|
Ze specjalną dedykacją dla autentyczniej postaci występującej w opowiadaniu.
Załomotałam pięścią w drzwi. Gdyby drzwi mogły mówić te na pewno obrzuciłyby mnie stertą wyzwisk. A może i nie. W końcu to miłosierne drzwi do domu katechetycznego...
Dom katechetyczny na Dębcu to specyficzne miejsce. Niepozorny budyneczek wybudowany przez proboszcza za pieniądze wiernych. Znajduje się tu pseudoksięgarniobiblioteka katechetyczna, kupa salek katechetycznych, świetlica katechetyczna, stołówka katechetyczna, kibel katech.... ekhem!... kibel... Itp. i itd. Odbywają się tu przygotowania do chrztu, przygotowania do komunii, przygotowania do bierzmowania, przygotowania do ślubu... brakuje chyba tylko przygotowań do pogrzebu. Oczywiście podczas mszy cały piękny kwiat młodzieży polskiej dzielnie okupuje toalety zarówno męskie jak damskie. Całego tego katechetycznego dobytku pilnuje kochany pan kościelny będący jednocześnie chyba najwredniejszą mendą na całym osiedlu. Uwielbia opieprzać ludzi za byle co, nienawidzi dzieci i rozsiewa ponurą atmosferę w promieniu kilometra. Jeśli się uśmiecha to tylko wtedy, gdy bliźniemu dzieje się nieszczęście. Normalnie wzór człowieka!
... Oczywiście przybytek ten nigdy praktycznie nie jest udostępniony dla wszystkich wiernych. Drzwi zamknięte. Ale ja przecież musiałam tam wejść! Tam w końcu znajduje się ta poroniona siedziba tego zakonu egzorcystów! Ze złości zaczęłam kopać w drzwi ile wlezie. W końcu desanty się na coś przydały! Twarde i mocne buty. I dużo huku! To lepsze od glanów. Moje kopanie musiało chyba kogoś wzruszyć bowiem raczył łaskawie otworzyć te pieprzone wrota.
- Czego chcesz? - ryknął kościelny od progu. - Jak głupia się dobijasz! Spokoju nie dajesz!
- Ja bardzo przepraszam ale... - zaczęłam ale nie dane mi było skończyć.
nie dane mi było skończyć.
- Szybciej gadaj! Dobija się i dobija, teraz nie wie po co! - huczał dziad -Czytać nie potrafisz?! Jak wół pisze, że zamknięte!*
- Gdzie pisze?! - ryknęłam prawie tak głośno jak on. - Tu nic nie ma!!
- Jak nie pisze?! Jak wół pisze! O tu pisze!! - pokazał w głąb pomieszczenia. Na ścianie wisiała pisana długopisem kartka z niewidocznymi stąd cyferkami i literkami. Niezły hardkor...
- Co się stało? - zza jakiś drzwi wychylił się młody ksiądz.
- O! Niech ksiądz Damian coś tej dziewczynie powie, bo przylazło toto i co chce nie mówi i w ogóle przeszkadza i hałasuje i bezczelna jest!
- Mhm, tak... właśnie - niechętnie wymruczał ksiądz. Najwyraźniej poznał się już na kościelnym. - Czego byś chciała?
- Tu... Eee... się podobno... yyy... mieści - dukałam zerkając niepewnie na kościelnego. - Eee... zakon egzorcystów?
Chwila niezręcznej ciszy. Księdza tak zgasiło, że mu omal oczy z orbit nie wypadły.
- Pozwól ze mną - jęknął słabo.
Podążyłam za nim zerkając perfidnie na kościelnego, który mrucząc coś do siebie wchodził po schodach na górę do swojej kanciapy.
Ksiądz zaprowadził mnie do niewielkiego pomieszczenia w suterenie. Zapewne była to niegdyś salka katechetyczna, gdyż na ścianie wisiała jeszcze stara szkolna tablica a po kątach walały się szczątki kredy. Stało tu parę pustawych regałów ze starszymi lub nowszymi książkami. Na środku stały dwie złączone, stare szkolne ławki. Najwidoczniej były używane jako stół gdyż wokoło starannie i równo ustawiono szkolne krzesła. Z tyłu, pod małym okienkiem piętrzyła się słabo oświetlona katedra nauczycielska zapełniona najdziwniejszymi przedmiotami. A obok katedry zaczytana w wielką księgę siedziała...
