Lipiec 2006      


|:  VARIA  :|

Romantyczne figury nieskończoności - część II
Danuta 'dan_daki' Duszeńczuk

               ZNAJOMOŚĆ ROMANTYCZNYCH FIGUR NIESKOŃCZONOŚCI W TWÓRCZOŚCI ADAMA MICKIEWICZA DROGĄ DO POZNANIA TAJEMNICY ISTOTY BYTU

CZĘŚĆ II:
Bohater romantyczny w utworach Adama Mickiewicza.
Nieskończone przestrzenie ludzkiej duszy.

W przywołanych uprzednio utworach wyraźnie zaznaczona została nić wiążąca świat człowieka ze światem nadprzyrodzonym. Niebagatelną rolę odgrywają w nawiązywaniu kontaktu między obiema rzeczywistościami uczucia. Dlatego za kolejny sposób na odkrycie tajemnic bytu obrać należy tzw. zwierciadło duszy romantycznego bohatera – czyli tego, którego orężem jest wiara, wyobraźnia i intuicja.

Mickiewicz w swoich dziełach niejednokrotnie zwracał uwagę, iż równie tajemnicze, jak siły przyrody i świata nadzmysłowego, są ludzkie serca. Nieodgadnione były dla niego także wnętrza bohaterów, których sam wykreował, jak choćby udręczonej żalem i tęsknotą Karusi z ballady „Romantyczność”. Innym przykładem może być dla nas nieoczekiwana przemiana, jaka dokonała się w sercu okrutnego zbójcy z „Powrotu taty”, pod wpływem widoku modlących się dzieci. I przemiana ta wcale nie dokonała się stopniowo; nastąpiła nagle, można by wręcz powiedzieć, że zaskoczyła samego herszta:

„Słucham, z początku porwał mię śmiech pusty,
A potem litość i trwoga.”


Jedna scena: widok małych, niewinnych dzieci, stała się impulsem do przełomowego zwrotu w duszy rozbójnika, obudziła w nim głęboko skrywane, ludzkie uczucia.

Romantycy utworzyli własną antropologię filozoficzną, w której na samym szczycie piramidy odkrycia podstaw egzystencji i doznania jaźni usytuowali tzw. człowieka wewnętrznego, z jego wysokimi stanami świadomości, będącego przeciwieństwem człowieka ukształtowanego przez społeczeństwo i normy, jakimi się ono kieruje. W ten sposób bohaterowie przez nich kreowani stawali się jednostkami wybitnymi, filozofami egzystencji.

Takim filozofem egzystencji, rozdartym wewnętrznie, zbuntowanym i wchodzącym na drogę konfliktu ze światem, jest Gustaw z IV części „Dziadów”. Gustaw, nieszczęśliwie zakochany, popełnia samobójstwo i jako duch zjawia się w domu Księdza w noc dziadów. W utworze obserwujemy bogactwo przeżyć bohatera. Jest on doświadczony przez wielką, gwałtowną miłość, która doprowadza go do utraty zmysłów. Jest dla niego błogosławieństwem i zarazem przekleństwem. Gustaw tłumaczy, że odtrącone uczucie wyniszcza go, czyni niezdolnym do życia, obojętnym na otoczenie i innych ludzi (gdyż ulegając tak płomiennemu uczuciu i całkowicie się w nim zatracając, zabił w sobie talenty jednostki, które mogły służyć dla dobra społeczeństwa) z tego względu, iż rozdzieleniu uległy dwie bliźniacze dusze. Miłość traktuje jak przeznaczenie, metafizyczny związek dwóch istot złączonych przez Boga:

„(...) Bóg stworzył miłość (...)
On dusze obie łańcuchem uroku
Powiązał na wieki z sobą!”


Bohater pogrąża się w rozpaczy, momentami ma się wręcz wrażenie, że upaja się cierpieniem. Targają nim całkiem skrajne uczucia i każde z nich uzewnętrznia on bardzo impulsywnie. Z jednej strony ubóstwia swoją ukochaną, porównuje do Anioła, oczyszcza z win i przejmuje je na siebie, z drugiej strony – daje ponieść się złości, nazywa ją puchem marnym, źródłem udręki, istotą żądną bogactw i oskarża o brak szczerych, czystych uczuć.

W IV części „Dziadów” mamy okazję zagłębić się w studium psychologiczne wyobcowanego, zagubionego człowieka, odartego z uczucia, które daje mu siłę i jedyny sens życia. Gustaw przechodzi przez wszystkie poziomy piramidy doznań egzystencjalnych. A mimo to jego uniesienia i porywy są jednak przez czytelnika przyjmowane jako coś naturalnego, można tu mówić nawet o spontanicznym współprzeżywaniu emocjonalnym, chociaż Mickiewicz opisał przesadnie szaleństwo Gustawa, uniezwyklił je, prawie że wyświęcił. Poprzez przedstawienie niepojętości odczuć Gustawa, Mickiewicz zmusił czytających do refleksji nad prawdą dotyczącą świata i człowieka.

Kontrastowość ludzkiej psychiki, duszy pełnej sprzeczności możemy zatem porównać bez obaw z poznanym już przez nas nieskończonym światem ponadzmysłowym. Toteż wzajemne przenikanie się obu tych płaszczyzn, uzależnienie bytu człowieka od bytu wszechświata, romantycy materializowali przed odbiorcami swojej sztuki poprzez „przeglądanie się duszy” w przyrodzie. Najlepiej ukazał ten stan Adam Mickiewicz w „Stepach Akermańskich”, gdzie nieskończoność i cisza rozciągającego się wokół Pielgrzyma stepu jest jakby lustrzanym odbiciem niedoli jego osamotnionej duszy, tęskniącej za ukochaną ojczyzną. Dlatego droga człowieka do samopoznania polegała według romantyków w głównej mierze na umiejętnym odczytywaniu mowy natury, odnalezieniu śladów głębszej rzeczywistości.


