|
Opowiadanie wybrane na "tekst numeru". Kącik wrócił więc znowu do starego konceptu... Nie wiem czy to dobrze, bo z jakiegoś powodu był on już odrzucony.
"Isabelle" to opowiadanie pościg, gdzie zarówno łowca jak i jego zwierzyna trafiają do jednego z najbardziej plugawych zakątków na Ziemi - miasta LeGuerry; siedliska czarnych interesów i moralnego regresu. Ma być to miejsce ostatnich rozrachunków Kościoła z pogańskim pomiotem w osobie Vido. Stojąca na czele obławy Ellene Duval, ma spotkać się nie tylko ze śmiertelnym wrogiem, ale i bolesnym wspomnieniem dzieciństwa spędzonego właśnie w LeGuerry.
Celem autora jednak nie było ukazanie wyłącznie zmagań poszukiwanego Vido i Ellene. Na scenę wkracza bowiem szesnastoletnia dziewczyna o wdzięcznym imieniu Isabelle. Udzielając pomocy Vido szybko budzi w nim zapomniane uczucia i zjednuje sobie jego przyjaźń, która potem ma zaowocować brutalną zemstą na nikczemnym otoczeniu dziewczynki.
Nie jest to najbardziej oryginalna historia jaką przyszło mi czytać, ale pod względem choćby czasu i miejsca akcji ambitna. Widać, że autor starał się ją urozmaicić. Starał się opisać i urzeczywistnić brutalny świat Isabelle. Starał się nadać historii atmosferę pościgu. W moim odczuciu jednak zabrakło doszlifowanego warsztatu. Autor co prawda nadaje fabule satysfakcjonujący zasięg; budując świat dziewczynki i świat walczących ze sobą obozów. Nawet nakreśla lekko zarys polityczny całej sytuacji. Jednak nie podołał z kilkoma innymi aspektami.
Już na samym początku zabrakło mi rzeczowego opisu... Dowiadujemy się gdzie ma miejsce akcja, poznajemy ogólny zarys miasta. Jednak Vido przybywa do karczmy za dnia, czy już wieczorem? Wprawdzie bohater zapytuje karczmarza o nocleg, ale nie w sposób jaki nasuwałby jednoznaczną odpowiedz: "Jak długo będę mógł tu spać za te pieniądze?" na co gospodarz: "Dwie noce. Bez posiłków". W skromnym opisie karczmy zabrakło wzmianki o jakimkolwiek źródle światła; świecy czy kaganku, czy równe dobrze: wpadających oknem do izby promieniach popołudniowego słońca... O tym, że jest noc dowiadujemy się za późno.
Ogólnie jednak opisy spełniają swoją rolę. Owszem jest kilka zdań prezentujących się trochę niejasno, jak na przykład: "Czy oczekujesz, że się poddam, Duval? - przeniósł ciężar ciała na lewą nogę." A jaki był tego cel? Ot tak, po prostu? Czy też szykował się do ataku, lub miało mu to pomóc w przyjęciu pewnej pozy sugerującej pogardę, dumę? Podanie czytelnikowi takiej informacji było zbędne, bo co go obchodzi na jaką nogę Vido przeniósł ciężar ciała. Interesuje go natomiast w jakim celu to uczynił.
Kolejną sprawą jest pewien drobiazg tyczący się dialogów.
"Ale pod jednym warunkiem. - dodał." Według mnie kropki po środku nie powinno być wcale. Nie czepiam się jednaj kropki, autor stosuje często takie rozwiązanie. Żaden ze mnie specjalista i sam robię dużo poważniejsze błędy, jednak wzorując się powiedzmy na książkowych dialogach, na stawianą w ten sposób kropkę nie powinno być miejsca. Przypuszczam, że jest to błędem.
Na koniec chciałem podkreślić wyraźną zaletę tego opowiadania. Jest nią strona emocjonalna utworu. A kwintesencją tego jest samo zakończenie. Co prawda nie wiem czy jest ono w stanie zaskoczyć starego czytelnika, ale na pewno niesie ze sobą pewną dawkę wrażeń.
Ogólnie jest to dobre opowiadanie i zasługujące na pewne wyróżnienie. Autor umie to co najważniejsze - wpleść w słowa emocje. Natomiast, przez zapisanie tu swoich upierdliwych uwag, chciałem wskazać drobne uszczerbki strony bardziej technicznej.
Alkioneus: Przede wszystkim, jestem więcej niż ucieszony tym, że tak dokładnie przeanalizowałeś mój tekst. I faktycznie, jest ten szkopulik we wstępie(pora dnia przybycia Vido). Gwoli feralnej lewej nogi - był to detal, który nie mógł ujść uwagi Duval i oznaczało to nie mniej więcej, jak przesunięcie ciężaru lewej nogi. Po co? Jak facet, który wyrzyna koncertowo inkwizytorów i ma dziwną krew, przesuwa ciężar ciała na lewą nogą, to jest to po prostu TO. Pamiętam ten fragment jeszcze jak go pisałem te prawie dwa lata temu - i tu niedomówienie było celowo, ot, próba wprowadzenia napięcia (zmienił ciężar ciała, co teraz będzie? rzuci się, skoczy czy jak?).
I jeszcze gwoli kropki. Całkowita racja. Błąd paskudny.
Boję się co będzie, jak zabierzesz się za Odkupienie, które psułem i naprawiałem rok cały. W każdym razie pełen szacunek dla bystrości(opowiadanie było sprawdzane przez kilku wnikliwych i krytycznych osobników). Pory dnia nie wyłapał nikt.
Rat
[ neon_rat@o2.pl ]
|