|
Sporty motorowe
Asy speedway'a: Leigh Adams
Imię i nazwisko: Leigh Adams
Data urodzenia: 28.IV.1971 r.
Miejsce urodzenia: Mildura (Australia)
Obywatelstwo: australijskie
Największe sukcesy: 8-krotny mistrz Australii (1992, 1993, 1994, 1997, 2000, 2002, 2003, 2004); 4-krotny zdobywca Złotego Kasku (1999, 2000, 2001, 2004); 3-krotny Drużynowy mistrz świata (1999, 2001, 2002); Indywidualny Mistrz Świata Juniorów (1992); Brązowy medalista Indywidualnych Mistrzostw Świata (2005)
Kluby w sezonie 2006: Unia Leszno (Polska), Swindon Robins (Wielka Brytania), Masarna Avesta (Szwecja)
Adams okiem fachowców...
ZABÓJCA: Leigh Adams. W Polsce zawodnik - legenda, od początku startów w kraju nad Wisłą (sezon 1995) wierny jednemu klubowi, Unii Leszno. Dla mnie to zjawisko niesamowite, ponieważ w dzisiejszych czasach żużlowcy zmieniają kluby jak rękawiczki, tym bardziej czynią tak obcokrajowcy. Leigh był z Unią na dobre i na złe. I za to go szanuję.
LILL: Rzeczywiście, to wielka sztuka przez tyle lat startować w barwach jednego klubu. Pod tym względem Leigh jest, można by rzecz, wzorem do naśladowania. Szkoda trochę, że właściwie chyba tylko pod tym. W końcu jakimś wielkim ligowym asem nie jest, a i w Grand Prix jego największa zdobycz to brązowy medal - wywalczony w ubiegłym roku. Uważam, że Leigh jest po troszę pechowym żużlowcem, o czym najlepiej świadczy chociażby to, że przez trzy lata z rzędu był czwarty w Grand Prix.
ZABÓJCA: Czy ligowym asem nie jest to mógłbym się kłócić. Od wielu sezonów to wła?nie on stanowi o sile Unii i często dzięki jego punktom klub ten od tylu już sezonów nie opuścił Ekstraligi. ?rednia biegowa Adamsa w Polsce jest bardzo dobra (2,3 pkt/mecz), natomiast w Anglii i Szwecji ?rednie te sš już świetne (ponad 2,5 pkt/mecz). Co do tego, że ma on pecha w GP to zgadzam się w 100 %. No, ale w sezonie 2005 wreszcie sięgną po medal (brązowy). W tym roku także powienien być groźny.
LILL: Owszem, może być groźny, ale pod warunkiem, że będzie naprawdę ostro walczył. A z tym, niestety, u Adamsa bywa różnie. Moim skromnym, kobiecym zdaniem , jak na żużlowca jest trochę zbyt łagodny. W końcu to brutalny sport, tu trzeba walczyć nawet o centymetry. Leigh oczywiście rywali nie przepuszcza, ale sam czasem zachowuje się jakby bał się zaatakować. I właśnie tego mogłabym się w nim "czepiać".
ZABÓJCA: Tak, może rzeczywiście Leigh nie lubi ostrej jazdy, ale taki ma po prostu styl. Można powiedzieć, że jest przeciwieństwem Pedersena. No, ale jak już pisałem - w żużlu musi być miejsce dla obu typów charakterów. Adams brak "charakterku" nadrabia niesamowitą stabilnością. Zawsze można na nim polegać, praktycznie nigdy nie zawala startów. Jednak chyba przez tą ostrożność nie udało mu się jescze triumfować w SGP. Bo umiejętności mu nie brakuje...
LILL: Ani umiejętności, ani chęci triumfu. Właściwie gdyby nie ten "mankament" w charakterze, mógłby klasš dorównywać chociażby Crumpowi. Nieprzypadkowo wspomniałam tu o rudowłosym "Kangurze" - pamiętajmy, że w końcu podczas ubiegłorocznego DPŚ to Leigh przejął pałeczkę po Jasonie i podjął się walki z Duńczykami o awans do finału. Walkę tę wprawdzie przegrał, ale to głównie z winy swoich partnerów. W roli kapitana Australijczyków sprawdził się naprawdę znakomicie.
|
|
ZABÓJCA: I to właśnie chyba w drużynie Leigh spisuje się najlepiej, ponieważ DPŚ udało mu się wywalczyć już trzykrotnie. W tym sezonie powinien wraz ze swoją drużyną, Masarną, brylować w lidze szwedzkiej. Ekipa z nim, Rickardssonem oraz młodym Lindbaeckiem na czele wydaje się mieć piorunującą siłę. W Anglii natomiast team Adamsa, Swindon, zawodzi na całej linii. No, ale z samymi przeciętnakami sam Leigh gór nie przeniesie...