Domeną Mickiewicza i innych twórców tej epoki było stwierdzenie: „jesteśmy bytami głębinowymi”. By zrozumieć więc bezgraniczność drugiej, niewidzialnej rzeczywistości, trzeba zstąpić w samych siebie, uświadomić sobie nieskończoność przestrzeni swej duszy, zagłębić się w toń podświadomości (tutaj nasuwa się ponownie skojarzenie z oceanem z teorii otwartego kosmosu romantyków).

Teraz wiemy już, skąd u Mickiewicza tyle prób przenikania do serc tworzonych postaci, skąd tak częste wyrażanie ich osobistych przeżyć. Dzięki poezji Mickiewicza mamy możliwość odkrycia sekretów ludzkiej jaźni, odsłonięcia jej pierwotnego, nieskażonego cywilizacją kształtu. Niebezpiecznie zbliżamy się do tajemnicy tajemnic złożonej na samym dnie owej głębi. Czy dosięgnięcie jej, jak ostrzegali klasycyści, może doprowadzić do postradania zmysłów, opanowania umysłu przez chaos? Przecież również romantycy zdawali sobie sprawę, że człowiek nie jest w stanie ogarnąć swoim rozumem nieskończoności, a nieustanne próby osiągnięcia tego celu mogą doprowadzić do szaleństwa?

Jednakże i w tym przypadku romantycy znaleźli wyjście z sytuacji. Przedstawili tezę o istnieniu jednostek wybitnych, twórców i kreatorów na miarę samego niemalże Boga. Jak nietrudno się domyślić, tymi wybrańcami, którym dana została zdolność „sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga”, są artyści, a ściślej rzecz ujmując – poeci.

Gdzie szukać należy takiego poety – kreatora w twórczości naszego narodowego wieszcza? Odpowiedź jest zasadniczo prosta: jest nim Konrad z III części „Dziadów”, a właściwie znany nam już ze wcześniejszych części Gustaw. W „Dziadach” drezdeńskich przechodzi on bowiem wewnętrzną przemianę, rodzi się na nowo i z nieszczęśliwie zakochanego romantyka przeistacza się w genialnego twórcę, wybranego na przywódcę narodu uciskanego przez rosyjskiego cara (słynny napis na ścianie więziennej: „Obiit Gustavus – hic natus est Conradus”, czyli: „Umarł Gustaw – tutaj narodził się Konrad”). Konrad jest świadomy swojej wielkości – skoro została mu ona dana, musi ją odpowiednio wykorzystać, najlepiej dla dobra społeczeństwa. Moc twórcza, którą w sobie znalazł, doprowadziła go do stanu heroicznego uwznioślenia, utwierdziła go w przekonaniu o swojej nieprzeciętności. Konrad, ulegając w większości swojej pysze, o mało co, a wypowiedziałby przeciw Bogu w Wielkiej Improwizacji największe bluźnierstwo. W Improwizacji zresztą Mickiewicz nakreślił bardzo żywiołowy i dynamiczny obraz starć wewnętrznych Konrada, który nieostrożnie zagłębiał się w siebie, owładnięty ideą poświęcenia swojego geniuszu dla ojczyzny. W pewnej chwili stwierdza nawet:

„Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż ty większego mogłeś zrobić – Boże? (...)
Ja kocham mój naród – objąłem w ramiona
Wszystkie przeszłe i przyszłe pokolenia (...)
chcę czuciem rządzić, które jest we mnie,
Rządzić jak Ty wszystkimi zawsze i tajemnie”.


Czyli Konrad potrafił określić swoją potęgę: czuł niczym Bóg nieśmiertelność, czas nie stanowił dla niego żadnej bariery (potrafił sięgać tak w przeszłość, jak i w przyszłość), mógłby rządzić uczuciami. Wszystkie te stwierdzenia dobitnie świadczą o odczuwaniu przez Konrada wewnętrznej nieskończoności i nieograniczonych możliwości twórczych, jakie ona mu dała.

Dzięki analizie III części „Dziadów” doszliśmy do następnego elementu symbolizującego nieskończoność u Mickiewicza – a jest nim czas. O jego niewątpliwym znaczeniu mówi wiersz pt. „Nad wodą wielką i czystą”, wchodzący w skład tzw. liryków lozańskich. Woda, jej wielkość i niezakłócone trwanie, jest wiodącym motywem utworu, zmuszającym czytelników do refleksji nad przemijaniem. Tafla jeziora tylko odbija ulotną, krótkotrwałą rzeczywistość, nie angażuje się w nią, zachowuje obojętność – mimo że „przebiegły czarne obłoki” oraz „błysnęło wzdłuż i grom ryknął”, to woda nieprzerwanie „stoi wielka i czysta”. Podmiot liryczny rozumie, iż człowiek nie może sobie pozwolić na taki bezruch i bierność, że jest poddawany nieustającym zmianom, musi brnąć do przodu:

„Skałom trzeba stać i grozić,
Obłokom deszcze przewozić,
Błyskawicom grzmieć i ginąć,
Mnie płynąć, płynąć i płynąć.”

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!