|
Hokej
Mistrzostwa Świata gr.B w Talinie
Po raz kolejny Polacy stanęli przed szansą awansu do elity światowego hokeja. Corocznie byliśmy w czołówce jednak pierwszej lokaty premiującej awansem nie udało nam się uzyskać. Niestety historia po raz kolejny się powtórzyła. Nie udało nam się w kluczowym spotkaniu pokonać Austriaków, - którzy po turnieju cieszyli się z wygrania mistrzostw. Ostatecznie zajęliśmy dopiero trzecią lokatę, co było nie małym rozczarowaniem.
Forma Polaków przed turniejem mogła nie napawać zbytnio optymizmem. Trzy porażki i remis - w dwu meczach z Węgrami i Francją nie były satysfakcjonującymi wynikami.
W pierwszym spotkaniu Polacy musieli się napracować, aby pokonać gospodarzy. Estończycy polegli 3:1 po bramkach Czerkawskiego, Kolusza oraz Garbocza. Gra naszych zawodników była w tym meczu bardzo nierówna. Potrafili zamknąć rywala w ich tercji by potem oddać inicjatywę i tylko się bronić. Szczególnie w drugiej tercji. W następnym meczu Polacy grali z Litwą, która tylko zremisowała w pierwszym spotkaniu ze słabą Holandią. Mecz rozpoczął się zgodnie z oczekiwaniami. Bramka na początku spotkania Jarka Różańskiego miała uspokoić grę. Jednak coś przestało funkcjonować jak należy i do głosu zaczęli dochodzić przeciwnicy. Głupio łapane kary oraz fatalna postawa strzelecka doprowadziła do tego, iż Polacy zeszli z lodu pokonani 1:2!! Co więcej Litwini wcale nie zagrali wielkiego meczu. Oni w swoim stałym, słabym poziomie, ale potrafili poukładać grę, uważać w obronie oraz wykorzystać nadarzające się okazje. To niestety wystarczyło by pokonać Polaków. Nie przekreślało to naszych szans na awans.[ swoją drogą pamiętam mecz Unia Oświęcim - Energia (ówczesny mistrz Litwy w którym występowało wielu reprezentantów tego kraju. Mecz zakończył się zwycięstwem Unii 12 :1.]
Także nie wiem czy rywale zrobili takie postępy czy my spadliśmy tak nisko.
Kolejny mecz rozgrywaliśmy z Holandią. Tutaj już nie mogło być mowy o jakimkolwiek zlekceważeniu rywala. Na pewno nasi hokeiści chcieli udowodnić, że porażka z Litwinami była tylko wypadkiem przy pracy. Pomarańczowi jednak nie sprawili nam zbytnio wielkich problemów. Mecz wygrany 5:1 stosunkowo małym nakładem sił. Na listę strzelców wpisali się Mariusz Czerkawski x 2, Grzegorz Piekarski, Piotr Sarnik oraz Michał Garbocz. To zwycięstwo na pewno podbudowało polski zespół. Należy wspomnieć również, że Leszek Laszkiewicz nie wykorzystał w tym meczu rzutu karnego. Humory zdecydowanie psuli nam Austriacy, którzy pewnie kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa.
Następny pojedynek to mecz z najsłabszą drużyną - Chorwacją. I znów kibice na początku spotkania mieli serce w gardle oglądając poczynania Polaków. Raziła nieskuteczność. Dopiero w ostatnich sekundach I tercji na prowadzenie wyprowadził naszych hokeistów Adam Borzęcki. Dalszy obraz gry jednak uległ zmianie i posypały się wreszcie bramki dla Biało - Czerwonych. Końcowy wynik widniał 7:1. Bramki: Piotr Sarnik x 2, Adam Borzęcki, Marcin Kolusz, Leszek Laszkiewicz, Michał Garbocz, Mikołaj Łopuski. Zwycięstwo planowane, ale styl gry pozostawiał jednak wiele do zyczenia. Dla nas ważniejsza była jednak inna informacja: do awansu brakowało nam tylko zwycięstwa w ostatnim meczu z Austriakami!
|
|
Jednak nie dane było nam zagrać w elicie. Po rocznej przerwie powrócą do niej rywale z Alp.
Mecz zakończył się wynikiem 5:3. Szkoda bardzo tego meczu, gdyż Polacy zagrali dobrze i ambitnie. Zabrakło jednak szczęścia. Należy przyznać, że Austriacy byli odrobinę lepiej przygotowani i wykazali więcej " mądrości" na lodzie. Zawiódł Radziszewski. Bramkarz mistrzów Polski niestety nie dostosował się do gry innych naszych rodaków. Po trzeciej bramce dla Austrii trener Rudolf Rohaczek postanowił dokonać zmienię w bramce. Wszedł Wawrzkiewicz, który pokazał dobrą formę. Szkoda, że nie grał od początku. Koniec meczu to istny horror. Przy stanie 4:2 na ławkę kar powędrował Austriacki hokeista. Dodatkowo Polacy wycofali bramkarza. Mocny strzał Piekarskiego i jest 4:3. Nadal trener Rohaczek postanowił grać 6 zawodnikami z pola. Ten manewr po raz drugi się nie sprawdził i Thomas Koch ustalił wynik na 5:3 trafiając do pustej bramki przypieczętowując awans reprezentacji Austrii do światowej elity i niepowodzenie polskich hokeistów.
Co do naszych zawodników to liczyliśmy głównie na obcokrajowców Czerkawski - Borzęcki - Garbocz. Zagrali dobrze, ale bez rewelacji. Na pewno od Czerkawskiego oczekiwaliśmy więcej niż tylko dobrego występu. Również jasną gwiazdą naszego zespołu był młody napastnik Podhala - Marcin Kolusz. Dobry występ zanotował Grzegorz Piekarski. Trochę niedosyt pozostawili nam bramkarze.
Niewątpliwie mecz Austrii z Polską był najlepszym i stojącym na najwyższym poziomie spotkaniem tych mistrzostw. Z przyjemnością oglądałem ten go w TV. Tempo akcji, duża ilość strzałów, walka na całym lodowisku - wszystko to mogło się podobać. Szkoda tylko, że Polacy w tej konfrontacji byli minimalnie gorsi. W sumie zagrali tak, na ile obecnie ich stać i trzeba sobie jasno powiedzieć, że na grę w elicie jesteśmy za słabi. Choć kolejny raz niewiele brakowało. Żeby liczyć na jakieś sukcesy na arenie międzynarodowej trzeba zacząć budować Polski hokej od podstaw. Ale do tego potrzeba nowych kreatywnych ludzi a do tego zjednoczenia się w walce o dobro tego sportu - z tym niestety jest najgorzej. Póki, co pozostaje nam czekać na kolejną szansę. Wszakże nadzieja umiera ostatnia. Tylko to nam pozostało.
Należy wspomnieć również wspomnieć o przykrym dla nas incydencie. Na ceremonię wręczenia medalów bramkarz naszej reprezentacji przyszedł kompletnie pijany. Mało tego - zaczął obściskiwać zawodników Austrii (nawet składał pokłon bramkarzowi ). Na dodatek próbował ukraść paterę na której przyniesiono medale.
Autor: krzysiek-krze
Skomentuj
na forum >>
| |