LILL: Masarna wydaje się być jednym z pretendentów do tytułu mistrza kraju. A Leigh na pewno da z siebie wszystko, by jego drużyna ten tytuł zdobyła. Z kolei Swindon... no, cóż, szczerze mówiąc dużo o nich słychać, ale niekoniecznie rzeczy pozytywnych. Tak jak mówisz, zawodzą. Brakuje im gwiazd albo chociaż utalentowanych młodzieżowców. Tutaj raczej Leigh nie ma co szukać swojej szansy. Podobnie, przynajmniej moim zdaniem, jest z Unią Leszno. Zwłaszcza po przegranej z Bydgoszczą, i to aż trzydziestoma punktami, chyba nie myślą o mistrzostwie. Oczywiście, jeszcze mogą zaskoczyć, ale chyba nie stać ich na złoto, przynajmniej nie w tym roku. A co sądzisz o szansach Australijczyków na tegorocznym DPŚ? Czy Adams wraz z Crumpem są w stanie poprowadzić drużynę do zwycięstwa?
ZABÓJCA: W DPŚ Australijczycy mogą zamieszać, ale o zwycięstwo będzie im ciężko. Sam Adams z Crumpem nie wystarczą. No, chyba, że przeciwnicy będą mieli słabszy dzień. Jak już kiedyś pisałem - nikogo jednak nie wolno przekreślać. W końcu Australijczycy mistrzami ostatni raz byli nie tak dawno, a ich skład jest praktycznie niezmienny. Co do Unii Leszno, to zgodzę się, że tej ekipy także na złoto nie stać. Tarnów, Bydgoszcz i Częstochowa wydają się być poza zasięgiem. Unia jednak jak co roku będzie solidnym średniakiem i w lidze utrzyma się bez najmniejszych problemów. Porażka w Bydgoszczy była moim zdaniem tylko wypadkiem przy pracy. Wypadkiem, który jednak potwierdził, że Adams zawsze jeździ swoje. Przy beznadziejnej postawie kolegów potrafił uzbierać dziewięć oczek, które uratowały honor jego drużyny. A jak oceniasz szanse Leigh w SGP? Ma szansę powtórzyć ubiegłoroczny sukces? Czy może to będzie jednak "rok przerwy"?
LILL: Ma duże szanse na podium, jak zresztą wielu. Równie dobrze może jednak być w okolicach szóstego, siódmego miejsca. Z cyklu raczej nie wypadnie, musiałby mieć naprawdę znaczny spadek formy, a coś takiego nie powinno się zdarzyć zawodnikowi jego klasy. Mam nadzieję, że nie powróci na przeklęte czwarte miejsce - w końcu dość już razy w swojej karierze omijał podium zaledwie o kawałeczek. Czy mógłby wygrać? Powiem wprost - musiałby się zdarzyć cud. Tym bardziej, że Leigh osiągnął już wiek, w którym wielu ma za sobą kilka znaczących sukcesów. Oczywiście, może sprawić niespodziankę i wskoczyć na najwyższy stopień podium, ale będzie o to niezwykle trudno. No chyba, że zmobilizuje go świadomość upływających lat i faktu, że przecież po 2008 roku chce zakończyć karierę - a warto, by w życiorysie znalazł się sukces większy niż brązowy medal IM?...
ZABÓJCA: Heh, czytasz w moich myślach. Ale szansa na IM? może w sumie nadarzyć się mu jeszcze w przyszłym roku, kiedy w cyklu zabraknie wielkiego asa, Rickardssona, który po tym sezonie kończy przygodę ze speedwayem. W tym roku Leigh powinien konsekwentnie dążyć do zdobycia drugiego brązu. Srebro też raczej odpada - Crump w tym sezonie jest niesamowity. Może być jednak i tak, że Adams już nigdy nie stanie na najwyższym stopniu podium IM?. Podobnie jak Tomek Gollob, który przecież jest wiekowo i "rangowo" podobnym zawodnikiem. Czasami w sporcie są po prostu tacy pechowcy. Niby wielcy, ale zawsze z boku, na drugim planie.
LILL: Tak, Adams zbyt często robi za "szarą myszkę". Ale niektórzy tacy już po prostu są - przecież nie zmieni swojego charakteru i usposobienia tylko po to, by przez chwilę być na szczycie. Jemu to się po prostu nie opłaca...
ZABÓJCA: A ja go właśnie chyba za to bardzo lubię i szanuję. Było już kilku takich chwilowych geniuszy, którzy jeden sezon zachwycali, a potem chowali się w kąt (np. Loram - po zdobyciu IMŚ praktycznie zapadł się pod ziemię). Leigh nigdy nie był na szczycie, ale za to ciągle się o nim mówi i bez przerwy postać ta w speedwayowym biznesie funkcjonuje...
LILL: Tak, zawsze jest gdzieś w środku, nie wybija się specjalnie, ale też nie ma wielkich wpadek. I to w Adamsie jest chyba najlepsze...
ZABÓJCA: ... i chyba przez to nalezy mu życzyć wreszcie jakiegoś wielkiego sukcesu, takiego ukoronowania długiej i wspaniałej kariery. Żeby po latach mówiono o nim jako o wielkim zużlowcu, a nie tylko jako piątym kole u wozu w gąszczu statystyk.
Autorzy: Lill
zabójca
Skomentuj
na forum >>
| |