupiła swoim werdyktem. Ten mecz ma pokazać, że stolicą polskiej piłki niezmiennie od dziesięcioleci pozostaje Śląsk! I na pewno nie zmieni się to do roku 2012!
Autor: Marek Iwaniszyn
Skomentuj na forum
>>
| |