|
Romantyczne figury
nieskończoności - część II
Danuta 'dan_daki' Duszeńczuk
ZNAJOMOŚĆ ROMANTYCZNYCH FIGUR NIESKOŃCZONOŚCI W
TWÓRCZOŚCI ADAMA MICKIEWICZA DROGĄ DO POZNANIA TAJEMNICY ISTOTY BYTU
CZĘŚĆ II:
Bohater romantyczny w utworach Adama Mickiewicza.
Nieskończone przestrzenie ludzkiej duszy. W
przywołanych uprzednio utworach wyraźnie zaznaczona została nić wiążąca świat
człowieka ze światem nadprzyrodzonym. Niebagatelną rolę odgrywają w nawiązywaniu
kontaktu między obiema rzeczywistościami uczucia. Dlatego za kolejny sposób na
odkrycie tajemnic bytu obrać należy tzw. zwierciadło duszy romantycznego
bohatera – czyli tego, którego orężem jest wiara, wyobraźnia i intuicja.
Mickiewicz w swoich dziełach niejednokrotnie zwracał uwagę, iż równie
tajemnicze, jak siły przyrody i świata nadzmysłowego, są ludzkie serca.
Nieodgadnione były dla niego także wnętrza bohaterów, których sam wykreował, jak
choćby udręczonej żalem i tęsknotą Karusi z ballady „Romantyczność”. Innym
przykładem może być dla nas nieoczekiwana przemiana, jaka dokonała się w sercu
okrutnego zbójcy z „Powrotu taty”, pod wpływem widoku modlących się dzieci. I
przemiana ta wcale nie dokonała się stopniowo; nastąpiła nagle, można by wręcz
powiedzieć, że zaskoczyła samego herszta:
„Słucham, z początku porwał mię śmiech pusty,
A potem litość i trwoga.”
Jedna scena: widok małych, niewinnych dzieci, stała się impulsem do przełomowego
zwrotu w duszy rozbójnika, obudziła w nim głęboko skrywane, ludzkie uczucia.
Romantycy utworzyli własną antropologię filozoficzną, w której na samym szczycie
piramidy odkrycia podstaw egzystencji i doznania jaźni usytuowali tzw. człowieka
wewnętrznego, z jego wysokimi stanami świadomości, będącego przeciwieństwem
człowieka ukształtowanego przez społeczeństwo i normy, jakimi się ono kieruje. W
ten sposób bohaterowie przez nich kreowani stawali się jednostkami wybitnymi,
filozofami egzystencji.
Takim filozofem egzystencji, rozdartym wewnętrznie, zbuntowanym i wchodzącym na
drogę konfliktu ze światem, jest Gustaw z IV części „Dziadów”. Gustaw,
nieszczęśliwie zakochany, popełnia samobójstwo i jako duch zjawia się w domu
Księdza w noc dziadów. W utworze obserwujemy bogactwo przeżyć bohatera. Jest on
doświadczony przez wielką, gwałtowną miłość, która doprowadza go do utraty
zmysłów. Jest dla niego błogosławieństwem i zarazem przekleństwem. Gustaw
tłumaczy, że odtrącone uczucie wyniszcza go, czyni niezdolnym do życia,
obojętnym na otoczenie i innych ludzi (gdyż ulegając tak płomiennemu uczuciu i
całkowicie się w nim zatracając, zabił w sobie talenty jednostki, które mogły
służyć dla dobra społeczeństwa) z tego względu, iż rozdzieleniu uległy dwie
bliźniacze dusze. Miłość traktuje jak przeznaczenie, metafizyczny związek dwóch
istot złączonych przez Boga:
„(...) Bóg stworzył miłość (...)
On dusze obie łańcuchem uroku
Powiązał na wieki z sobą!”
Bohater pogrąża się w rozpaczy, momentami ma się wręcz wrażenie, że upaja się
cierpieniem. Targają nim całkiem skrajne uczucia i każde z nich uzewnętrznia on
bardzo impulsywnie. Z jednej strony ubóstwia swoją ukochaną, porównuje do
Anioła, oczyszcza z win i przejmuje je na siebie, z drugiej strony – daje
ponieść się złości, nazywa ją puchem marnym, źródłem udręki, istotą żądną
bogactw i oskarża o brak szczerych, czystych uczuć.
W IV części „Dziadów” mamy okazję zagłębić się w studium psychologiczne
wyobcowanego, zagubionego człowieka, odartego z uczucia, które daje mu siłę i
jedyny sens życia. Gustaw przechodzi przez wszystkie poziomy piramidy doznań
egzystencjalnych. A mimo to jego uniesienia i porywy są jednak przez czytelnika
przyjmowane jako coś naturalnego, można tu mówić nawet o spontanicznym
współprzeżywaniu emocjonalnym, chociaż Mickiewicz opisał przesadnie szaleństwo
Gustawa, uniezwyklił je, prawie że wyświęcił. Poprzez przedstawienie
niepojętości odczuć Gustawa, Mickiewicz zmusił czytających do refleksji nad
prawdą dotyczącą świata i człowieka.
