|
To opowiadanie chyba nie tylko mi przywodzi na myśl całą fale filmów z trupami w tytule i treści, jaka przetoczyła się jakiś czas temu prze ekrany kin. Nie wiem... ale na mnie "groza" budowana na obecności kilku truposzy; pojękujących i mających ochotę na przekąskę z jeszcze ciepłego mięsa, nie robi już wrażenia.
Wartka akcja szybko zapędza bohaterów z gabinetu do szpitalnej piwnicy, gdzie jeden z nich stopniowo zatraca... ludzki punkt widzenia na całą sytuację. Wybrane przez los, otaczające go osoby, przeobrażają się stopniowo ze sprzymierzeńców w jego wrogów. Biorą górę strach, obawy i desperackie posunięcia.
Wszystko napisane przyzwoicie, ale bez większej finezji i oryginalności. Gdybym miał przypomnieć wcielenie największej grozy, z tych opowiadań autora jakie czytałem, pewnie wskazałbym na zagubioną w lesie walizkę...
Jest jednak coś co mi się spodobało, i tyczy się ponownie - jak w przypadku wcześniejszego opowiadania - narracji. Czytając opowiadanie ma się wrażenie, że historia jest przytaczana jakiś czas po zdarzeniu, być może już w bezpiecznym miejscu. Przyjemnie jest odkryć na koniec, ze tak nie jest.
Rat
[ neon_rat@o2.pl ]
|