|
Philip K. Dick - Blade Runner
Bezimienny Grzegorz
Uchodzi Philip K. Dick za jednego z najważniejszych, jeśli nie
najważniejszego pisarza literatury fantastyczno-naukowej w dziejach. Każdy
szanujący się fan wspomnianego gatunku posiada w domowych biblioteczkach
przynajmniej jeden dickowski twór, inaczej po prostu nie wypada. Z jednej strony
wielki pisarz i filozof, z drugiej ekscentryk, narkoman i paranoik (ale jak to
napisała pani Susan Sontag: „Każdy ma takie życie, jakiego w głębi pragnie.”).
Wielu przed Dickiem było ‘dziwaków’ i ‘wykolejeńców’ w świecie słowa pisanego,
że choćby wspomnę najsłynniejszych, Edgara Allana Poe czy Howarda Philipsa
Lovecrafta, a każdy z nich stworzył rzeczy wielkie, które nawet po dziś dzień
zakorzenione w literaturze znajdują swych naśladowców.
Po książki Dicka sięga wielu, ale ta jedna, „Blade Runner” właśnie szczyci się
szczególną popularnością, można się spierać czy to za sprawą słynnego filmu
Ridleya Scotta nakręconego na podstawie omawianej powieści, czy też geniusz
samej książki tak zwraca uwagę czytelników. Pomińmy już fakt, że prawdziwy tytuł
dzieła - „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” – został zastąpiony
tytułem kinowej wersji, co zapewne miało przynieś (i przyniosło!) większą
poczytność Dickowi i jego wielkiemu dziełu.
Opowiada „Blade Runner” o brudnym świecie przyszłości. Pokrytą radioaktywnym
pyłem Ziemię opuszcza niemal cała ludzka populacja, by zamieszkać na jednej z
dwóch skolonizowanych planet. Każdy kto odejdzie z Niebieskiej Planety otrzyma w
prezencie androida – androida, który do złudzenia przypomina człowieka i którego
zachowanie zbliżone jest do ludzkiego. Grupka robotów jest jednak zbyt podobna
do ludzi, to Nexus-6, nowy model, który pragnie wolności i przetrwania... Do
zlikwidowania buntowników przydzielony zostaje Łowca, Rick Deckard. Detektyw
poszukując robotów odnajduje ich w ludziach.
O tym właśnie jest „Blade Runner”, o ludziach z wolna zatracających się w
schemacie codzienności, o ludziach, którzy programują sobie nastrój – depresja
dla pana? Bardzo proszę! – i o ludziach szukających sensu istnienia w programie
komputerowym. Deckard zdaje sobie sprawę, że ludzie przestali być bardziej
człowieczy niż roboty. To co niegdyś tak bardzo odróżniało nas od maszyn teraz
gdzieś zaginęło, a jest to współczucie i zrozumienie. Czy współczucie jedynie
wobec człowieka jest bardziej ludzkie, niż współczucie dla maszyny? Czy ludzi
odróżnia od zwierząt jedynie fakt, że potrafimy współczuć i to współczuć
wszystkim i co najważniejsze, wszystkiemu...? Czy jesteśmy ludźmi tylko dla
tego, że potrafimy kochać elektryczną owcę? Dickowski „Blade Runner” pod
płaszczem dziwacznych metafor ukrytych w poszczególnych scenach stara się
odpowiedzieć na takie właśnie pytania.
|
|
|
|
| Do
Androids Dream of Electric Sheep? |
|
|
science fiction |
|
|
brak |
|
|
 |
|
|
Powieść zmusza czytelnika do przemyśleń, interpretacji, a przy tym napisana jest
prosty językiem, bez zbędnego słowolejstwa. Ponurość scenerii wprowadza w stan
nostalgii i zmęczenia życiem odczuwanych przez głównego bohatera. Dick za pomocą
słów tworzy nowy, brudny świat przyszłości, w który wchodzi się wraz z
pierwszymi zdaniami „Blade Runnera”. Genialna książka o istocie człowieczeństwa,
starająca się odpowiedzieć na z pozoru proste pytanie, które niegdyś po
przeczytaniu powieści zadała Dorota Malinowska: „Co to znaczy być prawdziwym
człowiekiem?”.
|
|