| |||||||
| poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
Strona - 09 - Muzyczny rasista...
Muzyczny rasistaPsychologowie twierdzą, że każdy człowiek ma określoną osobowość i da się ją jakoś zaklasyfikować. Ja bym dodał ludziom jeszcze jedną cechę – osobowość muzyczną. Żeby poznać tę pierwszą trzeba godzin psychoanaliz, ankiet, badań. Aby określić tę drugą wystarczy spojrzeć na półkę z płytami badanego. Oto mój osobisty podział…pewnie wyjdzie na to że jestem rasistą… Nieszczęśliwi – nie słuchają muzyki (tak tak, są tacy ludzie ). Jest ona im obojętna a nawet przeszkadza. Nie kupują płyt ani sprzętu grającego. Czasem mimochodem posłuchają radia ale bardziej dla informacji niż muzyki. Zaściankowcy – ich repertuar ogranicza się do kilkudziesięciu utworów, które są akurat na topie, słychać je często w radiu lub są tzw. klasykami. Jest to zupełny miszmasz – utwory z różnych gatunków i epok, ale nie szkodzi – zaściankowcy i tak nie rozróżniają gatunków muzycznych. Nie dzielą oni muzyki na dobrą i złą, ale mają swoje własne, nieostre, kryterium – kryterium fajności. Słuchają więc owych radiowych hitów ale zawsze im ich mało, więc posiadają te same piosenki na płytach, i tylko te. Zaściankowcy generalnie nie kupują płyt, a już na pewno nie widzą potrzeby kupować płyt oryginalnych. Jeśli, jakimś przypadkiem, nabędą oryginalna płytę, to jest to dla nich powód do dumy na długie tygodnie. Ich płytoteka składa się głównie z płyt dodawanych do gazet i składanek największych przebojów z serii Super Mega Giga Top Bravo Hop Bęc vol. 27. Nie ma dla nich sensu słuchania całego albumu jakiegoś artysty, ważne są tylko te „najlepsze” kawałki. Strasznie trudno przekonać ich do czegoś innego niż to, czego słuchają 15 razy dziennie. I na koniec – generalnie nie ma dla nich znaczenia jakość muzyki, której słuchają. Byle grała bez względu na to czy szumi, czy trzaska. Zaściankowcy stanowią zdecydowanie i najliczniejszą grupę „słuchaczy”, niestety… Ortodoksyjni – słuchają muzyki i to bardzo zawzięcie ale z reguły jednego gatunku albo nawet tylko jednego zespołu. Wszystko inne uważają za, delikatnie mówiąc, nic nie warte i, na ile to możliwe, zwalczają. Zaś wykonawców, których słuchają mają za półbogów, posiadają wszystkie ich oficjalne i nieoficjalne płyty, znają ich życiorysy, noszą ich wizerunki na koszulkach a naszywki z nazwą zespołu na spodniach, plecakach, na czym tylko się da. Zwykle tego rodzaju ortodoksja łączy się z przynależnością do jakiejś subkultury, której dany rodzaj muzyki jest znakiem szczególnym. Uświadomieni – ci z kolei są już bardziej wybredni. Choć nie mają do końca ustalonego gustu muzycznego, to potrafią odróżnić muzykę ambitniejszą od komercyjnej szmiry. Są otwarci na wszelkie propozycje, z chęcią przyjmą nową płytę, ale często stwierdzą, że jest nudna już po pierwszym numerze. Skłaniają się to jednego konkretnego gatunku, mają swoich faworytów ale nie stronią też od radiowych przebojów. Kupują płyty, wiedzą co się mniej więcej dzieje na rynku muzycznym, lecz nie zaprzątają tym sobie za bardzo głowy. Na pewno ucieszą się z płyty pod choinką, ale równie pewne że nie skłonisz ich do słuchania jazzu.
|
Uzależnieni – muzyka jest dla nich osobą a nie rzeczą. Słuchają jej wszędzie i zawsze. Nie ograniczają się do jednego gatunku – słuchają po prostu muzyki dobrej, ale zazwyczaj trzymają się konkretnego muzycznego kręgu. W dużych ilościach najlepiej na dobrym sprzęcie. Z wypiekami na policzkach czekają na najnowsze krążki ulubionych artystów, odliczają dni do ich koncertów. Żyją muzyką, oddychają nią. Śledzą wydarzenia na rynku muzycznym, chociaż zwykle nie przywiązują wagi do prywatnego życia muzyków. Płyt posiadają dziesiątki a nawet setki i każda jest dla nich tak samo cenna. Rozumieją, że płacąc za oryginalne płyty płacą za ciężką pracę swoim „idolom” ( chociaż to słowo jest dla uzależnionego nie do przyjęcia ). Czytują prasę o tematyce muzycznej. Melomani – różnią się od uzależnionych jedynie drobną kwestią techniczną. Otóż mają duuużo kasy, mają kasy w nadmiarze dlatego też stać ich na zakup drogiego i wyrafinowanego sprzętu audio. Potrzebują nienagannych warunków do słuchania muzyki: spokoju, ciszy, wygody, jakości dźwięku. Kupują limitowane serie płyt w platynowych pudełkach, za kosmiczne pieniądze nabywają winyle, które są już zbyt zużyte żeby grac ale za to mają oryginalny podpis Jimmiego Hendrixa. Dziennikarze muzyczni – przykre mają życie Ci ludzie. Mają dużo z uzależnionych i melomanów – tak samo traktują muzykę, tak samo nie mogą się bez niej obejść. Ale niestety, albo stety muszą słuchać też innych, mniej przyjemnych rzeczy ( z zawodowego obowiązku ). Czyli lecą od disco polo…no bez przesady…od Britney Spears przez Pink Floyd po Nigela Kennedy`ego. Najlepiej jednak jak piszą o tym na czym się znają najlepiej, a jeszcze lepiej jak znają się na wszystkim, chociaż tacy ludzie nie istnieją. W każdym razie nie wyobrażam sobie, żeby mogli się wypowiadać np. o płycie, której nie słuchali. Mają jedno poważne zboczenie – jest nim głupia tendencja do analizowania muzyki, do patrzenia na nią bardziej od strony technicznej. To choroba zawodowa, ale dobrze jak potrafią oddzielić analizę od słuchania muzyki.
Wiem, że ten podział jest tendencyjny, subiektywny i niesprawiedliwy. Wiec jeśli kogoś to pocieszy to dodam jeszcze, że są, moim skromnym zdaniem, ludzie, którzy nie klasyfikują się do żadnej z tych kategorii, ale są i tacy, którzy posiadają cechy kilku na raz. Na szczęście zaściankowcy się nie krzyżują…
Autor:Łukasz Nowak lukasz-nowak83@o2.pl | ||||||
| | poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej
formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | |||||||