|
Piłka nożna
Rosja: Grają, grają o medale
Premier Liga w Rosji jeszcze nie zdążyła się rozkręcić, a już kibice mają nie lada gratkę do oglądanie. Minęły dopiero dwie marcowe kolejki, a już dochodzi do meczów między drużynami aspirującymi do pierwszego miejsca w tabeli końcowej. W kwietniu doszło do prawie wszystkich możliwych konfrontacji czołowych drużyn z Moskwy oraz czekającego na ich potknięcia kazańskiego Rubinu.
Już w trzeciej (pierwszej kwietniowej) serii spotkań na Łużnikach Spartak Moskwa Aleksandrsa Starkovsa gościł zdobywców Pucharu UEFA 2005 i aktualnych czempionów, CSKA. Szczególnie umotywowany w tym meczu był polski bramkarz gospodarzy, Wojciech Kowalewski. "Dotychczas wystąpił w pięciu meczach przeciw CSKA i jeszcze nie wygrałem. Najwyższy czas nadszedł" mówił przed spotkaniem prawdopodobnie trzeci golkiper reprezentacji Polski na Mundialu w Niemczech. W czasie pojedynku dało się zauważyć, że to mistrzowie Rosji, pomimo problemów na inaugurację, są lepiej przygotowani do sezonu. Rywale jednak dzielnie się trzymali. Dopiero w 14. minucie pierwszej połowy podopieczni Walezego Gazzajewa objęli prowadzenie po golu Brazylijczyka Vagnera Love. Ich radość nie trwała długo, gdyż 5 minut później Spartak wyrównał za sprawą kapitana Jegora Titowa. Do końca nic się nie zmieniło i drużyny podzieliły się punktami.
Tydzień później piłkarze byłego selekcjoner reprezentacji Łotwy ponownie wystąpili w roli gospodarzy. O punkty przyszło im grać przeciwko słabo spisującemu się w obecnych rozgrywkach Lokomotiwowi, który zahaczał o strefę spadkową. Mecz rozpoczął się zaskakująco. Już w siódmej minucie padł pierwszy gol. Zdobył go Pawliuczenko. A że była to bramka samobójcza, na prowadzenie wyszli podopieczni Władimira Jesztriekowa. Taki stan rzeczy nie potrwał długo. W 24. minucie padło wyrównanie za sprawą Bystrowa (tego samego, który uratował remis na inaugurację z Władywostokiem). Na dwadzieścia minut przed końcem znowu dał znać o sobie kapitan "Miaso" Titow, prezentując drużynie trzy punkty.
Wydawało się, że "Parowoz" tak się załamał, że w spotkaniu z młodzieżą Gazzajewa jest bez szans. Zwłaszcza, że "Konie" miały w składzie pozyskanego w przerwie zimowej Brazylijczyka Jo, który potrafił wbić Szinnikowi 4, a tydzień wcześniej rewelacyjnemu Tomowi 2 gole. Piłkarze obu drużyn stworzyli kibicom piękne widowisko, okraszone zdobyciem aż 5 goli. Jednego udało się zdobyć Jo. Na jego nieszczęście, dla CSKA padła jeszcze jednak bramka. Pozostałe trzy wbili piłkarze Jesztriekowa i to oni mogli się cieszyć z pierwszego zwycięstwa w sezonie.
W tym samym czasie team Wojciecha Kowalewskiego zameldował się w Kazaniu. Po triumfie nad "Loko" fani czerwono-białych spodziewali się łatwego triumfu. Tego samego wymagali miejscowi kibice od czwartej drużyny poprzedniego sezonu. Podopieczni Kurbana Bierdijewa stanęli na wysokości zadania i wygrali 2-0. Najlepiej spisał się napastnik Iwanow, strzelec obu goli.
To było jednak nic w porównaniu z tym widowiskiem, jakie miało miejsce tydzień później na Łużnikach, gdy zjawili się na nim rozczarowani piątym miejscem w poprzednim sezonie zawodnicy FK Moskwa z królem strzelców Premier Ligi, Dmitrim Kiriczenką na czele. Faworytami jednak wydawali się gospodarze, którzy na swoim boisku jeszcze nie przegrali, a rywale w jedynej swojej dotychczasowej grze na wyjeździe ponieśli sromotną porażkę 0-4. Rozpoczęło się zgodnie z planem, już w 9' minucie Mocart strzałem z karnego wyprowadziłym "Miaso" na prowadzenie. Do przerwy padły jeszcze dwa gole dla gospodarzy autorstwa Bazenowa i Titowa. Widać zawodnicy Spartaka nie oglądali zeszłorocznego finału Pucharu Europy. Los chciał, że zagrali rolę Milanu. Od początku drugiej połowy trwał napór drużyny Mariusza Jopa. Po kwadransie nastąpiły dwie minuty, który wstrząsnęły piłkarzami Starkovsa. Z 3-0 zrobiło się 3-2. Sygnał do walki dał strzałem z karnego Dima Kiriczenko, a kontaktowe gola zdobył Siergiej Siemak. Wojciech Kowalewski bardzo zdenerwował się za to na swoich obrońców. A ci na siedem minut przed końcem popełnili kolejny błąd. Wykorzystał go Ciżek i strzelił go na wagę jednego punkty dla FK.
Spisujący się znacznie poniżej oczekiwań Lokomotyw zafundował za to swoim kibicom istny horror w konfrontacji z kazańskim Rubinem. Od początku meczu trwała ostra wymiana ciosów. A w 33' rozwiązał się worek z bramkami. Prowadzenie gościom dał Dżambular Bazajew. Do końca pierwszych trzech kwadransów gospodarze wyszli na prowadzenie 2-1 za sprawą kapitana Dmitrego Łoskowa. Gdy w 57' Starkow podwyższał na 3-1 wydawało się, że "Parowoz" odniesie drugie z rzędu zwycięstwo. Nic bardziej mylnego. Trzeci kwadrans meczu należał już do Rubinu, a właściwie do argentyńskiego napastnika Alexandro Domingueza, który w ciągu tych piętnastu minut skompletował klasyczny hat-trick. Gdy zanosiło się, że trzy punkty pojadą do Kazania, znów dał o sobie znać Łoskow, strzelając gola na wagę punktu.
|
|
Ostatnia kwietniowa kolejka także przyniosła ciekawe konfrontacje. Zawodnicy Rubinu właściwie pozostali w Moskwie, gdyż ich kolejnym rywalem miała być młodzież Gazzajewa. Kazańczycy, pamiętając lekcję "Parowozu" podeszli do meczu bardziej skoncentrowani z zacieśnionymi szykami obronnymi. Nie chcieli w końcu, by lider klasyfikacji strzelców - Jo powtórzył wyczyn Łoskowa. Na boisku miała miejsce walka z uwagą bardziej skierowaną w kierunku zablokowania dostępu do bramki. Obrona CSKA grała bardzo dobrze, jednak w 34' nie upilnowali oni Aleksandra Bucharowa, który celnym nie dał najmniejszych szans Igorowi Akinfiejewowi. Ataki mistrzów Rosji miały miejsce. Mądrzejsi o mecz z Lokomotiwem gracze Rubinu umiejętnie powstrzymywali Brazylijczyków Jo i Vagnera Love oraz ich kolegów z pomocy. Ostatecznie to piłkarze Bierdijewa odnieśli czwarte zwycięstwo w sezonie i wysunęli się na czoło tabeli.
O wielkim zawodzie mogli mówić fani Zenitu Sanki Petersburg. Wykupiony przez naftowego giganta Gazprom ćwierćfinalista Pucharu UEFA nie poradził sobie ze Spartakiem. Co prawda objął prowadzenie już w drugiej minucie po samobójczym trafieniu Kowaczuka, ale były to tylko miłe złego początki. Jeszcze w pierwszej połowie z karnego wyrównał Pawljuczenko, a następne 45 minut upłynęło pod znakiem dominacji czerwono-białych. Zdobyli oni trzy gole, odnosząc w ten sposób drugą wygraną.
