Przejdź do spisu treści...

Krasnoludzka masakra... ?

"Fantasy: krasnoludzka masakra klingą i toporem?"


Znak zapytania w tytule, zapewniam, jest jak najbardziej istotny, bo co dla niektórych krytyków i fanów twardej S-F jest oczywiste, dla mnie wydaje się warte podważenia. Uściślając więc, tekst który macie przed sobą jest próbą udowodnienia wartości tego gatunku i wykazania, że jest czymś więcej niżeli wesołą, krwawą "rąbanką", gdzie posoka radośnie tryska pod błękitne niebo i że książka fantasy to również twór artystyczny, mający swoją wartość.

Zacznę od tego, że fantasy była dla mnie zawsze po prostu literaturą fantastyczną. Potwierdzają to choćby utwory jakim nie da się przylepić metkę fantasy czy S-F. Co za tym idzie - literatury fantastycznej, moim zdaniem, niema po co rozdrabniać na poszczególne gatunki. Świat światem, a krytycy i tak zrobią swoje. Oto więc można zasłyszeć takie określenia podgatunków samej fantasy: epic fantasy (np. "Władca Pierścieni"), heroic fantasy ("Conan" Howarda), high fantasy ("Ziemiomomorze" Le Guin), sword & sorcery ("Kane" Wagnera), dla miłośników licznych gwałtów, rzek krwi i stron aż lepkich od spermy - adult fantasy (przykładów nie podam;)), humor i wesołe przygody, tudzież parodia gatunku - humorous fantasy ( "Świat Dysku" Pratchetta), dla wielbicieli wilkołaków, wampirów i wszelakiego podobnego tałatajstwa - dark fantasy, a ponadto science fantasy i literary fantasy.
Mało tego, ze względu na różnorodność fantasy, jej elementów możemy także dopatrywać się nie tylko w literaturze science fiction ale i horrorze. Nieodzowną cechą horroru jest element nadprzyrodzony (pozostałe to np. literatura grozy), który zbliża ten gatunek do lit. fantastycznej. Mamy tu też przypadki będące ewidentną fantasy - "Talizman" Kinga i Strauba. Nawet, idąc za ciosem, można by do tego worka wrzucić "Lśnienie" Kinga.
No i niech ktoś spróbuje mi teraz sformułować w kilku zdaniach definicję gatunku. Naturalnie wykluczam same niosące się na usta antyfanów krótkie, dosadne formy. ;-)

"Fantasy nie jest antyracjonalna, lecz pararacjonalna, nie jest antyrealistyczna, lecz surrealistyczna, to znaczy: jest realizmem wyższego poziomu. Używając terminologii freudowskiej: eksploatuje pierwotny, nie zaś wtórny proces myślowy. Wykorzystuje archetypy, a te - jak przestrzega Jung - są niebezpieczne. Fantasy o wiele barwniej niż literatura realistyczna bliska jest poezji, mistycyzmu, obłędu. To dzikie pustkowia, a ci, którzy się tam zapuszczają, nie powinni łudzić się fałszywym poczuciem bezpieczeństwa. Fantasy to podróż. Podróż do podświadomości, jak psychoanaliza. I tak jak psychoanaliza, może nieść zagrożenie. Sprawić, że zajdą w nas zmiany."
Ursula K. Le Guin, "The Language of the Night: Essays on Fantasy and Science Fiction".

Zgadzam się i popieram słowa pisarki. Fantasy ma swoją głębię, swoją myśl i przesłanie. Jest jednym, wielkim i potężnym tworem ludzkiej wyobraźni.

Naturalnie, jak się pewnie domyślacie, fantasy ma urozmaicone grono czytelników. Jeden lubi opisy skrupulatnie tworzonego Śródziemia, drugi ścielącego się gęsto i kolorowo trupa. Kogoś fascynują głębokie przemyślenia bohatera w sytuacji jaką stawia przednim surrealistyczny, magiczny świat. A ktoś inny ślini się przy czytaniu wartkiej akcji w realiach odmiennych od naszej szarej rzeczywistości. Z pewnością ktoś ciągle jeszcze uwielbia walki z orkami, trollami, demonami, tudzież smokiem, i miło wspomina pewną potyczkę Rębaczy z tym mitycznym stworem w jednym z opowiadań o Wiedźminie.

Fantasy, jak każdy inny gatunek, ma swoich lepszych i gorszych autorów. To właśnie przez pryzmat ich dzieł należy oceniać jakość gatunku, a nie według stereotypów. Owszem w fantasy namnożyło się sporo książek średniej, czy wręcz słabej klasy, ale nie jest to zjawisko obce każdej innej literaturze. Rozwiązanie jest proste - należy czytać książki tylko dobrych autorów i przy zakupie kierować się opinią kilku recenzentów.

"Nad ranem, jeszcze w ciemnościach, do biwaku podkradł się głodny i wściekły wilkołak, ale zobaczył, że to Jaskier, więc posłuchał chwilę i poszedł sobie."
Andrzej Sapkowski (w skrócie - AS) "Trochę poświęcenia". Jak dla mnie jedno z wielu opowiadań Sapkowskiego niosące pewne istotne wartości. To zdecydowanie "psychoanaliza" niosąca te dobre zmiany.

Zatem, wiemy już, że dobra fantasy przekazuje czytelnikowi wartości. No dobrze, a co dla tych którzy nie wyobrażają sobie tego gatunku bez krwawych starć na miecze. Pozostaje im heroic fantasy i sword & sorcery, ale nie tylko, bo niewiele jest książek fantasy bez bitki czy odrobiny przemocy - tnący miecz w silnej ręce musi być. :-) Znowu pozwolę posłużyć się znaną sagą Mistrza Sapkowskiego. Miecz dzierży tutaj znana wszystkim postać białowłosego Wiedźmina, jak na swój fach przystało - w obronie ludzi i najlepiej za wynagrodzenie. :-) Geralt ma jednak własne zasady, wiedźmiński kodeks - który de facto nie istnieje. Mutant (a może jednak człowiek?) z fałszywym akcentem, któremu odebrano szansę na normalne życie. Nie chce mieszać się w ludzką politykę i wojny. Woli być neutralny. U Sapkowskiego każdy cios pozostawia bliznę, ma swoje znaczenie i skutek. A każde przepuszczone przez zasłonę ostrze zadaje ból i rani, bądź zabija. Ociekające krwią zbrocze świadczy, że czyjaś matka straciła syna, ewentualnie, że jakiś syn stracił właśnie matkę.
Zdolności Geralta choć przewyższają ludzkie, mają też własne granice. Dwóch jednocześnie atakujących wprawnych przeciwników może go ranić, a nawet zabić. Przecież brzeszczot dobrego miecza z łatwością tnie mięso i kości.
Krasnolud gdy ciśnie topór pod żebro krasnoluda, okryje się niesławą równą bratobójstwu. Sapkowski utwierdza nas w przekonaniu, że podnieść rękę na elfa, niziołka, gnoma, czy krasnoluda jest równie ciężko co w realnym świecie na człowieka. Gdy w walce polegną młode i waleczne elfy, ich rasa dotkliwie odczuje brak nie spłodzonego przez nich potomstwa. Rozlew krwi ma swój skutek i niesie moralne rozterki.

"Był jak śmiertelnie ranny człowiek, który w szalonej żądzy unicestwienia swojego oprawcy, nie czuje już nic, chociaż ręce ma śliskie od własnej krwi, a stopy potykają się o jego własne wnętrzności"
"Kane" - Karl E. Wagner Jeden z "piękniejszych" opisów, jaki można znaleźć w tym cyklu. Takich perełek jest kilka, ale nie występują one nagminnie.

"Kane" to zdecydowanie druga strona medalu. Trup ściele się gęsto, aż po horyzont, gdzie w tle zachodzącego Słońca, tęgi i niepokonany bohater, oczyszcza brudną od posoki klingę miecza. ;-) No, trochę koloryzuję, chociaż tytułowy Kane przewyższa Geralta umiejętnością posługiwania się dwoma mieczami - a co za tym idzie, większy zasięg i podwójna frajda.
Jak na fantasy przystało postać głównego bohatera musi czymś wyróżniać się spośród plebsu. Zapewne, o Wiedźminie słyszał każdy (choćby za sprawą marnej ekranizacji), to o nieśmiertelnym, potępionym prze bogów Kane słyszało niewielu. Nasz bohater podpadł kiedyś pewnemu bogu, który mówiąc wprost, ukarał go nieśmiertelnością, dłońmi dusiciela i oczami zabójcy. Od tego czasu zdążył już wielokrotnie zadecydować o losach wielu bitew. Prowadził do boju wojska pod nie jedną flagą, bezlitośnie rabował porty i stolice. Nie raz dowodził zwycięskimi flotami, nawet pod piracką banderą. Pamięta bóstwa i mroczne tajemnice świata o jakich już dawno zapomniano. Studiował magiczne księgi, które dzisiaj sypią się w proch. Mimo, że magia nie jest mu obca, Kane preferuje raczej rozwiązania siłowe. Ogromna, jak na wojownika przystało postura. Mięśnie zdolne gnieść i kruszyć ludzkie czaszki. Doskonalona przez wieki umiejętność posługiwania się wszelakim orężem. I co z reguły nie mieści się już w tak mnogim repertuarze zdolności: inteligencja, wiedza i przebiegłość. Zdecydowanie nie jest tępym osiłkiem nie umiejącym nawet porządnie się wysłowić. Jest schludny (jak na wojownika) i obeznany w etykiecie. Knuje intrygi, orientuje się w polityce. Co najważniejsze Kane jest po prostu Zły, chociaż... z drugiej strony, może kieruje się własnym, ukształtowanym przez wieki rozumowaniem. Aby zapewnić sobie jakąś rozrywkę między życiem a... życiem, uciszyć w sobie bezsens i monotonię istnienia, ima się wojaczki. Po wielu krainach i dworach bardowie śpiewają o legendarnym wojowniku przeklętym przez bogów, nie wiedząc, że Kane właśnie po raz kolejny opuszcza kryjówkę, by rabować, palić i niszczyć. Amen!

Kane to paskudny typ, którego nie interesuje czyją właśnie ściął głowę. Podbija krainy, prowadzi oblężenia dla nie swojej sprawy, w odległych od siebie krainach. Poczym znika na jakiś czas. Tak naprawdę Kane to też tajemnica. Osobowość spowita mrokiem. Spora część jego życia to nierozwikłana zagadka. Wydaj się nawet, że tli się w nim iskierka Dobra i o dziwo czasem budzi u czytelnika sympatię, a czasem zwykłą odrazę i nawet pogardę.
Momentem kulminacyjnym chyba każdej z jego przygód jest walka, albo w postaci starcia dwóch armii, albo też on sam krzyżuje swój miecz z potężnym wrogiem. Mówiąc krótko: kanon. Przelana krew jest tu tylko brudem na posadzce, który służba będzie musiał posprzątać. Pomniejszy przeciwnik istnieje tylko po to, by zaraz zginąć od ręki bohatera i nikt nad nim nie uroni jednej łzy. Zwyczajnie - "mięso armatnie", jakie potrzebne jest autorowi do rozpędzenia akcji. Wbrew pozorom Kane nie jest taki niezniszczalny, rozcięta skóra krwawi a wrzynające się w ciało ogniwa kolczugi zadają ból.
Nie ma zasad, giną wszyscy którzy staną na jego drodze. Czy więc wysuwając "Kane'a" jako kolejny przykład, sam się pogrążam? Owszem. To miejscami zwykłe mordobicie, ale jakie przyjemne i miłe w odbiorze. Walki (zbiorowe jaki i indywidualne) są ciekawe i dynamiczne. Czasem uproszczone, ale i tak barwne (nie tylko za sprawą krwi) i emocjonujące. Chyba właśnie na tą ostateczną rozprawę się czeka.
Owy cykl można uznać za literaturę słabszą i na pewno mniej godną polecenia niż proza Sapkowskiego. Może nawet, literaturą z dolnej pułki. Nikt jednak nie odbierze cyklowi "Kane" tego posępnego nastroju, zapomnianych mrocznych bóstw i surowego klimatu.

Czas przyszedł na podsumowanie.
Dobra fantasy, pisana ręką dobrego autora, zaprzeczy sama postawionemu w tytule pytaniu. Mało tego, świetnie się z niego wybroni. Fantasy nie jest w niczym gorsza od innych gatunków, są tyko gorsi i lepsi pisarze. Oczywiście to co jest dobre, a co nie, to też kwestia gustu. Ja osobiście nie żałuje żadnej chwili spędzonej przy "Kane". Wagner potrafi nakreślić mroczny nastrój i mimo, że nie nadał swemu dziełu wielkiej głębi, nie wpaja nam wielkich wartości, chylę przed nim czoła.

"Nikt nie przypuszczał, że pieśniarz może zabijać.
Zawsze tak jest..."

"Kane" - Karl E. Wagner


Przemyśleń dostarczyła lektura kompendium wiedzy o literaturze fantasy - "Rękopis znaleziony w smoczej jaskini" Andrzeja Sapkowskiego, w którym pisarz, między innymi, odpiera wszelkie zarzuty stawiane temu gatunkowi.

Rat [ neon_rat@o2.pl ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści