|
Nadszedł piękny czerwcowy dzień. W szybach okolicznych budynków odbijał się intensywny błękit nieba. połyskiwały niczym kryształy górskie. listki na drzewach drgały pod lekkimi podmuchami wiatru. W oddali słychać było szczekanie psów, które od czasu do czasu zagłuszane było przez odgłos piły motorowej...
Do szkoły dotarli już wszyscy uczniowie, ale wciąż wyczekiwano na przybycie przewodnika. Nauczyciel historii, gruby lilput, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, po czym poprawił swoje duże okrągłe okulary. Z natury był osobą spokojną i opanowaną, ale zdarzały się momenty, w których uczniowie wyprowadzili go z równowagi... Po niespełna dziesięciu minutach Mike ujrzał w dali kobietę, która zmierzała w kierunku grupy. Od razu oczy męskiej części klasy zwróciło wzrok właśnie w jej stronę. Jej ruchy były tak kobiece, że mało brakowało, a cała grupa zupełnych matołów rzuciłaby się na nią, niczym stado słoni z uniesionymi trąbami. Kiedy znalazła sie tuż obok wszystkich uczniów, nauczyciel, który wypalił już swojego papierosa powiedział niskim basowym głosem:
- O, przyszła nasza piękna przewodniczka
- Witam - odpowiedziała spokojnie
W jej oczach, które spoglądały na nauczyciela pojawił się niezwykły błysk. Sprawił on, że nawet kierowca autobusu, który stał obok pedagoga poczuł mocne dreszcze...Ubrana była w krótką białą koszulkę, na której widnał napis "SEXY GIRL". Częścią ciała, która sprawiała, że oczy uczniów zwracały się w jej stronę, były je fantastycznie długie nogi.
- Przedstawiam wam panią Watson - powiedział nauczyciel - będzie nam towarzyszyć podczas dzisiejszej wycieczki
-Dziękuje. Zobaczycie dziś jedno z najstarszych i najstraszniejszych miejsc w okolicy. To, co ono przedstawia może przyprawić was o dreszcze... Aha...byłabym zapomniała. Nie oddalajcie się od grupy nawet na krok, ponieważ tam gdzie się wybieramy zginęła już spora liczba uczniów wskutek nieuważnego poruszania sie po zamku.
-To wszystko? - spytał nauczyciel
- Tak, możemy ruszać.
Nauczyciel sprawdził jeszcze obecność, po czym wszyscy wsiedli do autokaru. Za oknami widzieli piękny, górzysty, wciąż zmieniający się krajobraz. Gdzieś na końcu pojazdu dochodził głupkowaty śmiech. Widocznie ktoś opowiada kawały. Inni grali w karty, a dziewczyny jak zwykle dużo i szybko mówiły. Nikt nie zauważył, że dojechali na miejsce... Autokar się zatrzymał:
- To już? - krzyknął ktoś z końca
- Szybko - powiedział John, który siedział przy oknie
Nauczyciel wstał z miejsca i wtedy, kiedy kierowca otworzył drzwi autokaru powiedział:
- Jesteśmy na miejscu. Proszę wysiadać pojedyńczo i nie wygłupiać się.
Oczom Mike'a ukazał się wielki, posępny zamek.
- Ale paskudne miejsce - powiedział
- Pałac Drakuli! - ktoś zażartował
- To średniowieczny zamek, matole - zwróciła uwage Mary
Wokoło smutnej budowli rosły stare, martwe drzewa. Ich cienkie gałęzie przypominały upiorne, sięgające po coś palce. W centrum ogromnego dziedzińca zajdowała się kamienna fontanna porośnięta bluszczem. Po lewej stronie rozlewały się bujne krzewy, które zdawały się pochłaniać wolną przestrzeń. Zniszczone ściany i dziurawy dach pozbawiony łupkowych dachówek sprawiały, że ta budowla wyglądała na opuszczoną i tajemniczą. Dochodziły do tego dziwaczne okna, w których raz było widać sylwetkę silnie zbudowanego Rotweilera, to znowu uczniowie zobaczyli postać zamyślonego, bladego jak ściana mężczyzny.
- Czy tu ktoś mieszka? - spytał John
- Nie - odpowiedziała przewodniczka
- Przecież widziałem psa
- A ja jakąś postać! - stwierdziła Mary
- Pewnie mężczynę - dodała przewodniczka
- Żeby pani wiedziała, był...
