Przejdź do spisu treści...

Ogór "Marzenie" - komentarz

Morze pełne niepokoju

Wahałem się czy podjąć się napisania tego tekstu, bo opowiadanie było raczej niełatwe w odbiorze dla mojego zmęczonego dniem umysłu. Zrozumienie zapisanych alegorii w relacji pogrążonego w odmęcie pragnień i alkoholowych wizji bohatera, przychodziło mi raczej z oporem. Jednak podjąłem się...

Opowieść toczy się sennie, narkotycznie i powoli zmierza w niezwykłą magiczną podróż do miejsca gdzie prawdziwa miłość mogłaby się urzeczywistnić. To historia o jednoczesnym fizycznym staczaniu się i wyimaginowanej (a może nie...) wędrówce do Niej, i pięknego końca samotności. Końca, który połączył dwa światy; szarą rzeczywistość i magiczne miejsce dostępne tylko duchem i jaźnią. Historia o prawdziwej miłość do osoby urastającej swą rangą do istoty nadludzkiej, boskiej.
Tak w skrócie pojmuję w chwili obecnej "Marzenie".
Tekst, jak na mój gust, napisany jest ładnym stylem, nie wywołującym na twarzy grymasu niezadowolenia za sprawą dostrzeżonych potknięć. Dobór słów też nie był ubogi. Opowiadanie jednak powinno być kierowane do czytelników lubiących teksty spokojne, nie przepełnione akcją i jej licznymi zwrotami. Do kogoś umiejącego wykrzesać z siebie trochę więcej uwagi. Przede wszystkim dla filozofów i niespełnionych romantyków. To naprawdę piękna wizja, żeby nie powiedzieć znowu brzydko: romantyczna. ;-)


Rat

Od Ogóra: Na początku chciałem powiedzieć, że kompletnie nie spodziewałem się takiego odbioru mojego opowiadania, a jeszcze bardziej nie byłem przygotowany na taką interpretację, która jest dosyć zbliżona do moich własnych rozważań. Nie będę ukrywał, że cały tekst powstał w "amoku", "zamroczeniu" itp. - nie wiem jak to dokładnie nazwać (nie był to stan upojenia alkoholowego:) Pewnego zimnego dnia po prostu usiadłem przed komputerem, bez konkretnego pomysłu, lecz z chęcią aby napisać coś o miłość - coś niezwykłego. Najśmieszniejsze jest chyba to, że do czwartej strony sam nie wiedziałem, co ja do cholery piszę! Dopiero przy samej końcówce mnie olśniło. Byłem wtedy pod wpływem pewnej osoby - można nazwać to totalnym zaślepieniem - i moje serce wypełniały takie uczucia, że musiałem je gdzieś przelać, tym bardziej, iż nie umiałem tej osóbce powiedzieć, co czuję (później w końcu to zrobiłem, lecz o finale całej tej historii wole nie wspominać...). Ogólnie cała "filozofia" tego opowiadania opiera się na bardzo prostych założeniach: Kobieta = Anioł, Odrzucenie = Śmierć, więc w takim wypadku Anioł i Śmierć tworzą nierozłączną jedność, stąd Anioł Śmierci:) Chciałem ukazać, że kobieta odrzucając miłość mężczyzny skazuję go na wewnętrzną martwotę, którą tylko odwzajemnienie może zniwelować. A finał, czy jest on szczęśliwy? Sądzę, że po części tak. Z taką różnicą, że pierwiastek Śmierci zawsze będzie towarzyszył tańczącej dwójce, przede wszystkim mężczyźnie... Dobra, kończę swoje rozważania, ponieważ mógłbym tak bez końca pisać (straszna ze mnie gaduła). Dziękuję za komentarz. Naprawdę wiele dla mnie znaczy, a poza tym jest bardzo motywujący do dalszej pracy, pomimo tego, że odszedłem trochę od tych swoich romantycznych tekstów (przeniosłem swoje uczucia na poezję:) Czekam na kolejne komentarze i na pewno sam jeszcze komentować będę. Jednym słowem do napisania!

Rat [ neon_rat@o2.pl ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści