|
Skoki narciarskie
Kuttin vs. Leppistoe
Nie da się ukryć, iż od pewnego czasu skoki narciarskie w Polsce nie cieszą się już taką popularnością jak jeszcze trzy lata temu. Cała ta sytuacja spowodowana jest oczywiście słabszą formą Adama Małysza, który pchał (i pcha nadal) koniunkturę związaną z tą dyscypliną w naszym kraju. Zawodnikowi z Wisły pod względem sportowym zawdzięczamy wiele - i nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie sukcesów sportowych, ale również fakt, iż od kilku lat polskie skocznie i "skoczenki" przeżywają prawdziwą falę napływową w postaci młodych chłopców, chcących skakać tak daleko jak Adam.
Złośliwi powiedzą, że jak na razie wymiernych efektów nie widać, ale jestem przekonany, że z biegiem czasu nawet zwykły, szary kibic zauważy, że kiedyś na zawody jeździł Małysz, a u jego boku Mateja, Skupień oraz jako "odsiecz młodych": Pochwała i Tonio Tajner, a w chwili obecnej sytuacja przedstawia się w ten sposób, że nieznany szerzej przed sezonem Stefan Hula zdobywa punkty PŚ. I dodać należy, że nie on jedyny - minionej zimy zaskoczyli nas również Żyła oraz Śliż. Do czego zmierzam? Istotą tego artykułu jak łatwo domyślić się po tytule jest pewna ocena dotychczasowego szkoleniowca kadry A, Heinza Kuttina - oraz konfrontacja jego osoby z nowym szkoleniowcem, Hannu Lepistoe. Rozpoczynając ten temat trzeba cofnąć się do czasów, kiedy to Małysza i spółkę trenował Apoloniusz Tajner, obecny prezes Polskiego Związku Narciarskiego. Pana prezesa bardzo lubię, i to za uśmiech, i za dowcip, a także za fachowy komentarz, jednak zapomnieć mu nie umiem, że za czasów swojej "trenerki" zajął się chyba tylko promocją Adama. Owszem, my kibice mieliśmy z tego powodu jak najbardziej wymierne efekty w postaci rekordów, zwycięstw i medali. Mieliśmy jednak chyba również pewien niedosyt, kiedy to pozostali nasi zawodnicy lądowali za bulą, w najlepszym razie kilkanaście metrów przed punktem K.
Zgadza się - nie mieliśmy wtedy tylu utalentowanych młodych skoczków. Na Puchar Świata jeździli w sumie ciągle Ci sami zawodnicy, jednak jestem święcie przekonany, że "Polo" mógł zrobić więcej. I oczywiście nie chodzi mi o Małysza, bo w jego kwestii zrobił najwięcej ile się dało (przy pomocy dr Blecharza i Żołądzia). W sezonie 2003/2004 kadrę juniorów objął Heinz Kuttin, niegdyś skoczek, który jako trener nie miał chyba wielkiej okazji by się sprawdzić. I dokonał wydawałoby się rzeczy niemożliwej.. Wygrzebał nam młodych skoczków, którzy z czasem zaczęli skakać coraz lepiej. Przypomnę, iż to on po części odpowiada za to, że Mateusz Rutkowski był przez pewien czas naszą nadzieją na przyszłość. Również on pociągnął talent Kamila Stocha. Już jako trener kadry A zrobił wg mnie najlepszą rzecz w swojej trenerskiej karierze - pozwolił młodym zawodnikom na skakanie w Pucharze Świata. Wprowadził ich (z różnym skutkiem) na szerokie wody, mimo że Ci żadnych wielkich sukcesów nie odnieśli. Nie wiem czemu odnoszę wrażenie, że gdyby trenerem był nadal Tajner, to w kadrze znalazłoby się miejsce chyba tylko dla Kamila Stocha (z puli młodych zawodników).
|
|
W wielu dyskusjach broniłem Austriaka, gdyż uważam, że podczas pobytu w Polsce nie udała mu się w sumie tylko jedna rzecz (niestety ta najważniejsza). Nie umiał poradzić sobie z fenomenem Małysza, nie umiał też znaleźć sposobu na to, aby Adam znów skakał daleko. Odciął się od pomocy z zewnątrz, chciał sam - a czasami taki sposób prowadzenia drużyny nie jest zbyt dobry. Myślę, że w pewnym stopniu zjadła go również nagonka dziennikarzy! Owszem popełnił błędy, jednak opinia publiczna w naszym kraju w niektórych sprawach jest krwiożercza jak rekin. Z jednej strony to dobrze, niestety jest i druga strona medalu na której ów nacisk, i niekiedy szukanie dziury w całym nie prowadzi do polepszenia, a wręcz przeciwnie - pogorszenia wyników sportowych (presja po trzykroć!). Jak już wspomniałem wyżej, broniłem Kuttina jednak nie przyjmuje ze smutkiem zmiany na stanowisku trenera. Czemu? Odpowiedź jest prosta - następca Austriaka, którym jest nie byle kto, a znany w światku skoków narciarskich Hannu Lepistoe - może dokonać tego, co nie udało się ani Tajnerowi, ani Kuttinowi. Słowem - zrobić z tych chłopaków paczkę, która jest w stanie walczyć w każdych zawodach o przyzwoite miejsca (z podkreśleniem, że Adam walczy o zwycięstwo). Chciałbym częściej oglądać takie konkursy drużynowe jak ten podczas Igrzysk w Turynie, gdzie żaden z Polaków nie zepsuł swojej próby! O dziwo największe pretensje miałem wtedy chyba do Małysza, że nie jest w swojej najwyższej formie.
Lepistoe jest już wiekowym trenerem, który swoją pracę rozpoczynał w 1979 roku. Prowadził wielu znanych skoczków, w tym Finów: Nykanena i Ahonena. Przed dwoma laty sztab PZN-u szukał nadziei w szkoleniowcu młodym, o świeżym spojrzeniu i nieszablonowych metodach treningowych. Tym razem działacze poszli w innym kierunku i zobaczymy, który z nich jest bardziej opłacalny, przede wszystkim dla kibiców. Ja wierzę w tych chłopaków, wierzę też w nowego trenera, który wraz z Roberto Ceconem umiał odbudować zrujnowane skoki we Włoszech. W minionym sezonie byliśmy świadkami, gdy zupełnie nieznany Steffano Colloredo święcił swoje pierwsze "małe triumfy" w dorosłym skakaniu. Czy to dzięki Lepistoe, czy też ukrytemu talentowi? Pytanie na które odpowiedzi nie znamy, ale wiadomo przecież, że nawet największy talent się nie rozwinie, jeżeli nie będzie nad nim czuwało oko dobrego trenera. Wiemy doskonale, że Polska jest terenem bardzo trudnym dla każdego szkoleniowca skoków narciarskich. Chyba tylko w Niemczech i Finlandii jest, aż tak wielka presja ze strony dziennikarzy na wyniki osiągane przez skoczków. A nie od dziś wiadomo, że pracuje się lepiej, kiedy presja jest mała lub jej brak. A to czy Lepistoe poradzi sobie z presją mediów dowiemy się już wkrótce.
Mężczyźni:
W chwili gdy piszę te słowa znany jest już skład kadry A, którą u boku Lepistoe poprowadzą również Łukasz Kruczek i Zbigniew Klimowski. Na liście obok Małysza pojawili się również: Robert Mateja, Kamil Stoch, Stefan Hula, Rafał Śliż, Marcin Bachleda oraz Piotr Żyła.
Autor: Paweł Talbierz
Skomentuj
na forum >>
| |