- Wiem, wiem. Nikogo tu nie ma.
- Ślepy nie jestem!!! - naciskał John - widziałem Rotweilera
- Ile razy mam wam powtarzać, że to miejsce jest puste i nikt tu nie mieszka. Napewno to było przewidzenie.
To mówiąc, uśmiechnęła się bardzo tajemniczo... Błuszcz oplatał też zamkowe wieże. Mike spostrzegł, że porasta praktycznie wszystko. Ściany zamku, kamienie, a nawet pnie drzew... Kiedy wszyscy dotarli pod drzwi poczuli przeraźliwy chłód, który przeszył ich ciała.
- Ponuro tu - powiedział kolega rozglądając się niespokojnie
- Boję się !!! - w głosie koleżanki było słychać strach
Przewodniczka ostrzegła, żeby niczego nie ruszać, ponieważ wszystkie znajdujące się wewnątrz przedmioty są zabytkiem. Położyła dłoń na drzwiach, w których wyryte były jakieś przerażające twarze.
- Co jest na tych drzwiach? - spytał Peter
- Nie bardzo rozumiem
- Chodzi mi o te twarze
- Te?...Są to wizerunki tajemniczych istot - powiedziała - spójrzcie na rzeźbę nad waszymi głowami
Cała klasa spojrzała w górę. Uczniowie zobaczyli figurę przypominającą jakiegoś potwora. Siedział na występie muru i patrzył przed siebie. Mike'owi przyszło na myśl, że zamek zamieszkiwały też podobne makabryczne stwory. Jego gigantyczne umięśnione łapy trzymały uniesione w górę berło. Pod występem sterczały pędy bluszczu, które do kolan okrywały niezbyt kształtne nogi potwora. Pysk przypominał połączenie lwiej paszczy z twarzą wampira. Przeszywający wzrok, który skierowany był w stronę Johna, manifestował gotowość do ataku, a odrażający ryj szykował się do rozerwania go na strzępy.
- Dobrze, ale o co w ogóle chodzi? - zapytał Mike
- Chodzi o to, że krąży o nich legenda
- To znaczy?
- Prawdopodobnie jeszcze żyją i czychają na swoje ofiary
- Chwileczkę...chce pani powiedzieć, że sie gdzieś w pobliżu kręcą
- Być może, ąle nie chce być przesądna
- Interesujące pani Watson... Czy te stworzenia reprezentują jakiś gatunek? - spytał nauczyciel
- Nie. Te monstra nie należą do realnego świata, a to, które widzimy nad drzwiami nazywamy Rzygaczem ze względu na swój przerażający pysk.
- Rozumiem - pokiwał głową - a właściwie to nie rozumiem. Jak to nie z tego świata?
- niektóre umarły z głodu, a inne postanowiły wyruszyć w długą podróż - kontynuowała przewodniczka
- To znaczy, że zostało ich niewiele? - dopytywał się historyk
- Tak, tylko...
Jej odpowiedź została przerwana przez dziwne odgłosy dochodzące z krzewów znajdujących się za plecami nauczyciela. Zmiejsca wszystkie pary oczu zwróciły się w tamtą stronę. Dziewczyny pobladły i złapały się za ręce, a na twarzach chłopaków pojawił się drwiący uśmieszek... Nauczyciel poprawił okulary i wykrzyknął:
- Przecież to bzdury!!!
- To się okaże - powiedziała pani Watson, po czym wyciągnęła z kieszeni pęk kluczy i zabrała się do otwierania potężnych zamków.
Wszystkich zdziwiło to, że drzwi były tak mocno zabezpieczone. Zastanawiali się nad tym co się za nimi czai. Jeszcze nigdy w życiu nie widzieli tak potężnych łańcuchów i kłódek, oplatających klamkę.
- To niemożliwe, żeby tu nie mieszkała żadna królewska rodzina - zaczął John - na pewno tu ktoś mieszkał. Najlepszym dowodem jest facet, którego widzieliście w oknie.
- Masz rację. Kiedyś mieszkały tu dwie zwaśnione rodziny królewskie - powiedziała przewodniczka
- Co sie z nimi stało? - zainteresował się nauczyciel
- Nie wiadomo. Sprawę próbował wyświetlić architekt Martin von Lubitz - niestety zaginął.
- Co chce pani przez to powiedzieć? - spytała Katrin
- Prawdopodobnie został zasztyletowany i wrzucony do niewielkiego jeziorka znajdującego się po drugiej stronie zamku - stwierdziła przewodniczka - Z tymi rodzinami związana jest legenda, którą opowiem wam w trakcie wycieczki.
Kiedy skończyła, przekręciła klucz w ostatnim zamku, nacisnęła na klamkę i otworzyła przeraźliwie skrzypiące drzwi.
- Poczekajcie tu chwilę - dodała na koniec przewodniczka - pójdę zapalić światło.
Kiedy zniknęła w ciemnościach ucznoiwie mieli dziwne wrażenie, ktoś ich wciąż obserwował. Mimo, ze byli dosyć sporą grupką, to czuli sie zupełnie sami. Cały czas słyszeli te same jeki dochodzące z ich lewej strony. Pomyśleli sobie, że czai się tam coś strasznego, kryjące potworne przerażenie. Po chwili wewnątrz budynku zapaliło się światło. Kiedy przewodniczka wróciła, powiedziała:
- Gotowe. Możemy wchodzić.
Wewnątrz budynku zobaczyli wielkie kolumny, Które wznosiły sie do samej góry. Podłoga lśniła niczym alabaster odbijając wszystko w swojej powierzchni. Sufit pokrywały gobeliny, czyli jego powierzchnia była dosyć mocno popękana. Przyglądając się lepiej pomieszczeniu ujrzeli wielkie posągi przedstawiające jakieś monstra stojące na dwóch łapach, które podpierały się ogonem. Bogactwo szczegółów było niesamowite. Po bliższych oględzinach tych niezwykłych rzeźb, mieli wrażenie, że były one jak żywe. Chyba, że się im zdawało. Do środka wpadało światło rozświetlające komnatę. Przewodniczka poprowadziła całą grupkę do wielkiego obrazu ściennego przedstawiającego jakąś scenę bitewną.
- Oto scena bitwy o krainę Pelogras. Przyjżyjcie się postaciom bardzo uważnie.
Cała klasa spojrzała na obraz. W centrum widniała postać kobiety o nieludzkiej długości włosach. Była wyjątkowo blada i mroczna na swój sposób, lecz piękna. Idealnie gładka skóra odbijała blask księżyca. Jej sylwetka doskonale podkreślona była przez czarną suknię opinającą jej ciało. Otaczała ją horda maszkar. Istot podobnych do ludzi, lecz monstrualnie zniekształconych. Ich powykręcane ciała przyprawiały wszystkich o ciarki. Pani przewodniczka zaczęła klasie opowiadać historię tego malowidła:
- Ta kobieta to Kasanti, uznawana za wiedźmę, która posiadła moc przywoływania demonów. Zawarła pakt z Welmorem - jednym z wyższych demonów. Scena ukazuje nam walkę dobra ze złem. Ostatecznie za zycia króla Valena udało się zgładzić Kasanti. Hordy demonów powróciły do swojego świata, a jej ciało poćwiartowano i spalono na stosie - przez chwile o czymś myślała - Ponoć czasami jej głos rozlega się w tamtym miejscu - wskazała palcem.
Cała klasa zwróciła oczy w przeciwną stronę. Dostrzegła tam wielkie drewniane drzwi zamkniete na klucz i owinięte dużymi łańcuchami.
- Co się tam znajduje? - spytała Sandra
- To zapieczętowane drzwi do katakumb. Bardzo nieprzyjemne miejsce. Zamknięto je z powodu zaistniałego tu niedawno incydentu
- Jakiego? - zapytał Mike
- Parę miesięcy temu był tu archeolog. Nie powiem wam jak zginął. To zbyt przykre. Tak, czy inaczej była to śmierć tragiczna i niepotrzebna.
- Niedobrze mi się od tego robi - powiedziała Mary
- Eee tam. To bujdy i bajki - odparł John - wierzysz w to, bo ja nie, a tak wogule od tej gadki dupa mnie świerzbi
- Nie masz racji John - dodała przewodniczka - obie te historie są prawdziwe. Nie zdajesz sobie sprawy co tu się jeszcze wydarzyło. To co wam w tym miejscu opowiedziałam to jeszcze nic. Ten zamek kryje o wiele gorszą tragedię. To wszystko się ze sobą tak powiązało, że tworzy to w pełni harmonijną całość. Chyba, że wolisz mówić tak o rzeczach autentycznych, to proszę bardzo. Ja w to nie wnikam. Za jakiś czas uświadomisz sobie, że to wszystko to prawda. To, że toczyła się tu walka dobra ze złem, to, że błąka się tu kilka duchów, które można spotkać także w dzień, a nie tylko o północy. Poznasz tu jeszcze legendy, takie jak na przykład: " Nieszczęśliwa miłość ", " Bortynia", oraz " Historia cmentarzyska ", którą opowiem wam w trakcie drogi na drugie piętro.
- Dziękuje za informacje, ale nie skorzystam.
- Opanuj się człowieku - krzyknął Mike - prędzej czy później strach cie obleci.
- Chodźmy dalej
Wycieczka skierowała się na lewo, idąc za przewodniczką prosto do schodów, które prowadziły na drugie piętro. Cały czas, kiedy tylko Mike wszedł na teren tego miejsca miał wrażenie, że ktoś go wciąż obserwuje.
- Powiedziała pani, że ten zamek kryje w sobie jeszcze trzy historie? - spytała koleżanka
- Tak, to prawda.
- Mówiła pani, że w drodze na to piętro poznamy pierwszą z nich
- Tak, to miała być legenda o tutejszym cmentarzysku
- Rozumiem. A mogłaby pani zacząć juz teraz - spytał Mike - ciekaw jestem co się wtedy wydarzyło
- Dobrze. Zaczęło sie to, można by powiedzieć, około 1254 roku. Wtedy zaczął się tam istny horror. Za tamtych casów było tam jeszcze puste pole, a teraz...wolę o tym nie myśleć. Tak, czy inaczej jest to najgorszy widok, który można sobie jak najmożliwiej wyobrazić. Cały cmentarz kryje w sobie zwłoki 1200 żołnierzy. I do tego ta atmosfera, która tam panuje jest straszna. Aż się włos na głowie zaczyna jeżyć. Nie ważne, czy jest dzień, czy noc.
- Ale mówiła pani jeszcze o jakimś jeziorku
- Tak, jest tam jeziorko. Prawdopodobnie jest tam ciało tego architekta - Martina von Lubitza. To wszystko co mogę na ten temat powiedzieć. Zarazem radzę wam, żebyście się nie kręcili wokół tego miejsca w godzinach nocnych. Szczególnie jeżeli jest północ. Nigdy nie wiadomo, co się może jeszcze tutaj wydarzyć.
Po tych słowach znaleźli się w ogromnej sali. U góry zobaczyli sufit w kształcie kopuły. W całym pomieszczeniu było wiele okien. W głębi ujrzeli piękne, złocone meble.
- Jak widać, cała architektura przywodzi na myśl epokę gotycką, która ilustruje ówczesne legendy.
Wskazała na ścianę. Obok Mike'a było widać jakieś freski i zapisy w niezrozumiałym dla niego języku.
- W tamtych czasach ludzie wyczekiwali jakiegoś zbawienia. Mówią o tym słowa "Alana de kei durmen la de giro alei do ci dur na...", które oznaczają "Bohaterskie imię twe Alan rozbrzmiewać będzie echem...". Natomiast słowa "...Bartę calu demora, dana norii da zajnal" znaczą "Zło zostanie pokonane, a demony z Bortynii przepadną na wieki".
Kiedy skończyła rozejrzała się po sali, po czym mówiła dalej:
- To opis legendy z tamtego okresu. Typowe przedstawienie walki dobra ze złem. Bortynia to przejście w wymiar piekła - do świata demonów. Niewielu śmiałków miało odwagę przekroczyć te progi. Według mitów ten, kto otworzy wrota Bortynii będzie potępiony na wieki i sprowadzi na świat zło...
Podeszła do wyjścia, które prowadziło na korytarz. Klasa wraz z nauczycielem przeszła na jego koniec. Ozdobne wielkie drzwi wprowadziły ich do ogromnej sali.
- Znajdujemy się w sali balowej. Tutaj właśnie odbywały sie bale i śluby. Ale nie to jest najważniejsze. Z tym zamkiem związana jest jeszcze jedna legenda, a mianowicie legenda "Nieszczęsśliwej miłości". Opowiada ona o parze zakochanych młodych ludzi i o zemście ojca na młodzieńcu, który pokochał akurat jego córkę a nie inną.
Przewodniczka przeszła na koniec sali. Zatrzymała się koło wielkiego lustra. Dziwne ale odbijało ono tylko jej cień.
- Młodzieńca zamordowano, a dziewczyna została skazana na wiele gorszy los
- To znaczy? - spytał zaintrygowany Mike
- Została zamknięta w najmniejszym i najciemniejszym lochu w tutejszych katakumbach. Istnieją pogłoski, że jeszcze żyje i wyczekuje swojego zbawiciela, który ją uratuje. A ojciec dziewczyny też zginął - odparła przewodniczka - wpatrując się w to lustro. Teraz każdej nocy, kiedy wybija północ, błąka się po tej sali i krzyczy " nie pozwolę, po moim trupie ". Zapewne spytacie dlaczego zginął tak, a nie inaczej. Pomyślicie też, że to głupie. Zapewniam was, że nie. Najlepiej będzie, jak poznacie narazie moc i historię tego lustra.
Podeszła bliżej, położyła rękę na pięknej złoconej ramie, po czym kontynuowała:
- Oto zwierciadło Belamotów - tajemniczej dynastii. Lustro to przepadło na wiele lat, ale nasi archeologowie je odnaleźli i sprowadzili na swoje miejsce. Przypisywano mu właściwości magiczne. Ponoć miało ono moc odbierania duszy. Ten, kto w nie spojrzał zatracał się na zawsze, a jego dusza błąkała się wiekami w innym świecie. Z pewnością wielu z was zadziwia fakt konstrukcji tego niezwykłego lustra. Specjalne pryzmaty tworzą iluzję w taki sposób, że widzimy w nim jedynie nasz cień.
Przewodniczka mówiła dalej, kiedy Mike poczuł się jakos dziwnie. Zaczeło mu się kręcić w głowie.
- Czego tu szukasz marna istoto
- Kto to powiedział? - spytał Mike
- Głupcze, myślisz że można wkroczyć na nasz teren nie płacąc za to konsekwencji. Oto przedsmak tego co cię czeka jeśli nie zawrócisz
Nagłe zrobiło mu się tak słabo, że zemdlał. Obudził się wieczorem w dziwnym pokoju. Leżał na wielkim łożu przyozdobionym freskami. To dziwne, ale wszędzie było ciemno i cicho.
Obrócił się, żeby zobaczyć która jest godzina. Zamiast budzika zobaczył ogromne okno, rozświetlone jasnym światłem księżyca. Uświadomił sobie, że prawdopodobnie koledzy, nauczyciel i przewodniczka zapomnieli o nim i sobie poszli.
W oknie ujrzał stare, martwe drzewa uginające się pod wściekłymi uderzeniami wiatru. Po chwili usłyszał wycie i szczekanie psów. Wiatr wdzierał sie przez szpary w futrynach ze świstem i żłowieszczym chichotem. W ucho Mike'a zaczęły powoli wpadać jeszcze inne dźwięki. W sali, w której się znajdował rozległo się przeraźliwe skrzypienie drzwi. Gdzieś za ścianą dobiegł go odgłos trzaskania drzwiami. W tym momencie poczuł się sam jak palec. Oblał go żimny pot. Czuł ucisk w gardle. Był przerażony. Postanowił się wydostać, choćby musiał umrzeć. Zresztą sama myśl, że był tu zupełnie sam, przyprawiała go o ciarki.
Zebrał w sobie myśli i wstał.
- Chodź z nami - usłyszał głos dochodzący zza drzwi. Był coraz głośniejszy - Chodź z nami !!! - i drzwi same się otworzyły.
Oczom Mike'a ukazały się drzwi na korytarz... Po wyjściu z pokoju ujrzał otwarte wejście do katakumb
- Chodź z nami!!! - dochodziło to z ich wnętrza
Zbliżył się trochę i zobaczył schody
- Chodź!!! - jesteś nam potrzebny
Nie wiedział, czemu był wodzony tajemniczym głosem, który paraliżował jego ciało - nakazywał iść dalej. Cały czas słyszał tajemniczy dziecięcy głos. Jego siła woli była słabsza od tej siły."Horror się rozpoczyna" - pomyślał - "Jeszcze trochę i nie będę mógł logicznie rozumować.
- Tak! Nie ma czasu do stracenia. Trzeba się stąd wydostać
Zszedł do katakumb, które pochlonęły jego sylwetkę w zgliszczach swojej ciemności.
C.D.N
Marek Będkowski
[ siderek1@wp.pl ]
|