|
Nie wiem czemu, ale zawsze jak widzę w nowym kąciku opowiadanie T#M'a, to natychmiast przystępuje do lektury. Nie są to może historie powalające na kolana, albo pozostawiające bez tchu na podłodze, lecz czyta się je bardzo przyjemnie, a poza tym z satysfakcją patrzę jak ten autor się rozwija.
"W zamknięciu" opowiada historię chłopaka pracującego w pewnej dużej firmie, który dostał zadanie od szefa w postaci sporządzenia ważnych zestawień/analiz związanych z niebezpiecznym przedsięwzięciem/inwestycją. Poznajemy go w momencie, gdy budzi się z drzemki, a zasnął przed komputerem podczas pisania. Na jego szczęście okazuję się, że dokument jest prawie skończony, wystarczy napisać tylko ostatnie zdanie. Po dokonaniu tego wychodzi z domu, udając się do firmy, aby zanieść papiery przed przyjściem szefa. Dociera do firmy, wsiada do windy no i wtedy na dobre zaczyna się cała opowieść, ponieważ bohater nie może jej opuścić...
Tak w dużym skrócie przedstawia się fabuła nowego opowiadania T#M'a. Całość nie należy do historii obszernych, rozbudowanych. Grono bohaterów jest ograniczone do minimum. Lecz czyta się to - jak już wspominałem na początku - przyjemnie, aż do samego finału. Pokonując kolejne akapity przypatrywałem się stylowi autora, aby stwierdzić, że w porównaniu do poprzednich prac, znacznie się poprawił. Co do ortografii i interpunkcji, to czepiał się nie będę, ponieważ moje oko nie zauważyło wielu potknięć, a do speców z tej dziedzinie nie należę. Podczas komentowania wcześniejszych opowieści T#M'a narzekałem na dosyć ograniczoną ilość przeżyć wewnętrznych bohatera. Nie wiem, czy dostosował się on do mojego trucia, lecz "W zamknięciu" psychologia postaci naprawdę stoi na wysokim poziomie. Mi osobiście najbardziej spodobała się scena w windzie, gdy bohater zaczyna wpadać w panikę, która bardzo blisko graniczy z obłędem. Świetnie to wykonano - przywodziło mi to nawet na myśl tak zwany strumień świadomości, choć wiadomo, że do Prousta czy Faulknera to jeszcze daleka droga:)
W niniejszym opowiadaniu T#M'a brakowało mi tylko czegoś co spotęguje mroczny nastrój zamknięcia, klaustrofobii. Czytelnik czuje podczas lektury osaczenie czterech ścian (oraz sufitu i podłogi:), za które postać nie może wyjść. Bohater panikuje, aż w końcu zaczyna się dziać coś dziwnego... I właśnie w tym brakowało mi rozbudowanego opisu osaczenia i zmieniających częstotliwość dziwnych dźwięków, otaczających windę, będących coraz bliżej i bliżej. Co do finału to wielu czytelników może się zawieść, ponieważ stanowi jedno wielkie niedopowiedzenie. Nie zdradzę zakończenia, ale powiem tylko tyle, że mi się podobało. Uwielbiam tajemnice oraz miejsce na własne domysły, których w tym wypadku u T#M'a jest kilka:) Wszystko zależy od gustu...
Podsumowując trzeba stwierdzić, że autor się rozwija, co wróży całkiem ciekawą przyszłość. W każdym razie sam chętnie zobaczę, co jeszcze zaprezentuje. Samo opowiadanie wykonano solidnie bez większych potknięć, czyta się je lepiej niż dobrze, przez co stanowiło przyjemną rozrywkę podczas zajęć z księgowań:) Niektórzy mogą zawieść się pod koniec, ale jak już wspomniałem wszystko zależy od gustu. Dobrze, że T#M nie dał sobie spokoju z kącikiem po jego problemach. Teraz dzięki nowemu naczelnemu całość zaczyna wracać do normy. Czekam tylko na to, aż kolejni starsi autorzy w branży (M. Bizzare czy Winyx) prześlą jakieś nowe teksty. To byłoby na tyle. W następnym miesiącu na pewno postaram się wyskrobać kolejną porcje komentarzy - na bank napisze coś o opowiadaniach Szymona Chojnackiego i zaległą, obiecaną opinię do "Wieczornej wichury" Piotra Piątaka z numeru 36:)
T#M: Oczywiście na początku dziękuję za ten ciekawy komentarz. Miło wiedzieć, że ktoś z chęcią czyta moje opowiadania tylko dlatego, że ja się pod nimi podpisałem. Ale nie będę popadał w samouwielbienie :D...
"W zamknięciu" zacząłem pisać, kiedy sobie pomyślałem, że winda musi być ciekawym miejscem na umieszczenie w niej akcji. Widać, chyba mi się udało to przekazać... Co do zarzutów, że w pewnym momencie brakuje, jak to określiłeś "opisu osaczenia i zmieniających częstotliwość dziwnych dźwięków" dokładnie w tym momencie, o którym wspominasz, to powiem prawdę. Nawet o tym nie myślałem. Najzwyczajniej w świecie zapomniałem o tym. Ale zgodzić się muszę, takie coś powinno mieć miejsce w tym opowiadaniu.
Co ja jeszcze mogę napisać? Fajnie jest w ogóle wiedzieć i mieć świadomość tego, że ktoś zauważa, że w moim pisaniu się coś zmienia, a że zmienia się na lepsze, to jest to tym bardziej fajne.
Jeszcze raz dziękuję za komentarz.
Ogór
[ gaau@wp.pl ]
|