- Danka! - krzyknęłam
- To ty? - zdziwiła się - Myślałam, że strach cię obleciał. - prychnęła z pogardą.
- Nawet nie wiesz, co przeżyłam! - syknęłam - nie było cię tam!
- Czy mógłbym poprosić o chwilę uwagi? - odezwał się ksiądz.
- O... oczywiście - Danka poprawiła okulary.
- Więc... - zwrócił się do mnie - Znam twoją historię...eee... Zosiu?... - wypowiedział niepewnie
Pokiwałam głową na znak, że może się tak do mnie zwracać.
- Wiedziałem, iż prędzej czy później tu przyjdziesz. - westchnął - Hmm... Właściwie to ty powinnaś się teraz pytać.
Ja pytać? Faktycznie w głowie kłębiły mi się niepewności ale o co miałam zapytać? Przyszłam tu by szukać pomocy. Pomocy? Nie. Raczej odpowiedzi. Ale odpowiedzi na co? Arghhh... Błędne kółko. Danka tymczasem mierzyła mnie pogardliwym wzrokiem spod swoich delikatnych, prawie drucianych okularów.
- Wczoraj... wczoraj miałam niemiły wypadek - zaczęłam - Na całym osiedlu Dębina wyłączyli prąd. - w tym momencie dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie - Chciałam poszukać świeczek w barku - kontynuowałam ignorując ją - Weszłam do salonu a tam... ktoś był. Sądzę, że to demon. Mówił, że zna smak mojej krwi i nazywa się Melzamiel. Proponował mi służbę u swego pana i porzucenie Boga. Nie zgodziłam się. Odszedł ale czuję iż prędko nie da mi spokoju - zamilkłam na chwilkę - Dlatego tu jestem.
Ksiądz stał zamyślony. Ze skupieniem wpatrywał się w promienie światła delikatnie otulające zakurzone regały. Danka bawiła się kosmykiem swoich tlenionych na biało włosów. Jej mina również wyrażała nadludzkie skupienie. Nagle ksiądz odezwał się:
- Tak. Potrzebujemy jej.
- Zgadzam się z księdzem, mimo że nie do końca jej ufam. - powiedziala Danka - Ale sytuacja naszego zakony jest trudna. W sumie liczy się każdy członek.
- Cieszę się iż wreszcie to pojęłaś. - uśmiechnął się duchowny. - Może niedługo... Nieważne.
Podszedł do okienka i jednym ruchem ręki starł kurz z szyby. Do pokoju wpadły troszkę żywsze promienie światła. Zrobiło się nieco jaśniej. W kącie zalśnił srebrny krzyż, którego przedtem nie zauważyłam.
- Zofio Wiess, słyszałaś już iż jesteś potężnym medium. - zwrócił się do mnie poważnie ksiądz - Możesz teraz to pytanie potraktować głupio ale... Czy chcesz przystąpić do wydziału 7 " Zakonu Rycerskiego Świętego Jerzego" w Polsce? Możesz odmówić ale... brakuje nam składek.
- Eeee... Zgadzam się, proszę księdza....?
- Jestem ksiądz Damian Wawrzonkiewicz a to Danuta Miłosz. Danuto - zakrzyknął - masz nauczyć Zofię wszystkiego co sama potrafisz!!
- Tak jest proszę księdza - dziewczyna stanęła na baczność - no cóż - mruknęła w moją stronę - Czuję, że się zaprzyjaźnimy.
- O tak.....
Krzyż tajemniczo błysnął w kącie.
* Pozdrowienia dla pana kościelnego z parafii Świętej Trójcy na Dębcu w Poznaniu! To nawiązanie do pewnej sytuacji, gdy chyba z pół godziny czekaliśmy na przygotowania do bierzmowania, by zostać opieprzonymi przez kościelnego. Otóż podobno wisiała kartka, na której pisało, iż przygotowań dzisiaj nie ma. Faktycznie wisiała. Tyle, że zasłaniały ją otwarte drzwi do kibla (!!!).
Vampire Zelda
[ kyuketsuneki_hime_zelda@wp.pl ]
|