N U M E R :
7
lipiec 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 07 - The Raconteurs...

The Raconteurs - Broken Boy Soldiers

Ostatnimi czasy polubiłem The White Stripes. Ów duet grał tak fajną muzykę, że postanowiłem sięgnąć po nowe dzieło jednego z członków duetu - Jacka White'a, a mianowicie debiutancki album zespołu The Raconteurs zatytułowany "Broken Boy Soldiers".

Płyta zespołu The Raconteurs to tylko dziesięć piosenek i trzydzieści trzy minuty muzyki. Czy porządnej? Nie jestem do końca pewien, wydaje mi się, bowiem, że muzyka tego nowopowstałego zespołu nie wpada w ucho, przynajmniej mi nie wpadła. Oczywiście dla innych może to być najlepszy album ostatnich lat, ale nie dla mnie. Poza singlem zatytułowanym "Steady As She Goes" nie znalazłem na tej płycie żadnej przebojowej piosenki. Jedno jest pewne - to nie jest album, który wydano po to, aby się dobrze sprzedał. To jest po prostu niezła płyta rockowa, bez żadnych wyróżniających się piosenek, nadających się na światowy przebój. I chociaż głos Jacka White'a nadal mi się bardzo podoba to nie mogę powiedzieć, że jego nowy zespół tak.

The Raconteurs

Moze przejdę do dokładnego opisu każdej piosenki, jest ich tylko 10, a więc mogę sobie na to pozwolić. Pierwszy jest singiel - "Steady As She Goes". Jak już wcześniej mówiłem jest to przebojowa piosenka, która wpada w ucho. Dobrze zagrana, świetnie zaśpiewana, przy słuchaniu, której miałem skojarzenia do White Stripes, a to dobrze o niej świadczy, przynajmniej w moim mniemaniu. Drugi utwór to "Hands" z bardzo dobrą muzyką oraz dobrym wokalem. Jest to jedna z lepszych pozycji na tej płycie i wyróżnia się tak samo jak utwór pierwszy.

Myślę, ze piosenka ta nadawałaby się na drugiego singla The Raconteurs. Trzy to tytułowe "Broken Boy Soldiers" ze świetną muzyką, najlepsza piosenka na płycie, według mnie. Jednak nie jest ona zbyt przebojowa, dlatego też nie wątpię, ze gdyby została wydana jako singiel nie odniosłaby sukcesu. Oczywiście Pan White zaśpiewał tu "po swojemu", jego wysoki głos bardzo dobrze wkomponował sie w muzykę, ktora jak podkreślam jest świetna. Cztery. "Intimate Secretary". Z początku fajne, potem gorsze. I muzyka taka jakaś dziwna i wykonanie wokalne niezbyt.


Nie mogę wielce narzekać, ale poprzednie trzy piosenki były o niebo lepsze. Piąty utwór - "Together" - to spokojna ballada, w której z bardzo dobrej strony pokazali się muzycy The Raconteurs. Melodai jest naprawdę przednia i zasługuje na oklaski, a dodatkowo wpada w ucho, co w przekroju tej płyty jest wyróżniającą się rzeczą. Do śpiewu też nie można się zbytnio przyczepić. Sześć - "Level" - zaczyna się dziwnie, potem jeszcze dziwniej.

Trochę tak jakby w stylu dawnych lat, niestety wykonanie niezbyt fajne. "Store Bought Bones" to utwór szybki, z charakterystycznym dla Whita śpiewem, niestety jakiś taki dziwny i niebzyt przekonywujący. "Yellow Sun" - świetna muzyka, dobry tekst, dobra piosenka, na pewno nie przebojowa, ale nie o to przecież chodzi. W sumie lubię takie piosenki jak "Yellow Sun", które podchodzi nieco pod lubiane przeze mnie country oraz jest podobne do Clap Your Hands Say Yeah, które lubię bardzo. Dziewiąty utwór - "Call It A Day" to próba zagrania spokojnego utworu, jakby dla uspokojenia, czy czegoś tam innego. Muszę powiedzieć, że mnie to nie przekonało.

Nie podoba mi się i tyle. I muzyka jakaś dziwna, inna niż w innych piosenkach i wokal niezbyt ciekawy. I ostatnia piosenka na płycie, a mianowicie "Blue Veins". W sumie nie mogę się do tej piosenki zbytnio przyczepić. Chłopcy zagrali dobrze, zaśpiewali nieźle i chyba nic nie zepsuli, chwalebne.

Pisząc tą recenzje doszedłem do wniosku, ze płyta The Raconteurs jest albumem dobrym, jeżeli dłużej się w niego słuchamy. Nie przeszkadza wówczas nawet to, że jest to tak krótki album, piosenek można słuchać po kilka razy i raczej się nie znudzą. Na pewno nie będą to jakieś wielkie przeboje, które utrzymają się sześć miesięcy na pierwszych miejscach światowych list, ale jak juz wcześniej mówiłem, nie o to w tym chodzi, bo jest to album dla fanów White Stripes, do których ja się zaliczam.

Reasumując - niezła płyta, z bardzo dobrą muzyką, oryginalnym wokalem. Nieco za krótka oraz niektóre piosenki nieco nużące i niezbyt przemyślane(?).

Ocena: 7-/10

Spis utowrów w treści.

Skład:

Jack White - wokal
Jack Lawrence - gitara basowa
Patrick Keeler - perkusja
Brendan Benson - gitara, wokal, klawisze


Autor: BlackDog blackdoggy@o2.pl 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)