Lipiec 2006      


|:  RECENZJA  :|

Richard Bachman - Uciekinier
Bezimienny Grzegorz

Aż trudno uwierzyć, że omawiana powieść powstawała zaledwie dwa tygodnie! Stephen King ukrywając się tym razem pod pseudonimem Richard Bachman przyzwyczaił czytelników do pisania dużo i dobrze, ale czy stworzenie książki w niecałe dwa tygodnie nie jest swego rodzaju obrazą dla tych wielkich pisarzy, którzy niekiedy poświęcili niemalże całe życie na dopracowanie do perfekcji swego dzieła? Kwestia sporna. Zapewne malkontenci przytaknął równo mym słowom, natomiast przeciętny czytelnik tylko uśmiechnie się łapczywie, gdyż po raz kolejny dane mu będzie przebrnąć przez odprężającą i ciekawą zarazem lekturę, do której przeczytania nie potrzeba poziomu inteligencji Stephena Hawkinsa.

Akcja powieści przenosi czytelnika w niedaleką przyszłość, gdzie stacje telewizyjne posunęły się do tego stopnia, że znudzonym starymi, sztampowymi teleturniejami i żądnym nowych wrażeń widzom serwuje się brutalne programy, w których największą przegraną jest śmierć. Główny bohater powieści, Ben Richards chcąc zarobić pieniądze na leki dla chorej córki bierze udział w cieszącej się ogromną popularnością grze „Uciekinier”. Zasady są proste, kto przez cały miesiąc zdoła wywodzić na manowce ścigających go Łowców, ten zgarnie wygraną. Jak dotąd rekordem było przetrwanie zaledwie... ośmiu dni. Richards jest jednak o wiele sprytniejszym graczem niż się z początku wydawało.

Mówi się, że do każdej książki można doczepić jakąś ideologię, która to niby przyświecała autorowi podczas tworzenia, choć najczęściej jest tak, że stworzyła się ona bezwiednie. Tym razem nie można jednak mówić o przypadku, gdyż ten temat Stephen King poruszał już w swej wcześniejszej, fenomenalnej z resztą powieści „Wielki marsz”. „Uciekinier” zdaje się być przestrogą przed wpływem środków masowego przekazu na potencjalnego odbiorcę. W powieści media sterują ludzkimi uczuciami, sieją propagandę, z bohaterów robią morderców, a z morderców bohaterów. Oglądalność liczy się bardziej niż ludzkie życie, a prawda nie istnieje. Swego czasu Oliver Stone nakręcił głośny film „Urodzeni mordercy”, który w bardzo dosadny sposób obrazował wpływ mediów na ludzkie poglądy. „Uciekinier” w swej tematyce jest dziełem bardzo podobnym do wspomnianego filmu, a mianowicie rozprawia o tym jak potężna i zgubna zarazem może być i jest siła środków masowego przekazu. Już dziś możemy stwierdzić, że ponura wizja Stephena Kinga choć nadal odległa może być rzeczywistą, wystarczy rozejrzeć się dookoła i dostrzec jak wielką moc oddziaływania na ludzi może mieć zwyczajna rozgłośnia radiowa. Czy staniemy się więc niewolnikami czarnych pudeł? Gdyby się tak bliżej przyjrzeć, to już nimi jesteśmy... Pozostaje mieć tylko nadzieję, że w ludziach pozostała choć odrobina nihilizmu, który nie pozwoli na przekroczenie cienkiej granicy totalnego zniewolenia. Niestety w świecie „Uciekiniera” tego zabrakło.

  The Runnig Man
  science fiction
  brak

 


Jak zwykle u Kinga wartka akcja i lekki styl pozwalając czerpać niesamowitą przyjemność z kartkowania powieści – jeśli oczywiście przy takiej dawce pesymizmu można mówić o przyjemności. Bohaterowie choć są tylko splotem wyrazów zdają się być prawdziwymi, żywymi ludźmi, a sam koncept jest niezwykle przekonujący w swej wymowie. „Uciekinier” to książka wyśmienita, lekkostrawna, a przy tym wbijającą się w psychikę. Filmowcy już raz sięgnęli po pomysł Kinga, ich wizja jednak komercyjna i kiczowata znacznie różniła się od książkowego pierwowzoru. Powieść oczywiście polecam, naprawdę warto po nią sięgnąć. Aż trudno uwierzyć, że powstawała niecałe dwa tygodnie...

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!