N U M E R :
7
lipiec 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 18 - Trzy Szybkie...

Trzy szybkie recenzje by Michał Chmielewski

Vanessa Mae - "Storm"

Ta płyta to rzeczowy dowód na aktualność muzyki poważnej. Uzbrojona w skrzypce śliczna Azjatka tnie struny tak przyjemnie, że sam nie wiem, co lepsze - sama ona czy muzyka, jaką tworzy. A tworzy muzykę bardzo dobrą, choć sama podkreśla, iż grała tutaj tylko na skrzypcach i wokalu. "Tylko" jest tutaj w pełni uzasadnione, bo z pewnością samych skrzypiec tutaj nie usłyszcie. Mieszanka - szybkie, energiczne i niekiedy piskliwe utwory mieszają się z tymi wolnymi, refleksyjnymi soundtrackami do damskich kąpieli przy blasku dziesiątek świeczek zapachowych. Niestety, płyta wysiada tuż po połowie. Robi się nudno, dochodzą inne instrumenty spychając skrzypce na drugi plan. Nieudany zabieg. A płyta miała szanse być wewnętrznie tak udana, jak zewnętrznie jej autorka.

Ocena: 3/6

Garbage - "Bleed like me"

Po usłyszeniu ich "Run baby run" musiałem przesłuchać cały kompakt. Wymiatające dźwięki, proste teksty z ciekawą treścią i mniamniuśna wokalistka Shirley Manson (obawy jej pochodzenia ze względu na nazwisko są jak najbardziej uzasadnione) oczarowały mnie. Niemal każdy kawałek, czy to szybszy i głośniejszy, czy cichszy i wolniejszy, to cudeńko na miarę lepszego znaczenia przeboju. Kompozycja brzmi nieco cukierkowo i trąci brithneyowskimi nutami, co w tym przypadku uznaję za plus. Ten album Garbage to dla mnie odskocznia od codziennej dawki ciężkich, nisko nastrojonych gitar. Taki balsam dla przeciążonego słuchu. Niestety, wg teorii Krillina, zawsze k... coś. W płytę CD wcisnąć można 80 min. muzyki. "Bleed like me" trwa... 45 minut, co daje jedną lekcję szkolną. Gdyby reszta została załadowana multimediami, ocena sięgnęłaby zenitu, a tak:

Ocena: 5/6


Marilyn Manson - "The golden age of grotesque"

Popkulturowy antychryst w akcji! Jako trutkę niewinnych duszyczek używać będzie deprawujących tekstów oraz prowokującym i ośmieszającym konwenanse wizerunkiem. Zawiąże to wszystko łańcuchem ognistej, mocnej i szybkiej muzyki, uzyskując akustyczny topór do rozdrabniania w mak wszelkich norm moralnych. Od świetnej, rytmicznej i po prostu innej "Golden age of grotesque", aż po szybką, dynamiczną i nadzianą kobieco-dziecięcym chórem "Mobscene". Być możne najlepszy album panów z MM. I choć wielu zarzuca mu totalną prostytucję biznesową, mutowanie w mentora, nauczyciela, proroka i uczestnika do rozmów Bardzo Bogatych Panów - czyli totalne skur*ienie - Brian Warner, twarz zespołu, już zawsze należeć będzie do mego ścisłego grona Bogów Rock'n'rolla. "This is the new shit! Do you want it?!" - pytał Warner. Taak, i proszę o dokładkę!

Ocena: 5/6

Autor:Michał Chmielewski  

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)