Przejdź do spisu treści...

Forum Offline

Wstęp

    W dziele tym będą umieszczane ciekawe tematy oraz dyskusje toczące się na naszym forum znajdującym się na stronie http://www.storytellers.pl. Bardzo mile widziany jest ktoś kto chciałby się zająć tym działem chętnych proszę o kontakt z redakcją pod adresem storytellers.pl@gmail.com



Przedstaw Się Dla Ambitnych

    Wybrane posty z powitania Alana Akaba na forum.

Alan Akab: Mam cichą nadzieję że kilka osób jeszcze pamięta mój występek przeciwko literaturze, jaki Seth odważył się po kawałeczku opublikować. Było jak było, trochę zamieszania, dłuższy okres ciszy i niewiadomego. Skoro występek, znany jako "Więzień Układu", ma powrócić, jako ta zjawa wyłażąc znów na drogi Sieci, zdecydowałem iż wypadałoby trzymać się w pobliżu, na wypadek batów.
Jestem czytelnikiem fantastyki starej daty - w znaczeniu "starej, dobrej fantastyki" i nieszbyt dobrze czuję się w "nowatorskich" formach i stylach. Nie potrafię przekonać się do czytania na monitorze - może nie tyle ja, co wzrok - wybaczcie więc jeśli nie bedę sypał recenzjami i opiniami w temacie opowiadań. Minęlo parę lat odkąd zmeczyłem "Więźnia", lecz nie doczekałem się wielu opinii; nic nie zapowiada bym miał wyjść poza "e-publikacje" - zaś nie posiadłwszy tego autorytetu "stylu, formy i treści", jaki nadają tysiące wydrukowanych (choć niekoniecznie sprzedanych, czy przeczytanych :)) egzemplarzy, przynajmniej na początku posiedzę sobie cichutko i popatrzę co tu się u was wyrabia.


   
Madmanxirtam: Witam na Storytellers!
Myślę, że jest mnóstwo osób, które pamiętają przygody Arto i jego towarzyszy. To właśnie dzięki "Więźniowi" znalazłem się tu gdzie jestem, na storytellers... Zabrał mi parę ładnych godzin z życia, z czego jestem zadowolony i z wielką chęcią oddam temu "występkowi" jeszcze z dziesięć (albo i więcej) razy tyle.
Jeszcze raz serdecznie witam na Storytellers i jednocześnie bije pokłony autorowi "Więźnia Układu".
P.S.
Nawet nie wiesz, jaką radość sprawia mi powrót tego cyklu :D


   
Alan Akab: Przyłączam się do powitania.
"Więzień Układu" faktycznie obiegł internet. Ja, dla przykładu, pierwszą część przeczytałem nie w AM#O, ale zupełnie gdzie indziej. Gratuluję sukcesu i zazdroszczę pisarskiego zapału - długi to utwór. Tak szczerze, to chciałbym poznać Twój przepis na pisanie tej objętości tekstów. Ze mną jest tak (...) Skąd czerpałeś motywacje? Z pewnością poświęciłeś "Więźniowi" wiele czasu.

Szkoda, że liczysz na opinie nie chcąc samemu się trochę poudzielać... (mój wzrok też nie jest jastrzębi) Na pewno miałbyś dla wielu z nas garść przydatnych wskazówek i rad.


   
Alan Akab: ^madmanxirtam - to co ukazało się do tej pory to może 1/4 całości, więc możesz liczyć na wększą ilość straconego czasu - choć rozłożoną na raty. Na pokłony jeszcze duuuużo za wcześnie :)
Szkoda że nie wiedziałem wcześniej że ktoś to czyta...

Rat - obiegł, mówisz? I ja nic o tym nie wiem? Cóż to zresztą za sukces, skoro ze wszystkich wydawnictw branżowych (jakie znalazłem lub znałem) odpowiedziało aż jedno - i to wspominając że i owszem, mogliby, ale jak "znacznie skrócę liczbę wątków". Ok, próbowałem na świętej pamięci Literamie, do tego w mniej więcej jednakowym czasie wysłałem tekst do Setha i do Esensji, dodać parę konkretnych osób i wydawnictw... A teraz jest cały obieg? Zaczynam się bać... naprawdę. Bać tego że brakuje mi obiektywnego krytyka, przy jednoczesnej zbyt dużej dawce pozytywnych opinii "zwkłych zjadaczy książek".

Dlaczego nie zamierzam (na razie) opiniować tekstów innych autorów? Po pierwsze - jedyne co mógłbym napisać byłoby w stylu "ja napisałbym ten fragment/tę opowieść/ten dialog (itd, itp, etc) inaczej" - niezbyt to konstruktywne. Mam tylko jeden punkt widzenia na stronę warsztatu - niestety, własny, subiektywny. Nadaje się toto najwyżej na osobistą wymianę zdań z autorem, nie na publiczną "debatykę". Po drugie - a cóż ja się znam na pisaniu? Jak mawiają, "strzeż się autora jednej książki" - i do tego niewydanej! Po trzecie - łatwo jest krytykować, łatwo też od tego krytykowania poczuć się kimś "wyjątkowym", czy "znawcą tematu". Po czwarte - czasem, zwłaszcza gdy sam coś piszę, izoluję się od książek i tekstów, za wyjątkiem tych wybranych - by uniknąć "zanieczyszczeń". Zaś po piąte - ile razy nie zajrzę do "Więźnia", zawsze znajdę coś do poprawki. Jeśli nie potrafię sam zadowalająco pisać, czyli - raz a dobrze, to jak mogę doradzać innym? Sam muszę się jeszcze dużo nauczyć.
Może z czasem, z wiekiem i "osiągnięciami" (czytaj - gdy kilka razy moje książki posłużą za mopa do podlogi) zmienię zdanie (strzeżcie się dnia i godziny!), jednak, póki co...

Z tematów "jak, co i dlaczego".
Nie zawsze to ja wybieram tekst. W przypadku "Więźnia" tekst wybrał mnie. Zaplanowałem sobie potężny cykl książkowy - przekrój z dziejów Terran na przestrzeni kilkunastu wieków - i pozostawiłem w nim miejsce na książeczkę opowiadającą o tym jak wyglądał Układ kilka wieków przed Rozpadem. Miała być krótka, miała być jedna (a teraz wyszły z tego po kolei - historia Lerszena, początkowo planowana jako wolne opowiadanie, historia Daela, historia zdarzeń późniejszych i jeszcze późniejszych - w sumie luźny pięciąksiąg!), miała być inna - i planowałem ją napisać znacznie później. Jednakże, pewnego dnia, nalazła mnie ochota (i wena - diabelne połączenie, potrafi mnie przykuć do klawiatury na godziny) na spisanie szkieletu przyszłej fabuły. W tydzień szkielet obrósł w mięśnie, a kilka kolejnych tygodni później całośc osiągnęła masę krytyczną (zbity tekst, około 70-80 stronIc Worda) - chcąc nie chcąc, zacząłem go realizować. 70% tekstu napisałem w 3 miesiące, w wakacje bodajże 2003 - nim lato dobiegło końca, Archimedesowska żarówka nad głową zgasła i zapaliła się dopiero następnego lata. Tak już niestety mam - jestem w stanie pisać (w rozumieniu - pisać z sensem i w stanie nadającym się do spożycia) jedynie przez 3-4 miesiące w roku, poza tym okresem - ciemność. Do tego piszę jednego dnia od rana do wieczora (rekord - od 10.30 do 1.40), następnego robię przerwę. Jeśli by policzyć, wyklepanie całości zabrało mi 3 miesiące roboty non-stop, plus półtora na poprawki - te pierwsze 70% miało objętość mniej więcej całego obecnego utworu.

Tyle historia powstania. Przepis jest prosty - mieć pomysł i odizolować się z nim w czterech ścianach, pozwolić mu rosnąć, wypuszczać nitki, nawet jeśli zdaje się że latają bezładnie w powietrzu - niektóre z nich same potrafią się spleść, tworząc całkiem nowy, czasem zaskakujący (nawet dla mnie, jako autora) wątek, zaś te co zostaną wolne łatwo przyciąć po zakończeniu całości. Jeśli mam problem, to tylko jeden - nie potrafię napisać nic krótkiego (stąd zazdrość mnie zżera gdy widzę tyle dziesięciostronicowych opowiastek - moje opowiadania to około 100 stron, najmniejsze to jakieś 40). Zaraz dodaję jakieś zdarzenia w tle, związek z dawną historią (którą oczywiście muszę opowiedzieć), rozbudowuję charaktery i psychikę bohaterów, obowiązkowo opis świata (bo jeszcze ktoś pomyśli że papierowy)... A potem niespodzianka [Dead] Jak mi ktoś powie że debiutować trzeba z czyms małym to... [Mad]
Motywacja - to ciekawa rzecz. Jaką miałem? Chyba tylko taką że chciałem opowiedzieć historię z morałem. Iskrą, jak dziś sądzę, było przeczytanie, po raz drugi, po latach, "Gry Endera". Pomyślałem sobie - jakże diabelnie cukierkowa ta akademia, a ten chłopaczek, no kurczę, jak cukierek - i to ma być wojsko? To ma być trening na dowódcę? Jak zacząlem sobie wypisywać "to i owo", znęcać się nad niespójnością psychiki dziecka które z jednej strony ma być miłe, a z drugiej - mordercą z przypadku... (tez mi przypadek - wystarczy zajrzeć do danych medycznych na sieci by odkryć że takie "przypadkowe" zabójstwo nie wchodzi w grę - natura zbyt dobrze nas skonstruowała). Niespodzianka - było jak znalazł gdy zabrałem się za "Więżnia". Praca u podstaw, panie i panowie, gromadzenie materiału smiley Już w trakcie, bardzo w trakcie, zaczęły wybuchać afery szkolne - a to kubeł na głowę, a to pobicia, a to trafił się film o bezdomnych dzieciach z dworców w Moskwie (Przed Dziećmi z Leningradzkiego był niemiecki zdaje się odpowiednik - o tym samym, lecz czegoś nie aż tak popularny) - tylko dlatego zdecydowałem się, koniec końców, na taki a nie niższy poziom agresji. Mierziła mnie szkoła (odkąd do niej trafiłem), mierzi krótkowzrocznośc polityków, swoje dodały też restrykcje po 11 września... Czas też pisze swoje - w weekend znalazłem informację że w Japonii już wszczepia się identyfikatory niemowlakom (by się nie myliły), zaś próba ich wyniesienia poza strzeżony obszar uruchamia alarm... Poczekamy, mam nadzieję, nie zobaczymy [Sour Grapes]

Na początek chyba wystarczy (dopisek "drobnym drukiem" - jeśli to czytasz, jesteś naprawdę uparty, albo zdesperowany [Laugh] ).


   
Rat: Obiegł, nie obiegł. Może jednak pomińmy to sformułowanie, widać nie jestem świadom ogromu internetu (pewnie dlatego, że pachnie mi jeszcze nowością).
Ukazanie się "Więźnia" w "Esensji" to dokładnie sedno tego sukcesu o jaki mi chodzi. Magazyn ma poziom (merytoryczny, intelektualny), spore grono czytelników, do których próbka (raczej: ciężka cegła ;) ) Twoich umiejętności dotarła. Nie widzisz sukcesu?
Sukces to nie tylko wydana książka. Trzeba umieć cieszyć się z tych, którym niesłusznie nadaliśmy metkę z napisem: "błahe" czy "mało istotne". Zaczynam filozofować...