Kontrastowość ludzkiej psychiki, duszy pełnej sprzeczności możemy zatem porównać
bez obaw z poznanym już przez nas nieskończonym światem ponadzmysłowym. Toteż
wzajemne przenikanie się obu tych płaszczyzn, uzależnienie bytu człowieka od
bytu wszechświata, romantycy materializowali przed odbiorcami swojej sztuki
poprzez „przeglądanie się duszy” w przyrodzie. Najlepiej ukazał ten stan Adam
Mickiewicz w „Stepach Akermańskich”, gdzie nieskończoność i cisza rozciągającego
się wokół Pielgrzyma stepu jest jakby lustrzanym odbiciem niedoli jego
osamotnionej duszy, tęskniącej za ukochaną ojczyzną. Dlatego droga człowieka do
samopoznania polegała według romantyków w głównej mierze na umiejętnym
odczytywaniu mowy natury, odnalezieniu śladów głębszej rzeczywistości.
|
|
Domeną Mickiewicza i innych twórców tej epoki było stwierdzenie: „jesteśmy
bytami głębinowymi”. By zrozumieć więc bezgraniczność drugiej, niewidzialnej
rzeczywistości, trzeba zstąpić w samych siebie, uświadomić sobie nieskończoność
przestrzeni swej duszy, zagłębić się w toń podświadomości (tutaj nasuwa się
ponownie skojarzenie z oceanem z teorii otwartego kosmosu romantyków).
Teraz wiemy już, skąd u Mickiewicza tyle prób przenikania do serc tworzonych
postaci, skąd tak częste wyrażanie ich osobistych przeżyć. Dzięki poezji
Mickiewicza mamy możliwość odkrycia sekretów ludzkiej jaźni, odsłonięcia jej
pierwotnego, nieskażonego cywilizacją kształtu. Niebezpiecznie zbliżamy się do
tajemnicy tajemnic złożonej na samym dnie owej głębi. Czy dosięgnięcie jej, jak
ostrzegali klasycyści, może doprowadzić do postradania zmysłów, opanowania
umysłu przez chaos? Przecież również romantycy zdawali sobie sprawę, że człowiek
nie jest w stanie ogarnąć swoim rozumem nieskończoności, a nieustanne próby
osiągnięcia tego celu mogą doprowadzić do szaleństwa?
Jednakże i w tym przypadku romantycy znaleźli wyjście z sytuacji. Przedstawili
tezę o istnieniu jednostek wybitnych, twórców i kreatorów na miarę samego
niemalże Boga. Jak nietrudno się domyślić, tymi wybrańcami, którym dana została
zdolność „sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga”, są artyści, a ściślej rzecz
ujmując – poeci.
Gdzie szukać należy takiego poety – kreatora w twórczości naszego narodowego
wieszcza? Odpowiedź jest zasadniczo prosta: jest nim Konrad z III części
„Dziadów”, a właściwie znany nam już ze wcześniejszych części Gustaw. W
„Dziadach” drezdeńskich przechodzi on bowiem wewnętrzną przemianę, rodzi się na
nowo i z nieszczęśliwie zakochanego romantyka przeistacza się w genialnego
twórcę, wybranego na przywódcę narodu uciskanego przez rosyjskiego cara (słynny
napis na ścianie więziennej: „Obiit Gustavus – hic natus est Conradus”, czyli:
„Umarł Gustaw – tutaj narodził się Konrad”). Konrad jest świadomy swojej
wielkości – skoro została mu ona dana, musi ją odpowiednio wykorzystać,
najlepiej dla dobra społeczeństwa. Moc twórcza, którą w sobie znalazł,
doprowadziła go do stanu heroicznego uwznioślenia, utwierdziła go w przekonaniu
o swojej nieprzeciętności. Konrad, ulegając w większości swojej pysze, o mało
co, a wypowiedziałby przeciw Bogu w Wielkiej Improwizacji największe
bluźnierstwo. W Improwizacji zresztą Mickiewicz nakreślił bardzo żywiołowy i
dynamiczny obraz starć wewnętrznych Konrada, który nieostrożnie zagłębiał się w
siebie, owładnięty ideą poświęcenia swojego geniuszu dla ojczyzny. W pewnej
chwili stwierdza nawet:
„Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż ty większego mogłeś zrobić – Boże? (...)
Ja kocham mój naród – objąłem w ramiona
Wszystkie przeszłe i przyszłe pokolenia (...)
chcę czuciem rządzić, które jest we mnie,
Rządzić jak Ty wszystkimi zawsze i tajemnie”.
Czyli Konrad potrafił określić swoją potęgę: czuł niczym Bóg nieśmiertelność,
czas nie stanowił dla niego żadnej bariery (potrafił sięgać tak w przeszłość,
jak i w przyszłość), mógłby rządzić uczuciami. Wszystkie te stwierdzenia
dobitnie świadczą o odczuwaniu przez Konrada wewnętrznej nieskończoności i
nieograniczonych możliwości twórczych, jakie ona mu dała.
Dzięki analizie III części „Dziadów” doszliśmy do następnego elementu
symbolizującego nieskończoność u Mickiewicza – a jest nim czas. O jego
niewątpliwym znaczeniu mówi wiersz pt. „Nad wodą wielką i czystą”, wchodzący w
skład tzw. liryków lozańskich. Woda, jej wielkość i niezakłócone trwanie, jest
wiodącym motywem utworu, zmuszającym czytelników do refleksji nad przemijaniem.
Tafla jeziora tylko odbija ulotną, krótkotrwałą rzeczywistość, nie angażuje się
w nią, zachowuje obojętność – mimo że „przebiegły czarne obłoki” oraz „błysnęło
wzdłuż i grom ryknął”, to woda nieprzerwanie „stoi wielka i czysta”. Podmiot
liryczny rozumie, iż człowiek nie może sobie pozwolić na taki bezruch i
bierność, że jest poddawany nieustającym zmianom, musi brnąć do przodu:
„Skałom trzeba stać i grozić,
Obłokom deszcze przewozić,
Błyskawicom grzmieć i ginąć,
Mnie płynąć, płynąć i płynąć.”
|