Lipiec 2006      


|:  RECENZJA  :|

Philip K. Dick - Blade Runner
Bezimienny Grzegorz

Uchodzi Philip K. Dick za jednego z najważniejszych, jeśli nie najważniejszego pisarza literatury fantastyczno-naukowej w dziejach. Każdy szanujący się fan wspomnianego gatunku posiada w domowych biblioteczkach przynajmniej jeden dickowski twór, inaczej po prostu nie wypada. Z jednej strony wielki pisarz i filozof, z drugiej ekscentryk, narkoman i paranoik (ale jak to napisała pani Susan Sontag: „Każdy ma takie życie, jakiego w głębi pragnie.”). Wielu przed Dickiem było ‘dziwaków’ i ‘wykolejeńców’ w świecie słowa pisanego, że choćby wspomnę najsłynniejszych, Edgara Allana Poe czy Howarda Philipsa Lovecrafta, a każdy z nich stworzył rzeczy wielkie, które nawet po dziś dzień zakorzenione w literaturze znajdują swych naśladowców.

Po książki Dicka sięga wielu, ale ta jedna, „Blade Runner” właśnie szczyci się szczególną popularnością, można się spierać czy to za sprawą słynnego filmu Ridleya Scotta nakręconego na podstawie omawianej powieści, czy też geniusz samej książki tak zwraca uwagę czytelników. Pomińmy już fakt, że prawdziwy tytuł dzieła - „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” – został zastąpiony tytułem kinowej wersji, co zapewne miało przynieś (i przyniosło!) większą poczytność Dickowi i jego wielkiemu dziełu.

Opowiada „Blade Runner” o brudnym świecie przyszłości. Pokrytą radioaktywnym pyłem Ziemię opuszcza niemal cała ludzka populacja, by zamieszkać na jednej z dwóch skolonizowanych planet. Każdy kto odejdzie z Niebieskiej Planety otrzyma w prezencie androida – androida, który do złudzenia przypomina człowieka i którego zachowanie zbliżone jest do ludzkiego. Grupka robotów jest jednak zbyt podobna do ludzi, to Nexus-6, nowy model, który pragnie wolności i przetrwania... Do zlikwidowania buntowników przydzielony zostaje Łowca, Rick Deckard. Detektyw poszukując robotów odnajduje ich w ludziach.

O tym właśnie jest „Blade Runner”, o ludziach z wolna zatracających się w schemacie codzienności, o ludziach, którzy programują sobie nastrój – depresja dla pana? Bardzo proszę! – i o ludziach szukających sensu istnienia w programie komputerowym. Deckard zdaje sobie sprawę, że ludzie przestali być bardziej człowieczy niż roboty. To co niegdyś tak bardzo odróżniało nas od maszyn teraz gdzieś zaginęło, a jest to współczucie i zrozumienie. Czy współczucie jedynie wobec człowieka jest bardziej ludzkie, niż współczucie dla maszyny? Czy ludzi odróżnia od zwierząt jedynie fakt, że potrafimy współczuć i to współczuć wszystkim i co najważniejsze, wszystkiemu...? Czy jesteśmy ludźmi tylko dla tego, że potrafimy kochać elektryczną owcę? Dickowski „Blade Runner” pod płaszczem dziwacznych metafor ukrytych w poszczególnych scenach stara się odpowiedzieć na takie właśnie pytania.

  Do Androids Dream of Electric Sheep?
  science fiction
  brak

 


Powieść zmusza czytelnika do przemyśleń, interpretacji, a przy tym napisana jest prosty językiem, bez zbędnego słowolejstwa. Ponurość scenerii wprowadza w stan nostalgii i zmęczenia życiem odczuwanych przez głównego bohatera. Dick za pomocą słów tworzy nowy, brudny świat przyszłości, w który wchodzi się wraz z pierwszymi zdaniami „Blade Runnera”. Genialna książka o istocie człowieczeństwa, starająca się odpowiedzieć na z pozoru proste pytanie, które niegdyś po przeczytaniu powieści zadała Dorota Malinowska: „Co to znaczy być prawdziwym człowiekiem?”.

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!