|
Nieskończona
egzystencja
Jimmy
W dzisiejszych czasach trudno o dobry temat. Nie wystarczy tylko wpaść na jakiś
pomysł i od razu siadać do pisania. Ileż to razy zdarzyło mi się utknąć na
trzecim akapicie a potem ze spazmem przerażenia drżącymi rękami naciskałem
delete. S. King napisał, że nie jest człowiekiem wybitnie utalentowanym czy
wykształconym a swoje opowieści czerpie z trzewi. Z najdalszych zakamarków swej
świadomości. Totalna spontaniczność poparta kunsztem i treningiem uczyniła z
niego „maszynę do książek”. O jakże wybitną „maszynę”! Gdy skończyłem czytać
„Mroczną Wieżę I” i przeczytałem notkę autora, jego przemyślenia i uwagi to coś
przewróciło mi się w żołądku. Ogarnęła mnie euforia i zachwyt – od tej chwili
potrafię poznać genialnego pisarza.
Po przeczytaniu „Cujo” Kinga ogarnął mnie niesmak. Każdemu zdarzy się wpadka,
pomyślałem. Jednak po paru dniach, gdy pochłonąłem jeszcze kilka innych
książek zrozumiałem kunszt. Trzysta stron o błahym wydarzeniu przeradza się w
skomplikowaną opowieść o kilku wątkach, które spotykają się ze sobą. Gdy
zacząłem czytać tę książkę miałem w głowie ostro i wyraźnie zarysowany dalszy
ciąg. Myślałem, że bez problemu napisałbym klon jego opowieści. Każda następna
strona utwierdzała mnie w tym, aż do zakończenia, na które nigdy bym nie wpadł…
To jedna z jego słabszych książek!
Masterton. Kto zna Kinga zna także Mastertona. Pan ten urzekł mnie nie tyle
stylem pisania czy finezją, co samymi pomysłami. Zdarzyło się akurat, że w
gminnej bibliotece dopadłem dwie książki tegoż autora i oczywiście od razu
pożyczyłem obydwie. Jedną z nich był bodajże „Kondor” a drugą „Krzywa Sweetmana”
(nie wiem czy dobrze napisałem – czytałem ją ładne pół roku temu, więc proszę o
wyrozumiałość). Obie traktowały o politycznej scenie USA, ale jakże były
odmienne. Pomijając fakt, że były fikcjami literackimi przejdę od razu do
rzeczy. Teoretycznie książki te można by nazwać bliźniaczymi jednak, gdy się
przyjrzeć dokładnie widać wyobraźnię autora. Dwóch ludzi. Obaj dążą do tego by
zasiąść na stołku, żaden z nich nie cofnie się przed niczym. Jednak to dwie tak
odmienne historie jak gdyby pisało je dwóch różnych ludzi o całkowicie różnych
poglądach politycznych i etycznych. Przeczytałem jedną i nie znudziłem się
drugą. Wtedy już wiedziałem, kto obejmie stołek obok Kinga.
W tym miejscu musiałem się poważnie zastanowić czy Koontz godny jest trzeciego
miejsca. Uznałem, że nie mogę nie napisać o nim, ponieważ dostarczył mi
niebywałej intelektualnej rozrywki poprzedzonej ślinotokiem i przyśpieszonym
oddechem. Zastanawiałem się też ze względu na to, że przeczytałem jedynie jedną
(słownie: jedną) jego książkę. Jak można pisać o pisarzu, którego się
praktycznie nie zna? Jednak musiałem. „Zimny ogień” powalił mnie na kolana.
Gdybym przeczytał więcej jego książek i trzymałyby one taki sam poziom, King z
hukiem spadłby z pierwszego miejsca. Lepszej rekomendacji ani większej pochwały
nie jestem w stanie wymyślić. |
|
Do tego autora podchodziłem z dystansem i niechęcią. Co to u licha jest thriller
medyczny? Dzięki Cook’owi przekonałem się, że nawet w szpitalu potrafią dziać
się ciekawe rzeczy. Jako że nie ma on tej lotności umysłu, co Masterton
uplasowałem go niżej. Zresztą, Masterton to bardzo wszechstronny pisarz, który
nie zamyka się w jednym gatunku a to stanowi jego siłę.
Karol May. Pisarz mojego dzieciństwa. Jakże wtedy chciałem być Indianinem!
Strzelałbym sobie z łuku, polował na bizony i nienawidził białych ludzi.
Dziecinna brutalna utopia, świat, w który zagłębiałem się z wypiekami na twarzy.
Jego książki były pierwszymi (oprócz lektur), które dane mi było czytać.
Niestety żadnego tytułu nie dam rady wymienić, ponieważ minęło ładnych parę lat.
Najważniejsze jest to, że każda historia, którą przeczytałem trwa nadal w mojej
głowie i gdy o niej pomyślę wracają pozytywne wspomnienia.
Jej książki przeczytałem kilkadziesiąt (słownie: kilkadziesiąt) razy. Średnio
dziesięć na książkę. Musiałem ją zamieścić choćby na ostatnim miejscu, ponieważ
wypełniła moje życie. Przez dwa lata byłem czarodziejem… Dla tych, którzy mnie
teraz przeklinają i wyzywają od ciot (fan Kinga a czyta „Pottera”) odsyłam kilka
numerów wstecz do „True” mojego autorstwa. Bez pani Rowling nie czytałbym teraz
dwóch, trzech książek tygodniowo. To ona zaszczepiła we mnie nałóg czytania. To
ona zamyka korowód.
Gdy na moim biurku nie leży nowiusieńka książka czuję się chory. Czuję się jak
palacz, który przez dwa dni nie widział na oczy papierosa. Kocham ten nałóg.
Moje otoczenie sceptycznie i z niechęcią podchodzi do książek a gdy widzą
kilkaset gęsto zadrukowanych stron od razu dostają gęsiej skórki. Mało jest
osób, z którymi mogę pogadać o książkach a czasem aż mnie korci żeby to zrobić,
żeby przeżyć na nowo.
Każda książka jest następnym życiem, które przeżywam by przeżyć następne.
Tel. 507790302
PS. Powiedzcie mi jak to jest, że tyle czytam a piszę na tak miernym poziomie?
PPS. Chciałbym serdecznie pozdrowić Katarzynę o pięknych, ciemnoniebieskich,
dużych oczach. Ona też kocha książki. |