maj 2006
7
lipiec 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 19 - Dianne Reeves...

Dianne Reeves, "In The Moment"

Wykonawcy:

Dianne Reeves
Otmaro Ruiz
Reginald Veal
Rocky Bryant
Romero Lubambo
Munyungo Jackson
George Duke
Wayne Holmes

Utwory:

1. Morning Has Broken
2. Afro Blue
3. The First Five Chapters
4. Triste
5. Bridges
6. Love For Sale
7. Come In
8. The Best Times(Grandma's Song)
9. Testify
10. Suzanne
11. Mista

Nie będę ukrywał, że Dianne Reeves jest moją ulubioną wokalistką jazzową. Nie będę również ukrywał, że album ten jest koncertem zarejestrowanym w Los Angeles w roku 2000. Tak, płyta nie jest "nowa", ale uważam, że jeśli ktoś jeszcze nie miał styczności z tą artystką, to krążek ten będzie najlepszy, aby się z nią zapoznać.

Głównie z tego powodu postanowiłem napisać tę recenzję, żeby osoby, które chcą zapoznać się z twórczością Dianne mieli jakiś "punkt zaczepienia". Jeśli ktoś po przesłuchaniu tego krążka stwierdzi: "Nie, to nie dla mnie", to według mnie powinien skoncentrować się na słuchaniu tylko jazzu instrumentalnego.


Na tym albumie znalazło się wszystko, czego mogliśmy oczekiwać po wokalistce tego formatu. Zatem już na początku otrzymujemy ogromną dawkę improwizacji wokalnych. Nie tylko poprzez odpowiednią modulację głosu, ale również w sposób nieco odmienny od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni(np. pani Dianne Reeves śpiewająco przywitała się z publicznością). Mała rzecz, a cieszy. Zresztą, na tej płycie znajdziemy więcej takich "smaczków". W utworze " The First Five Chapters", Dianne śpiewa, że nie cierpi Los Angeles. Zważywszy na miejsce, w którym ten koncert się odbywał może się to wydawać nieco kontrowersyjne, jednak publiczność podeszła do tego z dystansem, podobnie jak i sama artystka. Ogólnie rzecz ujmując, atmosfera jaka została zarejestrowana podczas tego koncertu jest bardzo miła. Jednak nie widzę w tym nic dziwnego, ponieważ nie dość, że Dianne Reeves jest niesamowicie utalentowaną wokalistką, to wszelkie interpretacje piosenek, które wykonuje albo ocierają się o geniusz, albo są w nim zatopione.

Muzycy towarzyszący Dianne, nie ustępują jej na krok i również często dane nam będzie usłyszeć partie solowe w ich wykonaniu. Świetne improwizacje grającego na gitarze Romero Lubambo lub popisy pana Otmaro Luiz na instrumentach klawiszowych zachwycą każdego. Nie należy również zapominać o sekcji rytmicznej, którą tworzą: Reginald Veal, Rocky Bryant oraz Munyungo Jackson. Bez ich gry album ten straciłby naprawdę wiele ze swojego wdzięku.

Dawno już nie słuchałem płyt koncertowych(nie licząc nieustannego powracania do albumu „Friday Night In San Francisco”), zatem 70 minut muzyki zaserwowane nam przez Dianne i zespół było miłą odmianą w moim dziennym repertuarze.

Recenzję tę mogę zakończyć tylko w jeden sposób: każdy szanujący się fan jazzu powinien znać tę artystkę. Dlatego też polecam tę płytę wszystkim bez wyjątku.

Autor:Iskendarian 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)