Jako ostatni na murawę wychodzili zawodnicy moskiewskich Lokomotiwu i FK. Ci drudzy mieli przed sobą niepowtarzalną szansę wyjścia na czoło tabeli. Zadanie mieli praktycznie ułatwiony, gdyż "Loko" kręci się w pobliżu strefy spadkowej. Wygraną miał zapewnić Dima Kiriczenko. Jednak wysiłki jego i kolegów z drużyny przypominały walenie głową w mur. Gospodarze nie wykorzystali kilku "setek", co ostatecznie się na nich zemściło, bo to "Parowoz" zadał ostatni, śmiertelny cios. W roli kata wystąpił wracający do gry po długiej kontuzji Dmitri Syczew.
Kwiecień w Rosji upłynął pod znakiem dominacji Rubinu Kazań. Występująca czwarty sezon w pierwszej lidze drużyna, oprócz beniaminka z Władywostoku, pokonała aspirujące do tytułu mistrzowskiego CSKA i Sprataka, a do wygranej z "Parowozem" zabrakło im kilku minut. Szczególny popis swoich umiejętności dają na stadionie przy ulicy Kremlowskiej, gdzie wygrali wszystkie trzy mecze, nie tracąc przy tym bramki.
Również dobry miesiąc zaliczyły teamu czerwono-białych, FK Moskwa, Tomu Tomsk oraz Spartaka Nalczik. Wszystkie cztery w ciągu ostatniego miesiąca zgromadziły po osiem punktów. Zadziwia postawa zeszłorocznych wicemistrzów drugiej ligi, gdyż ci, którzy ich wyprzedzili, Łucz Energija Władywostok znalazł się na przeciwległym biegunie, odnosząca zaledwie jedno zwycięstwo. Niewiele lepiej idzie Torpedo Moskwa, oraz, ku zaskoczeniu fachowców, Zenitowi Sanki Petersburg i Lokomotiwowi Moskwa, typowanym przed sezonem do czołowych miejsc w tabeli Premier Ligi.
Z czterech grających w Rosji Polaków trzech ma pewne miejsce w składach swoich drużyn. Wojciech Kowalewski (Spartak Moskwa), Krzysztof Łągiewka (Krylia) i Mariusz Jop (FK Moskwa) w kwietniu rozegrali komplet spotkań w pełnym wymiarze czasowym i stanowią o sile swoich klubów. Pierwszy i ostatni dodatkowo potwierdzają, że wciąż liczą się w wyścigu o miejsce w kadrze na mistrzostwa świata. Nie wiedzie się natomiast Damianowi Gorawskiemu (FK Moskwa). Prawoskrzydłowy, nie rozegrał ani jednej minuty i potwierdził słuszność selekcjonera Pawła Janasa o niepowoływaniu go na mecze reprezentacji Polski.
Statystyka
W kwietniu na rosyjskich boiskach w 39 meczach padły 92 bramki, co daje średnią 2,36 gola na mecz. Najwięcej z nich padło na stadionie Lokomotiwu Moskwa - 18, a najmniej w Rostwie, Jarosławlu i Władywostoku - po dwie. Najbardziej aktywni piłkarze byli w ostatnim kwadransie gry, kiedy padło 20 goli, a najgorzej strzelało im się między 46., a 60. minutą - 9. Aż dwudziestosiedmiokrotnie bramkarzy pokonywano w czwartej kolejce, a tydzień wcześniej zaledwie dwanaście razy. Najczęściej odnotowanym wynikiem było 1-0, a najrzadziej 3-3, 4-4, 3-0 i 4-1 - po razie. Aż 20 razy wygrywali gospodarze, tylko pięciokrotnie goście, 14 razy spotkania kończyły się rezultatem nierozstrzygniętym.
| 1. Rubin |
7 |
11 - 8 |
14 pkt |
| 2. Tom |
7 |
7 - 4 |
14 pkt |
| 3. CSKA |
7 |
12 - 6 |
13 pkt |
| ... |
|
|
|
| 15. Łucz Energia |
7 |
7 - 10 |
5 pkt |
| 16. Dinamo |
7 |
6 - 9 |
5 pkt |
Autor: Łukasz "Legionista" Koszewski
Skomentuj
na forum >>
| |