Po pierwsze - jedyne co mógłbym napisać byłoby w stylu "ja napisałbym ten fragment/tę opowieść/ten dialog (itd, itp, etc) inaczej" - niezbyt to konstruktywne. Mam tylko jeden punkt widzenia na stronę warsztatu - niestety, własny, subiektywny.

Przekonujesz nas o swoim subiektywizmie sam oczekując obiektywnego krytyka. Dobre.
Wydaje mi się, że posiadać swoje własne - subiektywne zdanie, to już coś. Wydaje mi się też, że recenzent powinien przedstawić swój własny punkt widzenia, jakimkolwiek by się wcześniej obiektywizmem nie wykazał.

Po drugie - a cóż ja się znam na pisaniu? Jak mawiają, "strzeż się autora jednej książki" - i do tego niewydanej! Po trzecie - łatwo jest krytykować, łatwo też od tego krytykowania poczuć się kimś "wyjątkowym", czy "znawcą tematu".

W takim razie co ja mogę powiedzieć? Ja, autor zaledwie kilku opowiadań? Zresztą niewiele mnie obchodzi "co mawiają", mam przecież "własny punkt widzenia" (to nie cynizm).
Łatwo jest krytykować? Naprawdę? To dlaczego w AM#O krytyków zawsze było niewielu?
"Pisanie komentarzy wcale nie zajmuje mniej czasu od pisania opowiadań. Na dodatek trzeba więcej myśleć ;)" Tak napisał kiedyś pod swoim komentarzem jeden z autorów.
Wydaje mi się, że jest tu wielu piszących, którzy liczą na chociaż odrobinę - nawet subiektywnej - opinii, czy na zwykłe podzielenie się wrażeniami po lekturze.
A po krytykowaniu (przynajmniej umownie tak to nazwijmy) czuję się usatysfakcjonowany tym, że chwilę rozmyślania nad jakimś tekstem udało mi się uwieńczyć na arkuszu Worda ( czasem mniej, lub bardziej zręcznie).
Naturalnie nie wtrącam się po raz drugi do tego tematu, by usilnie Cię namawiać do natychmiastowego wystawiania swoich opinii i wspinania się na wyżyny obiektywnego krytycyzmu. Szanuje Twój czas i zdanie na ten temat.

Jeśli nie potrafię sam zadowalająco pisać, czyli - raz a dobrze, to jak mogę doradzać innym? Sam muszę się jeszcze dużo nauczyć.


Bądź co bądź, w dalszej części postu wiele doradziłeś i podsunąłeś parę ciekawych wskazówek. Subiektywnych, ale cennych.

Kończę, bo jeszcze ten temat przerodzi się w dłuuugą dysputę. :)


   
Alan Akab: Rat - może jestem dziwny, lecz krytykę traktuję troszeczkę jako formę narzucania swojej opinii. Zgoda, to zależy od tego kto i jak krytykuje, ale obiektywna krytyka to krytyka stylistyczno-gramatyczna :) Każdy ma swoją wizję tematu i sposobu jego tworzenia - lecz nie każdy rozumie że sposób wpływa na realizację - ja piszę na spokojnie, ale ktoś może np. lubić wracać "na bańce", pisać 2-3 godziny przed blackoutem a potem rano nic z tego nie pamiętać. Philip Dick, na ten przykład, swoje najlepsze dzieła napisał w stanie "rozszerzonej świadomości, co widać, słychać i czuć, lecz bez tego utraciłyby one swój klimat, swoją niepowtarzalność. Póki nie nauczę się oddzielać stylu od treści, mógłbym krytyką uczynić więcej złego niż dobrego.

Dużym problemem w odrobieniu tej lekcji jest brak solidnej, rzeczowej, mniej lub bardziej fachowej, krytyki "Więźnia". Póki ktoś nie wyleje na mnie tego wiadra, póty będę się wstrzymywał od głosu. Potraktuj to jako inicjację. Wszystko wskazuje na to iż ostatnia z części nie ukaże się prędzej niż pod koniec roku. Co bedzie potem... żebyś nie żałował:)




Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści