|
::
toast za życie, miłość i za to, co do diabła
w telewizji nigdy nie mówią nic, co
kolidowałoby chociaż trochę z moją
sferą zainteresowania. tonę więc w tym
pudełku na wyłączonej fonii. kino,
plakaty z marylin monroe i partia szachów
wyznacza rytm zagranicznego rozrusznika, przy
głuchym akompaniamencie świńskich zastawek.
mam swoje własne prawo, które innych nie
dotyczy. do późna udaję, że słucham radia,
kiwając się w drzemce na biegunach fotela.
zamieniłbym go, bo koń-zabawka to taki
przywilej korzyści. nawet jak dla mnie.
czasami, siedzę na tarasie, przypominam
sobie, na dnie której szafy leży szalik,
jest przesycony jej zapachem. a pierwsza
miłość pachniała mi latem.
gdy się zestarzałem, jedynym
prawem jest liczenie much i plucie,
gdy mówię, na wszystkich w koło. to
bywa jedyny przywilej korzysci, bo przynajmniej
nie dają po mordzie.
- Kamil Małek
|